Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Ogniska...

[Z miasta] Ogniska Wychowawcze od nowa

Anna Nowak

Kiedyś były miejscami socjalizacji dla dzieci z biednych lub patologicznych rodzin. Dziś stają się przestrzeniami spędzania wolnego czasu dla coraz większej rzeszy dzieci. Mimo to ich dawny wizerunek wciąż pokutuje. Czy można by to zmienić?

Czy ktoś jeszcze dziś pamięta o tych miejscach? Ogniska Wychowawcze jawią się jako całkowicie zapomniane relikty dawnych czasów, o których krążą jedynie negatywne opinie. Mówi się, że to miejsca pobytu zdemoralizowanych dzieci z patologicznych rodzin. Okoliczni mieszkańcy często nie mają z tymi placówkami żadnych innych skojarzeń. To smutne, ponieważ to bardzo ciekawe placówki, skromnie działające w obecnych realiach, mające natomiast niesłychany potencjał. Potencjał szczególnie istotny z punktu widzenia przeobrażeń modelu współczesnej polskiej rodziny.

Dziś, gdy mama i tata zostają po godzinach w pracy, ponieważ stawiają na rozwój karier zawodowych albo po prostu muszą dorabiać do niskich pensji, swoje dzieci często zaledwie „mijają w drzwiach”. Wspólne posiłki to w dzisiejszych czasach wydarzenie dla wielu rodzin wyjątkowe. Ich pociechom przedpołudnie wypełnia zazwyczaj szkoła oraz zajęcia obowiązkowe. Jednak gdy lekcje się kończą, dzieci nie mają gdzie się podziać, ponieważ nie wszyscy mają możliwość posłania swych pociech do dziadków, szczególnie w Warszawie, gdzie jest tak wiele przyjezdnych rodzin. Nie wszystkich też stać na całą serię zajęć pozalekcyjnych. Idealnym miejscem w takim wypadku jest szkolna świetlica lub ognisko wychowawcze, które bywają w takim wypadku drugim domem.

Twórcą pierwszego w Warszawie Ogniska Wychowawczego był Kazimierz Lisiecki. Dzięki niezwykłej osobowości, wrażliwej duszy i otwartemu sercu, całe swoje życie poświęcił potrzebującym pomocy dzieciom. Pierwsze Ognisko Wychowawcze stworzył wraz z gronem przyjaciół w 1928 r. przy ulicy Hipotecznej 5 w warszawskim Śródmieściu. Nie była to zwykła placówka – nie posiadała nawet dyrektora. Lisiecki kazał wszystkim mówić na siebie „Dziadek”, wychowawców określano jako „starszych kolegów”, a wychowawczynie jako „ciocie”. Tradycja ta przeniknęła do kolejnych placówek i przetrwała do dziś.

Sieć tych ośrodków powstała w misją, by pomagać dzieciom, które nie mają dobrych warunków do zabawy i nauki w rodzinnym domu. Początkowo trafiały tam dzieci z rodzin patologicznych i to z pewnością wpłynęło na niezbyt dobrą opinię o tych placówkach. Dziś sytuacja jest jednak zupełnie inna. Dzieci z trudnych rodzin stanowią zaledwie mały procent wszystkich wychowanków. Mimo to okoliczne społeczności wciąż są przekonane o słuszności dawnych stereotypów.

Ikonka_wpisu_Z miasta

fot. Małgorzata Grzesikowska

Warszawskie Ogniska Wychowawcze to dzielnicowe ośrodki, przyjmujące dziennie 10–20, a nawet 30 dzieci. Jako że nie funkcjonują przy szkołach, nie zawsze wiadomo, ile dzieci akurat zawita do nich danego dnia. Ta przypadkowość niestety jest widoczna na każdym kroku – od zagospodarowania ośrodków, po organizację dnia dzieci. Z kolei każda placówka jak gdyby odstaje od przestrzeni, w której się znajduje. Często są one otoczone murem lub przynajmniej ogrodzone.

To wszystko spowodowało, że tegoroczna – druga już – edycja Warszawskich Warsztatów Urbanistycznych zajęła się właśnie jednym z Ognisk. W czasie tygodniowych zajęć na terenie Ogniska Wychowawczego „Mokotów” przy ul. Grottgera 25a opracowano nowe koncepcje przekształcenia i zagospodarowania przestrzeni społecznej, zwracając uwagę na relację placówki do otoczenia, zarówno tego materialnego, jak i społecznego. Jednym z głównych wyzwań, jakie postawiliśmy sobie, by ożywić to miejsce, było opracowanie sposobu na integrację go z okolicą. Obdrapany mur, zakratowane okna i szare, smutne wnętrza zostały całkowicie odmienione za sprawą trzech grup projektowych.

IMG_20151003_195345

fot. Małgorzata Grzesikowska

Nieoczekiwanie, dużą pomoc przy wymyślaniu przestrzeni Ogniska na nowo uzyskaliśmy od jego najmłodszych podopiecznych. To oni właśnie zasugerowali, że potrzebują większego ogrodu, wyznaczenia boiska do gry w piłkę oraz renowacji muru, który oddziela ich od pobliskiego parku. Ten ostatni zresztą zyskał dodatkowo interaktywną instalację prowokującą do zabawy – zarówno od strony wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Chcieliśmy w ten sposób symbolicznie obniżyć tę przeszkodę między obiema stronami. Układ zawieszonych lusterek na terenie Ogniska oraz namalowane sylwetki zwierząt na elewacjach mają zainteresować przechodniów i rozweselić to smutne dotąd miejsce. Jako część projektu na terenie placówki odbył się też sobotni piknik dla dzieci i rodziców, podczas którego instalowano interaktywną zabawkę, pracowano z drukarką 3D, zbierano pomysły na działania sąsiedzkie, a także wypróbowano funkcję nowej, czarnej ściany pełniącej rolę tablicy. Wydarzenie niewątpliwie zbliżyło, przynajmniej na chwilę, okolicznych mieszkańców do tej placówki.

Warsztaty się zakończyły, jednak problem pozostaje nierozwiązany. Czy ośrodki te dalej mają funkcjonować w dotychczasowy przypadkowy sposób, w dotychczasowych obdrapanych murach? Czy powinny być tak wyraźnie grodzone, by dzieci wręcz nie miały kontaktu z otoczeniem? Podczas prowadzonych badań terenowych w otoczeniu ośrodka tylko dwie z zapytanych osób wiedziały, co znajduje się za wysokim murem. Znakomita większość z nich podsumowała Ogniska Wychowawcze jako ośrodki „dla dzieci z patologicznych rodzin”, co pokazuje, jak silnie ów stereotyp nadal funkcjonuje. Jak pozbyć się tego stygmatu? Przecież są to ośrodki, które są często drugim domem dla wielu młodych osób.

3

fot. Małgorzata Grzesikowska

Wymagają niewątpliwie większego dofinansowania. Być może znalezienie potencjalnych sponsorów, którzy wspomogliby te miejsca, pomogłoby w podniesieniu ich rangi placówek i zmiany profilu. Z pewnością też pobudziłoby zainteresowanie ze strony rodziców. Na absurd zakrawa fakt, że dziesiątki matek w Warszawie głowią się dziś, gdzie posłać swoje dzieci po szkole, gdy w Ogniskach są wolne miejsca. Być może jeśli powstałaby przestrzeń do spotkania tych grup – z jednej strony inwestorów, którzy mogliby wesprzeć finansowo te miejsca, z drugiej strony rodziców, chętnych do pozostawienia tam swoich dzieci, no i oczywiście miasta, które z pewnością byłoby zainteresowane podniesieniem rangi tych placówek – może wówczas problem mógłby znaleźć swoje rozwiązanie. Póki co z pewnością przydałaby się debata, którą w ramach naszych Warszawskich Warsztatów Urbanistycznych chcieliśmy rozpocząć.

 

*Rubrykę „Z miasta” redaguje Wojciech Kacperski.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 353

(41/2015)
14 października 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj