Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Putinada] 20 lat...

[Putinada] 20 lat eleganckich zwycięstw

Maxim Rust

11 października na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Kto miał je wygrać, wiadomo było na długo przed rozpoczęciem kampanii wyborczej.

Jedyną intrygą tegorocznych wyborów była frekwencja oraz pytanie, ile procent zdobędzie urzędująca głowa państwa. Na posiedzeniu 16 października Centralna Komisja Wyborcza zatwierdziła ostateczne wyniki: frekwencja wyniosła 87,2 proc., w wyborach zwyciężył Aleksandr Łukaszenka, zdobywając nieznacznie mniejszą od frekwencji liczbę głosów – 83,5 proc.

Kontrelity – opozycja na marginesie

Białoruska opozycja (a przynajmniej organizacje, które w ten sposób się określają), jak widać, nie wyciągnęła wniosków z poprzednich kampanii wyborczych i nie potrafiła wybudzić się z trwającego od prawie dziesięciu lat letargu. Na kondycję białoruskiej opozycji składają się czynniki obiektywne i subiektywne, z czego te ostatnie są bardziej istotne.

Oczywiście, po wyborach prezydenckich w 2010 r. białoruskie siły demokratyczne zostały bardzo osłabione, ich szeregi zdziesiątkowano, a najbardziej charyzmatycznych i znanych liderów wsadzono do więzienia lub zmuszono do emigracji. Życia białoruskiej opozycji nie ułatwiają także ciągłe szykany i prześladowania ze strony władz. Ale tak się dzieje nie od wczoraj i nawet nie od dziesięciu lat. Warto natomiast zaznaczyć, że stałą cechą białoruskiej opozycji są kłótnie wewnątrz i tak nielicznego środowiska, gra ambicji liderów oraz tendencja do życia w wyimaginowanym świecie, w którym czuje się ona zapewne o wiele lepiej niż w rzeczywistości. Przykładem mogą być kłótnie o teki ministerialne w rządzie, który miałby powstać po zwycięstwie sił demokratycznych. Białoruska opozycja to dziś swoisty one man show – jej liderzy prawie się nie zmieniają od dwudziestu lat, a pojawienie się nowych twarzy zawsze budzi ogromne, jak na białoruskie warunki, zainteresowanie.

W tegorocznej kampanii przedstawicielką opozycji była wcześniej mało znana aktywistka polityczna Tacciana Karatkiewicz. Stała się ona również pierwszą w historii niepodległej Białorusi kandydatką na najwyższy urząd w państwie.

Elity władzy – nowa sytuacja

Jeszcze dwa lata temu można było się spodziewać, ze wybory prezydenckie w 2015 r. zostaną przeprowadzone według znanego już scenariusza – władze zarządzą kolejną odwilż krótko przed wyborami, wystartuje kilku kandydatów, prezydent Łukaszenka odniesie kolejne „eleganckie” zwycięstwo, po ogłoszeniu wyników odbędzie się demonstracja opozycji, zostanie na brutalnie stłumiona, wybory nie zostaną uznane przez Zachód, sankcje zostaną przedłużone. Stało się inaczej.

Elity władzy, rozumiejąc faktyczny stan gospodarki, potrzebują coraz więcej nowych kredytów. Nie mogąc polegać jedynie na Moskwie, która ma swoje problemy i udziela ich niechętnie, elity musiały zagrać z Zachodem i nieznacznie „poluzować śrubę”. Natomiast decydujące znaczenie miał konflikt rosyjsko-ukraiński. Prezydent i jego najbliższe otoczenie, patrząc na poczynania Rosji na Ukrainie, naprawdę przestraszył się możliwości powtórzenia ukraińskiego scenariusza na Białorusi. Prezydent Łukaszenka nie mógł nie wykorzystać sytuacji i nie postraszyć społeczeństwa w stylu: „patrzcie, co się dzieje, kiedy demokraci robią rewolucję”. Oficjalnie Mińsk zmienił swoją postawę wobec do Zachodu. Zorganizowanie w Mińsku rozmów pokojowych dotyczących sytuacji na wschodzie Ukrainy miało natychmiastowy efekt. Białoruś sprzedawała także do Rosji unijne produkty objęte rosyjskim embargiem. Skorzystały obie strony, a lista zachodnich sankcji powoli się skracała. Apogeum było uwolnienie w sierpniu br. więźniów politycznych.

Najnudniejsza kampania świata

W porównaniu z wyborami prezydenckimi 2006 r. (z jednym kandydatem od opozycji) oraz wyborami 2010 r. (kandydatów było dziesięciu) tegoroczna kampania była pasywna i bardzo przewidywalna.

Tacciana Karatkiewicz mogłaby być twarzą białoruskich sił demokratycznych, ale musiała się zmierzyć nie tylko z realiami politycznymi, ale także z krytyką i nieskrywaną wrogością ze strony większej części opozycji. Paradoksalnie to właśnie ona była często zachęcana przez władze do prowadzenia aktywnej kampanii. W zaistniałej sytuacji urzędujący prezydent nie musiał ani prowadzić kampanii, ani nawet jawnie używać środków administracyjnych. Dwóch pozostałych kandydatów się nie liczyło.

Znamienne może być to, że najbardziej popularnymi doniesieniami w dzień wyborów były informacje o tym, że jedna z niezależnych obserwatorek nie wstała, by przywitać z prezydentem, oraz ile kosztuje pieczone prosię w okręgu, w którym głosował prezydent. Kampania była, ale prawie nikt jej nie zauważył.

W efekcie prezydent Łukaszenka w czasie kampanii mógł przetestować tak społeczeństwo (potencjał protestacyjny), jak i szeroko rozumiany Zachód. I wygrał. I nie chodzi tylko o zdecydowane zwycięstwo. Karatkiewicz oficjalnie zdobyła 4,4 proc. głosów. W tej kampanii opozycja przegrała nie z władzą – przegrała ze sobą.

Najbliższe 4 miesiące

Mistrzowska gra władz na obu frontach się opłaciła. Zachód wyniki tych wyborów uzna. Już wiadomo, że sankcje w stosunku do Białorusi zostaną zamrożone na 4 miesiące. Pytanie tylko, czy sytuacja gospodarcza i geopolityczna nie zmusi władz do rozpoczęcia przeprowadzenia reform oraz czy UE i USA nie uznają, że w obecnych warunkach na białoruskim politycznym bezrybiu bardziej im po drodze z „dyktaturą o ludzkiej twarzy”.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ
(41/2015)
17 października 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj