Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Naród jętek jednodniówek....

Naród jętek jednodniówek. O „Metrze 2035” Dmitrija Głuchowskiego

Lech Nijakowski

Głuchowski nie należy do literackiej pierwszej ligi, mimo to zdołał wykreować fascynujące fantastycznonaukowe uniwersum i stać się gwiazdą popkultury. Choć jego powieści osadzone są w rosyjskim kontekście, udaje mu się powiedzieć coś uniwersalnego o naturze władzy i społeczeństwa.

Głuchowski_Metro_2035_okladka

Dmitrij Głuchowski (Дмитрий Алексеевич Глуховский) – występujący w polskich tłumaczeniach jako Dmitry Glukhovsky – stał się znanym autorem po opublikowaniu w 2005 r. książki „Metro 2033” [1]. Zaczął ją pisać w wieku 18 lat i wobec niechęci wydawców postanowił publikować kolejne rozdziały w sieci, a niedługo później zgromadził spore grono fanów dyskutujących o akcji powieści. Ostatecznie książka ukazała się po ośmiu latach, w 2005 r., i szybko stała się bestsellerem. Prawa do jej przekładu sprzedano do ponad 30 krajów. Drugi tom trylogii [2] pojawił się na rynku w 2009 r., ostatni zaś – w 2015 r. Pod patronatem autora zaczęto wydawać książki osadzone w świecie „Metra 2033”, pisane zarówno przez profesjonalnych pisarzy, jak i fanów (kilka przetłumaczono na język polski [3]). Do listopada 2015 r. wydano w Rosji ponad pół setki tytułów.

Akcja powieści toczy się w moskiewskim metrze po totalnej wojnie jądrowej, w której użyto także wielu innych wymyślnych rodzajów broni, czym wytłumaczyć można istnienie różnych nadnaturalnych bytów. Ludzie żyją pod ziemią, gdyż powierzchnia jest nie tylko radioaktywna, ale także opanowana przez najbardziej wymyślne mutanty. Na górę wyprawiają się jedynie stalkerzy zdobywający cenne dobra, których nie sposób wytworzyć pod ziemią. Każda stacja metra przeistoczyła się w oddzielny organizm polityczny. Mamy tu i komunistów, i faszystów, i kupiecką Hanzę, i Polis zarządzaną przez wojskowych i uczonych. Państwa te toczą ze sobą wojny, handlują, mają własne armie i stalkerów. Walutą są zresztą naboje. Dziesięciolecia pod ziemią sprawiły, że wielu młodych traktuje historię ludzkości jako baśnie opowiadane przez starych ludzi. Rzeczywistość metra, gdzie codzienność ogranicza się do hodowania świń i uprawy grzybów, jest dla nich jedynym światem. Artem, główny bohater trylogii Głuchowskiego, ledwo pamiętający czasy sprzed zagłady, zmuszony jest zrealizować misję, która ma ocalić metro przed śmiertelnym zagrożeniem.

Prosumenci metra

 Na tle wielu innych światów postapokaliptycznych uniwersum wykreowane przez Głuchowskiego nie jest nadmiernie oryginalne (w końcu wybrał sobie gatunek – czy też raczej setting – w którym powstały tak znakomite dzieła, jak „Droga” Cormaca McCarthy’ego czy „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera M. Millera). Ale świat ten okazał się niezwykle pociągający dla wielu czytelników, być może ze względu na osadzenie w swojskiej topografii i bliskiej im kulturze. Zaangażowanie internautów od początku projektu było ogromne, szybko rozwinął się dynamiczny fandom. I choć autor pomniejsza wpływ czytelników na fabułę jego pierwszej książki [4], to jednak powstał silny ruch prosumentów, nie tylko gorliwie czytających dzieła Głuchowskiego, ale również tworzących fanowskie dzieła – od opowiadań (fanfików) po grafikę. Z czasem uniwersum ulegało stopniowej komercjalizacji, w 2010 r. pojawiła się też gra komputerowa.

Uniwersum „Metra 2033” szybko podbiło serca obywateli świata, w tym Polaków [5], stając się obok uniwersów „S.T.A.L.K.E.R.-a”  oraz „Fallouta” głównym postapokaliptycznym uniwersum XXI w. Obok produkcji profesjonalnych, ukazujących się w tradycyjnych obiegach wydawniczych, mamy do czynienia z bogactwem twórczości oddolnej, charakterystycznej dla ery Web 2.0, wykorzystującej takie popularne platformy jak YouTube czy Tumblr. Tym samym „Metra 2035”, powieści zamykającej fundatorską dla tego ruchu trylogię, nie da się zlekceważyć.

Dojrzałość Artema

 Po nowej powieści Głuchowskiego widać, że autor dojrzał: porzucił młodzieńczą przygodę w wykreowanym świecie na rzecz poważniejszej refleksji o otaczającej rzeczywistości. Ewolucję tę dostrzec można było już w drugim tomie trylogii, w którym narracja biegnie o wiele bardziej linearnie niż powieść łotrzykowska w stylu „Kandyda” Woltera, za jaką uznać można „Metro 2033”. Zresztą Głuchowski wcześnie robił wszystko, aby nie stać się autorem jednego dzieła (przed debiutem literackim był zresztą m.in. korespondentem wojennym). W 2007 r. ukazał się „Czas zmierzchu” [6], który to – choć pokazał sprawny warsztat i ambicje stworzenia powieści-metafory z kluczem – nadal sytuował autora w polu kultury popularnej. Swój talent pokazał także w futurystycznej dystopii „Futu.re” [7]. Jednak szczególny zmysł krytyki społecznej wykorzystującej fantastyczne przebranie dostrzec możemy w jego zbiorze opowiadań „Witajcie w Rosji” (2014). W tych niejednokrotnie groteskowych opowiadaniach dowiadujemy się na przykład, że Gazprom od dawna prowadzi handel z Piekłem (w zamian za surowce wpływając na politykę międzynarodową zgodnie z oczekiwaniami kontrahentów), a służby specjalne czerpią zyski z handlu organami porywanych robotników z Tadżykistanu (z pozostałości robi się zresztą… kebaby). Rosja jest w tych alegoriach państwem moralnie upadłym – urzędnicy myślą tylko o swym interesie, korupcja jest wszechobecna, a pod powierzchnią ciężkiego życia prostych ludzi rozciągają się sieci demonicznej władzy. I właśnie sporo z ducha tego zbioru jest w nowej powieści Głuchowskiego.

Szczegółów za wiele zdradzić nie mogę, dość powiedzieć, że spotykamy dobrze znanych bohaterów i stacje. Mutanty zepchnięte jednak zostają na margines, nie odgrywają żadnej roli w akcji „Metra 2035”, a wykreowany przez Głuchowskiego świat słynie przecież z bogatego bestiarium. W porównaniu z poprzednimi tomami trylogii, a także wieloma innymi powieściami uniwersum, to zmiana bardzo znacząca, która zapewne wielu wiernych fanów rozczaruje. Jest ona jednak zabiegiem celowym. Niesamowitości zostają wycięte, a uwaga skupia się na relacjach społecznych postapokaliptycznego metra. O wiele więcej tu socjologii, znacznie mniej dynamicznej akcji, choć i tej nie brakuje. Co więcej, autor podsuwa także nowe, zaskakujące odczytania dwóch wcześniejszych tomów. Powstaje pytanie, czy ta dojrzałość wszystkim fanom przypadnie do gustu. Głuchowski nie prowadził bowiem czytelników za rękę jak J.K. Rowling w kolejnych książkach o Harrym Potterze. Dla niektórych może to być skok na zbyt głęboką wodę.

Już w poprzednich dwóch tomach trylogii autor ukazywał wiele szpetnych cech władzy, w tym gotowość do szafowania ludzkim życiem. W „Metrze 2035” uzyskujemy jednak o wiele bardziej zniuansowany obraz. Legendy w świecie metra zawsze odgrywały dużą rolę (sama powieść wykorzystuje zresztą wiele legend miejskich). W tym tomie dowiadujemy się, ile jest prawdy w wielu z nich. Dodam, że wielbiciele teorii spiskowych nie będą zawiedzeni.

„Witajcie w Rosji” i „Metro 2035” to może nie bliźniacy, ale blisko spokrewnione urwisy, które o współczesnej Rosji nie mają zbyt dobrego zdania. Dostaje się oczywiście władzy – zarówno makiawelicznym szarym eminencjom, jak i szeregowym urzędnikom gotowym przystać na nieprawości w imię świętego spokoju. Jednak zwykli Rosjanie nie zostają oszczędzeni. Samowola władzy i jej zdolność do zastraszania jest efektem potulności szarych ludzi. Ci ostatni, mimo nieustannego narzekania i marzenia o lepszej przyszłości, bronią się ze wszystkich sił przed wykorzystaniem nadarzającej się okazji do wyzwolenia. Członek elity władzy z pogardą wypowiada się o ocalonych: „Ta wasza nieprzytomność jest oczywiście naszym błogosławieństwem. Nikt niczego nie pamięta. Naród jętek jednodniówek. Tak jakby nie było wczoraj. O jutrze też nikt nie chce myśleć. Wieczne teraz”.

Głuchowski nawiązuje tutaj do długiej tradycji, znanej także w Polsce, w której fantastyczna fabuła służy wiwisekcji współczesności. Powieści postapokaliptyczne są zresztą wdzięcznym tematem dla badaczy, którzy traktują je jako źródło wiedzy o zbiorowej świadomości i nieświadomości [8]. W państwach byłego bloku wschodniego konwencja science-fiction pozwalała na krytykę systemu. Wystarczy przywołać twórczość Arkadija i Borisa Strugackich (często wykorzystywaną we współczesnych uniwersach postapokaliptycznych) czy Janusza A. Zajdla oraz znanego socjologa Edmunda Wnuka-Lipińskiego (autora trylogii „Apostezjon”), który zmarł w tym roku. „Metro 2035” na tym tle nie jest dziełem wybitnym, autor nie wychodzi z cienia klasyków. To, że takie wyjście jest nadal możliwe, pokazuje wspaniała książka wnuczki Aleksieja Tołstoja, Tatiany Tołstoj „Kyś” (2000) [9], w której autorka też wykorzystuje postapokaliptyczną konwencję do podejmowania najważniejszych tematów społecznych.

Po nową książkę Głuchowskiego sięgną jednak osoby, które nie gustują w bardziej ambitnej literaturze. Tym samym ze swoją krytyką dotrzeć może do osób, które nie są skore do podejmowania trudnych, współczesnych tematów. Być może dzięki temu utworzy choć małą wyrwę w imaginarium swych fanów. I choć kultura popularna zwykle bywa postrzegana jako czynnik legitymizujący stosunki społeczne, to jednak utożsamienie z Artemem może niektórym otworzyć oczy na naturę otaczającej nas władzy. Zwłaszcza gdy uświadomią sobie, że najbardziej odpychające cechy postapokaliptycznego świata możemy odnaleźć w otaczającej nas rzeczywistości.

 

Przypisy:

[1] Dmitry Glukhovsky, „Metro 2033”, przeł. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2010.
[2] Dmitry Glukhovsky, „Metro 2034”, przeł. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2010.
[3] M.in.: Szymun Wroczek, „Piter”, przeł. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2011; Andriej Diakow, „W mrok”, przeł. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Kraków.
[4] „Nie chcę, by «Metro» było jak Marvel”, wywiad z Dmitrym Glukhovskym, „Nowa Fantastyka” 2015, nr 11, s. 4.
[5] Pierwszą książką polskiego autora, której akcja toczy się w tym uniwersum, jest interesująca powieść Pawła Majki „Dzielnica obiecana”, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2014. Wcześniej jednak jeden z polskich autorów wykorzystał świat postapokaliptycznego metra, zob. Bartek Biedrzycki, „Kompleks 7215. Opowieści z postapokaliptycznej aglomeracji”, Fabryka Słów, Lublin 2014.
[6] Polski przekład autorstwa Pawła Podmiotki ukazał się nakładem Wydawnictwa Insignis w 2011 r.
[7] Wydanie rosyjskie – 2013; wydanie polskie – 2014 r.
[8] Por. np. Claire P. Curtis, „Postapocalyptic Fiction and the Social Contract: Weʼll Not Go Home Again”, Lexington Books, Lanham 2012.
[9] Polski przekład: Tatiana Tołstoj, „Kyś”, przeł. Jerzy Czech, Wyd. „Znak”, Kraków 2004.

 

Książka:

Dmitry Glukhovsky, „Metro 2035”, przeł. Paweł Podmiotko, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2015.

SKOMENTUJ

Nr 363

(51/2015)
22 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj