Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > 5 najlepszych albumów...

5 najlepszych albumów 2015 r.: muzyka gitarowa

Kamil Aksiuto

W ostatnim w tym roku numerze „Kultury Liberalnej” prezentujemy subiektywne listy pięciu najlepszych wydawnictw muzycznych 2015 roku w trzech kategoriach: klasycznej, gitarowej i elektronicznej.

Poniżej pięć najciekawszych w mojej opinii wydawnictw 2015 r. muzyki rockowej i gatunków pokrewnych przedstawionych w kolejności alfabetycznej.

Algiers, „Algiers”

1 Aksiuto Algiers Algiers

Niezwykle rzadko zdarzają się debiuty, które oryginalnością, siłą artystycznej wizji i konsekwencją w jej realizacji biją na głowę dokonania wielu artystów u szczytu kariery. Do takich ewenementów zalicza się pierwsza płyta tria Algiers. Na debiutanckim krążku mroczne, chropowate, postpunkowe i industrialne brzmienia spotykają się z apokaliptyczną żarliwością soulu i gospel. Jednak nie o gatunkową żonglerkę jako cel sam w sobie tutaj chodzi. Wywodzące się z Atlanty trio (którego skład odzwierciedla zresztą rasowe zróżnicowanie tamtego regionu) stara się raczej zespolić ze sobą formę i treść, wypracować sposób ekspresji, który organicznie wpisywałby się w przyświecający mu polityczny przekaz.

Debiut Algiers to radykalny głos protestu przeciw upośledzeniu społecznemu czarnych Amerykanów i rasizmowi zakorzenionemu w instytucjach amerykańskiej demokracji. Z politycznymi poglądami członków zespołu nie trzeba się oczywiście zgadzać co do joty. Niewątpliwie jednak tchnęli oni życie w mocno już uwiędły korpus muzyki zaangażowanej i jednocześnie stworzyli nową muzyczną jakość.

Baroness, „Purple”

2 Aksiuto Baroness Purple

Amerykański zespół metalowy Baroness znalazł się na tej liście rzutem na taśmę. Ich czwarty album ukazał się bowiem tuż przed końcem roku. Trzy lata temu, po wypadku busa, którym podróżowała grupa z Georgii, można było wątpić czy kiedykolwiek jeszcze usłyszymy nowy materiał nagrany pod tym szyldem. Muzycy tworzący sekcję rytmiczną doznali tak poważnych obrażeń, że opuścili zespół. Dość mocno ucierpiał również wokalista, gitarzysta i lider formacji John Baizley.

Na „Purple” to dramatyczne wydarzenie i jego konsekwencje dają o sobie znać na wiele sposobów. Choć w pewnym sensie jest to płyta naznaczona smutkiem, nie można nazwać ją depresyjną, a pochwały, które zbiera, nie biorą się tylko ze współczucia. Zespół z nową sekcją rytmiczną powrócił bowiem w świetnym stylu, z kipiącymi energią rockowymi kompozycjami, które nawiązują do gatunkowej klasyki bez jej niewolniczego kopiowania. Wiele z nowych piosenek to niemalże hymny, co może zresztą posłużyć za metaforę całości, bolesne doświadczenia zostały tutaj bowiem obrócone w dzieło pozytywne i triumfalne.

Destroyer, „Poison Season”

3 Aksiuto Destroyer Poison Season

Dan Bejar, który kryje się pod pseudonimem Destroyer, postanowił nagrać album monumentalny. Tak ambitny i nietuzinkowy, że poniekąd zrozumiałą reakcją byłoby popukanie się w czoło. Najciekawsze jest jednak to, że ta sztuka mu się udała! Chociażby tylko z tego powodu Bejar zasłużył sobie na wzmiankę.

Rozmach i różnorodność aranżacji sprawiają, że „Poison Season” mógłby równie dobrze posłużyć za ścieżkę dźwiękową do awangardowego, impresjonistycznego filmu. Jednym z bohaterów, jeśli w ogóle nie głównym bohaterem, tego istniejącego na razie jedynie w muzycznym zapisie obrazu jest Nowy Jork. Bejar odmalowuje życie w tym mieście za pomocą enigmatycznego, poetyckiego języka i brzmień inspirowanych jazzem, muzyką kameralną, klasycznym rockiem. Całość niezwykle sugestywnie działa na wyobraźnię, imponuje śmiałością i nosi niepowtarzalny autorski sznyt. Nie po raz pierwszy okazuje się, że w szaleństwie jest metoda!

Father John Misty, „I Love You, Honeybear”

4 Aksiuto Father John Misty I Love You, Honeybear

Trudno rozstrzygnąć czy Father John Misty to alter ego Josha Tillmana, byłego perkusisty Fleet Foxes, czy też może jest dokładnie na odwrót. Kimkolwiek jednak jest podmiot kryjący się za nazwami własnymi i pseudonimami, potrafi on nagrywać diabelnie przewrotne płyty. Tytuł najnowszej nie jest przypadkowy, gdyż „I Love You, Honeybear” bierze na celownik miłość w czasach późnej nowoczesności. Na tle kunsztownych aranżacji otrzymujemy więc kalejdoskopowy obraz współczesnego erotyzmu. Cynizm i zblazowanie łączy się tutaj z niezbyt poczciwą naiwnością, romantyczne frazy z wulgarnością, satyra na narcystyczną kulturę konsumpcyjną z jawnie autotematycznymi odniesieniami. Nie sposób jednoznacznie orzec, gdzie na tej płycie kończy i zaczyna się artystyczna kreacja, co jest na serio, a co grą prowadzoną z odbiorcą. A jednak pomiędzy kolejnymi autoironicznymi gestami Tillmana do głosu dochodzi tutaj czasem coś więcej – autentyczna tęsknota za miłością i zachwyt nad uczuciem, które zupełnie niespodziewanie wyrywa ze świata i łączy ze sobą dwoje ludzi.

Jason Isbell, „Something More Than Free”

5 Aksiuto Jason Isbell Something More Than Free

Płyta Jasona Isbella zalicza się do muzyki country, wokół której narosło w Polsce wiele negatywnych stereotypów. Należy wszakże uprzedzić tych, którzy chcieliby skreślić ją z powodu gatunkowych uprzedzeń, że tym samym ryzykują przegapienie jednych z najpiękniejszych melodii, jakie przyniósł r. 2015. Isbell wpisuje się zresztą w tradycję country przede wszystkim poprzez swoją szczerość i bezpretensjonalność. Posługuje się prostym językiem, ale są to słowa kogoś, kto w pewnym momencie znalazł się na poważnym życiowym zakręcie. Choć w porę zatrzymał się nad przepaścią, nie ma tu fałszywego „słodzenia”.

„Something More Than Free” jest minikroniką życia z konsekwencjami przeszłości, zmagań z codziennością i poszukiwania osobistego odkupienia. Isbell czyni także bohaterami swoich utworów mieszkańców prowincjonalnej Ameryki, ich mało heroiczne radości i dramaty. Tematyka i forma nie należą do najbardziej modnych, ale tak naprawdę chodzi tutaj o uniwersalny wymiar ludzkiego doświadczenia, nad którym trudno przejść obojętnie.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 364

(52/2015)
29 grudnia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj