Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Harry. Reaktywacja [KL...

Harry. Reaktywacja [KL dzieciom]

Paulina Korpal-Jakubec

Malarska wersja przygód młodego czarodzieja to propozycja subtelna, dająca wiele radości, zarówno jeśli chodzi o wielkoformatowe ilustracje, jak i smakowite detale.

harry_potter okladka

Potteromaniacy wszystkich krajów – uważajcie! Harry is back.

Na całe szczęście nie w formie prequelu czy sequelu. I nie w postaci kreskówki, tylko – równolegle z wydaniem angielskim – w klasycznej, cudownej, niezmienionej siedmiotomowej historii, przetłumaczonej piętnaście lat temu przez Andrzeja Polkowskiego. Za to w całkowicie nowej odsłonie graficznej klasy premium. Okazuje się, że w sprawie złotodajnej serii animatorzy jej ogromnego sukcesu nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Po wielkiej fali powodzenia samej książki, krociowych zyskach, jakie wygenerowała jej ekranizacja, wartego miliony funtów biznesu gadżetowego, Rowling & CO stawia kropkę nad i – rzuca na rynek, wespół z Jimem Kayem, luksusową albumową edycję historii o osieroconym czarnowłosym chłopcu, który pewnego dnia otrzymuje zaproszenie na inaugurację roku szkolnego w elitarnej szkole magii i czarodziejstwa Hogwart. Pierwsza generacja potterofanów to dziś pokolenie 30 plus – z grubsza ustabilizowane życiowo, dysponujące pieniędzmi i ze świeżo rozbudzonym sentymentem wobec czasów własnego dzieciństwa i wczesnej młodości. To doskonała (i liczna) grupa docelowa, której prezentuje się wielki mit lat szczenięcych na zasadzie mocno odkurzonej retrospektywy. To samo, ale nie tak samo. Inaczej. Na nowo. W podziękowaniu za udział w wielkiej przygodzie sprzed lat. Pierwsze książeczki o Harrym, dość skąpe ilustracyjnie, przecież już pożółkły, mają poszarpane kartki, wykruszył się klej na ich grzbiecie. Przechowuje się je na strychu tak, jak ukochane zakurzone misie z dzieciństwa. Należy im się edytorski lifting.

harry poter 1

Przed rysownikiem, Jimem Kayem, postawiono karkołomne zadanie. Fenotyp Harry’ego, jak zresztą wszystkich pozostałych bohaterów, w masowej wyobraźni utrwalił się podwójnie. Raz, przy pomocy dość dokładnych opisów samej Rowling. Dwa, cyklem filmów, który przetłumaczył nieomal jeden do jednego słowo na obraz i zablokował możliwość choćby tylko pomyślenia Pottera, Rona czy Hermiony z obliczem innym niż to, które użyczyli im Daniel Radcliffe, Rupert Grint i Emma Watson. Kay, na tyle, na ile wypośrodkowuje swoją wizję i nie odchodzi zasadniczo od ikonografii Pottera, ale tam, gdzie się da, wzbogaca ją o indywidualne elementy i wychodzi z tej próby sił obronną ręką. Jego malarska wersja przygód młodego czarodzieja to propozycja subtelna, dająca wiele radości, zarówno jeśli chodzi o wielkoformatowe ilustracje, jak i smakowite detale (nie wiem, co lepsze: kapeć-krokodylek tłustego Dudleya czy mieląca tekstylnym jęzorem patchworkowa Tiara Przydziału). W blisko 250-stronnicowej edycji wydanej na kredowym papierze czytelnik odnajdzie cały wachlarz malarskich ujęć. Przed naszymi oczami roztaczają się nastrojowe pejzaże. Zwiedzimy galerię statycznych portretów profesorów szkoły, stylizowanych trochę na obrazy uczonych w uniwersyteckich togach. W kolejnych rozdziałach znajdziemy dynamiczne sceny gry w quidditcha oraz dostojne ujęcia architektury neogotyckiego Hogwartu, a nawet dowcipnie zaprojektowane przez Kaya wyimki z podręczników magicznych. Ilustracje malarskie, o nasyconych barwach, miękkim modelunku i światłocieniu znakomicie sprawdzają się tam, gdzie oddać trzeba atmosferę ponurej pracowni Snape’a albo przezroczystą materię duchów. Ze swoją propozycją Kay wpisuje się w renesans realistycznej ilustracji dla dzieci, przynajmniej na rynku polskim. Po swoistej i dość długo eksploatowanej modzie na uproszczone, celowo niedbałe formy, stylizowane trochę na dziecięce bazgrołki taka dopracowana w szczegółach grafika to wyzwanie dla dojrzalszego oka. A nad filmem ma tę przewagę, że nie zapycha wyobraźni i wciąż pozostawia pole do interpretacji.

harry potter 2

Oczywiście, najzagorzalsi amatorzy-seniorzy Pottera wyłapią wszystko. Tym razem to ilustrator zebrał cięgi. Bladawy Draco Malfoy mierzy szatę w kolorach Slytherinu, a przecież jest jeszcze przed ceremonią przydziału, więc przyszły Ślizgon nie powinien wiedzieć, do którego domu trafi. Wprawdzie Kay tłumaczy się na swojej stronie internetowej, że chciał w ten sposób oddać zadęcie i pewność siebie Malfoya, który nie dopuszczał myśli o jakimkolwiek innym lokum na czas swojej nauki, ale ortodoksyjni wyznawcy z niechęcią odnoszą się do takiej – jak uważają – nadinterpretacji i swawoli autorskiej. Konsternacje wywołał też fular olbrzyma Hagrida, zdobiony motywem czaszki. Tu jednak powody niezadowolenia są rozmaite. Dla jednych nie licuje to z dobrodusznym charakterem gajowego i opiekuna magicznych stworzeń w Hogwarcie. Inni upatrują w nim symbolu demoniczności, złych, śmiercionośnych sił i wszystkiego tego, co wywołało kiedyś długą, momentami groteskową i niezbyt chyba dorzeczną wojnę o szatański charakter angielskiej powieści. Osobiście wolę myśleć, że szal brodacza jest po prostu haute couture, niż strzelać z armaty do wróbli. Swojego czasu połamano duże lepsze pióra na uzasadnianiu, dlaczego nie powinniśmy palić Harry’ego na stosie. I muszę przyznać, że ciągle rośnie mi w gardle gula irytacji, gdy napotykam na recenzję innej książki autorstwa skądinąd cenionego przeze mnie dziennikarza, w której opisuje się „nieumarłe zwierzęta wskrzeszone przez czarnego maga”, strach ludzi, którzy „utracili możliwość czarowania w wyniku podstępnego ataku”, magiczne przedmioty i miejsca, takie jak „kamień zatruwający umysł, zwój z niepokojącą treścią, Ponure Wzgórza i Most Zdrady”, by w chwilę potem beztrosko uznać, że to jest OK, a nie jak w tym, oczywiście, toksycznym duchowo „Harrym Potterze”.

harry poter 3

Mam na to tylko jedną odpowiedź. Jeśli książka mówiąca o ocalającej od śmierci miłości mamy do dziecka, o pokonującej czarne moce sile bezinteresownej, wiernej przyjaźni, książka zawierająca pochwałę przesympatycznej, choć nieopływającej w dostatki rodziny wielodzietnej i piętnująca teorię czystej rasy (nawet jeśli czyni to wszystko w pop-konwencji) nie zasługuje na rozsądniejsze potraktowanie, to rzeczywiście jesteśmy bliscy rozważaniom o lucyferycznej naturze Heloł Kici. Na co chyba szkoda czasu. I energii.

Książka:

J.K. Rowling, „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”, ilustr. Jim Kay, tłum. Andrzej Polkowski, Media Rodzina, Poznań 2015.

Rubrykę redaguje Katarzyna Sarek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 370

(6/2016)
9 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj