Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Niemcy] Debata o...

[Niemcy] Debata o uchodźcach

Tomasz Zawisko

W jaki sposób polityka migracyjna i wydarzenia w Kolonii zmieniły ton niemieckiej debaty publicznej i tamtejszą scenę polityczną?

Kiedy w 2013 r. odwiedziłem maleńki czeczeński auł Szamil-Kale, z przerażeniem zauważyłem, że prawie każdy młody człowiek w tej wsi planuje wyjechać do Niemiec. Przyszli uchodźcy nie chcieli dać się przekonać, że wyobrażone góry złota wcale na nich w ziemi obiecanej nie czekają.

Dla chłopaka z rodziny, która nas przyjęła i sowicie ugościła, uchodźcza historia zakończyła się szybko, bo już na polskiej granicy. Większość uchodźców spośród tych, którzy dzisiaj docierają do Europy, przeżywa jednak rozczarowanie zdecydowanie później, kiedy ich oczekiwania zderzają się z rzeczywistością przepełnionych ośrodków pierwszego przyjęcia.

***

Po ujawnieniu wydarzeń nocy sylwestrowej, do których doszło w Kolonii, w Niemczech i w całej Europie rozgorzała dyskusja na temat skutków masowej imigracji. Atakowani ze wszystkich stron zwolennicy otwartych granic okopali się w reducie Oktoberfestu i próbowali udowodnić, że problem, z którym się mierzymy, ma charakter powszechny, a najlepszym tego przykładem jest właśnie słynne święto piwa, podczas którego regularnie dochodzi do przypadków molestowania seksualnego i gwałtów. W 2009 r. na łamach lewicowej Tageszeitung ogłoszono, że w poprzednim roku w trakcie imprezy rzekomo miało miejsce 10 tego typu przypadków, i na tej podstawie wyliczono, że co roku może dochodzić do 200 gwałtów. Tę wiadomość bezrefleksyjnie powielono setki razy w sieciach społecznościowych i mediach. Tymczasem w rzeczywistości w 2015 r. w czasie trwającej dwa tygodnie i przyciągającej 5,9 mln gości imprezy doszło do 26 przestępstw o charakterze seksualnym, w tym dwóch gwałtów.

Można jednak zadać pytanie, czy porównywanie wydarzeń z Kolonii do jakichkolwiek innych przestępstw o tle seksualnym w ogóle ma sens?

***

Od kilku miesięcy trwa w Niemczech pragmatyczna dyskusja, w której strony zarzucają się danymi na temat przydatności uchodźców dla europejskich rynków pracy. Abstrahując od jej sensowności, bo przecież nie temu służy status uchodźcy, aby europejskie państwa mogły dobierać sobie pięknych i wykształconych, to dane opublikowane przez Bundesamt für Migration und Flüchtlinge nastrajają raczej sceptycznie. Badanie skupione głównie na Irakijczykach, Afgańczykach i Syryjczykach wykazało, że jedynie 10 proc. uchodźców może się pochwalić przynajmniej 12 latami uczęszczania do szkoły i rozpoczęciem studiów. Z drugiej strony jedynie 13 proc. nie uczęszczało do szkoły i nie posiada żadnego wyuczonego zawodu. Większość mieści się gdzieś pomiędzy tymi biegunami.

Nowi przybysze szybko orientują się, że w nowej ojczyźnie nikt z kwiatami nie wita, rynek wcale nie wchłania ich tak dobrze, jak na początku przewidywano, a większość może liczyć co najwyżej na najgorzej opłacane prace i do tego często w niepełnym wymiarze godzin. Wystarczy kalkulator, aby obliczyć, że wymarzony mercedes nigdy nie nadejdzie. A kiedy czegoś nie można mieć, człowiek zaczyna tego nienawidzić.

***

Samuel Schirmbeck, wieloletni korespondent telewizji ARD w Afryce Północnej, napisał na łamach Frankfurter Allgemeine Zeitung o pewnym rodzaju „teopopulizmu”, terminu wymyślonego przez algierskiego pisarza Kamela Daouda, za którym kryje się zatruta mikstura z kultury, polityki i religii, chętnie sponsorowana przez źródła z Arabii Saudyjskiej i rozpowszechniona głównie w krajach arabskich. Ideologia ta skierowana jest głównie do młodych mężczyzn, dla których ma być lekarstwem na ich wszystkie problemy. Dzieli świat, a już zwłaszcza świat kobiet, na muzułmanki i godne pogardy niewierne oraz korzysta z Koranu, wybierając z niego jedynie sobie wygodne fragmenty. Dla biednych, bezrobotnych i niemogących sobie finansowo pozwolić na małżeństwo mężczyzn taka ideologia to młyn na wodę.

Ma ona niewiele wspólnego z islamem sensu stricto. Tak samo obmacywanie kobiet i gwałty nie mają nic wspólnego z Koranem. Zdaniem niemieckiego muzułmanina, pisarza i dziennikarza Navida Kermaniego, laureata zeszłorocznej Pokojowej Nagrody Niemieckich Księgarzy, problem islamu leży nie w sile, a w słabości islamskiej ortodoksji [1]. Wszak autorytety świata islamu, np. imamowie z uniwersytetu Al-Azhar, mówią dokładnie to, czego od nich oczekujemy, kiedy dochodzi do antyzachodnich zamachów, ale cóż z tego, kiedy większą popularnością wśród młodych cieszą się internetowi imamowie i salaficcy celebryci eksportowani przez Arabię Saudyjską.

Wielu młodych Arabów zaczyna rozumieć, że życie niemieckiej klasy średniej jest poza ich zasięgiem. Skoro nie mogą korzystać z „zachodniego zepsucia”, to odrzucają je i wyładowują swoją frustrację, plując Europie w twarz. Symbolem tego zepsucia i łatwą ofiarą są dla nich wyemancypowane kobiety. Nie chodzi o zaspokojenie potrzeb seksualnych – trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób obmacywanie kobiet mogłoby te potrzeby zaspokoić. Chodzi o upokorzenie. O upokorzenie Niemców, Zachodu, o wyładowanie najgorszych frustracji podlewanych sosem z polityczno-religijnej trucizny.

***

Co zmieniło się po sylwestrowej nocy w Kolonii? W kilka dni po ujawnieniu skandalu w heskiej rozgłośni HR1 nadano audycję, w której moderatorka rozmawiała z jezuickim duchownym o tym, jak zachować równowagę pomiędzy postawą antyimigrancką a Gutmenschentum. Ten drugi termin pochodzi ze słownika antyimigranckiej Pegidy, która zwolenników otwartych granic nazywa ironicznie „dobrymi ludźmi” („Gutmenschen”).

Nagle okazało się, że uzasadnione są wątpliwości co do polityki imigracyjnej, których ze strachu przed posądzeniem o sympatię do Pegidy lub populistycznej i również proputinowskiej Alternative für Deutschland wielu Niemców bało się na głos wymawiać. Aparat państwowy na chwilę przestał być sparaliżowany strachem przed oskarżeniami o rasizm i w mediach pojawił się temat nieakceptujących europejskich wartości migrantów.

Kiedy okazało się, że większość z zatrzymanych przez policję podejrzanych w sprawie wydarzeń sylwestrowej nocy pochodzi z Północnej Afryki, a nie z krajów ogarniętych wojną, w niemieckich mediach rozgorzała dyskusja o tym, w jaki sposób można skutecznie ludzi z tych krajów deportować. Dyskusja niezwykle potrzebna, bo około połowa przybyłych do Niemiec migrantów nie ma szansy na azyl, a w kontekście deportacji do tej pory mowa była głównie o migrantach z krajów bałkańskich. Odesłanie osób, które obciążają system, pomogłoby również skutecznie pomagać tym, którzy naprawdę pomocy potrzebują.

I wcale nie oznacza to, że antyimigrancka prawica może teraz z radością zacierać ręce. Jak na łamach „Kultury Liberalnej” słusznie zauważa Magdalena Grzyb, podczas gdy lewica w imię niepodsycania antyislamskich nastrojów pewne problemy przemilcza, prawica cynicznie kreuje się na obrońców czci niewieściej. Kiedy po raz kolejny słyszymy „A gdzie byliście, kiedy w Kolonii…”, pojawia się ochota, by odrzec: „A gdzie byliście przez całe życie?”. Z reakcjami na lewicy można się nie zgadzać, można z nimi dyskutować, ale w Polsce to Feminoteka, a nie antyimigrancka prawica, udziela od lat pomocy kobietom – ofiarom przemocy.

Antyimigrancka prawica nie ma również żadnych globalnych rozwiązań problemu, którego uchodźcy sami rozwiązać nie mogą, chociażby dlatego, że nie oni go wywołali. To zachodnie interwencje w Libii i w Iraku otworzyły drogę do Europy. Żądająca powrotu do polityki Bismarcka Alternative für Deutschland jest zresztą tak antyeuropejska i służalcza w stosunku do Rosji, że tylko polityczny analfabeta mógłby się w Polsce cieszyć ze wzrostu jej popularności.

Znalezienie skutecznych rozwiązań i obrona europejskich wartości to zadanie dla zachodnioeuropejskiego politycznego mainstreamu. Nikt nie cieszy się przecież z tak licznego napływu uchodźców, ale oczywiste jest, że bez stworzenia nieco bardziej sprawiedliwego i stabilnego świata, przynajmniej w najbliższym otoczeniu Europy, problem sam się nie rozwiąże. Dlatego tak ważne jest, żeby problemów z uchodźcami nie zamiatać pod dywan, tylko starać się z nich wyciągnąć wnioski. To samo dotyczy zresztą problemów z antyimigrancką przemocą.

 

Przypisy:

[1] Navid Kermani, „Wer ist Wir?”, C.H. Beck, Muenchen 2009.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 370

(6/2016)
15 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj