Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Węgry] Wschód, Zachód...

[Węgry] Wschód, Zachód i wszystko pomiędzy

Bogdan Góralczyk

O miejscu Polski pod rządami PiS-u w polityce zagranicznej Viktora Orbána pisze dyplomata i profesor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Środowa wizyta Viktora Orbána w Moskwie podyktowana była energetycznym interesem Węgier. Ponad 70 proc. tamtejszych surowców pochodzi z Rosji. Nie dziwi więc, że Orbán na konferencji prasowej nazwał przedłużone do 2019 r. porozumienie gazowe „umową stulecia”. Na tym jednak nie koniec energetycznych powiązań obu państw. Po dwóch latach negocjacji zapadła decyzja w sprawie modernizacji poradzieckiej elektrowni jądrowej w Paksie, 100 km na południe od Budapesztu. Pomimo wątpliwości Komisji Europejskiej co do transparentności i kwestii spójności umowy z unijnymi przepisami, Władimir Putin zadeklarował gotowość do realizacji tej inwestycji i poparcia jej 12, a nie jak dotychczas sądzono – 10 mld euro pożyczki.

Otwarcie na Wschód

Decyzje te są częścią strategii keleti nyitás – „otwarcia na Wschód”, czyli zacieśniania współpracy z Rosją, Chinami, Turcją czy Kazachstanem. Orbán próbuje ją wprowadzać w życie od co najmniej 3 lat, odkąd w wypowiedziach skierowanych do wewnętrznej opinii publicznej zaczął głosić, że instytucje europejskie nie będą w stanie wyprowadzić Unii z kryzysu. Dlatego też jego zdaniem trzeba poszukiwać innych rozwiązań i partnerów.

Otwarcie to nie przyniosło jednak spodziewanych efektów gospodarczych. Znamienne, że na wczorajszej moskiewskiej konferencji Orbán wyliczył 14 osiągnięć współpracy obu krajów, zaczynając od… organizacji roku kultury węgierskiej w Rosji. Tymczasem obroty handlowe, które w 2014 r. przekraczały 8 mld dolarów, w ubiegłym roku z powodu unijnych sankcji spadły do 4,5 mld. Pomimo tego Orbán podkreślił wczoraj po raz kolejny, że jest lojalnym członkiem UE.

Z kolei jedynym realizowanym projektem wspólnie z Chinami jest szybka kolej łącząca Budapeszt z Belgradem. Motywuje to tylko obóz rządzący do dalszych starań. Pod koniec stycznia wizytę w Chinach złożyła największa jak dotąd delegacja węgierskich biznesmenów pod wodzą szefa Narodowego Banku Węgierskiego, Györgya Matolcsyego, jednej z najbardziej zaufanych osób premiera. Przewiduję, że skutkiem będą kolejne porozumienia biznesowe.

I pozostanie na Zachodzie

Spodziewanych korzyści na Wschodzie dotychczas nie ma, a największym handlem z Węgrami wykazują się w statystykach kolejno Niemcy, Austria i Rosja. Niemieckie koncerny samochodowe ulokowały tam też cztery duże fabryki, dlatego Orbán musi dbać o stosunki z Berlinem. Do niedawna się to udawało, bo nie uznawano tam budowy na Węgrzech demokracji nieliberalnej za problem dla polityki ogólnoeuropejskiej. Niemcy zakładali, że UE ma większe zmartwienia, tym bardziej, że nikt nie wspominał o Magyarexicie. Unia pozwoliła więc Orbánowi na porzucenie europejskich wartości, skodyfikowanych w UE w ramach tzw. kryteriów kopenhaskich.

W obliczu kryzysu migracyjnego sytuacja zmienia się jednak gruntownie i kontynuacja tej polityki może mieć poważne konsekwencje. Tymczasem Orbán utrzymuje swoje stanowisko w kwestii uchodźców, a sytuacja zaczyna wskazywać na to, że może miał więcej racji. Na dodatek na poniedziałkowym szczycie Grupy Wyszehradzkiej uznano, że skoro Grecja nie radzi sobie z napływem imigrantów, należy przenieść strefę ochronną (czytaj: budować mury i zasieki) na granicę Grecji z Bułgarią i Macedonią. Macedonia wyraziła zgodę i mury już buduje, premier Bułgarii natomiast wycofał się z tego pomysłu po rozmowach z Berlinem. Tym niemniej to Orbán podyktował stanowisko Grupy Wyszehradzkiej. Ponadto z przywódcami Czech i Słowacji łączy go stosunek do Rosji, co tym bardziej spaja Grupę, którą jeszcze rok temu składaliśmy do trumny.

Jednocześnie została ona określona przez Deutsche Welle mianem grupy renegatów, a w prasie włoskiej pojawiły się wczoraj komentarze mówiące, że Europa Wschodnia (nie centralna!) sama buduje mury. Tak ostry kurs na zwarcie z Niemcami może zaszkodzić Orbánowi. Wystarczyłoby przeniesienie wspomnianych fabryk samochodowych do innego kraju, by Węgry natychmiast wpadły w gospodarcze tarapaty.

Orbán utwierdza się jednak w swoich mniemaniach. Odkąd zdobył kwalifikowaną większość parlamentarną w wyborach w kwietniu 2010 r. wierzy, że jest liderem Węgier. Kiedy w zeszłym roku zobaczył, że inne państwa zaczynają go naśladować i budować mury na swych granicach, uznał, że jest wizjonerem, a zasieki na granicach zewnętrznych uratują Unię. Nawet wczoraj, na konferencji w Moskwie, mówił o antemurale christianitatis, koncepcji budowy muru w obronie wartości chrześcijańskich.

Orbán a sprawa polska

Gdzie w tej koncepcji miejsce dla Polski? Orbán jest pozytywnie nastawiony do naszego kraju, o którym zawsze wypowiadał się dobrze. Po ostatnich wyborach ma szczególne powody do zadowolenia. Warszawa w wyznawanym systemie wartości zbliżyła się do Budapesztu. Poglądy Orbána nie są już odosobnione na unijnych salonach, a wspólny głos jest lepiej słyszany niż pojedynczy. Nowy rząd w Polsce odwraca też uwagę od samego Orbána, nie jest on już jedynym chłopcem do bicia.

W kilku kwestiach nasze interesy są zbieżne. Czy nam się to podoba, czy nie, łączy nas stosunek do uchodźców i pakietu energetyczno-klimatycznego UE. Ponadto wzmocnienie współpracy środkowoeuropejskiej jest wskazane, lecz nie może się odbyć kosztem sąsiadów na Wschodzie i Zachodzie. O tych na Wschodzie Orbán dba. Czy uda mu się jak dotychczas balansować z tymi na Zachodzie – zobaczymy. Musimy jednak pamiętać, że Budapeszt jest położony na południe od osi Berlin–Warszawa–Moskwa, co kształtuje jego politykę inaczej niż polską.

Orbán jest niezwykle sprawnym – gdy trzeba populistycznym – politykiem, który w zależności od sytuacji zmienia się jak kameleon. Rozpoczynał karierę polityczną jako prawdziwy liberał, a dokąd doszedł – każdy widzi. Jego obecna polityka zagraniczna opiera się na zwątpieniu w integrację europejską i wykorzystaniu kryzysu migracyjnego do własnych celów. I choć polaryzuje opinię publiczną na Węgrzech, nie można mu odmówić konsekwencji i sprawności na arenie międzynarodowej.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 371

(7/2016)
18 lutego 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj