Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Trudna sztuka. O...

Trudna sztuka. O nowym wydaniu „Sztuki kochania” Owidiusza

Paweł Majewski

Polityczność seksu i erotyki nie jest wynalazkiem lewicujących poststrukturalistów. Jak wszystko albo prawie wszystko w dziedzinie ludzkiego życia zmysłowo-mentalnego, odkryli ją starożytni. Tekst Owidiusza jest tego dobrym przykładem.

Owidiusz_Sztuka_kochania_okladka

Zdaniem niżej podpisanego Owidiusz jest autorem najbardziej przeintelektualizowanych utworów literackich w całym klasycznym piśmiennictwie łacińskim (a przynajmniej w tym, co z niego dla nas zostało). Chyba trudno było mu napisać choćby jedno zdanie, nie wplatając w nie erudycyjnej aluzji do mitologii greckiej lub do jakiegoś archaicznego w jego czasach rzymskiego zwyczaju czy instytucji kulturowej. Bardzo rzadko nazywał wzmiankowanych przez siebie bohaterów mitologicznych ich własnymi imionami, za to prawie zawsze dobierał wyszukane peryfrazy, wzorem greckich poetów erudytów epoki hellenistycznej. Większość jego utworów to poetyckie szarady przeznaczone dla bardzo oczytanych odbiorców. Właściwie to dziwne, że właśnie ten przerafinowany twórca, który w swoim świecie miał taką pozycję intelektualną, jaką w I poł. XX w. mieli Rilke czy Eliot, zechciał napisać poemat „erotyczny”.

Napisał go jednak w szczególny sposób. „Sztuka kochania” Owidiusza nie ma nic wspólnego ze „Sztuką kochania” Wisłockiej ani z książkami Grahama Mastertona, które pod pretekstem instruktażu składają się głównie z opisów męskich i kobiecych fantazji seksualnych. Podobno Michel Foucault powiedział kiedyś w rozmowie z Jamesem Cliffordem: „Seks jest rzeczą niezwykle interesującą w praktyce, ale bardzo nudną w teorii”. Owidiusz prawdopodobnie podzielał ten pogląd. Właśnie dlatego w jego „Sztuce kochania” prawie nie ma „momentów”, co może zaskoczyć w pierwszym kontakcie, ale jest oczywiste dla każdego zawodowca zajmującego się antykiem, a wie o tym również każdy amator, który przeczytał wolny przekład Ejsmonda. Dziewiętnastowieczni uczniowie angielskich szkół średnich edukowali się w dziedzinie nieprzyzwoitości na wielu autorach klasycznych, ale akurat nie na Owidiuszu. „Sztuka kochania” nie jest podręcznikiem pozycji seksualnych, jest podręcznikiem flirtu i łagodnej gry wstępnej, a przede wszystkim – jest poradnikiem tego, „jak zdobyć i utrzymać partnerkę lub partnera”, a więc dotyczy tematu podejmowanego również przez wielu autorów współczesnych, piszących książki pod takimi właśnie tytułami, obdarzonych jednak znacznie mniejszym talentem literackim niż Owidiusz i celujących w nieco inną grupę odbiorczą niż Masterton. O „rzeczy samej” traktuje w tym utworze tylko kilkadziesiąt wersów i są to sformułowania wielce powściągliwe. W literaturze antycznej jest wiele tekstów bardzo otwarcie i drobiazgowo opisujących różne formy współżycia seksualnego i zachowań z nim związanych, ale żaden z nich nie został napisany przez Owidiusza.

Fakt, że jego imię skojarzono w kulturze europejskiej z „tymi sprawami”, jest rezultatem dość skomplikowanych procesów historycznoliterackich, dobrze mieszczących się w pojęciu „misreading” ukutym przez Harolda Blooma. Wiadomo było, że sam nazywał siebie „nauczycielem miłości” i że August z jakichś niewyjaśnionych nigdy powodów nakazał mu emigrować z Rzymu do miasta położonego w dzisiejszej Rumunii, co dla takiego światowca, bywalca i causeura, jakim był na pewno Owidiusz, musiało być nadzwyczaj dotkliwe – wiemy o tym zresztą z wierszy, które pisał na wygnaniu. Podejrzewano więc go o jakieś skandale, o romans z wnuczką Augusta, o skrajną niemoralność i tym podobne przewiny. Przecież był specjalistą od „tych spraw” – poza „Sztuką kochania” napisał „Miłostki”, „Lekarstwa na miłość” i poemacik o upiększaniu kobiecej twarzy. Jednak w żadnym z tych utworów, podobnie jak w „Sztuce kochania”, nie mówi się otwartym tekstem o spółkowaniu. Kimkolwiek był Owidiusz w życiu i w sztuce, na pewno nie był pornografem.

Nie trzeba jednak pisać pornografii, aby narazić się władzy politycznej. Owidiusza rzadko zestawia się ze starszym od niego o jakieś czterdzieści lat Katullusem. Ich poetyka i stylistyka jest tak odmienna, że filologowie kładą ich zazwyczaj do dość odległych szuflad. A jednak jest między nimi pokrewieństwo. Obaj uwielbiali zaczepiać władzę w sposób, który dziś nazywamy „wywrotowym”. Katullus z premedytacją przeciwstawiał siebie – jako poetę i kochanka zainteresowanego wyłącznie własnymi uczuciami – wzorcom obowiązującym w jego świecie mężczyznę-obywatela, który miał przede wszystkim uczestniczyć w życiu publicznym oraz służyć państwu i narodowi, odsuwając na dalszy plan wszelkie sprawy osobiste. Katullus nie ignorował tych wzorców, on je celowo lekceważył, a co więcej, lekceważył również klasę polityczną. Jego wiersze poświęcone Cezarowi i poplecznikom Cezara należą do najbardziej złośliwych utworów w kanonie literatury europejskiej.

Owidiusz nie znał Katullusa osobiście, ponieważ urodził się już po jego zgonie (Katullus nie przekroczył trzydziestki), a w jego poezji nie widać znaczących wpływów wierszy poprzednika. Ale tak jak Katullus na wszelkie sposoby prowokował Cezara, tak samo Owidiusz szydził z Augusta. Prawdopodobnie obu tym poetom sprawiało przyjemność obśmiewanie śmiertelnej powagi władzy, a w przypadku Augusta – który poświęcił nie mniej niż czterdzieści lat swoich rządów na skonstruowanie monolitycznej ideologii władzy i starał się tę ideologię manifestować we wszystkich formach życia publicznego w samym Rzymie i w prowincjach imperium – ironia i złośliwość poety znajdowały nadzwyczaj obfitą pożywkę. Wiele przykładów tej wyrafinowanej złośliwości znajduje się właśnie w „Sztuce kochania”. Jest zupełnie możliwe, że August wygnał Owidiusza ze stolicy nie dlatego, że ten dopuścił się czegoś zdrożnego albo padł ofiarą intrygi (tę wersję specjaliści również uznają za prawdopodobną), lecz po prostu dlatego, że miał dość człowieka, który kpił z niego w żywe oczy, ale w taki sposób, że nie można go było o to wprost obwinić.

Polityczność seksu i erotyki nie jest wynalazkiem lewicujących poststrukturalistów ani nawet XIX-wiecznych bojowniczek o prawa kobiet. Jak wszystko albo prawie wszystko w dziedzinie ludzkiego życia zmysłowo-mentalnego, odkryli ją starożytni. Tak więc w pierwszej księdze „Sztuki kochania” znajduje się obszerny katalog miejsc w Rzymie, które zdaniem Owidiusza najlepiej nadają się na spotkania, randki i schadzki. Otóż tak się przypadkowo składa, że prawie wszystkie z tych miejsc to budowle i obiekty mające bardzo duże znaczenie w Augustowskiej polityce pamięci historycznej. (Tłumaczka dzieła, prof. Ewa Skwara, wskazuje znaczenia poszczególnych miejsc w komentarzu, dzięki czemu zamysł Owidiusza może zrozumieć czytelnik niebędący starożytnikiem latynistą). Trudno o lepszy przykład strategii subwersywnej – poeta parodiuje ważne symbole określające tożsamość zbiorową swojego narodu poprzez ich rekontekstualizację w wymiarze erotycznym. To tak, jak gdyby dziś powiedzieć, że w Warszawie najlepsze miejsca na szybki podryw to Ogród Saski od strony Grobu Nieznanego Żołnierza lub okolice Świątyni Opatrzności Bożej.

Tłumaczka opatrzyła przekład tego utworu trzystu osiemdziesięcioma trzema przypisami, zawierającymi znacznie więcej tekstu niż sama „Sztuka kochania”. Ten zabieg może wprawiać niektórych czytelników w konsternację, ale bez objaśnień poezja Owidiusza byłaby – z powodów, o których mowa w poprzednich zdaniach – niezrozumiała dla współczesnego odbiorcy niebędącego specjalistą od antyku, i to nawet po tym, jak tłumaczka zmieniła w tekście poematu większość omownych określeń postaci na ich własne imiona. To jeszcze jeden paradoks Owidiuszowej wersji ars amatoria. Temat, zdawałoby się, praktykowany powszechnie i spontanicznie, po przepuszczeniu go przez maszynkę tekstu staje się osobliwie niepojęty i to nie tylko dlatego że maszynka pochodzi sprzed dwudziestu wieków, bo należy sądzić, że był taki również dla większości współczesnych Owidiusza, podobnie jak literatura eksperymentalna XX w. wymagała od swoich czytelników więcej, niż większość z nich mogła jej dać. Jest tak, jak się zdawało semiotykom strukturalnym – tekst literacki koduje rzeczywistość i żeby go zrozumieć, należy posłużyć się książką szyfrów. Rezultaty mogą być niespodzianką.

 

Książka:

Owidiusz, „Sztuka kochania”, przełożyła, wstępem i przypisami opatrzyła Ewa Skwara, wyd. 2 zmienione, Biblioteka Antyczna, t. 39, Instytut Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2016.

SKOMENTUJ

Nr 385

(21/2016)
24 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj