Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Prezydent anonimowy

Prezydent anonimowy

Z Pawłem Śpiewakiem rozmawiają Julian Kania i Łukasz Pawłowski

„Jego bardzo mocna, wręcz polityczna religijność oraz silny akcent kładziony na pojęcie «narodu» mieszczą się w konwencji PiS. A wrażliwości na inne punkty widzenia w jego działaniach nie dostrzegam".

Łukasz Pawłowski: Co wiemy o Andrzeju Dudzie rok po wyborze na urząd prezydenta? 12 miesięcy temu był dla wielu Polaków politykiem całkowicie anonimowym.

Paweł Śpiewak: Moim zdaniem takim pozostał. Wiemy o nim tylko tyle, że jest bardzo wiernym wykonawcą poleceń prezesa partii i że w tej roli spełnia się doskonale. Nie mogę powiedzieć nic ani na temat jego koncepcji polityki zagranicznej, ani na temat jego koncepcji praworządności, nie mogę o nim powiedzieć niczego innego poza tym, że jest tym, kim jest. Nie zyskał własnej twarzy i wyrazistości.

ŁP: Rzecznik prezydenta, Marek Magierowski, na takie zarzuty odpowiada, podając cały szereg argumentów. Po pierwsze program oraz działania PiS są bliskie także prezydentowi. Startował z listy tej partii, więc siłą rzeczy wspiera jej program. Po drugie żaden polityk – nawet prezydent – nie może w Polsce funkcjonować bez zaplecza partyjnego. Wreszcie po trzecie Bronisław Komorowski także nie kwestionował działań Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej.

To analiza bardzo życzliwa prezydentowi Dudzie, ale nie wiem, czy życzliwa prawdzie. Oczywiście, prezydent w polskim systemie politycznym znajduje się w bardzo trudnej roli – otrzymuje ogromny mandat społeczny pochodzący z wyborów powszechnych, a jednocześnie niewielkie kompetencje. To sytuacja nieznośna. Nie chodzi jednak o to, by prezydent Duda dystansował się wyraźnie wobec swojej partii, ale raczej by wykonywał gesty pokazujące, że jest prezydentem Polski – całej Polski, a nie tylko Polski pisowskiej. Jego bardzo mocna, wręcz polityczna religijność oraz silny akcent kładziony na pojęcie „narodu” mieszczą się w konwencji PiS. A wrażliwości na inne punkty widzenia w jego działaniach nie dostrzegam.

Julian Kania: Z drugiej strony prezydent cieszy się dziś największym zaufaniem spośród wszystkich polityków w Polsce.

To słaby miernik. Zaufanie do Bronisława Komorowskiego od początku do końca było bardzo wysokie, ale nie przełożyło się na poparcie polityczne. Tak samo było z Jackiem Kuroniem, kiedy kandydował na urząd prezydenta. Jest to wskaźnik, który określa raczej to, czy kogoś lubimy czy nie lubimy, czy jawi się jako miły czy jako niemiły. Ale deklarowany poziom zaufania nie wyznacza politycznej pozycji w państwie.

JK: Jakie można wyróżnić cele tej prezydentury?

Nie mam zielonego pojęcia, bo sprowadzenie jej do reformy emerytalnej czy załatwienia sprawy frankowiczów to byłoby za mało. A większych celów nie widzę, poza tym, żeby wzmacniać pozycję obecnego układu władzy.

ŁP: Czego oczekiwałby pan więc od prezydenta? Proszę o przykład jakiegoś działania, którego nie podjął, a powinien był podjąć, albo odwrotnie – podjął, a nie powinien był tego robić.

Sprawę Trybunału Konstytucyjnego można było rozwiązać zupełnie inaczej. Od każdego prezydenta oczekiwałbym dwóch podstawowych rzeczy – ochrony porządku konstytucyjnego i ochrony interesu politycznego państwa. Tymczasem polityka rządu budzi więcej pytań dotyczących tego, jak PiS pojmuje rację stanu, aniżeli odpowiedzi. Marginalizacja w Unii Europejskiej, konflikty, napięcie w relacjach z amerykańskimi politykami itd. Czy to jest zgodne czy niezgodne z wizją prezydenta? Czy on się z tym utożsamia? Nie wiem, choć powinno to być sprawą absolutnie kluczową.

I my powinniśmy się niepokoić, kiedy prezydent RP jedzie do Stanów Zjednoczonych i nikt z poważnych urzędników amerykańskich nie chce z nim rozmawiać. Tym bardziej, że nie są to pojedyncze sygnały – pojechał polski wiceminister obrony narodowej, też nikt z nim nie chciał rozmawiać; pojechała premier, podobnie.

————————————————————————————————————————-

Czytaj także pozostałe teksty z Tematu Tygodnia:

Marek Magierowski w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim „Zawsze będziemy krajem Wschodu”

Anna Materska-Sosnowska w rozmowie z Julianem Kanią „Stracona szansa Andrzeja Dudy”

Adam Puchejda „Rozczarowanie z konsekwencjami”

————————————————————————————————————————-

ŁP: Stronnicy rządu i prezydenta twierdzą, że krytyka ze strony Zachodu wynika przede wszystkim z niewiedzy o tym, co się dzieje w Polsce.

Nie ma znaczenia, czy wynika z wiedzy czy niewiedzy. Ważniejsze jest to, że obraz Polski kształtuje się negatywnie, niż to, z jakiego powodu się tworzy. A faktem jest, że w ciągu ostatnich 20 lat Polska nigdy nie miała w zachodnich mediach tak negatywnego PR-u.

JK: Marek Magierowski zwraca uwagę, że obok polityki zagranicznej i obronnej priorytetem prezydenta Dudy jest polityka historyczna.

Byłem na jednym zebraniu i stwierdziłem, że więcej nie pójdę.

ŁP: Na jakim zebraniu?

Sekcji historycznej Narodowej Rady Rozwoju. Byłem zdumiony typem osób, które prezydent tam zaprosił, oraz ich wystąpieniami. W 80 proc. byli to przedstawiciele tzw. nurtu prawicowego pojmujący historię nie w duchu pluralizmu, wielości poszukiwań i nurtów, ale domagający się jednoznacznej wersji przeszłości. I w tej kwestii nie widzę więc szansy na sukces jakichkolwiek działań prezydenta – sukces w takim sensie, że będzie to polityka wiarygodna, będzie miała oparcie w historii i będzie rzeczywiście łączyła ludzi. Ten model polityki raczej dzieli i to jest znowu krok w kierunku najgorszym z możliwych, czyli kategoryzowania Polaków na pierwszy i drugi sort.

JK: Pogrzeb pułkownika Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” cieszył się dużym zainteresowaniem. Na uroczystości przyszły tłumy. „Polacy są spragnieni historii”, a nie „wiwisekcji wad narodowych” – mówiła w rozmowie z „Kulturą Liberalną” Magdalena Gawin, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Sprawa „Łupaszki” jest trudna. Z jednej strony był bardzo mężnym obywatelem, ale z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że gdyby wojna się skończyła inaczej – tzn. gdyby do władzy doszli nie komuniści, a normalny, legalny rząd – „Łupaszka” skończyłby przed sądem wojennym za zbrodnie dokonane na ludności litewskiej. Nie rozumiem, dlaczego prezydent o tym nie wspomniał. W działaniach nowej władzy nie chodzi więc o lepsze zrozumienie historii, ale o budowanie pamięci bez historii. To kreowanie mitów pozbawionych oparcia w faktach.

JK: Prezydent często nawołuje też do budowania bardziej sprawiedliwego państwa. O tym, że Polska nie jest krajem sprawiedliwym, prezydent miał mówić podczas spotkania z prezydentem Niemiec Joachimem Gauckiem.

Takie wezwania byłyby słuszne, gdyby za nimi szły jakieś działania w kierunku budowania sprawiedliwej Polski, czyli jakieś propozycje aktów prawnych w tej dziedzinie. Ja ich nie znajduję, bo obniżenie wieku emerytalnego trudno za takie uznać.

ŁP: Jakie najważniejsze sukcesy tej prezydentury dostrzega pan rok po wyborze i dziewięć miesięcy po zaprzysiężeniu?

Uważam, że prezydent napisał – oczywiście za pomocą swoich urzędników – bardzo ładny list na pogrzeb Samuela Willenberga, ostatniego więźnia obozu w Treblince. Wydaje mi się, że to jest duży sukces.

JK: I?

No i dziękuję. Jakoś nie bardzo widzę więcej.

 

*Ikona wpisu: ilustracja: Katarzyna Iwańska

SKOMENTUJ

Nr 385

(21/2016)
24 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail