W 1926 roku państwo polskie istniało nieco ponad siedem lat. Od bitwy warszawskiej z bolszewikami, która przesądziła o przetrwaniu państwa, minęło niepełne sześć lat. Była to dla Polaków sytuacja nowa po ponad stuletniej niewoli. Organizowanie państwa nadal trwało, jego wewnętrzne urządzenie nie było oczywiste, różne oczekiwania oraz interesy krzyżowały się i kolidowały ze sobą. Polska nie była całkiem zintegrowana, kształtujące się przez ponad stulecie odrębności poszczególnych zaborów, mocno wpływały na życie publiczne.
Po ustaleniu granic w 1921 roku Polacy stanowili dwie trzecie społeczeństwa. Resztę – około 10 milionów – tworzyły mniejszości narodowe: ponad 3 miliony Żydów w Polsce centralnej, południowej i wschodniej, 4,5 miliona Ukraińców w województwach południowo-wschodnich, 2 miliony Białorusinów w województwach północno-wschodnich, blisko milion Niemców w województwach zachodnich. Ten stan rzeczy miał istotne konsekwencje. Mniejszości narodowe na wschodzie znalazły się w Polsce mimo, a często wbrew swej woli. Ukraińcy z Galicji przegrali wojnę z Polską w latach 1918–1919 i uważali się za ludność podbitą. Słowiańskie mniejszości z Kresów, złożone przeważnie z chłopów, patrzyły przychylnym okiem na sowieckie republiki ukraińską i białoruską, które dały chłopom ziemię.
Polska była krajem biednym. Prawie 70 procent ludności tworzyli chłopi, w ogromnej większości małorolni, z nadzieją wyglądający podziału „pańskiej” ziemi.
Majątki ziemian, potomków szlacheckich rodzin, zajmowały 45 procent powierzchni rolnej i leśnej. Choć w znacznej mierze niedoinwestowane i zadłużone – folwarki były jednak podstawą dla zaopatrzenia dużych miast i eksportu rolnego.
Na Kresach wschodnich majątki ziemian były ostoją polskości, chłopi mówiący po polsku byli tam małą mniejszością. Bieda wsi ograniczała pojemność rynku wewnętrznego, produkty polskiego przemysłu w niewielkim tylko procencie trafiały do chłopów. Rozbudowany pod koniec XIX i na początku XX wieku przemysł produkował głównie na rynek rosyjski, po ustanowieniu granicy dławił się i szukał możliwości eksportowych na Zachód. Napotykał jednak na silną konkurencję, niechęć Niemiec (od 1925 roku prowadzących wojnę celną), brak dróg transportowych (stąd projekt budowy polskiego portu w Gdyni i trasy kolejowej łączącej Śląsk z Bałtykiem, realizowany po 1926 roku). Biedę polskiej prowincji pogłębiały zniszczenia spowodowane w czasie pierwszej wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej, dotkliwe zwłaszcza na Kresach.
Przed każdym polskim rządem stawały te problemy gospodarcze, w konsekwencji społeczne. Ale próby radzenia sobie z nimi grzęzły już na poziomie zamiarów wobec licznych sprzeczności. Oczekiwana przez wieś parcelacja majątków nie tylko uderzała w interesy ich właścicieli, mogła też skutkować problemem zaopatrzenia miast i możliwości eksportowych. Obdzielenie białoruskich i ukraińskich chłopów „pańską” ziemią wydatnie by osłabiło polską obecność na tych terenach. Rozwinięcie produkcji przemysłowej w dowolnie wybranym regionie wymagało kapitałów, a tych brakowało.
Polska odnosiła jednak sukcesy. Do najważniejszych należało przełamanie galopującej w 1923 roku inflacji przez rząd Władysława Grabskiego i ustabilizowanie waluty. Niestety, jesienią 1925 roku to osiągnięcie było zagrożone wobec dramatycznego deficytu budżetowego, spadku produkcji i gwałtownie rosnącego bezrobocia (na początku 1926 roku – 300 tysięcy osób, nie licząc ukrytego bezrobocia na wsi). Uchwalona pod koniec 1925 roku reforma rolna wychodziła natomiast naprzeciw oczekiwaniom chłopów.
Sukcesem było jednak samo stworzenie państwa, jego administracji, władz sądowniczych, systemu szkolnego, postępująca integracja ponad podziałami zaborczymi. Dla milionów Polaków własne państwo było wartością. Dla najbardziej świadomych – spełnionym snem pokoleń, które w minionym wieku podejmowały próby powstańcze zakończone klęskami. Pokolenie twórców Niepodległej doczekało i miało szansę budować państwo, ojczyznę – awansować ją do grona państw narodowych trwających bez przerwy.
Spor egzystencjalny
Najbardziej przenikliwi mieli świadomość, że odzyskanie państwa w listopadzie 1918 roku było możliwe dzięki wojennej klęsce trzech zaborców. A Polska między Rosją a Niemcami będzie zagrożona, gdy te mocarstwa odzyskają siły. Marsz bolszewików na zachód, po raz pierwszy zatrzymany na początku 1919 roku, po raz drugi w wielkiej bitwie warszawskiej w sierpniu 1920 roku, kazał liczyć się z możliwością powtórki. Do 1924 roku Rosja sowiecka podejmowała próby wywołania powstań na Kresach, penetrowała je przez dywersję, sabotaż, wspieranie podziemia komunistycznego. Oficjalny program Komunistycznej Partii Polski, sekcji Kominternu, głosił potrzebę doprowadzenia do rewolucji, obalenia „burżuazyjnego państwa”, także poprzez powstanie zbrojne i możliwą interwencję Armii Czerwonej, a następnie stworzenie Polskiej Republiki Rad. Układ sowiecko-niemiecki z Rapallo (1922), a później traktatowe porozumienie obu państw zawarte w kwietniu 1926 roku, dawały powód do niepokoju. Był on tym większy, że na konferencji w Locarno (1925) najważniejszy sojusznik Polski – Francja – zawarł z Niemcami (i innymi ich zachodnimi sąsiadami) porozumienie o uznaniu granic na zachodzie, gdy o granicach na wschodzie milczano.
Niepewność perspektyw międzynarodowych kazała myśleć o umacnianiu państwa od wewnątrz, zarówno jego zdolności obronnych, jak konsolidacji i łagodzenia napięć wewnętrznych.
Przyjęte w listopadzie 1918 roku zasady dotyczyły praw obywatelskich i ustroju: wszyscy obywatele, niezależnie od narodowości, religii, płci otrzymali równe prawa, wśród nich prawo głosowania do Sejmu, który wybrano w styczniu 1919 roku. Wydane w listopadzie 1918 roku dekrety wprowadzały ośmiogodzinny dzień pracy, ochronę lokatorów, ubezpieczenie od wypadku, chorób, na starość. Uznano prawa pracowników do strajku i łączenia się w zrzeszenia zawodowe. Reguły te były spełnieniem programu Polskiej Partii Socjalistycznej z 1892 roku. Przez około dwadzieścia lat liderem PPS był Józef Piłsudski, w 1918 roku Naczelnik Państwa i jego organizator. Ustalone wówczas prawa obywatelskie, w tym społeczne, stanowiły dla całego obozu centrolewicowego wartość zasadniczą, nieusuwalną.
Inaczej patrzyła na sprawy Narodowa Demokracja (endecja). Miała drogę rozwoju i kartę działalności podobnie długą jak PPS. Socjaliści rozwijali akcję niepodległościową, wiążącą się z ideami demokracji i socjalizmu, spełnioną w decydującej mierze we wspominanych dekretach przyjętych jesienią 1918 roku. Narodowa Demokracja skupiała uwagę na kształtowaniu ideowym narodu, rozumianego jako byt suwerenny, podmiot polityki. Twórcą ideologii i taktyki endecji był przede wszystkim Roman Dmowski.
PPS i endecja starły się po raz pierwszy w czasie rewolucji antycarskiej 1905–1907. Socjaliści współtworzyli rewolucję, endecja ją zwalczała jako zjawisko szkodliwe i demoralizujące. Od tego też czasu szukała poparcia warstw zamożnych, mobilizowała tłum przy użyciu haseł antyżydowskich, szukała możliwości kompromisu z caratem, co pozwalało jej rozpocząć działalność legalną. W latach kolejnych Piłsudski i skupiony wokół niego obóz szykował się do podjęcia zbrojnej walki z Rosją i w Galicji rozwijał ruch strzelecki, stawiał na współdziałanie z Austrią. Dmowski i ND przeciwnie – za wroga numer jeden uznała Niemcy, stawiając na Rosję. W konsekwencji w 1914 roku Piłsudski tworzył Legiony i Polską Organizację Wojskową, Dmowski oceniał te działania jako szkodliwe i zdania nie zmienił także po latach. Jesienią 1918 roku przywódcy endecji z Dmowskim na czele tworzyli Komitet Narodowy Polski w Paryżu i uznawali się za reprezentację Polaków wobec zwycięskich mocarstw Zachodu. Piłsudski tymczasem od 11 listopada organizował realne państwo polskie i jego wojsko, usuwając okupację niemiecką. Kompromis zawarty tuż przed konferencją pokojową w Paryżu, by Polska miała na niej reprezentację, jedynie złagodził napięcie.
Podział i konflikt dwóch obozów trwał w latach następnych. W wyborach 1919 roku endecja wykazała, że jest największym ugrupowaniem politycznym, miała 25 procent mandatów, gdy PPS tylko 8 procent, a wraz z lewicą chłopską 16 procent. Większość Sejmu tworzyły ugrupowania centrowe i o nie opierały się kolejne rządy. Konflikt między endecją a Piłsudskim i lewicą dotyczył też polityki wschodniej i zmagań z bolszewikami. Narodowcy byli przeciwni koncepcjom federacyjnym i nie uznawali Ukraińców i Białorusinów za odrębne narody. Pragnęli wytyczenia granicy na wschodzie tak, aby skupić większe polskie wyspy etniczne, a niepolską ludność słowiańską stopniowo spolszczyć przy użyciu aparatu państwa. Ewentualne powstanie państwa ukraińskiego uważali za sprzeczne z polską racją stanu. Rozstrzygnięcia, które przyniósł pokój ryski (1921) zdawały się iść po linii oczekiwań endecji.
Narodowcy wielokrotnie i z różnych powodów atakowali Piłsudskiego, nie tylko jako przeciwnika politycznego, ale też radykała, skompromitowanego współpracą z Niemcami w latach 1914–1917, niekompetentnego wojskowo. Posuwano się do licznych ataków ad personam, czasem nawet sugerując jego tajne porozumienia z bolszewikami. W konsekwencji podczas prac nad konstytucją endecja dbała, by głowa państwa otrzymała jak najmniejsze kompetencje. Spodziewała się, że z wyborów wyjdzie wzmocniona i określi kształt państwa. Miało to być państwo narodowe, państwo dla Polaków, w którym tylko Polacy mają stanowić o prawach obywateli. Zarazem państwo powinno obywateli kształtować przez rozwijanie w szkołach i całym systemie – administracyjnym, sądowniczym, samorządowym – dominacji języka polskiego i polskiej przewagi kulturowej, społecznej. Polskość wiązano ściśle z religią katolicką jako jej nieodzownym dopełnieniem. Z polskości wykluczano natomiast Żydów, także zasymilowanych, aktywnych w życiu polskim. W 1922 roku wysunięto hasło numerus clausus, ograniczenia przyjmowania Żydów na studia, i wokół tego próbowano budować ruch akademicki. Związane z ND ugrupowania mieszczańskie głosiły hasła konkurencji i walki z Żydami.
W warunkach tak istniejących podziałów odbyły się w listopadzie 1922 roku wybory do Sejmu i Senatu. Stworzony przez ND blok Chrześcijańskiej Jedności Narodowej uzyskał 29 procent głosów i 38 procent mandatów poselskich, podczas gdy cała lewica 22 procent, PSL-Piast Wincentego Witosa 16 procent, a mniejszości narodowe 20 procent. Silne w poprzednim Sejmie ugrupowania centrowe nie weszły do Sejmu.
Celem endecji było pozyskanie Witosa i jego PSL-Piast oraz utworzenie wspólnego rządu. W takim porozumieniu wybrano marszałków Sejmu i Senatu. Tymczasem w wyborach prezydenta przez połączone izby Sejmu i Senatu 9 grudnia 1922 roku prawica poniosła klęskę. Prezydentem został Gabriel Narutowicz wybrany głosami lewicy, centrum i mniejszości narodowych. Odpowiedzią był wściekły atak propagandowy, uliczne manifestacje, ogłoszenie Narutowicza „zawadą”, prezydentem Żydów i Niemców. Próbując zohydzić i zastraszyć elekta, endecy liczyli zapewne, że wymuszą na nim ustąpienie. Formułowano zasadę, że w ważnych sprawach powinny się liczyć tylko głosy polskie, głos mniejszości nie może mieć znaczenia. W tej atmosferze 16 grudnia Narutowicz został zastrzelony przez Niewiadomskiego, artystę malarza wychowanego w duchu endeckiej propagandy. Ten mord, który zresztą nie spowodował wyrażenia żalu, skruchy, opamiętania, skutkował pogłębieniem wrogości między Polakami sprzyjającymi endecji i jej przeciwnikami. Emocje schodziły w dół społeczeństwa.
Pół roku po zamordowaniu Narutowicza Witos podpisał pakt z endecją, powstała koalicja Chjeno-Piasta i jej rząd. Był to czas maksymalnej inflacji, rosnących napięć społecznych i jesienią doszło do strajków. Rząd postanowił okazać silną rękę, zwłaszcza wobec strajku kolejarzy, których zmilitaryzowano. 6 listopada w Krakowie zarządzenie zakazujące zgromadzenia robotników doprowadziło do walk między nimi a wysłanym przeciw nim wojskiem. W starciu zginęło 3 oficerów, 11 szeregowych i 18 robotników, setki ludzi odniosły rany. Tłum zdobył wiele karabinów i samochód pancerny. Walki zakończyła interwencja posłów PPS, którzy mieli wpływ na demonstrantów; broń została złożona. Pamięć o najkrwawszym starciu w dotychczasowych dziejach państwa polskiego pozostała jednak na długo. W grudniu 1923 roku rząd upadł, gdy PSL-Piast opuściło 15 posłów. Echo rządu Chjeno-Piasta i jego dokonań pozostało jednak w państwie i miało zasadnicze znaczenie dla reakcji na ponowienie tej koalicji na początku maja 1926 roku.
Dla działaczy ND, występujących od 1919 roku jako Związek Ludowo-Narodowy, polityka nie była sporem demokratycznym między uprawnionymi racjami, ani rywalizacją o uznanie nadrzędności jednych interesów nad innymi, ale walką dobra ze złem. „Treścią całego wewnętrznego życia państw […] jest walka o wyższość interesu narodowego nad klasowym i uniezależnienie polityki państwowej od międzynarodowych organizacji, kierowanych zawsze przez ogólnoświatowy spisek żydowski” – pisał prezes ZLN Stanisław Grabski. Dmowski natomiast rozwijał tę wizję: „po jednej stronie sztandar narodowy, na którym wypisane jest dobro narodu, zachowanie i rozwój narodowego bytu, po drugiej cały szereg sztandarów z prawami człowieka, z interesami i dążeniami jednostki, przeciwstawiającej się narodowi, z interesami klasowymi, z dobrem bezimiennej ludzkości.” Z tych zasadniczych ocen i wyobrażonego podziału wyprowadzano wizję państwa narodowego, które musi być prowadzone przez jedyną siłę narodową czyli Narodową Demokrację. Gdyż – na przykład – PPS jest eksponentem międzynarodówki, której przewodzą Niemcy i Żydzi.
Po porażce rządu Chjeno-Piasta w kierownictwie ZLN rozwinięto prace nad projektem rewizji konstytucji i ordynacji wyborczej. Chodziło o to, by stworzyć warunki dla powstania trwałej większości centroprawicowej przez zwiększenie liczby posłów z województw zachodnich oraz stworzenie wielkich okręgów z niewielką liczbą posłów na wschodzie kraju, by ograniczyć reprezentację mniejszości narodowych. W prasie często odwoływano się do przykładu Włoch Mussoliniego, prowadzono kampanię na rzecz ograniczenia praw robotników, szkodzących – jak pisano – potrzebie zintensyfikowania produkcji przemysłu. Zgoda ZLN na reformę rolną przyjętą przez Sejm w 1925 roku otwierała drogę do dalszego zbliżenia z PSL-Piast.
Przewrót
Józef Piłsudski od 1923 roku przebywał w Sulejówku, całkowicie wyłączony z bieżącego życia politycznego z jednym wyjątkiem. W latach 1924–1925 wiele razy krytykował projekt poddania najwyższej władzy wojskowej pod kompetencje rządu i Sejmu, widząc w tym dążenie do przejęcia kontroli nad armią przez stronnictwa. Obóz polityczny Piłsudskiego właściwie w tym czasie nie istniał. Około dwudziestu bliskich mu ludzi zasiadało w klubach sejmowych PPS i PSL-Wyzwolenie, istniał kombatancki Związek Legionistów. Najważniejszym pismem środowiska był miesięcznik „Droga”. Na jej łamach wyrażali swoje przekonania inteligenci o demokratycznych poglądach, przeciwnicy nacjonalizmu, endecji, krytycznie patrzący na niestałość rządów, brak myśli przewodniej w budowaniu państwa. Jeden z nich, bliski Piłsudskiemu Kazimierz Świtalski, pisał, że państwo polskie ma czas na ustabilizowanie i rozwój do czasu, gdy jego sąsiedzi nie powrócą do potęgi. Ten czas jest marnowany przez niestabilność i targi o doraźne interesy grupowe, które wyrażają partie polityczne. Brak im nadrzędnej troski o państwo i woli powstrzymania partyjnego egoizmu. W podzielonej Polsce nie może rządzić prawica przeciw lewicy, a lewica przeciw prawicy. Potrzebne jest wykorzystanie energii obywateli skupiającej się w innych formach niż partie – organizacjach społecznych, nakierowanych na realizowanie konkretnych celów służących wzmacnianiu społeczeństwa i państwa, a więc kombatanckich, oświatowych, wychowawczych, gospodarczych. W zakresie gospodarczym Stefan Starzyński formował w „Drodze” zadanie uprzemysłowienia kraju przez skierowanie środków z budżetu państwa na ważne, strategiczne inwestycje.
Najlepszy przedmajowy rząd Władysława Grabskiego pod koniec 1925 roku nie mógł sobie poradzić z nawracającym kryzysem finansowym.
Wielki deficyt budżetowy był skutkiem braku należnych wpływów podatkowych ze strony najbogatszych – firm i właścicieli ziemskich. Spadek produkcji przemysłowej powodował szybki wzrost bezrobocia. Rozmowy o pożyczce amerykańskiej utknęły. Złotówka się zachwiała. Grabski podał swój rząd do dymisji.
Nowy gabinet stworzony w grudniu 1925 roku przez Aleksandra Skrzyńskiego był konstrukcją niezwykłą, opierał się o ZLN i PPS, czyli przeciwstawne siły polityczne. Ich współdziałanie było możliwe w sytuacji szczególnego zagrożenia stabilizacji ekonomicznej i politycznej zarazem. Naprawy gospodarczej podjął się minister Jerzy Zdziechowski z ZLN. Oprócz dalszych negocjacji o pożyczkę miała ona polegać na ratowaniu budżetu przez ściągnięcie zaległości oraz czasowe obniżenie, w pierwszym kwartale 1926 roku, płac pracowników państwowych – kolejarzy, pocztowców i innych, ważnej części elektoratu PPS. Socjaliści jednak zaryzykowali.
Tymczasem wiosną 1926 roku okazało się, że Zdziechowski uważa obniżenie płac pracowniczych za wymagające przedłużenia na następne miesiące, nie podjął stanowczych prób ściągnięcia zaległych podatków, a pożyczka zagraniczna jest mgławicą. Wniosek ministra Moraczewskiego o rozważenie powrotu Piłsudskiego do wojska został uznany za prowokację. Natomiast Roman Dmowski, sceptyczny wobec zawiązanej koalicji, na posiedzeniu Rady Naczelnej ZLN mówił o potrzebie obniżenia dotychczasowego poziomu życia, głownie robotników. Rada Naczelna uchwaliła potrzebę ograniczenia ubezpieczeń społecznych i wydłużenia czasu pracy. Zlekceważono perspektywę masowych wystąpień robotników w obronie odbieranych im praw.
Projekt zmiany ordynacji wyborczej klub ZLN wniósł do Sejmu 22 marca 1926 roku. Obalał zasadę równości wyborów: w dawnej Kongresówce jeden poseł miał przypadać na 140 tysięcy obywateli, w dawnym zaborze pruskim na około 170 tysięcy, ale na Kresach jeden na 260 tysięcy. Dążąc poprzez tę manipulację do zapewnienia w przyszłym sejmie przewagi ludziom endecji, nie brano pod uwagę, że faktyczne odebranie mniejszościom praw wyborczych pchnie je do wystąpień przeciw państwu, uniemożliwi szukanie modus vivendi. Trudno się dziwić, że pod koniec marca 1926 roku koalicja PPS-ND załamała się.
Konfrontacja nie była jednak przesądzona. Gdyby nowy rząd miał charakter pozaparlamentarny, urzędniczy, a drastyczne projekty zostały odłożone, trwałby dalej proces szukania trudnych kompromisów.
Stało się jednak inaczej. ZLN wraz z sojusznikami zawiązał koalicję z PSL-Piast i prezydent Wojciechowski uznał, że nie ma pola manewru. 10 maja podpisał nominacje dla ministrów rządu Witosa. W natychmiastowej reakcji cztery stronnictwa lewicy i centrum – PPS, PSL-Wyzwolenie, Stronnictwo Chłopskie i Klub Pracy Kazimierza Bartla – ogłosiły, że powstał rząd „uzależniony od stronnictwa, które jawnie i publicznie występuje przeciw ustrojowi republikańskiemu” i „stanowi wyzwanie rzucone całej demokracji polskiej”. Zapowiedziano „walkę bezwzględną i opozycję najostrzejszą”.
Tak w Polsce umierała demokracja parlamentarna. Opierała się na respektowaniu praw przeciwnych stron politycznych w oparciu o zasady wprowadzone w listopadzie 1918 roku. Ich obalenie – przez ustanowienie rządu prawicy przeciw lewicy, dążenie do zniesienia równości praw obywateli, likwidację podstawowych zdobyczy robotniczych, w tym ośmiogodzinnego dnia pracy – musiało doprowadzić do buntu i próby sił. Witos był chyba tego świadomy, gdy prowokował Piłsudskiego w opublikowanym 9 maja wywiadzie do tego, by poszedł po władzę do Belwederu, a w wywiadzie dla bliskiego mu tygodnika „Piast” głosił: „Można rządzić w państwie albo ze społeczeństwem, albo społeczeństwem. […] Kto wie, czy obecnie druga forma nie jest bardziej wskazana”.
Wiele wskazuje na to, że czyn, jakiego 12 maja 1926 roku podjął się Piłsudski, gdy z wiernymi sobie oddziałami wyruszył na Warszawę, był demonstracją radykalnego sprzeciwu, a nie próbą przejęcia władzy w państwie. Nie znamy treści rozmowy Piłsudskiego z Wojciechowskim na moście Poniatowskiego po południu 12 maja. Wydaje się jednak, że główną jej częścią było żądanie dymisji rządu Chjeno-Piasta oraz – zapewne – powrotu Piłsudskiego do armii. Prezydent odmówił. Rozpoczęła się walka na ulicach Warszawy. Jej stawką stało się zwycięstwo jednej lub drugiej strony. Za Piłsudskim opowiedziała się cała lewica i warszawska ulica, znaczna część armii. Przeciw cała prawica, województwa zachodnie, część armii. Gdyby Piłsudski przegrał, stanąłby przed sądem wojennym, co mu jako „puczyście” obiecywała prawica. Żołnierze, którzy wystąpili przeciw legalnemu rządowi, co najmniej musieliby pożegnać się z armią, a wielu zapewne by skazano. Stojąca za Piłsudskim lewica znalazłaby się pod groźbą delegalizacji. Projekt „państwa narodowego” byłby realizowany w ostrej walce z wszystkimi jego przeciwnikami: lewicą, związkami zawodowymi, dawnymi legionistami, radykalną inteligencją, Żydami, wschodnimi mniejszościami narodowymi – realnie połową obywateli kraju.
Sanacja
Po zwycięskim zakończeniu walk, dymisji rządu i rezygnacji prezydenta z urzędu, Piłsudski mówił, że zrobił coś w rodzaju rewolucji bez rewolucyjnych konsekwencji. Nie aresztował wrogich sobie polityków prawicy, nie rozwiązał ich stronnictw, nie rozpędził parlamentu, a powołany na premiera Kazimierz Bartel respektował prawa Sejmu. Nowego prezydenta wybrano zgodnie z konstytucją, wzmocnienie jego uprawnień uchwalił Sejm większością, w której byli posłowie ZLN.
Litera prawa zmieniła się więc nieznacznie. Istotnie zmienił się jednak „duch” i praktyka systemu.
Decydentem był odtąd Piłsudski, uważający się za strażnika państwa, uprawnionego do działań nadzwyczajnych. Premierzy i ministrowie musieli mieć jego zaufanie, on określał najważniejsze kierunki działania państwa. Był to więc system autorytarny, ale trudny do zdefiniowania. Popierająca dotąd Piłsudskiego PPS i radykalni ludowcy znaleźli się w opozycji, nie akceptowali bowiem ani nieparlamentarnej formy rządów, ani porozumień Piłsudskiego z ziemiaństwem i sferami wielkiego przemysłu. Te jednak były Piłsudskiemu potrzebne dla osłabienia endecji i ustabilizowania swojej władzy, zmniejszenia obaw konserwatywnych Polaków i Kościoła. Tworzył swój obóz polityczny w oparciu o dawnych legionistów, ludzi sobie wiernych oraz wychodźców z innych partii. A także licznych działaczy społecznych. Nie naruszył praw robotniczych, choć ich praktyczna realizacja często pozostawiała wiele do życzenia. Nie naruszył praw do zrzeszania się w organizacje polityczne, wychowawcze, gospodarcze, choć izolował je od wpływu na bieżącą politykę rządu.
W końcu 1926 roku Dmowski stworzył Obóz Wielkiej Polski, opowiadający się za utworzeniem „państwa narodowego” po obaleniu rządzącej sanacji. OWP działał i rozwijał się do 1933 roku, dopiero wtedy został rozwiązany jako organizacja wywołująca antyżydowskie zamieszki. Jego wychowankowie pozostali jednak czynni politycznie – tworzyli ONR, rozwiązany przez władze, ale aktywny nadal, oraz przejęli Stronnictwo Narodowe – kolejną formę organizacyjną endecji.
Wielkie problemy finansowe, które są istotną przyczyną kryzysu przedmajowego, zniknęły samoczynnie, gdy strajk górników angielskich pozwolił eksportować polski węgiel i wydatnie poprawić bilans handlowy. Poprawiła się też koniunktura. Nowe możliwości państwa skutkowały inwestycjami – budową portu w Gdyni, linii kolejowej ze Śląska, tworzeniem polskiego przemysłu chemicznego, głównie nawozów sztucznych, i obronnego. Państwo mogło realizować reformę rolną i udzielać kredytów rolnikom i drobnym przedsiębiorcom, co poprawiło atmosferę, także na Kresach. Choć nie nastąpiły żadne ustępstwa polityczne wobec Ukraińców i Białorusinów, a tych ostatnich nawet represjonowano, likwidując w 1927 roku stutysięczną organizację „Hromada” i aresztując jej liderów, napięcie polityczne na wschodzie opadło.
W latach 1926–1928 przeprowadzono w Polsce wolne wybory samorządowe. Stopniowo jednak ograniczano kompetencje samorządów na rzecz mianowanych urzędników administracji. Zachowała pluralistyczny charakter prasa, ale swobodę krytyki rządu ograniczał dekret prasowy z możliwością konfiskaty artykułów wykraczających poza tolerowaną krytykę.
W marcu 1928 roku przeprowadzono wybory parlamentarne. Powołany przez rządzących Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem otrzymał 25 procent mandatów w Sejmie. Pocieszeniem była klęska endecji (8 procent), ale nie udało się stworzyć rządu większości sejmowej. Praktyka manewrowania przepisami konstytucji, by opóźnić i paraliżować krytykę ministrów i głosowanie wniosków o dymisje, sparaliżowała parlament. Niegodzący się z tym posłowie zawiązali Centrolew, jednoczący posłów PPS, stronnictw ludowych, w tym PSL-Piast, a nawet chadecję, dawną sojuszniczkę endecji. Kiedy w 1930 roku rządzący poczuli realne zagrożenie, prezydent rozwiązał parlament, a kilkunastu przywódców Centrolewu zamknięto w twierdzy brzeskiej, tam poddano ich regułom „karnej kompanii”, następnie sądzono w słynnym procesie brzeskim. Reżim pokazał, że w obronie swej władzy jest gotów użyć nagiej siły i łamać prawo. Siłę i aresztowania kandydatów do Sejmu, paraliżowanie ich wieców wyborczych, zastosowano w kampanii poprzedzającej wybory w listopadzie 1930 roku. W nowym Sejmie BBWR miał 51 procent mandatów i mógł nie liczyć się z opozycją.
Polska pozostała krajem pluralizmu – ze stronnictwami od lewicy do prawicy, mającymi swoją prasę, organizacje młodzieżowe, zebrania, wiece, kongresy, ale nie miały one wpływu na rządy, a w praktyce też na administrację terenową. W zakresie praktycznego rządzenia decydował wąski krąg ludzi skupionych wokół Piłsudskiego. Po 1930 roku musiał on mierzyć się z wielkim kryzysem ekonomicznym i jego niszczącymi skutkami społecznymi, w tym wielkim bezrobociem, oraz politycznymi – narastającą radykalizacją i na prawicy, i na lewicy.
Doświadczenie wolności
Jestem świadom, że jest to historia smutna, pesymistyczna. Polityczno-ideologiczna polaryzacja uniemożliwiała zbudowanie stabilnej demokracji, a tylko demokracja oparta o prawa obywatelskie, w tym wyborcze, pozwalała utożsamiać się z państwem. Konteksty wielonarodowego charakteru i biedy społeczeństwa zwiększały podatność na kryzys grożący głęboką destabilizacją, która mogła być nie do opanowania.
Stwierdzenie, że w Polsce nie może rządzić lewica przeciw prawicy ani prawica przeciw lewicy było głęboko słuszne.
Jedyną drogą, która nie prowadziła do ostrej konfrontacji, mogły być tylko rządy centrowe, umiarkowane, pozbawione ideologicznej ostrości.
System sanacyjny stworzony po maju 1926 roku był jej wprawdzie pozbawiony, ale odsuwał aktywnych obywateli od wpływu na politykę, losy państwa, pożądany kształt ustaw, kontroli nad rządzącymi. Ci ostatni byli przekonani o własnej wyższości (wywalczyli państwo polskie i za nie odpowiadają), reprezentowaniu interesu ogółu (państwa, a nie poszczególnych grup interesów). Odmawiali poddania się kontroli obywateli (bo większość nie rozumie wielkich racji państwa), normom prawa (nie może krępować słuszności poczynań). W rezultacie, choć Polska w wielu zakresach się rozwijała, zarazem z większą niż wiele państw trudnością przechodziła przez kryzys gospodarczy lat 1929–1935 i jego dramatyczne skutki. Choć rozparcelowano jedną trzecią ziemi wielkiej własności ziemskiej (w całym okresie 1919–1938), tylko nieznacznie poprawiło to sytuację chłopów, gdzie w przeludnionych gospodarstwach bez perspektyw pozostawało około 5 milionów ludzi. Kryzys mocno uderzył i w wieś, i w małe oraz duże miasta, bo biedna wieś nie kupowała towarów, produkcja się zwijała, rosło bezrobocie.
Bardzo słaba w Polsce – bo kształcona pod zaborami – kultura państwowa i prawna ulegała utrwaleniu, a dla wielu państwo i jego arbitralne decyzje były odczuwane jako opresja. Opóźniony został, a wobec tragicznych dla Polski dalszych losów – odsunięty na wiele dziesięcioleci, proces kształtowania demokratycznych postaw obywatelskich, elit państwowych i samorządowych, zdolności funkcjonowania w nowoczesnym pluralistycznym społeczeństwie debaty i kompromisów.
Należy jednak też zauważyć, że w Europie lat trzydziestych zasady demokratyczne znajdowały się w odwrocie, trwał postęp totalizmów – komunistycznego i faszystowskiego – nie tylko u naszych sąsiadów. Rządy jednej woli, siły, represji, tworzenia monolitów ideologicznych, wychowania „nowego człowieka”, zdawały się zwyciężać, wsparte przez masy otumanionych ruchów marzących o utopiach klasowych lub narodowych, ucieczce od wolności ku roztopieniu w morzu narodowych lub klasowych emocji. Czy wobec sanacji była rozsądna alternatywa?
A jednak dwadzieścia lat niepodległości było dla Polaków bezcenne.
W tym czasie upowszechniło się poczucie znaczenia posiadania własnego państwa, jego wagi dla utrzymania bytu narodu, głębokiego sensu własnych instytucji, administracji, sądownictwa, szkolnictwa, w tym wyższego, które kształciło kadry, elity intelektualne, prawne, gospodarcze. Rosła duma z dorobku kraju, w tym z modernizacji miast, z Gdyni, nowych zakładów przemysłowych, ze zintegrowania do niedawna oddalonych dzielnic, z własnej kultury i nauki, z posiadania własnego miejsca wśród innych państw. Instytucje, szkoły, wojsko, a nawet polski policjant, tworzyły szerokie przekonanie, że taka jest norma, że Polacy muszą żyć i funkcjonować we własnym państwie. Tej świadomości nie udało się już cofnąć okupantom po 1939 roku.