Szanowni Państwo!
Kiedy mówi się o zagrożeniach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji, zazwyczaj czyni się to w kontekście regulacji. Czyli: że prawo powinno zatrzymywać dezinformację, dyskryminację, pedofilię. I że panuje co do tego spór, co pokazało chociażby weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec Aktu o Usługach Cyfrowych.
Debatuje się na temat granic wolności słowa w internecie i związanej z nimi polaryzacji. Mówi się o przemocy i emocjach wpływających na konflikty społeczne i wyniki wyborów. Na czym żerują firmy technologiczne, wykorzystując algorytmy do zarabiania.
Dużo mówi się też o technokratach, którzy działając ponad granicami państw, są nieuchwytni dla ich jurysdykcji i jakiegokolwiek wpływu.
Poza prawem – jak pierwsi fabrykanci
Ale mniej mówi się o tym, że rozwijając technologie, potężne firmy działają dokładnie tak, jak wcześni kapitaliści w dowolnej dziedzinie. Jak pierwsi fabrykanci wyjęci spod prawnej i społecznej kontroli, bo powstały fabryki, ale nie powstało jeszcze prawo pracy. Spływające często krwią majątki fabrykantów do majątków technokratów zbudowanych na ludzkich emocjach, lękach i uzależnieniu od dopaminy porównuje Michał Boni w felietonie, który można przeczytać tu: „Z internetem jest tak, jak z historią z «Ziemi Obiecanej» – wspaniałe marzenia o korzyściach i krew ludzka wypływająca z maszyn tkackich. Tak jak dzisiaj płyną bez kontroli nasze dane”.
Jednak od niedawna uwaga osób zajmujących się zagrożeniami związanymi z rozwojem bigtechów i konkretnie AI idzie jeszcze dalej – jakby właśnie w kierunku niezabezpieczonych maszyn tkackich, przy których ludzie tracili kończyny.
To, co jest nowe i jeszcze nieuregulowane, może wszystko. I robi wszystko, kiedy w grę wchodzą miliardy dolarów i chciwość rosnąca wraz z rozwojem majątku.
Sam Altman, twórca Open AI, zaczynał przecież jako przedsiębiorca, który miał uczynić dostęp do sztucznej inteligencji bardziej demokratycznym. Teraz, jako jeden z najbogatszych i – za sprawą swojego imperium – najpotężniejszych ludzi świata, stał się symbolem technokratycznej przemocy.
Amerykańska dziennikarka śledcza Karen Hao, pisząc o Altmanie, pokazuje także to, jak jego centra danych budowane w Chile są współczesnymi fabrykami z czasów rewolucji przemysłowej. A więc nie tylko o tym, co AI robi z naszymi mózgami i prawami autorskimi, lecz także z wyzyskiwanymi pracownikami. Czy ze środowiskiem naturalnym. Można o tym przeczytać w jej obsypanej nagrodami książce, która ukazała się właśnie w Polsce – „Imperium sztucznej inteligencji. Sny i koszmary w Open AI Sama Altmana”.
Imperia cyfrowe różnią się od fizycznych nie bezwzględnością tych drugich, tylko większą bezkarnością – nie można ich powstrzymać militarnie ani sankcjami. Prawo traktują jak atak na siebie i karzą „napastników” zupełnie realnie, odcinając ich na przykład od usług.
Nowy imperializm
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” Jakub Bodziony rozmawia właśnie z Karen Hao o imperium AI, kolonizacji cyfrowej, ekstrakcji zasobów na rzecz rozwoju technologii, dążeniu do wielkiego celu, którym są władza i pieniądze, a nie to, co obiecują technokraci. Bo nawet jeśli coś zaczynało się od „łączenia ludzi” czy zwiększania dostępu do wiedzy, kończy się tym, co można nazwać nowym imperializmem.
„Jedną z cech imperium jest to, że wymaga ogromnych zasobów, które do niego nie należą. Jednym z najskuteczniejszych mechanizmów imperium jest przekonanie innych, że ich zasoby są w istocie naszymi. Dopóki udaje się wmówić wszystkim tę ideę, dostęp do zasobów pozostaje otwarty. Ale kiedy imperium traci narrację – społeczeństwo przestaje godzić się na tę logikę. I nagle dociera do ludzi: chwila, to są nasze zasoby i możemy po prostu odmówić ich oddawania”, przekonuje Hao.
Zapraszam Państwa do czytania tej rozmowy i do pozostałych tekstów w nowym numerze,
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin,
zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”