Szanowni Państwo!

Dziś mija sto lat od dnia, w którym Józef Piłsudski na czele wiernych oddziałów ruszył na Warszawę, by rozpocząć proces, który przeszedł do historii jako zamach majowy. 

Piłsudski zabił demokrację, ale ocalił Polskę? 

Historycy wciąż spierają się o sam przewrót, o to, co go poprzedziło i jego konsekwencje. Postać Piłsudskiego po 1926 roku jest poddawana coraz odważniejszym ocenom. Bo inaczej pamiętało się historię II RP w czasie PRL, kiedy oficjalna wykładnia negowała znaczenie odzyskania niepodległości w 1918 roku, a inaczej patrzy się na nią teraz. 

Wtedy sprzeciw wobec zacierania historii prowadził do idealizowania jej bohaterów, także tych kontrowersyjnych, takich jak Piłsudski. W czasach komunistycznych oficjalne akademie urządzano ku czci rewolucji październikowej. Rocznicę 11 listopada 1918 roku obchodzono w konspiracji, na domowych spotkaniach, a w latach osiemdziesiątych w zbuntowanych liceach na cichych przerwach.

Demokracja w czasach kryzysu

Od kiedy historię analizuje się bez tych emocji i można sobie pozwolić na odbrązowienie ojców wolności, Piłsudskiego częściej przedstawia się jako autokratę. A zamach majowy jako początek stworzonego przez niego autorytaryzmu.

Są jednak i tacy, którzy widzą to inaczej – tylko rządy silnej ręki mogły opanować destrukcyjny chaos. Niewątpliwie fascynująca jest współczesność oglądana z tamtej perspektywy. Analogii nie brakuje. 

Chaos zewnętrzny – wojna za wschodnią granicą, niepewność relacji ze Stanami Zjednoczonymi, marsz po władzę skrajnej prawicy w Europie. 

Chaos wewnętrzny – postępujący radykalizm, kryzys praworządności, a więc i demokracji, paraliż decyzyjny z powodu walki prezydenta z Sejmem, polaryzacja.

Wszystko to wzmacnia poczucie politycznego przesilenia. Czy demokracja ze swoimi wartościami ma szansę trwać w tych warunkach? 

Czy przy tak silnych prawicowych populistach jest szansa na liberalno-demokratyczne rządy, które same nie próbują być populistyczne? 

Mateusz Mazzini w felietonie pisze o tym, że to nie czas dialogu, ale walki o demokrację. 

„Im szybciej demokratyczni politycy zrozumieją, że walczą o przetrwanie – swoje, swoich partii, technokratycznych karier, ale też porządku świata, w którym żyli i nadal chcą żyć – tym większe będą mieli szanse na triumf. Wówczas można mówić o wznowieniu dialogu, jeśli druga strona zaakceptuje jego zasady. Reakcyjna prawica wypowiedziała demokracji wojnę. Demokracja jej nie wygra, jeśli będzie udawać, że wojny toczyć nie musi”.

Pokusa rządów silnej ręki

Groźbę autorytaryzmu pokazało osiem lat rządów PiS-u. Skutki ówczesnej „reformy” sądownictwa stworzyły ustrojowy chaos, w którym wciąż tkwimy. Ale równie ważna jest kwestia tego, do czego prowadzi skrajnie prawicowa anarchia. Oraz to, czy łamiąc demokrację można osiągnąć cokolwiek dobrego. Nawet jeśli demokracja to chaos.

Być może to są właśnie najważniejsze pytania we współczesnej Polsce, na które pomoże odpowiedzieć dobra analiza II RP i tego, co poprzedziło zamach majowy, a nie tylko, co było w jego następstwie.

„Kultura Liberalna” na stulecie zamachu majowego 

W „Kulturze Liberalnej” opublikowaliśmy już felietony na temat 1926 roku pisane z perspektywy zagranicznych analityków zajmujących się Polską: historyka Padraica Kenney i politologa i dyplomaty Pierre’a Buhlera

Ilustracja: Maria Nika, Źródło: Wikimedia Commons
W najnowszym numerze „Kultury Liberalnej” przyglądamy się temu, jak doświadczenie 1926 roku rezonuje ze współczesną polityką.

Jarosław Kuisz, nasz redaktor naczelny, pisze o tym, że „dzisiejsza rocznica stawia przed Polakami pytanie, które pozostaje niepokojąco aktualne: czy w imię ratowania państwa wolno poświęcić demokrację?” – pisze Jarosław Kuisz. – „Czy można złamać konstytucję po to, aby ocalić ojczyznę? Spór o przewrót majowy w 1926 roku nie jest muzealny. Dotyczy pytania, które wraca po 1989 roku w różnych kostiumach: Czy demokrację można zakwestionować dlatego, że jej początek był niedoskonały? Czy transformację można delegitymizować bez końca, obietnicami «szarpnięcia cugli» czy «nowego otwarcia»?”.

Dalej: Rządy silnej ręki nie uchroniły Polski przed klęską militarną w 1939 roku […]. Autorytaryzm obiecywał stabilność, ale osłabiał państwo tam, gdzie powinno się je wzmacniać. Osłabił zdolność do budowania więzi społecznych, korygowania głupich błędów, uczenia się na krytyce i planowania długofalowego działania. Wiemy, że państwo pozbawione demokratycznej kontroli zaczyna wierzyć we własną propagandę. Źle ocenia stan zagrożenia. Karze tych, którzy mówią niewygodne rzeczy. Nagradza lojalność zamiast kompetencji”. 

Z kolei historyk Andrzej Friszke przedstawia anatomię tego, jak doszło do przewrotu. 

„Jestem świadom, że jest to historia smutna, pesymistyczna. Polityczno-ideologiczna polaryzacja uniemożliwiała zbudowanie stabilnej demokracji, a tylko demokracja oparta o prawa obywatelskie, w tym wyborcze, pozwalała utożsamiać się z państwem. Konteksty wielonarodowego charakteru i biedy społeczeństwa zwiększały podatność na kryzys grożący głęboką destabilizacją, która mogła być nie do opanowania.

Stwierdzenie, że w Polsce nie może rządzić lewica przeciw prawicy ani prawica przeciw lewicy, było głęboko słuszne. Jedyną drogą, która nie prowadziła do ostrej konfrontacji, mogły być tylko rządy centrowe, umiarkowane, pozbawione ideologicznej ostrości”. 

Lekcje z czasów niepewności

Friszke przywołuje słowa bliskiego Piłsudskiemu Kazimierza Świtalskiego, który pisał, że „państwo polskie ma czas na ustabilizowanie i rozwój do czasu, gdy jego sąsiedzi nie powrócą do potęgi. Ten czas jest marnowany przez niestabilność i targi o doraźne interesy grupowe, które wyrażają partie polityczne. Brak im nadrzędnej troski o państwo i woli powstrzymania partyjnego egoizmu”. 

To, co doprowadziło do zamachu majowego, i konsekwencje tego wydarzenia nie są tylko historią. Są lekcją, z której należy czerpać wnioski w tak niepewnych czasach, w jakich żyjemy.

O tym piszemy w najnowszym numerze, a także dyskutujemy w naszym wideopodkaście z udziałem Adama Leszczyńskiego, dyrektora Instytutu Narutowicza, oraz Jarosława Kuisza. Premiera już we wtorkowy wieczór. 

Dobrej lektury oraz odsłuchu, 

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”