0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Pisane w...

[Feminizując] Pisane w sukience

Małgorzata Mostek

Niedawno w trakcie Międzynarodowego Festiwalu Poezji SILESIUS we Wrocławiu trzech pisarzy wystąpiło w panelu w sukienkach, tłumacząc to koniecznością reprezentowania niezaproszonych do dyskusji koleżanek. Z tego powodu zresztą jedna z poetek w ogóle nie przyjechała na festiwal, mówiąc, że nie będzie paprotką w rozmowie, w której poza nią miało wziąć udział dziewięciu panów.

Pozostawiając na marginesie kwestię, czy takie gesty wzmacniają widoczność poetek, czy też przeciwnie – służą raczej happeningowej autopromocji poetów, zajmijmy się na moment liczbami.

Wśród 115 uczestników Festiwalu było 30 kobiet. Czy te 26 proc. to mało, dużo, czy w sam raz? Jakie kryterium reprezentatywności przyjąć? Liczyć liczbę wydanych książek według płci i proporcjonalnie do tego zapraszać gości? Trzeba by było tylko wtedy założyć, że na etapie wcześniejszym płeć jest przezroczysta i nie ma wpływu na publikację tekstu, a jak dowodzi najsłynniejszy eksperyment w tej materii, przeprowadzony przez Catherine Nichols zmiana nazwiska na męskie zwiększa szansę na uzyskanie odpowiedzi z wydawnictw z 4 do 33 proc.

Wiele już tekstów i książek napisano o tym, że kryteria oceny tego, co w pisaniu jest identyfikowane jako dobre, jakościowe i właściwie są uwarunkowane kulturowo i historycznie. Nic dziwnego więc, że literatura zachodnioeuropejska na męskim uniwersalizmie stoi.

Zresztą, aby zobaczyć, jak głęboko jest to zakorzenione w powszechnej świadomości, wystarczy przeprowadzić prosty eksperyment myślowy, przypominając sobie własne wrażenia z tekstów pisanych przez kobiety i mężczyzn. Często „kobiece pisanie” – nawet jeśli jest wartościowane pozytywnie przez takie kategorie jak zmysłowość, intymność, relacyjność – ciągle niejako automatycznie ląduje w szufladce „jednostkowe doświadczenie, prywatna historia, osobista powieść”, a nie w tej z napisem „tak właśnie wygląda świat”. I mamy to wszyscy wdrukowane naprawdę głęboko w nasze widzenie świata.

Przekonałam się o tym na przykład w czasie konsultowania wieloletniej koncepcji programowej w jednym z konkursów na dyrektora teatru, kiedy wśród autorów proponowanych do wystawienia tekstów byli sami mężczyźni. Na moje pytanie: „A gdzie jakaś dramatopisarka?”, padła odpowiedź: „No ale kto? Zapolska? Sarah Kane? Jak je zestawiać z Szekspirem, Eurypidesem, nawet Fredrą? Przecież to nie ta liga, nie ten ciężar gatunkowy, nie ten język. Przecież w tych tekstach nie ma całościowej wizji świata tylko jakieś osobiste wycieczki”.

Świetnie to zjawisko ujął Jan Czapliński w fikcyjnej mowie Henryka Sienkiewicza w sądzie nad Gabrielą Zapolską w tekście „Zapolska Superstar. Jak wygrać, żeby przegrać” (spektakl został zrealizowany w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu):

SIENKIEWICZ

powiem prosto
to nawet nie jest tak, że tak się nie pisze
tak pisać jak pani pisze po prostu nie wolno
w pisaniu w ogóle nie o to chodzi
ja nie mówię, że nasze życie teraz i tutaj jest doskonałe
ale to wszyscy wiemy, po co to rozdrapywać
pani sobie może różne sprawy poruszać, nawet o służących pisać, proszę bardzo, mnie to nie przeszkadza, to jest trochę dziwne, ale mnie to nie przeszkadza
tylko że to trzeba inaczej, metaforycznie

[…]

a pani brakuje poczucia sprawy
w ogóle brakuje pani poczucia
poczucia humoru chociażby
które ja na przykład mam
ale chyba generalnie jest tak, że poczucie humoru mają jednak mężczyźni

[…]

albo się dostaje nobla albo się nie dostaje nobla
ja na przykład dostałem
więc powiem jeszcze prościej, żeby wszyscy zrozumieli
albo się pisze, albo się nie powinno pisać

Kobiety-dramatopisarki to jeszcze trudniejsza historia niż kobiety-poetki. Dlatego tak cieszą takie inicjatywy jak „Dziwy polskie” prowadzona grupę Teraz Poliż, a polegająca na zgłębianiu nieznanych dramatów znanych dramatopisarek i bogatej twórczości zupełnie nieznanych polskich autorek piszących utwory sceniczne. Twórczynie projektu pytały nie tylko: „Co spowodowało wykluczenie tych dramatów z pamięci zbiorowej i ich brak w kanonie?”, lecz także – czy raczej przede wszystkim: „Czy czytane przez nas teksty wciąż mają sceniczną moc i warto je dziś wystawiać?”.

Dlatego „Dziwy polskie” to nie tylko projekt badawczy i swoista encyklopedia „kobiecego dramatopisarstwa”, lecz również projekt performatywny, polegający na rzeczywistym przywracaniu tych tekstów scenie przez czytania zorganizowane w różnych teatrach w Polsce.

Podobno kropla drąży skałę – oby. Nie chodzi o wprowadzanie w każdej dziedzinie życia parytetów, lecz o dopuszczenie do głosu także nie-męskiego punktu widzenia. Także na tym podstawowym poziomie nieprzerywania wypowiadającym się kobietom, co w czasie dyskusji zdarza się zdecydowanie częściej niż przerywanie wypowiedzi mężczyznom.

Dlatego myślę, że już samo zwrócenie uwagi na problem niedoreprezentacji kobiet jest istotne, bo w ten sposób nieobecność kobiet w rozmowie przestaje być kwestią przezroczystą. Nawet jeśli czasem pojawiają się głosy, że na całym tym zamieszaniu najwięcej skorzystali przebierający się poeci.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Pexels.com [CC0 License].

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ
(22/2016)
6 czerwca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj