Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Pisane w...

[Feminizując] Pisane w sukience

Małgorzata Mostek

Niedawno w trakcie Międzynarodowego Festiwalu Poezji SILESIUS we Wrocławiu trzech pisarzy wystąpiło w panelu w sukienkach, tłumacząc to koniecznością reprezentowania niezaproszonych do dyskusji koleżanek. Z tego powodu zresztą jedna z poetek w ogóle nie przyjechała na festiwal, mówiąc, że nie będzie paprotką w rozmowie, w której poza nią miało wziąć udział dziewięciu panów.

Pozostawiając na marginesie kwestię, czy takie gesty wzmacniają widoczność poetek, czy też przeciwnie – służą raczej happeningowej autopromocji poetów, zajmijmy się na moment liczbami.

Wśród 115 uczestników Festiwalu było 30 kobiet. Czy te 26 proc. to mało, dużo, czy w sam raz? Jakie kryterium reprezentatywności przyjąć? Liczyć liczbę wydanych książek według płci i proporcjonalnie do tego zapraszać gości? Trzeba by było tylko wtedy założyć, że na etapie wcześniejszym płeć jest przezroczysta i nie ma wpływu na publikację tekstu, a jak dowodzi najsłynniejszy eksperyment w tej materii, przeprowadzony przez Catherine Nichols zmiana nazwiska na męskie zwiększa szansę na uzyskanie odpowiedzi z wydawnictw z 4 do 33 proc.

Wiele już tekstów i książek napisano o tym, że kryteria oceny tego, co w pisaniu jest identyfikowane jako dobre, jakościowe i właściwie są uwarunkowane kulturowo i historycznie. Nic dziwnego więc, że literatura zachodnioeuropejska na męskim uniwersalizmie stoi.

Zresztą, aby zobaczyć, jak głęboko jest to zakorzenione w powszechnej świadomości, wystarczy przeprowadzić prosty eksperyment myślowy, przypominając sobie własne wrażenia z tekstów pisanych przez kobiety i mężczyzn. Często „kobiece pisanie” – nawet jeśli jest wartościowane pozytywnie przez takie kategorie jak zmysłowość, intymność, relacyjność – ciągle niejako automatycznie ląduje w szufladce „jednostkowe doświadczenie, prywatna historia, osobista powieść”, a nie w tej z napisem „tak właśnie wygląda świat”. I mamy to wszyscy wdrukowane naprawdę głęboko w nasze widzenie świata.

Przekonałam się o tym na przykład w czasie konsultowania wieloletniej koncepcji programowej w jednym z konkursów na dyrektora teatru, kiedy wśród autorów proponowanych do wystawienia tekstów byli sami mężczyźni. Na moje pytanie: „A gdzie jakaś dramatopisarka?”, padła odpowiedź: „No ale kto? Zapolska? Sarah Kane? Jak je zestawiać z Szekspirem, Eurypidesem, nawet Fredrą? Przecież to nie ta liga, nie ten ciężar gatunkowy, nie ten język. Przecież w tych tekstach nie ma całościowej wizji świata tylko jakieś osobiste wycieczki”.

Świetnie to zjawisko ujął Jan Czapliński w fikcyjnej mowie Henryka Sienkiewicza w sądzie nad Gabrielą Zapolską w tekście „Zapolska Superstar. Jak wygrać, żeby przegrać” (spektakl został zrealizowany w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu):

SIENKIEWICZ

powiem prosto
to nawet nie jest tak, że tak się nie pisze
tak pisać jak pani pisze po prostu nie wolno
w pisaniu w ogóle nie o to chodzi
ja nie mówię, że nasze życie teraz i tutaj jest doskonałe
ale to wszyscy wiemy, po co to rozdrapywać
pani sobie może różne sprawy poruszać, nawet o służących pisać, proszę bardzo, mnie to nie przeszkadza, to jest trochę dziwne, ale mnie to nie przeszkadza
tylko że to trzeba inaczej, metaforycznie

[…]

a pani brakuje poczucia sprawy
w ogóle brakuje pani poczucia
poczucia humoru chociażby
które ja na przykład mam
ale chyba generalnie jest tak, że poczucie humoru mają jednak mężczyźni

[…]

albo się dostaje nobla albo się nie dostaje nobla
ja na przykład dostałem
więc powiem jeszcze prościej, żeby wszyscy zrozumieli
albo się pisze, albo się nie powinno pisać

Kobiety-dramatopisarki to jeszcze trudniejsza historia niż kobiety-poetki. Dlatego tak cieszą takie inicjatywy jak „Dziwy polskie” prowadzona grupę Teraz Poliż, a polegająca na zgłębianiu nieznanych dramatów znanych dramatopisarek i bogatej twórczości zupełnie nieznanych polskich autorek piszących utwory sceniczne. Twórczynie projektu pytały nie tylko: „Co spowodowało wykluczenie tych dramatów z pamięci zbiorowej i ich brak w kanonie?”, lecz także – czy raczej przede wszystkim: „Czy czytane przez nas teksty wciąż mają sceniczną moc i warto je dziś wystawiać?”.

Dlatego „Dziwy polskie” to nie tylko projekt badawczy i swoista encyklopedia „kobiecego dramatopisarstwa”, lecz również projekt performatywny, polegający na rzeczywistym przywracaniu tych tekstów scenie przez czytania zorganizowane w różnych teatrach w Polsce.

Podobno kropla drąży skałę – oby. Nie chodzi o wprowadzanie w każdej dziedzinie życia parytetów, lecz o dopuszczenie do głosu także nie-męskiego punktu widzenia. Także na tym podstawowym poziomie nieprzerywania wypowiadającym się kobietom, co w czasie dyskusji zdarza się zdecydowanie częściej niż przerywanie wypowiedzi mężczyznom.

Dlatego myślę, że już samo zwrócenie uwagi na problem niedoreprezentacji kobiet jest istotne, bo w ten sposób nieobecność kobiet w rozmowie przestaje być kwestią przezroczystą. Nawet jeśli czasem pojawiają się głosy, że na całym tym zamieszaniu najwięcej skorzystali przebierający się poeci.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Pexels.com [CC0 License].

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ
(22/2016)
6 czerwca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj