Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednemu z centrów Sił Operacji Specjalnych nazwy „imienia Bohaterów UPA” wywołała w Polsce burzliwą debatę. W mediach, komentarzach politycznych i mediach społecznościowych temat ten przez wiele dni zdominował dyskusję o Ukrainie. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy równie wielkim wydarzeniem była ta decyzja po drugiej stronie granicy? Odpowiedź brzmi: nie.

Nie dlatego, że Ukraińcy nie interesują się historią, pamięcią narodową czy relacjami z Polską. Powód jest znacznie prostszy. Państwo od ponad pięciu lat prowadzi wojnę o własne przetrwanie. Każdego dnia obywatele śledzą informacje z frontu, dyskutują o mobilizacji, rosyjskich atakach, stratach i perspektywach zakończenia wojny. 

To reakcja Polski sprawiła, że decyzja Zełenskiego została w Ukrainie szerzej zauważona. Wielu Ukraińców nie dowiedziało się z mediów, że jednostka wojskowa otrzymała imię Bohaterów UPA, lecz, że „Polacy oburzyli się na decyzję Zełenskiego”. W ten sposób dyskusja natychmiast przeniosła się z obszaru historii do obszaru suwerenności i godności narodowej.

Dominującą reakcją było pytanie: dlaczego Polska próbuje decydować o tym, kogo Ukraina ma uznawać za swoich bohaterów?

W takich warunkach trudno jest przebić się z argumentami tym ukraińskim komentatorom, którzy krytykują stosunek państwa ukraińskiego do UPA – a tacy przecież są. Czy choćby przyznają, że ukaz Zełenskiego przyniósł więcej szkód niż pożytku. 

Dwie pamięci historyczne

Gdy masy są w emocjach, logika i racjonalność nie znajdują posłuchu. Rzecz jest zaś utrudniona dodatkowo tym, że Polacy i Ukraińcy patrzą na UPA przez całkowicie odmienne doświadczenia historyczne. Dla większości Polaków UPA pozostaje przede wszystkim symbolem zbrodni wołyńskiej i masowych mordów na polskiej ludności cywilnej. Dla większości Ukraińców jest natomiast symbolem walki o niepodległość.

Jeżeli dziś się zapyta przeciętnego Ukraińca, o co walczyła UPA, odpowiedź będzie niemal automatyczna: „o niepodległą Ukrainę”. Gdy zaś zapytamy – a z kim walczyła, to najczęściej usłyszymy: „z Sowietami i Niemcami”. 

Taka interpretacja dominuje w ukraińskiej edukacji, polityce historycznej i kulturze popularnej od ponad dekady.

Co więcej, wielu Ukraińców nie rozumie źródeł emocjonalnych polskich reakcji. W ich świadomości konflikt wokół UPA bywa interpretowany nie przez pryzmat Wołynia, lecz przez pryzmat dawnych sporów o rolę Polski i Polaków w historii Ukrainy czy o przeszłość Lwowa. Wiedza o Wołyniu się powiększa, lecz wciąż nie zajmuje ona centralnego miejsca w ukraińskiej pamięci zbiorowej.

W Polsce często się mniema, że wystarczy jeszcze raz wyjaśnić ukraińskiemu społeczeństwu polski punkt widzenia i dodać rzetelną wiedzę o zbrodniach UPA, a nastąpi zmiana postaw. To jednak iluzoryczne założenie. Jeśli mity historyczne tworzą się lub są tworzone przez lata, to nie zmienią się one nagle, zwłaszcza w czasie wojny, pod wpływem deklaracji polityków czy nacisku dyplomatycznego, a nawet ustaleń profesjonalnych historyków.

Wojna nadała symbolom nowe znaczenie

Po 2022 roku symbole związane z ukraińskim ruchem niepodległościowym otrzymały zupełnie nowe znaczenie. Dla dziesiątek tysięcy żołnierzy wojna z Rosją jest kontynuacją walki poprzednich pokoleń o prawo Ukrainy do istnienia. 

Czarno-czerwone flagi, hasła nacjonalistyczne czy postacie związane z radykalnym ruchem niepodległościowym stały się częścią współczesnej kultury wojennej. 

Wielu Ukraińcom symbole te kojarzą się dziś z obroną Kijowa, Mariupola, Bachmutu czy Awdijiwki, nie zaś z wydarzeniami sprzed ponad osiemdziesięciu lat. 

Skali tej rekontekstualizacji nacjonalistycznej symboliki w Polsce często się nie dostrzega.

W efekcie UPA funkcjonuje dziś w ukraińskiej świadomości po prostu jako mit społeczny – symbol oporu wobec rosyjskiego imperializmu. Toteż kiedy polscy politycy domagają się rewizji tego mitu, to pewna część ukraińskiego społeczeństwa odbiera to wręcz jako podważanie sensu obecnej walki.

Czy argument integracji europejskiej zadziała?

W polskiej debacie regularnie pojawia się też inny argument – że oto zdolność do rozliczeń z ciemniejszymi kartami historii winna być uwzględniana przy ocenie zdolności Ukrainy do jej przyszłego funkcjonowania w Unii Europejskiej. W końcu właśnie rozpoczynają się rzeczywiste negocjacje akcesyjne. Problem polega na tym, że w samej Ukrainie argument ten działa znacznie słabiej, niż wydaje się to w Warszawie.

Wielu Ukraińców ma tu zasadniczy dylemat. 

Czy w czasie wojny warto podejmować działania, które mogą zostać odebrane jako osłabienie symboli wzmacniających morale społeczeństwa i wojska, w zamian za niepewne i odłożone w czasie korzyści polityczne? 

Po latach opóźnień i sporów wokół procesu akcesyjnego coraz więcej obywateli postrzega członkostwo w Unii Europejskiej jako cel strategiczny, ale odległy. Rosyjskie zagrożenie pozostaje natomiast wyzwaniem teraźniejszości.

I to ono sprawia, że Ukraińcy tak często sądzą, że wspieranie Ukrainy nie wynika jedynie z interesów bezpieczeństwa i moralnej powinności Zachodu, w tym także Polski i państw bałtyckich. Lecz że jest po prostu niezbędne z uwagi na nieuchronność wojny Rosji z Zachodem. W tej optyce przegrana Ukrainy oznaczać będzie napaść Rosji na NATO i Ukraińcy nie rozumieją, że Polacy mogą mieć w tym względzie inne zdanie.

Co ciekawe, według sondażu grupy Rating z maja 2026 roku aż 58 procent Ukraińców poparłoby udział żołnierzy w obronie Polski w przypadku zagrożenia zewnętrznego. Warto w tym kontekście zadać sobie pytanie: gdyby Polska znalazła się pod presją militarną, a Ukraina wysłała na pomoc jednostkę noszącą imię Bohaterów UPA, czy Warszawa odmówiłaby przyjęcia takiego wsparcia?

Nowe mity dopiero powstają

Polska debata koncentruje się głównie na historii XX wieku. Tymczasem Ukraina tworzy już nowe mity narodowe. Dla młodego pokolenia, do którego należę, punktami odniesienia będą nie tylko wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat, lecz także obrona Kijowa, Azowstal, kontrofensywa z 2022 roku, operacja kurska, ataki na rosyjską infrastrukturę wojskową czy historia jednostek takich jak Azow, Chartia czy Chołodnyj Jar. 

Można domniemywać, że prędzej czy później mity te wyprą mit UPA – zresztą do 2014 roku żywy głównie na zachodniej Ukrainie. Proces ten już trwa i będzie miał ogromny wpływ na kształt ukraińskiej pamięci historycznej.

Dlaczego Ukraińcy w Polsce milczą

Odpowiedzmy na jeszcze jedno pytanie. Dlaczego ukraińscy intelektualiści, dziennikarze czy liderzy opinii mieszkający w Polsce nie próbują aktywniej tłumaczyć swoim rodakom polskiej wrażliwości historycznej?

Wiąże się to przede wszystkim z dużym ryzykiem wizerunkowym. Każda próba obrony polskiego punktu widzenia może zostać odebrana jako brak lojalności wobec własnego państwa i łamanie solidarności narodowej. Łatwo usłyszeć zarzut: „żyjecie bezpiecznie w Warszawie czy we Wrocławiu i pouczacie ludzi, którzy codziennie są pod ostrzałem”. 

Istotną rolę odgrywa również coraz bardziej wrażliwa kwestia politycznej reprezentacji kilku milionów Ukraińców mieszkających za granicą. Wraz z przyszłymi wyborami, a być może także referendum dotyczącym warunków ewentualnego porozumienia pokojowego, będzie powracało pytanie, czy osoby te powinny mieć taki sam wpływ na decyzje polityczne jak ci, którzy pozostali w kraju i bezpośrednio ponoszą koszty wojny. Wielu ukraińskich liderów opinii mieszkających w Polsce zdaje sobie sprawę, że angażowanie się w spory dotyczące pamięci historycznej może zostać wykorzystane jako argument przeciwko nim w tej debacie. 

Można też być sceptycznym co do skuteczności takich działań. Wielu ukraińskich intelektualistów i liderów opinii po prostu nie wierzy, że podobna dyskusja mogłaby dziś doprowadzić do istotnej zmiany społecznych nastrojów. Proces kształtowania współczesnego stosunku do UPA trwa od wielu lat, a wojna jedynie go przyspieszyła. Świadomość ta dodatkowo zmniejsza ochotę, aby być głosem wołających na puszczy. 

Czego Polska może oczekiwać

Wszystko to prowadzi do wniosku, że Ukraina raczej nie wycofa się ze swojej polityki pod wpływem zewnętrznej presji. Nie oznacza to jednak, że ukraińskiego społeczeństwa nie da się przekonać do potrzeby jednoznacznego potępienia zbrodni popełnionych na polskiej ludności cywilnej podczas drugiej wojny światowej. Owszem, wciąż istnieje przestrzeń do takiej rozmowy. 

Zwłaszcza że dla milionów Ukraińców Polska pozostaje krajem, który wyciągnął pomocną dłoń w jednym z najtrudniejszych momentów ich historii. 

To kapitał polityczny i moralny, którego nie posiada dziś żadne inne państwo regionu.

Gdzie i w jaki sposób prowadzić tę rozmowę? Z pewnością nie w mediach społecznościowych. To właśnie tam najłatwiej o radykalizację stanowisk, najtrudniej zaś o zrozumienie argumentów drugiej strony. Algorytmy premiują emocje, nie refleksję. Największe zasięgi zdobywają nie ci, którzy próbują tłumaczyć złożoność problemu, lecz ci, którzy potrafią najskuteczniej wzbudzić gniew. W efekcie dyskusję o historii coraz częściej kształtują anonimowi komentatorzy, polityczni aktywiści, wzbudzając internetowe emocje. Osoba obserwująca takie dyskusje z zewnątrz mogłaby odnieść wrażenie, że Polacy i Ukraińcy stali się dziś śmiertelnymi wrogami, mimo iż rzeczywistość wygląda zgoła inaczej.

Warto zarazem postawić sobie pytanie o to, co ma być celem Polski. Czy wyrażanie kolejnych gestów oburzenia, czy rzeczywista zmiana postaw po drugiej stronie granicy? 

Jeśli to drugie – to czy publiczna presja i ultimata są właściwym środkiem prowadzącym ku temu celowi? Czy może lepiej cierpliwie upowszechniać argumenty oparte na faktach historycznych i uniwersalnych wartościach etycznych? Dzięki swojej sile perswazyjnej prędzej czy później zostaną usłyszane, także przez tych Ukraińców, którzy dziś reagują na ten temat emocjonalnie.

Przed podobnym dylematem stoi również Ukraina. Jeżeli chce być częścią wspólnoty europejskiej, zbudowanej przecież nie tylko na interesach politycznych, ale i na wartościach, wcześniej czy później będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy możliwe jest budowanie własnej podmiotowości narodowej bez uwzględnienia wrażliwości historycznej najbliższych sąsiadów. Europejskość nie polega li tylko na integracji gospodarczej czy bezpieczeństwie, lecz oznacza także zdolność do krytycznej refleksji nad własną historią oraz do okazywania empatii wobec historycznych traum innych narodów.

Ponad siedemdziesiąt lat temu ukraiński pisarz i publicysta Iwan Bahrianyj pisał: „Nie dążmy do natychmiastowego dokonania wielkich rzeczy i szybkiego osiągnięcia celu. To niemożliwe, bo nasz cel jest wielki. Róbmy rzeczy małe, ale uparcie, wytrwale i systematycznie”. Być może właśnie ta myśl jest kluczem do porozumienia.