Wiosną 2024 roku zbierałem w Tiranie i na wybrzeżu wokół Wlory materiały dotyczące wydarzeń z 1997 roku, nazywanych niekiedy rewolucją piramidową. Wtedy też po raz pierwszy dowiedziałem się, że w Albanii żyją flamingi i usłyszałem o planowanej inwestycji Jareda Kushnera na wyspie Sazan i na pobliskim wybrzeżu.
Sazan, dawna baza wojskowa pełna bunkrów, miał zmienić się w śródziemnomorski kurort. Rzecz w tym, że już wtedy gołym okiem było widać, że wybrzeże wlorskie podlega drapieżnemu, kapitalistycznemu rozwojowi i coraz bardziej oddala się od potrzeb mieszkańców. Wybrzeże usiane było prywatnymi plażami, luksusowymi hotelami z kasynami i pocięte ogrodzeniami.
Wybierałem się często na długie spacery wzdłuż wybrzeża i czasami przez wiele kilometrów mijałem jedynie prywatne kompleksy położone wzdłuż wybrzeży na południe od Wlory. Nowe hotele, często niedokończone i stawiane tylko z powodu ulg podatkowych, stały obok walących się domków i pasących się obok nich zaniedbanych krów, będących często częścią rodzinnego majątku lokalnego gospodarza. Czasami plaża była formalnie publiczna, jednak dostęp do niej wymagał przejścia przez infrastrukturę hotelową, bramki i ochroniarzy.
Bezrobocie w całej Albanii w ostatnich latach spadało, jednak w regionie Wlory wciąż było widocznie wyższe niż w reszcie kraju, szczególnie wśród młodzieży.
W dawnym porcie miejskim powstawała Vlora Marina, kompleks luksusowych apartamentów, hoteli i przystani jachtowej. Projekt reklamowano jako przemianę zaniedbanej infrastruktury w nowoczesną dzielnicę nadmorską. Kilka wieczorów spędziłem na wzgórzu, patrząc na budowę i rozmawiając z młodymi ludźmi, mieszkającymi na osiedlu „Pierwszego Maja”. Zostało ono wybudowane w czasach socjalistycznych i do Mariny pasowało jak pięść do nosa.
Dziennikarskie śledztwo ujawniło, że inwestorzy Mariny otrzymali dostęp do dodatkowych gruntów państwowych, których nie obejmowały pierwotne warunki postępowania. Zastosowano tu między innymi program „Albania za jedno euro”, pozwalający wypożyczać inwestorom publiczny majątek na wyjątkowo preferencyjnych warunkach. Budowa wywołała protesty na małą skalę, ale za to trwające miesiącami. Z jej powodu wysiedlono wtedy około dwudziestu rodzin, część bez rekompensaty, ponieważ mimo zamieszkiwania tam przez długie lata, rodziny nie były w stanie udowodnić tytułu własności.
Spór o Marinę już wtedy dobrze ilustrował albański model prywatyzacji wybrzeża i to, przeciwko czemu protestują dziś młodzi Albańczycy. Zazwyczaj państwo nie tyle sprzedaje, co przekazuje prywatnym podmiotom kontrolę nad portem, drogą dojazdową, zapleczem hotelowym albo terenem pomiędzy drogą a wodą, pomaga w budowie infrastruktury czy wysiedlaniu „problematycznych” lokatorów. Plaża może formalnie pozostać publiczna, lecz w praktyce prowadzą do niej recepcje, parkingi, płoty i strefy z płatnymi leżakami. Prawo do korzystania z morza istnieje na papierze, ale stopniowo znika z codziennego doświadczenia mieszkańców. Rozwój turystyki wcale nie przynosi im bogactwa, głównie oferuje niestabilną sezonową pracę w nisko wykwalifikowanych zawodach.
Już wtedy we Wlorze ekolodzy protestowali przeciwko zabudowie wybrzeża i zmianom prawa osłabiającym ochronę cennych przyrodniczo terenów. Albańska organizacja PPNEA, zajmująca się ochroną przyrody i będąca partnerem BirdLife International, razem z EcoAlbania i europejską fundacją EuroNatur, sprzeciwiała się budowie lotniska przy lagunie Narta. Organizacje te ostrzegały, że pas startowy i obsługująca go infrastruktura powstają na terenie ważnym dla migracji ptaków. Krytykowały też uchwaloną w lutym 2024 roku zmianę prawa, która ułatwiła realizowanie dużych inwestycji turystycznych i infrastrukturalnych na obszarach chronionych.
Już wtedy mówiono głównie o flamingach, chociaż przecież żyją tam także inne rzadkie ptaki – puchacze, perkozy, czaple. Mało kto przewidywał, że dwa lata później flaming stanie się symbolem największej od dawna oddolnej mobilizacji przeciwko premierowi Ediemu Ramie. I, co symboliczne, że ich centrum będzie właśnie Wlora.
Dziedzictwo rewolucji piramidowej
Aby zrozumieć wagę obecnych protestów, trzeba wrócić do 1997 roku. Kilka lat po upadku komunizmu większość Albańczyków lokowała oszczędności w prywatnych firmach obiecujących niezwykle wysokie zyski. Część przedsiębiorstw prowadziła normalną działalność, ale największe z nich działały jak piramidy finansowe: odsetki dla wcześniejszych klientów wypłacano z pieniędzy wpłacanych przez kolejnych.
System rozrósł się dzięki politycznej protekcji Partii Demokratycznej i prezydenta Saliego Berishy. Kiedy w lutym 1997 roku piramidy finansowe upadły, setki tysięcy rodzin straciły oszczędności. Protesty szybko przerodziły się w bunt przeciwko państwu i prezydentowi. Szczególną rolę odegrała wówczas właśnie Wlora, gdzie działała jedna z największych upadłych firm. To właśnie tam demonstranci przejęli kontrolę nad miastem, a rewolta zaczęła rozlewać się na południe kraju. Splądrowano magazyny wojskowe, miliony sztuk broni trafiły w ręce cywilów, armia i policja w wielu miejscach przestały funkcjonować. Rewolucja przybrała brutalny obrót, pojawiły się lokalne mafie, Albania znalazła się na granicy wojny domowej, zginęło około dwóch tysięcy osób. Wlorą rządził sojusz lokalnych przestępców i socjalistów, wspólnie formujących Komitet Ocalenia Narodowego.
Edi Rama był wówczas artystą i opozycyjnym intelektualistą, jednym z wyrazistych krytyków autorytarnego stylu rządów Berishy. Na początku 1997 roku został brutalnie pobity przez niezidentyfikowanych sprawców – podejrzewano ludzi związanych ze służbami. Po zakończeniu rewolucji Rama wszedł do polityki jako „nowy człowiek”, ktoś spoza wcześniejszego układu (mimo że w 1994 roku sam jeszcze był w Partii Demokratycznej wraz z Berishą). Rama, jako burmistrz Tirany, malował szare bloki na jaskrawe kolory, porządkował część przestrzeni publicznej i obiecywał wyrwanie kraju z postsocjalistycznego bezładu i korupcji elit partii demokratycznej. Jego późniejsza legenda – i trwająca prawie trzydzieści lat walka polityczna z Berishą – wyrosła na wizerunku człowieka nowoczesnego, proeuropejskiego i zdolnego przeciwstawić się brutalności starego systemu.
Dobre złego początki
Dziś ten dawny symbol zmiany dla części Albańczyków stał się twarzą systemu, który miał przezwyciężyć. Rama jest premierem od 2013 roku. W tym czasie Albania rozwinęła turystykę, poprawiła infrastrukturę i przyspieszyła rozmowy o członkostwie w Unii Europejskiej. Jednocześnie wokół jego rządów narastały oskarżenia o koncentrację władzy, klientelizm, wykorzystywanie zasobów państwa w kampaniach wyborczych oraz zbyt bliskie relacje polityków z wielkim biznesem. Kolejni ministrowie, samorządowcy i urzędnicy związani z Partią Socjalistyczną trafiali pod lupę specjalnej prokuratury antykorupcyjnej SPAK.
Kiedy w 2024 roku miałem okazję porozmawiać z Fatosem Lubonją, albańskim pisarzem i dziennikarzem, autorem książki „Fałszywa apokalipsa”, poświęconej rewolucji piramidowej, zarzekał się, że niedługo nadejdzie kolejna rewolucja. Jego zdaniem przyczyną miała być właśnie dzika ekspansja i korupcja sektora budowlanego i jego oderwanie od potrzeb mieszkańców.
Sektor nieruchomości, hoteli i firm budowlanych od lat jest wskazywany przez instytucje międzynarodowe jako jeden z głównych kanałów „prania pieniędzy” pochodzących z handlu narkotykami, przemytu i innych form przestępczości zorganizowanej. Mechanizm jest stosunkowo prosty: nielegalną gotówkę można przedstawiać jako wpłaty klientów, sprzedaż apartamentów, pożyczki wspólników albo przychody hotelowe trudne do zweryfikowania. Tłumaczy to częściowo, dlaczego niektóre nowe budynki pozostają puste lub ich budowa jest niedokończona. Ich funkcją często nie jest rzeczywiste zaspokojenie popytu mieszkaniowego czy turystycznego, lecz zamiana gotówki w legalnie wyglądający majątek. Do tego dochodzi szereg ulg podatkowych i dopłat do inwestycji w hotele, których często nie opłacało się wykańczać. Skala problemu jest jednak na tyle duża, że Albania przez kilka lat znajdowała się na czarnej liście FATF, a Komisja Europejska nadal wskazuje na słabą kontrolę rynku nieruchomości i znikomą liczbę zgłaszanych podejrzanych transakcji. Większość tych zmian wydarzyła się za czasów rządów Ramy, którego Lubonja – niegdyś jego serdeczny przyjaciel – jest dziś gorącym krytykiem.
Mimo to, w wyborach parlamentarnych w maju 2025 roku socjaliści zdobyli ponad połowę głosów i zapewnili Ramie czwartą kadencję. Nie oznaczało to jednak powszechnego zaufania. Rama korzystał z rozbudowanej sieci władzy, dobrych relacji z zachodnimi przywódcami oraz z przekonania, że potrafi wprowadzić Albanię do Unii. Pomagała mu również słabość głównego rywala. Opozycją ponownie kierował Sali Berisha, skompromitowany po rewolucji 1997 roku i dwóch kadencjach jako premier w latach 2005–2013. Wielu wyborców nie głosowało więc za Ramą, tylko przeciwko Berishy. Znamy to dobrze z Polski – młodzi, inteligencja i klasa średnia wolą głosować nawet na skorumpowanych, ale proeuropejskich i uśmiechniętych liberałów, niż na prawicowo-konserwatywny beton. Sam, rok temu, opisywałem wygraną Ramy jako „lepszą stronę duopolu”, mimo jego korupcji i dzikiej prywatyzacji. W oczach zarówno Europy, jak i większości wyborców, jest on nieco lepszą opcją.
Rewolucja flamingów?
„Rewolucja flamingów” i gwałtowne protesty z ostatnich tygodni pokazują granice tej przewagi. Bezpośrednim impulsem stało się pojawienie maszyn, ogrodzeń i prywatnej ochrony na wybrzeżu koło Zvërnecu. Mieszkańcy twierdzili, że część objętych pracami gruntów należy do rodzin od lat walczących o uznanie praw własności. Ekolodzy alarmowali, że teren sąsiaduje z laguną Narta, będącą ważnym miejscem odpoczynku ptaków wędrownych i siedliskiem flamingów, pelikanów, żółwi morskich oraz wielu innych gatunków.
Demonstranci przynieśli pod siedzibę rządu różowe flamingi i hasła mówiące, że Albania nie jest na sprzedaż. Ruch, początkowo skupiony na ochronie przyrody, zaczął łączyć ekologów, właścicieli spornych gruntów, studentów, przeciwników korupcji oraz ludzi obawiających się, że najcenniejsze części kraju zostaną zamienione w enklawy dostępne głównie dla zagranicznych milionerów.
Projekt związany z Kushnerem i rodziną Trumpa obejmuje inwestycję na Sazanie i przedsięwzięcie turystyczne na wybrzeżu w pobliżu Zvërnecu. Rząd przyznał mu status inwestycji strategicznej, ale według dostępnych w połowie czerwca informacji zasadnicza część projektu nadal nie miała pełnego pozwolenia budowlanego ani zakończonej oceny oddziaływania na środowisko. Władze przekonywały, że prowadzone są jedynie prace przygotowawcze i badania techniczne. Rama zapowiedział jednak, że z inwestycji nie zrezygnuje, a w niedzielnym wystąpieniu, 14 czerwca, porównał protestujących do nazistów i nazwał „głupcami”. W odpowiedzi nastąpiła eskalacja protestów, a postulatami są dziś: odwołanie rządu, wymiana skorumpowanej klasy politycznej, czyli w zasadzie wymiana całego duopolu. Wśród protestujących widzimy transparenty „Rama i Berisha do więzienia” i zarzut, że przez ostatnich kilkanaście lat, Rama efektywnie prowadził państwo w stronę uśmiechniętej i kolorowej autokracji.
Po rewolucji piramidowej – rewolucja flamingów?
Czy zatem faktycznie widzimy kolejną rewolucję, o której w 2024 roku wspominał Fatos Lubonja? W sobotę, 13 czerwca, na ulice wyszło ponad sto tysięcy protestujących, media mówią o największych niepokojach od czasów rewolucji piramidowej. Na razie podobieństwo polega przede wszystkim na tym, że to Wlora ponownie stała się punktem zapalnym, gdzie lokalna krzywda zamieniła się w ogólnokrajowe rozczarowanie rządem i postulaty jego obalenia.
Jednak większość Albańczyków pamięta, że w 1997 roku rozpad instytucji doprowadził do masowej przemocy, grabieży arsenałów i tysięcy ofiar. Dzisiejszy ruch deklaruje obywatelski i pokojowy charakter. Miliony Albańczyków wiedzą, że porządek polityczny nie jest wieczny, można go zmienić i że władza może utracić kontrolę szybciej, niż ktokolwiek przewiduje. Ale widzą też, że przemoc nie naprawiła w 1997 roku słabości instytucji, klientelizmu ani korupcji, a dawni bohaterowie opozycji sami zostali zepsuci przez władzę.