Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kołakowski, zło, moralizm....

Kołakowski, zło, moralizm. Polemika z Jarosławem Kuiszem

Jan Tokarski

Nie wiem, czy to dobrze, kiedy autorzy odpowiadają na recenzje swoich książek. W recenzji mojej książki Jarosław Kuisz sformułował jednak kilka twierdzeń, z których część wymaga moim zdaniem polemiki, część – jednoznacznej interwencji.

Kuisz_Jan Tokarski_Obecnosc-zla_okladka

Nie wiem, czy to dobry zwyczaj, kiedy autorzy odpowiadają na recenzje swoich książek. Zwłaszcza że pozycja autora niekoniecznie jest uprzywilejowana. Wie on raczej, co chciał powiedzieć, nie zawsze – co faktycznie powiedział. W opublikowanej na łamach „Kultury Liberalnej” recenzji mojej książki o Leszku Kołakowskim Jarosław Kuisz sformułował jednak kilka twierdzeń, z których część wymaga moim zdaniem polemiki, część – jednoznacznej interwencji.

Kołakowski jeden czy wielu?

Zacznijmy od polemiki. W „Obecności zła” starałem się z bogactwa tematów, które w swoich książkach i esejach poruszał Leszek Kołakowski, wydobyć ich ukryty motyw przewodni. Kuisz tymczasem uważa, że w dziele Kołakowskiego nie trzeba doszukiwać się „twardego rdzenia”. Kto chciałby podjąć się takiego zadania, musi wspinać się, „siłą rzeczy, na coraz wyższe poziomy abstrakcyjnych rozważań”; uprawiać „intelektualny alpinizm”. Tymczasem, uważa redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”, „im bardziej świat filozofa stanie się nieoczywisty i wielowymiarowy, tym bardziej może wydać się nam żywy”. Mamy zatem do wyboru albo jednostajną (a przez to zalatującą martwotą) monotematyczność, albo mieniącą się rozmaitymi barwami, ciekawą różnorodność, bez widoków syntezy.

Wydaje mi się, że to fałszywa alternatywa. Doszukiwanie się w esejach Kołakowskiego przenikającej je wspólnej nici nie oznacza wtłaczania ich w schemat jednowymiarowej, upraszczającej interpretacji. Co więcej, zaproponowane przeze mnie rozwiązanie – teza, iż przewodnim tematem filozofii Leszka Kołakowskiego był problem zła – wydaje mi się na taki zarzut szczególnie oporne, właśnie dlatego że za sprawą zła każdy obraz świata, jaki sobie tworzymy, okazuje się niekompletny. Jak puzzle, w których co najmniej jeden fragment zawsze nie pasuje do reszty. W swojej książce staram się więc przejść z Kołakowskim jego drogę i pokazać, jak w różnych wymiarach swojej refleksji – politycznej, historycznej, religijnej, etycznej itd. – dochodził zawsze do tego samego, z grubsza rzecz biorąc, wniosku. Że jednorodny obraz świata jest nie do utrzymania. Że zawsze coś w nim trzeszczy, rozpada się. Czy to bujanie w obłokach abstrakcji? W żadnym razie. Uznanie zła za centralny problem filozofii to właśnie dopuszczenie doświadczenia, a nie poddanie się rygorom kalkulującego rozumu. Czy to „intelektualny alpinizm”? Być może. Ale cóż innego można (traktując go poważnie) robić wspólnie z Kołakowskim? Spacerować po płaskim jak stół Mazowszu, rozważając tezy proste i „uczesane”? Dowodzić oczywistości?

Na marginesie dodam, że właśnie z tego względu nie uwzględniłem polemiki Tischnera z Kołakowskim z przełomu lat 70. i 80., którą Kuisz uznaje za „pasjonujący spór”. Tischner – przypomina naczelny „Kultury Liberalnej” – twierdził, że myśl filozoficzna „musi zachowywać związki z realnym światem. U Kołakowskiego «dane rozumienia» i «dane doświadczenia», dowodził Tischner, pozostawały w niezgodzie: «doświadczenie zostało przesłonięte kategoriami rozumienia, a ściślej przed-rozumienia otaczającej rzeczywistości». Tego wątku w «Obecności zła» zdecydowanie brakuje”. Nie zgadzam się, że to istotny brak, bo zarzuty Tischnera są kompletnie nietrafione. Sam Jarosław Kuisz w swojej recenzji stwierdza dosłownie trzy zdania dalej, że „dzieło Kołakowskiego aż buzuje od odniesień do współczesności i przetwarzania konkretnego doświadczenia na refleksję ogólną z dozą rzadko spotykanego geniuszu”. Pod tym względem to raczej pisma Tischnera wydają mi się wątpliwe, bo próbują w żargonie filozoficznym wyrazić to, co oddać potrafi chyba tylko literatura.

Zło nieobecne czy wszędobylskie?

Jak słusznie zauważa Kuisz, jednym z głównych lejtmotywów mojej książki jest przeświadczenie, że „po XX stuleciu, w którym zło rozlewało się szeroko, współcześni ludzie zasadniczo postanowili o nim zapomnieć, wyprzeć je ze swojego horyzontu myślowego i uciec od jakichkolwiek metafizycznych niepokojów”. Taki obraz współczesności budzi jego wyraźne zastrzeżenie, gdyż „za pośrednictwem wielu (…) mass mediów przedstawia się mnóstwo wydarzeń, które nazywane są złem (…). Można nawet powiedzieć, że nigdy tak wiele o złu nie mówiono i nie było do niego tak łatwego dostępu. Wcale nie mamy zatem do czynienia z powszechnym brakiem świadomości istnienia zła czy znieczuleniem bliźnich na metafizykę, ale z przemianami form wyrażania lęków metafizycznych. Jak zresztą odróżnić przemiany takich form od braku świadomości zła w ogóle – pozostaje pytaniem otwartym” – pisze Kuisz.

Fragment ten świadczy o całkowitym niezrozumieniu tego, co zawarłem w swojej książce. Nigdzie nie twierdzę, że w mass mediach nie pokazuje się wiele zła. Pokazuje się, oczywiście. Nie uważam również, że mamy do czynienia z „powszechnym brakiem świadomości istnienia zła”, bo jest jasne, że ludzie o złu jednak słyszeli, a niektórzy nawet go doświadczyli. Rzecz natomiast w tym, jaki jest jego status we współczesnej wyobraźni. I moja odpowiedź (nie twierdzę, że niekontrowersyjna), jest taka, że stało się ono marą, czymś przypadkowym. Zbiegiem okoliczności, które racjonalne działanie czy odpowiednie instytucje społeczne są w stanie wyeliminować (lub będą w stanie wyeliminować w przyszłości). Tak właśnie, w jednym z bardziej literackich tekstów Kołakowskiego, charakteryzował współczesnych Europejczyków sam diabeł: „głowy macie teraz sterylne jak wata operacyjna. Zło nie jest realnością, powiadacie, zło jest nieszczęściem, przypadłością świata, czymś, co się przydarza, oczywiście, ale przydarza się po prostu, jak przydarzają się czasem dwugłowe cielęta, nie ma w tym musu żadnego, dalsza regulacja życia przywróci mu jego spontaniczną harmonię, zło się zwalcza codziennie i można zwalczać nieograniczenie”.

Cytowany przez Kuisza Galen Strawson to dla mnie doskonały przykład takiego właśnie wysuszonego, sterylnego umysłu, dla którego „«zło» to tylko pojęcie, którego patos służy niemal uszlachetnianiu ludzkiej podłości. Brytyjczyk uważał, że lepiej nazywać rzeczy po imieniu: ludzie mogą popełniać czyny samolubne, głupie, bezmyślne świństwa itd.”. (Dlaczego np. pojęcie „świństwa” miałoby być bardziej precyzyjne, nie rozumiem. Dlaczego nazywanie czegoś złem nie jest nazywaniem rzeczy po imieniu – również). U Kołakowskiego jednak (podobnie jak u wielu innych: choćby Leviego, Szałamowa, Miłosza, Herlinga-Grudzińskiego) zło nie jest patetyczne. Jest tylko boleśnie realne. Jak dowieść, że faktycznie istnieje? Że to coś więcej niż głupota, samolobubność, bezmyślne świństwo? Nie da się. Ale każdy na swój użytek musi zdecydować, komu wierzy: sytym mieszkańcom zachodnich państw dobrobytu, takim jak Strawson, czy ludziom, którzy w mniejszym lub większym stopniu doświadczyli „innego świata”. Ja wierzę tym drugim. A także temu, co sam widzę i czuję.

W swojej recenzji Jarosław Kuisz przypisuje mi jednak coś więcej niż tylko przekonanie o tym, że zło jest we współczesnej mentalności europejskiej marginalizowane. Pisze tak: „Z «Obecności zła» wynika (choć autor tego nie pisze wprost), iż, paradoksalnie, żyjemy w epoce stanowiącej odpowiednik czy przetworzenie metafizycznego «stalinizmu», tj. okresu, w którym żywiono iluzję, że zło jest przypadkowe i można pokusić się o jego wyeliminowanie ze świata ludzi. W XXI w., twierdzi Tokarski, jest podobnie”. Otóż – jak słusznie zauważył Kuisz – nie piszę nigdzie wprost, że żyjemy w epoce przetworzonego stalinizmu z tej prostej przyczyny, że tego typu stwierdzenie wydaje mi się zwyczajnie niemądre. Jeśli zawęzimy nasze pole widzenia do jednej tylko cechy, podobieństwa klecić można właściwie bez żadnych ograniczeń. Można np. powiedzieć o kimś, że jest jak Hitler, bo też ma wąsy. Analogia między współczesnością a stalinizmem jest zbieżnością właśnie tego rodzaju. To trochę tak, jakby stwierdzić, że między „Rokiem 1984” Orwella i „Nowym wspaniałym światem” Huxleya nie ma żadnej istotnej różnicy, bo obydwie książki mówią o odczłowieczeniu człowieka. Określenie współczesności jako „przetworzonego stalinizmu” jest więc w całości własnością intelektualną redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”.

Moralitet?

Omówione poprzednio stwierdzenia Jarosława Kuisza wywołały we mnie odruch niezgody. W prawdziwe osłupienie wprawił mnie natomiast następujący fragment: „Książka Tokarskiego to filozoficzny moralitet. Zgodnie z prawami gatunku, jej autor deklaruje wiarę w poprawę świata poprzez upowszechnienie pewnej wiedzy”. To zupełna nieprawda. Moja książka w żadnym razie nie jest moralitetem. Nie deklaruję również nigdzie wiary w możliwość poprawy świata poprzez upowszechnienie pewnej wiedzy. To niedorzeczność. Jednym z głównych wniosków płynących z mojej książki jest coś dokładnie odwrotnego: przekonanie o tym, że świata nie da się w zasadniczy sposób poprawić. Dlaczego? Dlatego że zła nie da się z niego usunąć, jak można wybić szczury w piwnicy. Możliwe są jedynie częściowe poprawki, ale i one, jak wyraźnie pokazuję, okazują się niejednoznaczne, prowadzą do nowych, nieprzewidzianych wcześniej rozterek.

„Aplikowanie dziś końcowego etapu rozwoju myśli Kołakowskiego niejako «na skróty» – pisze dalej Kuisz – oznaczałoby, mówiąc najprościej, uczenie się na cudzych błędach, a to, jak wiadomo, jest niezwykle trudne, a czasem niemożliwe. Trudno oczekiwać od następnych pokoleń postawy aż tak dojrzałej i aż tak sceptycznej. Trudno też spodziewać się, że w ludziach całkowicie zniknie pokusa utopii i prometeizmu”. W rzeczy samej. Trudno oczekiwać, toteż nie oczekuję. Nie ma sensu aplikować, toteż nie aplikuję. Nie ma w mojej książce zdań zaczynających się od stwierdzeń typu „Dobrze byłoby, gdyby następne pokolenia…” albo „Świat byłby lepszy, gdybyśmy tylko…”. Kuisz polemizuje tu nie ze mną, ale z własnymi wymysłami.

A żeby moje stanowisko w tej kwestii było absolutnie jednoznaczne, dodam, że nie wiem, czy gorzka mądrość Kołakowskiego poprawia świat. Raczej nie. Filozofia w ogóle nie jest od tego. Wypisywaniem recept i wdrażaniem ich w życie niech parają się politycy, działacze społeczni, wszystkowiedzący public intellectuals. Filozofia ma tylko o świecie coś do powiedzenia. A to, co mówił o nim Kołakowski i co ja w jakiejś mierze powtarzam, specjalnie optymistyczne nie jest i nadziei na skuteczność moralitetów nie daje.

 

Książka:

Jan Tokarski, „Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego”, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2016.

 


 

SPOTKANIE WOKÓŁ KSIĄŻKI JANA TOKARSKIEGO

23 czerwca (czwartek) // Pałac Staszica, Polska Akademia Nauk, Warszawa

„Kultura Liberalna” i Archiwum Warszawskiej Szkoły Historii Idei przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk serdecznie zapraszają na spotkanie wokół książki „Obecność zła. O filozofii Leszka Kołakowskiego” z udziałem autora dr. Jana Tokarskiego oraz gości prof. Andrzeja Walickiegoprof. Szymona Wróbla. Dyskusję będzie moderował Hubert Czyżewski („Kultura Liberalna”). Partnerem wydarzenia jest Wydawnictwo Universitas.

 


SKOMENTUJ

Nr 387

(23/2016)
7 czerwca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail