Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Jak wydłużyć...

[Chiny] Jak wydłużyć wojnę?

Katarzyna Sarek

Próby przepisywania XX-wiecznej historii Chin i tworzenia mitów uwydatniających dokonania Komunistycznej Partii Chin stają się normalną praktyką współczesnych rządców Państwa Środka.

To banalnie proste. Wystarczy wydać zarządzenie i kazać zmienić daty w podręcznikach. Dzięki temu bohaterska walka narodu z najeźdźcą z ośmioletniej zmieni się w czternastoletnią.

Mowa o wojnie chińsko-japońskiej (1937–1945), za której początek do tej pory uważano tzw. incydent na moście Marco Polo. Marmurowy most znajdujący się obecnie na przedmieściach Pekinu, wychwalany przez słynnego podróżnika jako jeden z piękniejszych na świecie, miał nieprzyjemność posłużyć za scenerię starcia wojsk japońskich i chińskich. 7 lipca 1937 r. stał się dla Chińczyków tym, czym dla nas jest 1 września 1939 r. – symbolem wojny i początkiem wielu lat nieszczęść i przelewu krwi. Przez dekady każdy chiński uczeń dowiadywał się z podręczników o przebiegu „ośmiu lat oporu przeciw Japonii”, jak brzmi jedna z oficjalnych nazw tego konfliktu, i wzmacniał swój patriotyzm dzięki opisom okrucieństw popełnionych przez Japończyków w Chinach i opisom bohaterskich czynów swoich pobratymców. Znienacka jednak władze postanowiły, że wojna trwała o sześć lat dłużej. Wczoraj w chińskich mediach pojawił się skan dokumentu podpisanego 3 stycznia, w którym ministerstwo edukacji nakazuje instytucjom oświatowym zamianę każdych „ośmiu lat oporu przeciw Japonii” na „czternaście lat oporu przeciw Japonii” we wszystkich materiałach edukacyjnych używanych w semestrze letnim. Nie wiadomo dokładnie, co to oznacza. Czy wszystkie podręczniki do historii pójdą na przemiał? Czy nauczyciele muszą pracowicie przyklejać karteczki z nową prawdą historyczną? Czy dotyczy to tylko nowych wydań? W jaki konkretnie sposób podręczniki mają uczyć, że „Komunistyczna Partia Chin była ostoją i opoką podczas wojny” i „podkreślać, że lud chiński nie obawiał się krwiożerczego wroga”?

Nową datę początku wojny (końcowa pozostała ta sama) wyznaczono na 18 września 1931 r. Tego dnia w Mukdenie oddział japoński podłożył bombę pod własną linię kolejową – raczej symbolicznie, ponieważ chwilę po eksplozji po torach przejechał pociąg – co starczyło jako pretekst do ataku na chiński garnizon. Incydent mukdeński stał się początkiem aneksji Mandżurii, czyli dzisiejszych prowincji Heilongjiang, Jilin i Liaoning. Rok później na zagrabionych terenach Japonia stworzyła marionetkowe państewko Mandżukuo, na którego tronie zasiadł ostatni cesarz Chin – Puyi.

Rzeczywiście był to sam początek ekspansji zamorskiego sąsiada na tereny Chin, dlaczego więc od początku nie uważano 18 września 1931 r. za początek wojny chińsko-japońskiej? Prawdopodobnie dlatego, że agresywne działania Japonii na początku właściwie nie wywołały reakcji ani chińskich władz rządowych, ani komunistów. Kuomintang zajęty był raczej tępieniem ruchu komunistycznego, a słabi liczbowo i wojskowo komuniści – unikami przed Kuomintangiem. Zgodnie z oficjalną wykładnią z programów szkolnych w Chinach, Kuomintang, w odróżnieniu od dzielnych bojówek komunistycznych, nie robił nic w obronie ojczyzny. Miał bowiem wcielać w życie maksymę, w myśl której należy najpierw zaprowadzić spokój wewnętrzny, a dopiero potem można zająć się wrogiem zewnętrznym. W rzeczywistości to wojska rządowe stawiały zorganizowany opór siłom japońskim, a komuniści robili to jedynie sporadycznie i na sposób partyzancki, czyli adekwatnie do środków, którymi dysponowali. Dopiero w 1937 r. Kuomintang i komuniści porozumieli się i zawiesili wzajemne wrogie działania, aby skoncentrować się na walce z najeźdźcą.

Władze Chin od początków swego istnienia umniejszają rolę Kuomintangu w walce z Japonią, przypisując sobie całość zasług. Zmiana daty wybuchu wojny łączy się z kolejnym przepisywaniem XX-wiecznej historii Chin i tworzeniem mitów uwydatniających dokonania Komunistycznej Partii Chin. Według najnowszych ustaleń historyków z Chińskiej Akademii Nauk chińscy komuniści rozpoczęli walkę partyzancką z Japończykami już w 1931 r. i – ba! – było ich całkiem sporo – ponad 300 tys. Można się domyślać, że ma to wzmocnić przekaz o KPCh jako sile od niepamiętnych czasów broniącej ojczyzny. Zawsze warto również przypomnieć swoim obywatelom o bezmiarze win Japończyków.

Wydłużenie czasu trwania wojny chińsko-japońskiej z pewnością nie przyczyni się do poprawy stosunków między oboma krajami. Podobnie zresztą jak wprowadzone dwa lata temu zmiany w japońskich podręcznikach do historii związane z masakrą nankińską negujące podawaną przez stronę chińską liczbę ofiar.

* Ilustracja wykorzystana jako ikona wpisu: Simeon Scott; Źródło: Wikimedia Commons

 


KL_bannery_patronat_1

Patronem artykułu jest NETIA, wspierająca inicjatywy społeczne w dziedzinie historii.

 


 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 418

(2/2017)
12 stycznia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj