Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Komu arbuz,...

[Chiny] Komu arbuz, komu sezam? O spotkaniu Donalda Trumpa i Xi Jinpinga

Katarzyna Sarek

Czy Xi Jinping sypnie Trumpowi w oczy garścią sezamu, a sam zaopiekuje się wielkim arbuzem?

Przywódcy dwóch światowych mocarstw nie będą bynajmniej rozmawiać o ogrodnictwie, lecz chińskie powiedzenie „zgubić arbuza, zbierając sezam”, czyli porzucić coś dużego w pogoni za drobiazgami, doskonale pasuje do zaczynającego się dzisiaj spotkania przywódców obu mocarstw.
Sezamem mogą być chińskie inwestycje w Stanach bądź zwiększenie eksportu amerykańskiej żywności do Chin, ale chodzi o arbuza – prawdziwy obiekt pożądania, czyli przyszłą dominację na arenie światowej. Czy Trump będzie chciał i potrafił zrealizować korzystną dla USA długoterminową politykę wobec Chin, czy okaże się za słabym graczem i spotkanie w Mar-a-Lago przejdzie do historii jako punkt zwrotny i początek końca amerykańskiej dominacji?

Obaj panowie z pewnością zdają sobie sprawę z tego, że zostaną poruszone trudne tematy i drażliwe kwestie, a ustalenia z Mar-a-Lago mogą mieć wielki wpływ na przyszłe relacje amerykańsko-chińskie i pośrednio również na resztę świata. Trump do wizyty przygotowywał się w swoim stylu. Na Twitterze zapowiedział, że spotkanie z Xi będzie trudne, a „amerykańskie firmy muszą być przygotowane na inne alternatywy…”. Pozostawił w sferze domysłów, co właściwie miał na myśli – wojnę handlową? wyższe cła? Groził również, że skoro Chiny nie potrafią poskromić Korei Północnej, to USA zrobią to same, trudno. Ciężko powiedzieć, czy poza tweetami szefa Biały Dom w inny sposób szykował się do wizyty. Trump wciąż nie obsadził ludźmi kluczowych stanowisk związanych z relacjami z Państwem Środka, a ambasador, mimo że już wyznaczony, wciąż nie objął stanowiska w Pekinie (nota bene obecnie Polska również nie posiada ambasadora w Chinach, poprzedni stracił pracę podczas marcowej fali zwolnień w MSZ).

Kordialnej atmosfery na pewno nie da się zbudować, cytując wypowiedzi Trumpa z kampanii wyborczej, w której notorycznie obarczał Chiny odpowiedzialnością za likwidowanie miejsc pracy, oskarżał o manipulowanie kursem waluty i „kradzież amerykańskiej prosperity”. A, i jeszcze o gwałt, o gwałt na Ameryce. Miejsce spotkania też wybrano chyba bez głębszej refleksji nad preferencjami gościa. Kapiąca złotem i luksusem rezydencja Mar-a-Lago słynie głównie z pól golfowych, a Xi Jinping nie dość, że nie gania z kijem za piłeczką, to zainicjował wielką kampanię likwidacji pól golfowych w Chinach podczas walki z korupcją i odzyskiwaniem połaci ziemi dla rolnictwa. A może luźne pool party z koktajalmi w dłoni i w hawajskich koszulach? W końcu to Floryda. Też średnio – pierwszy sekretarz raczej nie pija alkoholu (przynajmniej publicznie) i słynie z perfekcyjnie zaplanowanych wizyt, podczas których nie ma mowy o odstąpieniu od protokołu. Można się żachnąć, że to wszystko detale i że nie ma znaczenia, gdzie i w jakich dekoracjach będą toczyły się rozmowy, lecz chińscy dyplomaci są bardzo wyczuleni na cały entourage spotkań i słyną z nieprawdopodobnej wręcz drobiazgowości w organizacji podróży swej głowy państwa (sama królowa Elżbieta prychała na wymysły i fanaberie chińskiej strony, podczas wizyty Xi w Londynie). Letnia rezydencja, choćby nie wiem jak ozłocona, nie równa się rangą oficjalnej siedzibie, a wybranie Mar-a-Lago jako miejsca pierwszego spotkania Trumpa i Xi nie jest zbyt szczęśliwym posunięciem. Złote umywalki i kryształowe żyrandole naprawdę nie zrobią na chińskiej delegacji wrażenia.

Niedociągnięciom nawet w tej najprostszej warstwie – lokalizacyjnej – trudno się jednak dziwić, biorąc pod uwagę bieda-kadry prezydenckiej administracji. Nawet ci będący już na posadach, np. sekretarz stanu, Rex Tillerson, nie wykazują się wysokim poziomem dyplomacji. Podczas marcowej wizyty w Pekinie Tillerson w żaden sposób nie pokazał, że następuje zmiana nastawienia USA w stosunku do Chin i powtarzał za gospodarzami tak okrągłe frazy o wzajemnym szacunku i rozwiązaniach korzystnych dla obu stron, iż żartowano, że tekst wystąpienia napisali mu Chińczycy.

Ale w najczarowniejszych snach Pekin nie mógł się spodziewać takiego prezentu – otóż głównym doradcą nowego prezydenta w sprawach chińskich został jego 36-letni zięć, Jared Kushner. Jest troszkę zapracowany, bowiem zajmuje się jeszcze Bliskim Wschodem i reformą administracji, ale to zdolny człowiek, więc na pewno sobie poradzi… A na Chinach się zna, bo z jedną chińską firmą państwową negocjuje wielkie biznesy i raz spotkał się z Kissingerem. Tak oto nowicjusz bez wiedzy i doświadczenia odpowiada za kontakty USA ze swoim najtrudniejszym partnerem i zarazem rywalem. Pekin się z pewnością nie obrazi.

Wyborcza fanfaronada Trumpa już się skończyła, okazało się, że obietnice nie są tak łatwe do spełnienia, a kluczowe postulaty nie dają się wprowadzić w życie za pomocą tweeta po północy. Chiny już wiedzą, że za jego brutalnym językiem nie stoi brutalna siła, i nie mają powodów, żeby przystawać na wygórowane żądania nowego mieszkańca Białego Domu. Prawdopodobnie sypną tytułowym sezamem – zwiększą import amerykańskiej soi, pozwolą na kolejne chińskie inwestycje w USA, obiecają, że troszkę skarcą Koreę Północną, kupią więcej Boeingów itp. Natychmiastowa gratyfikacja, choćby niewielka, wprawi Trumpa w dobry nastrój i pomoże Xi Jinpingowi w realizacji własnych celów – dalszego metodycznego budowania Nowego Jedwabnego Szlaku, umacaniania się na Morzu Południowochińskim, uzależniania ekonomicznego kolejnych państw i budowania sojuszy z innymi. Xi et consortes potrzebują czasu na przeprowadzenie własnych planów. Stać ich na prezenty dla nowego prezydenta, dzięki którym wyjdzie on z twarzą ze słownej wojny przeciwko Chinom i będzie mógł pochwalić się swojemu elektoratowi jakimkolwiek sukcesem. Zajęty golfem i zmaganiem się z obowiązkami urzędu Trump chyba nie zdaje sobie sprawy, że z takim partnerem biznesowym nie miał jeszcze nigdy do czynienia i że każdy jego błąd może w przyszłości mieć bardzo poważne konsekwencje. Nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale również dla całego świata.

* Ikona wpisu: fot. Michael Vadon, źródło: Flickr.com.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 430

(14/2017)
6 kwietnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj