Wesprzyj Kulturę Liberalną
Kultura Liberalna istnieje dzięki osobom takim jak Ty. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Życie prywatne fotonu....

Życie prywatne fotonu. Recenzja filmu Normana Leto

Andrzej Serafin

Jesteśmy tylko przejściową formą życia, „wyrzygiem” fotonów. Tak twierdzi Norman Leto w swoim filmie-mieszance wybuchowej, która na widzach robi wstrząsające wrażenie.

Metaforę rzygania Leto upodobał sobie w narracji, która jest zarazem oświatowa i oświeceniowa. Oświatowa, gdyż „Photon” mógłby być filmem edukacyjnym rodem z Discovery Channel, gdyby nie jego zadziorność i wizjonerska eksperymentalność. Oświeceniowa, gdyż ukazana w nim wizja człowieka i kosmosu jest świecka, wyzuta z teologicznych złudzeń, do cna naukowa. Za pomocą powabnych wizualizacji i hipnotycznych dźwięków Leto tworzy od nowa w języku dzisiejszej nauki Księgę Rodzaju i Apokalipsę. Komentuje je z offu głos granego przez Andrzeja Chyrę naukowca, porte-parole samego reżysera.

Makrokosmos–mikrokosmos

Film Leto przypomina w swoim epickim zamyśle głośny amerykański film edukacyjny z lat 70. „Powers of Ten”, w którym ruchoma kamera ukazuje człowieka podczas pikniku w parku. Następnie, cały czas na nim skupiona, oddala się ku niebu, by osiągnąć w końcu kosmiczną perspektywę, powrócić i w coraz większym zbliżeniu ukazać ciało tej samej postaci aż po poziom atomowy. Ten chwyt stosowano już wcześniej. Słynna scena z „Myśli” Pascala, przedstawiająca znikomość człowieka w kosmosie, stosuje dokładnie tę samą figurę paradoksalnego samopoznania poprzez wywołanie efektu obcości. Pozwolę sobie przypomnieć w tym miejscu słowa filozofa [1]:

„Niechaj tedy człowiek przyjrzy się naturze w jej wzniosłym i pełnym majestacie, niech oddali wzrok od niskich przedmiotów, które go otaczają. […] Niechaj ziemia zda mu się jako punkcik w stosunku do rozległego kręgu, jaki ta gwiazda opisuje; i niech się zdumieje, że sam ten rozległy krąg jest jedynie drobnym punkcikiem w porównaniu do tego, który obejmują gwiazdy, toczące się na firmamencie. Ale, jeżeli nasz wzrok zatrzymuje się tutaj, niechaj wyobraźnia idzie dalej; wcześniej znuży się pojmowaniem, niż natura dostarczaniem przedmiotów. Cały ten widzialny świat jest jeno niedostrzegalną drobiną na rozległem łonie natury. […] Niechaj człowiek, wróciwszy do siebie, zważy, czym jest w porównaniu do tego, co jest, niech spojrzy na siebie jak na coś zabłąkanego w tym zakątku przyrody i niech, z tego małego więzienia, w którym go pomieszczono (mam na myśli wszechświat), nauczy się oceniać ziemię, królestwa, miasta i samego siebie wedle słusznej miary. […] Ale, jeśli chce oglądać inny cud równie zdumiewający, niech zbada to, co zna najbardziej drobnego. […] Ostatecznie bowiem, czymże jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim. Jest nieskończenie oddalony od rozumienia ostateczności; cel rzeczy i ich początki są dlań na zawsze pokryte nieprzeniknioną tajemnicą; zarówno niezdolny jest dojrzeć nicości, z której go wyrwano, jak nieskończoności, w której go utopiono. […] Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz, z czyjej woli to miejsce i ten czas? Nieskończone przestrzenie, których nie znam i które mnie nie znają. Ich wiekuista cisza przeraża mnie. […] Pobyt tymczasowego, jednodniowego gościa”.

Pascal jednak nie był pierwszy. Przywołajmy wizję żołnierza Era z „Państwa” Platona czy kosmogonię z jego „Timajosa”, a także sen Scypiona z „Republiki” Cycerona – dalekich protoplastów „Photonu”. Wcześniejsze wizje człowieka z perspektywy kosmicznej są jednak humanistyczne i antropocentryczne. Leto wyraźnie zrywa z tym nieuzasadnionym, jak zdaje się sugerować, założeniem. Gdybyśmy mieli koniecznie szukać odległych antecedencji, wizja Leto jest o wiele bliższa zimnemu, materialistycznemu atomizmowi Epikura i Lukrecjusza, a także ich nowożytnym potomkom, Darwinowi i Nietzschemu, którzy znajdują w „Photonie” podbudowany współczesną nauką wyraz. Nie ma więc tu miejsca na stworzyciela, demiurga. Rozwój kosmosu – od „big bangu”, przez stopniowe strukturyzowanie się materii na coraz wyższych poziomach, aż po wykształcenie się organicznych form życia, w tym także człowieka, niebędącego wszakże szczytem ewolucji – dokonuje się podług żelaznych reguł logiki wpisanej w materię.

W „Photonie” nie ma miejsca na stworzyciela, demiurga. Rozwój kosmosu dokonuje się podług żelaznych reguł logiki wpisanej w materię.

Andrzej Serafin

Obecna w „Photonie” wizja stworzenia bez stwórcy przypomina model świata jako automatu ewolucyjnego z „A New Kind of Science” Stevena Wolframa. Na przykładzie „Game of Life” Conwaya pokazał on świat jako deterministyczny automat komórkowy, który wprawdzie generuje przy sprzyjających okolicznościach (w naszym przypadku te okoliczności to Układ Słoneczny i Ziemia) przepiękne konfiguracje życia, ale my – jako część tego systemu – nie możemy pojąć jego przyczyn ani celu. Nie sposób zobaczyć świata z zewnątrz, dopóki jest się częścią świata. Możemy go badać naukowo na wszystkie możliwe sposoby, ale ostatecznie i tak pozostaniemy rybkami eksplorującymi akwarium, które nie mogą się przebić przez granice jego szklanych ścian. Mimo ogromu wiedzy zgromadzonej w „Photonie”, pozostaje on skrajnie pesymistyczny antropologicznie.

Utrata korony stworzenia

Z przyjętej przez Normana Leto materialistycznej perspektywy moralność i religia są więc produktami ubocznym ewolucji, skutkiem homeostazy kruchego systemu życia, które nieustannie się zmienia, usiłując przy tym zachować stabilność i równowagę. Leto idzie dalej, nie tylko bowiem pokazuje materialną strukturę i dynamikę świata w perspektywie mikro i makro, lecz także wpisuje w nią całokształt zachowań człowieka – życie psychiczne i społeczne w całej jego różnorodności.

Z materiałów dystrybutora Alter Ego Pictures.

Z materiałów dystrybutora Alter Ego Pictures.

Mało tego, człowiek nie jest ani szczytem i koroną stworzenia jako wypadkowa procesu rozwoju biosfery Ziemi, ani też ostatecznym ogniwem ewolucji, gdyż na horyzoncie czyha już nowy, krzemowy nadczłowiek, którego panowanie nad światem i kosmosem przedstawia apokaliptyczna projekcja przyszłości kosmosu. Zdaje się dzielić ją od nas tylko mały krok. Leto odmalowuje ją z beznamiętnym dystansem w monumentalnej futurologicznej impresji, stanowiącej podsumowującą część filmu. Projekcja ta nie kończy się jednak spektakularną kosmiczną eksplozją ani zabójczym dla życia na Ziemi uderzeniem ciała niebieskiego, lecz prostym przepełnieniem przestrzeni kosmicznej i wysyceniem różnorodności form, a zatem ostateczną redukcją energii i entropii do zera. Leto pokazuje ten proces w sposób tak plastyczny i wymowny, że widzowie – zachwyceni początkową wzniosłością i wspaniałością procesu kosmo- i antropogenezy – z przerażeniem obserwują stopniowy i, zdawać by się mogło, nieunikniony rozkład mozolnie uformowanego życia. Czy tak się stanie? Film wieńczy proste „nie wiem”.

Jaki wobec tego obraz człowieka wyłania się z „Photonu”? Człowiek jest „wyrzygiem”, a nie koroną stworzenia. Zamiast osobowego, dobrego stworzyciela mamy do czynienia z bezosobową, bezlitosną ewolucją materialnego systemu, którego epifenomenem jest życie. Uczucia, wartości, pojęcia dobra i zła, samo pojęcie osoby i jej godności, jeśli w ogóle mają jakiekolwiek znaczenie, to tylko regulatywne, stabilizujące. Prawa przyrody, którymi zachwycały się pokolenia fizyków, są również jedynie rezultatem kosmicznej homeostazy. Podobnie wszelkie ludzkie i boskie prawa. To znane z dawnych gnostyckich systemów nihilistycznych spojrzenie na świat ma jedną cechę naczelną: Bóg jest ukryty lub wcale go nie ma, a my jesteśmy rzuceni w bezosobowy, absurdalny kosmos. Świat, życie nie ma sensu, sens jest urojeniem, czy raczej: potrzeba sensu pełni jedynie funkcję ewolucyjną. Krótko mówiąc, Leto jest materialistycznym ewolucjonistą, który wszystko, co niegdyś uważaliśmy za boski atrybut człowieka, redukuje do wyzutego z wszelkiej wzniosłości procesu wzrostu złożoności materii.

Człowiek, który postrzega świat wyłącznie w kategoriach materialistycznych, okazuje się wydrążony, pusty wewnętrznie, bezduszny.

Andrzej Serafin

Między rozpaczą a nadzieją

Być może najbardziej ludzki jest Leto w ironicznych przebitkach, w których indagowany przez dziennikarkę naukowiec – narrator całej tej opowieści, będącej ostatecznie swoistym naukowym samopoznaniem człowieka – okazuje się bezradny wobec elementarnych pytań, na przykład o to, czy wobec tak zajmujących go kwestii naukowych znajduje w ogóle czas na rodzinę. W tej delikatnej ironii, w ukazaniu scen zakulisowego makijażu, kamer na planie podczas wywiadu, tkwi delikatny humanizm Leta.

Z materiałów dystrybutora Alter Ego Pictures.

Z materiałów dystrybutora Alter Ego Pictures.

Człowiek, który postrzega świat wyłącznie w kategoriach materialistycznych, okazuje się wydrążony, pusty wewnętrznie, bezduszny. W tym sensie daleko „Photonowi” do quasi-dokumentalnych filmów takich jak „Koyaanisqatsi” Reggia, „Baraka” Frickego, „Dogora” Leconte’a czy „Human” Arthus-Bertranda, które również ukazują człowieka z epickim rozmachem, z dystansu, a jednak potrafią wraz z trwogą rozbudzić w widzu nadzieję czy nawet litość i miłość.

Może jednak właśnie to zimno bezlitosnych kosmicznych przestrzeni pomaga spojrzeć z trzeźwym dystansem na absurd lokalnych rozgrywek o wyższość tej czy innej partii, tej czy innej religii w naszej zapyziałej prowincji wszechświata.

W psychice człowieka, który zobaczył Ziemię z perspektywy kosmosu, zaobserwowano zjawisko tzw. overview effect [2], wskutek czego dokonuje się radykalna przemiana świadomości, tradycyjnie nosząca nazwę metanoia, której sednem jest uświadomienie sobie, że Ziemia jest jednym wielkim żywym organizmem, złożonym systemem życia. Lansowana przez Jamesa Lovelocka od lat 70. Hipoteza Gai, która rozwija tę intuicję, postawiona została już przez Platona we wspomnianym „Timajosie”. Jeśli więc skutkiem obejrzenia „Photonu” będzie właśnie wykształcenie w widzu całościowego obrazu świata jako żywej jedności, wszechorganizmu, za który jesteśmy odpowiedzialni, którego jesteśmy częściami, komórkami czy też, by użyć metafory Leta, rozświetlającymi jego kosmiczne mroki fotonami, to okaże się – paradoksalnie – że ten z pozoru smutny, nihilistyczny film zawiera w istocie prometejski ładunek, gdyż to właśnie my jesteśmy nosicielami światła, które z nieznanych przyczyn wypełniło kosmos życiem.

 

Przypisy:

[1] Tadeusz Boy-Żeleński, „Antologja literatury francuskiej”, Kraków 1922, wydanie internetowe: https://pl.wikisource.org/wiki/Antologja_literatury_francuskiej.
[2] Frank White, „The Overview Effect: Space Exploration and Human Evolution”, Boston 1987.

Film:

„Photon”, reż. Norman Leto, Polska 2017.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 458

(43/2017)
17 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj