Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > #MeToo, czyli wszystko...

#MeToo, czyli wszystko staje się niczym?

Kacper Szulecki

Śledząc, w jaką stronę rozwija się akcja, dochodzę do wniosku, że #MeToo staje się „symbolem totalnym” i jak pisze magazyn „Quartz”, właściwie każda kobieta może i powinna opowiedzieć swoją historię. Czy to na pewno dobrze?

Kilka lat temu na Wyspach Owczych pewna kobieta opisała swoje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa – wielokrotne i długotrwałe molestowanie seksualne. Opisała je na publicznym internetowym forum i zapytała, czy tylko jej się to przydarzyło, czy może ktoś jeszcze był ofiarą. W ten sposób ruszyła lawina, która na zawsze zmieniła to, jak Farerczycy postrzegają swoje społeczeństwo i jak świat postrzega ich. Wszystko to w dużej mierze dzięki internetowi.

W zamyśle podobny chyba, choć w dużo większej skali, miał być pomysł akcji #MeToo, w ramach której kobiety – bo są to przede wszystkim kobiety – wyrażają solidarność z ofiarami Harveya Weinsteina i ujawniają swoje doświadczenia. By policzyć ofiary i pojąć choćby częściowo skalę problemu molestowania seksualnego. Po kilku tygodniach widać już, że skala jest przerażająca i ogromna. Gdzieś w głowie kołacze tylko pytanie: skala czego?

To, co piszę, łatwo zbyć – a że to dzielenie włosa na czworo, intelektualne memłanie albo wreszcie patriarchalny mansplaining. A jednak jako ktoś, kto uznaje się za feministę, muszę się tymi wątpliwościami podzielić.
Śledzę całą akcję od wielu dni i trudno mi oprzeć się wrażeniu, że ma dwa różne i dalece rozbieżne cele, które być może nawzajem się wykluczają. Szkopuł w tym, że oba te cele są słuszne i dlatego ta krytyka jest trudna. Należy ją jednak zasygnalizować.

Ilustracja: Marta Zawierucha

Ilustracja: Marta Zawierucha

Jeśli celem podstawowym jest pokazanie skali przemocy seksualnej, o której się nie mówi – tak jak na wspomnianych Wyspach Owczych – to bardzo możliwe, że tych postów z #MeToo jest jednak trochę za dużo, a problemem nie są wpisy pozbawione jakichkolwiek opisów historii, które się za nimi kryją, tylko odwrotnie: te z opisami bardzo ogólnie pojmowanego napastowania na poziomie kolegów z podstawówki i gwizdów na ulicy.

jedrzejczyk

Jeśli zaś celem jest pokazanie, jak bardzo nasza rzekomo równościowa cywilizacja jest tak naprawdę przeżarta codzienną i wszechobecną kulturą napastliwości i „maczyzmu”, to prawdopodobnie rozmywa to jednocześnie cel pierwszy. Tak, to jest bardzo ważny problem, ale czy na relację ofiary gwałtu albo kogoś, kto przeżył długotrwałe molestowanie jako dziecko, naprawdę i z czystym sumieniem można naprawdę odpowiedzieć: „tak, ja też, bo kiedyś raz…”?

Czy to nie tak, jakby w przypadku Farerek, którym chodziło o wypieraną i tabuizowaną traumę i przerwanie zmowy milczenia, ktoś nagle zaczął opowiadać o chamskich żartach kolegów z pracy?

Czy to nie jest mieszanie dwóch problemów i banalizowanie przestępstw seksualnych? Na tym poziomie ogólności do akcji mogą włączyć się mężczyźni – i to nie ze szlachetnymi auto da fé („tak, ja też jestem winny…”), tylko swoimi opisami nieprzyjemnych i przykrych doświadczeń. Ta banalizacja jest podwójnie groźna – nie tylko utrudnia rzeczywistą orientację w skali zjawiska, ale staje się amunicją dla szyderczych komentarzy ludzi, którzy w ogóle umniejszają skalę czy wręcz istnienie problemu systemowej przemocy seksualnej i patriarchatu.

Śledząc, w jaką stronę rozwija się akcja, można zgadywać, że drugi cel wygrywa, a #MeToo staje się „symbolem totalnym” i jak pisze magazyn „Quartz”, właściwie każda kobieta może i powinna opowiedzieć swoją historię. Im szersze kręgi akcja zatacza, tym większa presja, by się w nią włączyć – mniejsza o treść.

W ten sposób akcja dotycząca dzielenia się ukrywanymi przez długi czas i wypartymi doświadczeniami przemienia się w ruch na rzecz rozszerzania definicji przemocy seksualnej. Tak, przemocą jest wszystko to, na co nie ma zgody, a więc ocenić, co jest przemocą, może tylko ofiara. Tylko może, zamiast „liczenia się”, potrzeba do tego innej akcji, skupionej na s e n s i e tych wszystkich traum, jakiegoś #JaTeżTegoNieChcę?

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 459

(44/2017)
24 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj