Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kompleksy, zazdrość, odrzucenie...

Kompleksy, zazdrość, odrzucenie i polityka, czyli niezły pasztet! Recenzja książki „Pasztety, do boju!” [KL dzieciom]

Agnieszka Doberschuetz

Być okrzykniętą pasztetem szkoły – porażka na całego. Tylko siąść i płakać. Czyżby? A może ten wątpliwy zaszczyt i krzywdzący stereotyp da się przekuć w sukces? Bohaterki książki Clémentine Beauvais udowadniają w wielkim stylu, że jest to jak najbardziej możliwe.

pasztety-do-boju_okladka

Chyba każda kobieta pamięta okres własnego dojrzewania – gdy ciało zaczyna zmieniać się w zaskakujący sposób, zawstydza, wymyka się wszelkim wyobrażeniom. Nie dość, że psychika, hormony, a często też rodzice i nauczyciele podsycają tę egzystencjalną niepewność siebie, to jeszcze fizyczność płata figle. Rozkoszny dziecinny „pulpet” niespodziewanie przeobraża się w intrygującą kobietę. Albo odwrotnie – w niezdarną i nieforemną nastolatkę, z nadwagą i pryszczami. Słowem, w „paszteta”. Czego rówieśnicy o słabym poczuciu własnej wartości nie omieszkają zauważyć, a wręcz podkreślić i wyszydzić.

Tak jak Malo, kolega z przedszkola Mireille Laplanche. Kiedyś przyjaciel – kiedyś, gdy płeć i wygląd nie grały roli, gdy ważne było porozumienie dusz, wspólna iskra do zabawy, przyjaźń. Wszystko to, niestety, traci wartość na trudnym etapie dorastania. Więzi, jakie w przedszkolu łączyły Malo z Mireille, nie przeszkadzają mu w gimnazjum uczynić z byłej przyjaciółki pośmiewiska. Zorganizowany przez chłopaka szkolny konkurs na „Paszteta Roku” cieszy się ogólnym powodzeniem. Nie wśród nominowanych, rzecz jasna – wśród uprzywilejowanych poza konkursem. Gruba, brzydka, zezowata, pryszczata, z wąsikiem… Nic nie umknie szyderczej uwadze Malo i jego świty: konkurs na Złotego, Srebrnego i Brązowego Paszteta, a więc na najbrzydsze dziewczyny w szkole, od lat dostarcza rozrywki szkolnej społeczności we francuskim Bourg-en-Bresse. I – jak co roku – do finału trafia była przyjaciółka organizatora prześmiewczego konkursu – Mireille. A oprócz niej Astrid Blomkvist (pół-Szwedka z zezem) i Hakima Idriss (Arabka przy kości i z wąsikiem). Nikt nie jest w stanie zatrzymać szyderczej machiny konkursu – ani rodzice, ani szkoła… Na rówieśników nie ma co liczyć, wszak wyśmiewanie innych, odwracające uwagę od własnych niedoskonałości i kompleksów, jest wyborną zabawą.

Czyżby? A jak czują się same nominowane? Kto z nas chciałby kiedykolwiek zostać zdobywcą podium w konkursie na królową/króla brzydoty? Nic, tylko się załamać, zamknąć w sobie i płakać. Albo, co gorsza, wpaść w depresję. Ostatecznie może nawet targnąć się na własne życie – znane są przypadki tak ekstremalnych konsekwencji internetowego hejtu. Na szczęście jest Mireille, główna bohaterka książki. Inteligentna, błyskotliwa i nie mniej niż organizatorzy konkursu szydercza gimnazjalistka. Za to o wiele bardziej od nich dojrzała. I mądra – niedająca się sprowokować. Spokojem, otwartością i przyjazną odpowiedzią na lawinę nienawiści deklasuje hejterów w powijakach. I tym też zaraża swoje młodsze, mniej doświadczone koleżanki.

Nominacja na Paszteta Roku (kolejna!) staje się dla Mireille pretekstem do pogłębienia relacji z pozostałymi „zwyciężczyniami” – starsza i bardziej doświadczona koleżanka czuje się w obowiązku wesprzeć zdruzgotane nowicjuszki. Niespodziewanie z tak przypadkowej relacji wynika piękna przyjaźń. A także utopijny pomysł – wspólnej podróży do Paryża. Na dodatek rowerami. I to za własne pieniądze, zdobyte na sprzedaży… pasztecików (!). Dodatkowo całej wyprawie przyświeca szczytny cel – indywidualny, ważny dla każdej z dziewczyn z osobna.

Szalona wyprawa dochodzi do skutku. Zyskuje nadspodziewane zainteresowanie mediów i przybiera zaskakujący obrót nawet dla samych „Pasztetów”, jak same, z dystansem, się nazywają, a tym bardziej dla ich prześmiewców. Dziewczyny biorą sprawy w swoje ręce. Postanawiają rozprawić się z uprzedzeniami, z własnymi kompleksami oraz z problemami najwyższej dla siebie wagi (ale o tym sza! – cel wyprawy do Paryża pozostaje tajemnicą) na własną rękę.

Historia Mireille, Astrid, Hakimy i Kadera, brata Hakimy, poszkodowanego weterana wojennego, który na wózku inwalidzkim towarzyszy dziewczynom w wyprawie, urzekła mnie z wielu powodów. Po pierwsze – pamiętam jak dziś moje własne rozterki wieku dojrzewania. Pierwsze pryszcze, piersi, które urosły nie wiadomo kiedy i po co. W ogóle ciało żyjące własnym życiem. Pod ziemię bym się wówczas najchętniej zapadła – a przecież nie okrzyknięto mnie Pasztetem! Obiektywnie rzecz osądzając, nie było powodów, by się wstydzić – ale wytłumaczcie to nastolatce! Do tego pierwsza miesiączka, brrr! Tak jak Hakimy, nikt mnie do tego wcześniej odpowiednio nie przygotował. I jeszcze fascynacja płcią przeciwną, na siłę zwalczana w sobie, bo przecież taka nowa, zaskakująca, onieśmielająca, a nawet nienaturalna. Do tego relacje z rówieśnikami (co oni sobie o mnie myślą) i z rodzicami (co oni w ogóle o mnie wiedzą). Wszystko to świetnie ujęła autorka „Pasztetów” Clémentine Beauvais i równie przekonująco oddała w swym przekładzie Bożena Sęk. Brak wrażenia sztuczności, silenia się na młodzieżową naturalność – to w literaturze rzadka zaleta. Uwaga, językowi puryści! – bohaterom książki, jak i prawdziwym nastolatkom, zdarza się rzucić mięsem. No cóż, życie…

Po drugie – niesamowite poczucie humoru głównej bohaterki, cięte riposty, zabawne dialogi, niezwykle dojrzałe, choć często szydercze przemyślenia (czyżby ironia była ukrytą bronią przeciwko kompleksom? Na pewno niezwykle skuteczną!). Równoważą one dramat sytuacji, w jakiej znaleźli się wszyscy główni bohaterowie „pasztetowej wyprawy” do Paryża. Ale go nie bagatelizują. Problemy wszystkich osób są realne, ważne, a nawet poważne. Ale do przezwyciężenia.

Historia „Pasztetów” pokazuje, jak bardzo krzywdzące jest powierzchowne ocenianie. Ile potencjału posiada każda z tych osób! Ile dowcipu, inspiracji, mądrości – piękna! Tak polubiłam te dziewczyny, że trudno mi sobie wyobrazić którąkolwiek z nich jako brzydką. Czekam na film, bo historia z książki aż się prosi o przeniesienie na ekran. I podobno prace nad filmem trwają. Cieszę się, bo zobaczę te krajobrazy Francji, które sobie tylko wyobrażam, a które tak malowniczo zostały w książce opisane. Te potrawy, o których autorka pisze tak, że aż ślinka cieknie. Bo zobaczę wreszcie pięknego Kadera i paskudne (?) Pasztety. No i zobaczą to wszystko być może także ci, którzy niestety nie sięgną po książkę. Być może przemyślą pewne zachowania – swoje, rówieśników, a może własnych dzieci czy uczniów. Być może zrozumieją, jak wielką krzywdę wyrządzają wszelkie stereotypy. W tym wieku pewnie trudno zrozumieć, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oka”. I że w skład każdego „Pasztetu” wchodzi mnóstwo ukrytego piękna.

 

Książka:

Clémentine Beauvais, „Pasztety, do boju!”, tłum. Bożena Sęk, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2017.

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 462

(47/2017)
14 listopada 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj