PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Rola tęczowej dystrybucji....

Rola tęczowej dystrybucji. Rozmowa z Jakubem Mrozem, założycielem Tongariro Releasing

Mateusz Góra

W czasie łódzkiego Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja, który w dużej mierze dotyczył kwestii związanych z dystrybucją filmową, rozmawialiśmy z Jakubem Mrozem, założycielem pierwszej polskiej firmy dystrybuującej filmy LGBT.

Tongariro powstało w 2010 r., kiedy dystrybutorzy w obawie przed utratą widzów, często zatajali, że we wchodzących do kin filmach pojawiają się wątki LGBT. W jakim stopniu wasz projekt był próbą zmiany tej sytuacji?

Powstanie Tongariro to była przede wszystkim nasza – moja i mojego partnera Leszka – decyzja, co zrobić ze swoim życiem. W tamtym czasie nie mieliśmy doświadczenia w dystrybucji, każdy z nas miał swoją pracę. Leszek skończył studia montażowe i pracował przy kilku filmach. Ja z kolei zajmowałem się doradztwem dla instytucji kulturalnych. Oglądaliśmy dużo filmów, często jednak musieliśmy je sprowadzać albo jeździć na festiwale, bo nie były dostępne w Polsce. Równocześnie chcieliśmy poprawić jakoś sytuację osób LGBT w naszym kraju. Doszliśmy do wniosku, że największe oddziaływanie może zapewnić nam popkultura, więc film wydawał się naturalnym wyborem. Potem pojechaliśmy do Berlina i trafiliśmy do księgarni, gdzie znaleźliśmy całe półki płyt DVD z filmami LGBT, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Tak właśnie narodził się pomysł założenia firmy dystrybucyjnej.

Jakuļ Mróz, materiały prasowe Festiwalu Krytyki Sztuki Filmowej Kamera Akcja, fot. Paweł Mańka

Jakuļ Mróz, materiały prasowe Festiwalu Krytyki Sztuki Filmowej Kamera Akcja, fot. Paweł Mańka

Czy badaliście polski rynek przed rozpoczęciem działalności? Skąd pewność, że przy tak trudnej sytuacji, nawet większych dystrybutorów, niszowe produkcje LGBT w ogóle znajdą widownię?

Nie robiliśmy badań na szeroką skalę, ale znaliśmy filmy, które wchodziły do polskich kin, więc łatwo odkryliśmy, jakie problemy napotyka się przy dystrybucji produkcji LGBT. Pierwszym była ich ilość – niewiele w ogóle pojawiało się w naszym kraju. Jeśli już dystrybutorzy je kupowali, to często ukrywali, że pojawiają się tam wątki LGBT. Pamiętam, że „Samotny mężczyzna” wchodził do kin nie jako film z bohaterami LGBT. Kampania Przeciw Homofobii napisała wtedy list protestacyjny do dystrybutora.

Tongariro zmieniło nastawienie innych dystrybutorów w ciągu siedmiu lat swojej działalności?

Mam wrażenie, że to trochę dzięki nam dystrybutorzy zdali sobie sprawę, że można o wątkach LGBT mówić wprost. My od razu określiliśmy się jako dystrybutor filmów LGBT, nikogo nie staraliśmy się zwodzić.

Jaki był wasz pierwszy sukces?

Pierwszy film okazał się sukcesem, bo zaczęliśmy od „Short Bus”. Wprowadziliśmy go na DVD, ale też zorganizowaliśmy pokazy specjalne, które się w całości wyprzedały.

Kolejnym dużym sukcesem było „Zabiłem moją matkę” Xaviera Dolana, którego późniejsze filmy, ze względu na to, że stał się znany, wprowadzali do polskich kin więksi dystrybutorzy.

Mam wrażenie, że to trochę dzięki nam dystrybutorzy zdali sobie sprawę, że można o wątkach LGBT mówić wprost.

Jakub Mróz

Czy nie taka właśnie powinna być rola niszowych dystrybutorów – odkrywanie talentów, zanim przenikną do mainstreamu?

Tak, można zauważyć taką prawidłowość – z jednej strony wprowadziliśmy „Mandarynkę” Seana Bakera, teraz „Florida Project” wprowadza M2 Films. Tak samo z Dolanem czy z Robinem Campillo – wprowadziliśmy jego „Eastern Boys”, a teraz Gutek Film kupił prawa do dystrybucji „120 uderzeń serca”. Z drugiej strony dużą rolę odgrywają nagrody na festiwalach. Skoro Dolan zaczął wygrywać w Cannes, Baker pokazał tam film, Campillo odebrał nagrodę – w takich sytuacjach więksi dystrybutorzy interesują się filmami.

A czy idziecie o krok dalej i współpracujecie z twórcami już na etapie produkcji? Chociaż niewiele się mówi o roli dystrybutora w procesie powstania filmu, jest ona często znacząca.

Tak, czasami dostajemy od polskich producentów prośby o konsultacje. Czytałem scenariusz „Mów mi Marianna”, teraz powstaje „Grind/r” na podstawie spektaklu Piotra Trojana, też rozmawialiśmy o tym projekcie.

Zresztą żeby uzyskać finansowanie z PISF-u, twórcy muszą przedstawić wstępna deklarację zainteresowania od dystrybutora. Jesteśmy natomiast zbyt małą firmą, żeby wchodzić finansowo w takie produkcje, co robią inni dystrybutorzy.

Co decyduje o tym, że film chcecie wprowadzić do dystrybucji kinowej, a nie tylko na Outfilm, waszą platformę VOD?
Film, który chcemy wprowadzić do dystrybucji kinowej, musi budzić zainteresowanie szersze niż tylko widowni LGBT. Chcemy zaprosić na niego innych widzów, prezentując go jako przykład dobrego kina. W takiej sytuacji nagrody festiwalowe czy aktorzy mają kluczowe znaczenie. Tak zrobiliśmy na przykład w przypadku „Pieśni słonia”, w której Xavier Dolan występuje jako aktor, a nie reżyser. To był całkiem duży sukces.

Co najbardziej podoba się polskim odbiorcom kina LGBT?

Polskim widzom podobają się bardziej dramaty niż komedie, filmy amerykańskie i latynoamerykańskie niż europejskie.

Zaczęliśmy ostatnio pokazywać także filmy krótkometrażowe i to bardzo dobrze się sprawdziło. Nawiązaliśmy współpracę z dystrybutorem Peccadillo Pictures, który wydaje od kilku lat kompilację BOYS ON FILM, a teraz też GIRLS ON FILM, poruszające odpowiednio wątki gejowskie i lesbijskie.

Dominacja produkcji amerykańskich nie jest niczym zaskakującym, ale czy macie swoją teorię, dlaczego takim zainteresowaniem cieszą się filmy latynoamerykańskie?

Mamy kilka niepotwierdzonych koncepcji. Wychowywaliśmy się na serialach pochodzących z tamtego rejonu świata, które pojawiały się w telewizji. Estetyka i emocjonalność w Polsce i krajach tamtego rejonu jest także zbliżona, podobnie jak stosunek do Kościoła.

Zapewne największą popularnością cieszą się filmy gejowskie, bo też najwięcej ich powstaje. O jakich różnicach w zainteresowaniu mówimy, jeśli chodzi o filmy z wątkami lesbijskimi lub transpłciowymi?

Rzeczywiście większość filmów, które pokazujemy, to filmy gejowskie i one cieszą się największą popularnością. Dużym zainteresowaniem cieszą się jednak także filmy dotyczące osób transpłciowych, większym niż filmy lesbijskie. Jeśli chodzi o użytkowników, zarówno tych, którzy oglądają nasze rzeczy, jak i tych komentujących posty w mediach społecznościowych, liczba kobiet i mężczyzn jest podobna. Myślę, że nasze filmy oglądają też często kobiety heteroseksualne.

Rzeczywiście większość filmów, które pokazujemy, to filmy gejowskie i one cieszą się największą popularnością. Dużym zainteresowaniem cieszą się jednak także filmy dotyczące osób transpłciowych, większym niż filmy lesbijskie.

Jakub Mróz

Czyli produkcje LGBT nie trafiają tylko do osób LGBT. Czy w takim razie prawdziwe jest zdanie, że wiele filmów skierowanych do niszowego odbiorcy jest gorszej jakości ze względu na przekonanie producentów, że i tak znajdą swoją niszę?

To tak nie działa, bo nasza kultura LGBT nie jest tak rozwinięta, jak w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych. Dziesiątki lat tradycji ruchu LGBT w tamtych krajach powoduje poczucie większej solidarności, u nas wszystko jest bardzo nowe. Musimy więc konkurować z wszystkimi opcjami spędzania czasu przez widzów, sam fakt, że film jest LGBT, nie wystarcza.

Skoro mówimy o różnicach pomiędzy rynkami, to czy niszowi dystrybutorzy z różnych krajów współpracują ze sobą, opracowując strategię?

Jesteśmy bardzo blisko z niemieckim dystrybutorem filmów LGBT, ale to zupełnie różne rynki. Staramy się współpracować w jak największym wymiarze – przygotowujemy wspólne taktyki dystrybucji, plakaty, rozważamy wspólnie na festiwalach wprowadzenie tych samych filmów do naszych krajów, ale prawda jest taka, że znajdujemy się w zupełnie różnych sytuacjach.

Co zrobić, żeby wyjść poza niszę, zdobyć zainteresowanie szerszej widowni?

Przede wszystkim staramy się współpracować z mediami ogólnodostępnymi. Każdy ma dostęp do recenzji filmów, które wypuszczamy, bo pojawiają się w największych mediach. Pokazujemy filmy w kinach studyjnych, które są silnymi instytucjami kultury, mającymi własną widownię, jak Kinoteka czy Kino Pod Baranami. Dzięki temu rozszerzamy nasze pole dotarcia do widzów.

Musicie też nadrabiać zaległości. Do Polski nie trafiły klasyczne pozycje, uznawane za kanon kina LGBT i kina queer. Właściwie na was w dużej mierze spoczywa odpowiedzialność za to, co stanie się nieistniejącym wcześniej kanonem dla rodzimych odbiorców.

Tak, to jest trudne zadanie, bo pokazując klasyczne filmy, musimy je wprowadzić jako nowe, ponieważ są zupełnie nieznane. Z drugiej strony ze względu na to, że są starsze, często okazują się mniej atrakcyjne. Dlatego staramy się uzupełniać luki w historii poprzez Outfilm. Wprowadzamy filmy Bruce’a LaBruce’a, czy Gregga Arakiego.

 

8. Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja, 19–22 października 2017 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 466

(51/2017)
12 grudnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj