Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Głos...

[Projekt: Polska] Głos posła głosem Kościoła?

Michał Żakowski

W natłoku wydarzeń w 2017 r., wymowne znaczenie mają losy dwóch sejmowych uchwał. Nie zmieniają one niczego w polskim prawie, nie wpływają bezpośrednio na nasze życie – pokazują jednak, jak potencjalnie kruche i jak mocno niestabilne mogą być fundamenty wizji Polski jako świeckiego dobra wszystkich obywateli.

14 grudnia pod obrady Sejmu trafił projekt okolicznościowej uchwały z okazji 500-lecia reformacji. Na mównicę weszła posłanka Anna Maria Siarkowska, obecnie zasiadająca w klubie Prawa i Sprawiedliwości. Stwierdziła, że „radosne świętowanie wydarzeń, które podzieliły Kościół, to niedobry pomysł”.

Niechciana reformacja

Jednym zdaniem posłanka partii rządzącej unieważniła potrzebną uchwałę, oddającą hołd części polskiego dziedzictwa. Wielu wybitnych Polaków było protestantami, wspólnoty protestanckie przyczyniały się do rozwoju polskiej kultury.

Jeżeli uchwała zostanie przyjęta, minie już rocznica 500-lecia reformacji. Ze strony biskupów Kościołów ewangelickich wpłynął wniosek o wycofanie projektu z procesu legislacyjnego. Mimo objęcia przez Prezydenta RP patronatu nad obchodami 500-lecia reformacji oraz przyjęcia uchwały upamiętniającej tę rocznicę przez Senat, nie sposób zapomnieć o historii uchwały sejmowej. Zwłaszcza, że w debacie ożywają głosy świadczące o tym, że część środowisk skrajnie katolickich nie zdołała jeszcze mentalnie przerobić okresu wojny trzydziestoletniej, a ich wizja świata jest wizją sprzed podpisania pokoju westfalskiego.

Jakie kontrowersyjne stwierdzenia znalazły się w uchwale, która miała być przyjęta pod koniec roku? Sejm miał „uhonorować ruch, który wywarł znaczny wpływ na oblicze religijne i kulturowe Europy”. Jest to faktem. I nie trzeba podzielać poglądów Lutra czy Kalwina, aby dostrzec pozytywne elementy tego dziedzictwa. Nawet patrząc z perspektywy Kościoła katolickiego, którego interesy posłanka zdaje się reprezentować bardziej niż interes Rzeczypospolitej rozumianej jako dobro wspólne wszystkich obywateli, ruch reformacyjny (nie zapominajmy, że celem Lutra nie było stworzenie odrębnych Kościołów) przyczynił się w dłuższej perspektywie do wewnętrznych przemian, tzw. kontrreformacji, którą katolicy chyba powszechnie oceniają jako zjawisko korzystne dla swojej wspólnoty. Oczywiście, do bardziej brutalnych elementów tego okresu katolicy o bardziej postępowym nastawieniu zdążyli już nabrać dystansu i uznać je za błąd, podobnie jak ewangelicy zdążyli zdystansować się od antysemityzmu, rasizmu czy innych przywar Marcina Lutra oraz tych działań jego naśladowców, które były zdecydowanie godne potępienia.

Sejm polski, między innymi na skutek krótkiego wystąpienia katolickiej posłanki, odrzucił wyrazy szacunku wobec polskich protestantów wnoszących wkład w rozwój polskiej kultury. Z pogardą potraktowany został Mikołaj Rej, Andrzej Frycz Modrzewski, Józef Sowiński, Oskar Kolberg, Stefan Żeromski, Józef Piłsudski, Stefan Starzyński, Władysław Anders czy setki innych osób, również z czasów bardziej współczesnych.

Sejmowe wyznanie wiary

Pół roku wcześniej ten sam Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą setną rocznicę tzw. objawień fatimskich. Jest to niewątpliwie data ważna dla Kościoła katolickiego, stąd pani posłanka, za sprawą której odrzucona została uchwała doceniająca wkład osób wyznań protestanckich w budowanie naszej wspólnej ojczyzny, głosowała wraz z całym swoim ówczesnym kołem poselskim za jej przyjęciem.

Co do zasady, publicystyka w świeckim piśmie nie powinna wchodzić w omawianie wewnętrznych spraw Kościoła. Omawiając przyjętą przez Sejm uchwałę, nie sposób jednak nie wspomnieć, że jako pewnik zostało tam przyjęte, iż sto lat temu w portugalskiej Fatimie miało miejsce orędzie Matki Boskiej. Tym samym staje się to faktem, który i ja muszę przyjąć do wiadomości.

W dalszej części uchwały mamy coś w rodzaju katolickiego wyznania wiary. Nie byłby to problem w przypadku dokumentu przyjmowanego przez Konferencję Episkopatu Polski. Skandalem jest natomiast sytuacja, gdy w imieniu wszystkich obywateli przyjmuje się takie „oczywistości”, jak na przykład stwierdzenie, iż „Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę, że ludziom do szczęścia tak naprawdę potrzebny jest tylko wszechmocny Bóg”. Nie odmawiam nikomu prawa do subiektywnego poczucia szczęścia ani nie podważam prawa Kościoła do decydowania, w ramach przyjętej przez siebie metodologii, czy zdaniem tej instytucji jest to coś więcej niż prywatne przywidzenia. Nie mam jednak pojęcia, dlaczego osoby nieutożsamiające się z jego naukami mają przyjmować jego interpretację i jakie prawo do tego mają posłowie wybrani do wykonywania mandatu w granicach Konstytucji, wyznaczającej granice w relacjach państwa z Kościołem.

Wspólnota dla wszystkich

Pozwolę sobie przemilczeć refleksje na temat samych objawień (moim zdaniem, uznawanie, że którekolwiek z nich się spełniło, możliwe jest tylko przy ogromnej gimnastyce interpretacyjnej). W istocie, tworzy się w Polsce klimat sprzyjający wykluczaniu z życia publicznego, z przynależności do narodu, osób nieutożsamiających się z katolicyzmem.

Uczciwość nakazuje oddać, że nie jest to jedyny nurt istniejący na prawicy. W epoce mody na atakowanie poprawności politycznej, niebezpieczne są wypowiedzi takie jak posłanki Siarkowskiej czy innej posłanki PiS-u, która rok temu rozważała deportowanie z Polski osób, które nie są katolikami i nie zgodzą się na zaakceptowanie swojej podrzędnej roli. Na portalach ultrakatolickich wystąpienie posłanki Siarkowskiej wywołało entuzjastyczne reakcje, odżyła również dyskusja o dziedzictwie Lutra, oparta na prymitywnych uproszczeniach, spopularyzowanych w tych środowiskach przez film Grzegorza Brauna, w którym osoby tytułujące się mianem „ekspertów” czynią zarzut z tego, że dawniej w niektórych środowiskach Luter nazywany był „führerem”, zupełnie jakby w tamtych czasach nie było to jeszcze neutralne określenie, używane powszechnie w języku niemieckim. Takie uproszczenia uderzają w polskich protestantów – grupę może nie wybitnie liczną, ale bardzo zasłużoną i związaną przez pokolenia z Polską, tak mocno jak inne polskie rodziny.

Historie tych dwóch uchwał i odżywania bardzo starych uprzedzeń każą zadać pytanie o przyszłość Polski jako kraju, w którym oficjalne miejsce we wspólnocie będą mieć wszyscy – i to nie jako „odszczepieńcy”, którym dominująca grupa łaskawie przyznaje prawo do życia pod warunkiem uznania własnej dominacji w sferze symbolicznej i prawnej.

Życzmy sobie na najbliższy rok i kolejne lata, abyśmy byli coraz bliżej państwa, w którym uchwała uznająca dorobek polskich protestantów nie będzie przedmiotem kontrowersji. A wydarzenie niewątpliwie ważne dla sporej części społeczeństwa, jakim są uznawane przez Kościół za objawienia wizje dzieci z Fatimy, jeżeli już miałoby być honorowane, to w takiej formie, która nie będzie w imieniu osób, które się z tym nie zgadzają, traktować orędzia Matki Boskiej jako faktu obiektywnie stwierdzonego i przez wszystkich uznawanego.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Kultura Liberalna.

SKOMENTUJ

Nr 468

(0/2018)
1 stycznia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj