„Kultura Liberalna” ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Naszym wspólnym marzeniem jest demokratyczna, praworządna, tolerancyjna Polska, w której ludzie potrafią podać sobie rękę mimo różnic. Pomóż nam działać przez kolejną dekadę.
Wspieram
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Niech pani nie...

Niech pani nie da im zginąć. Recenzja książki „Listy w butelce. Opowieść o Irenie Sendlerowej” [KL dzieciom]

Krzysztof Rybak

Pierwsza skierowana do dzieci biografia Sprawiedliwej wśród Narodów Świata opisuje wojenną działalność „siostry Jolanty” i jej „odkrycie” w XXI wieku. Lektura obowiązkowa, wydana w Roku Ireny Sendlerowej, mimo dużej wartości edukacyjnej momentami rozczarowuje.

listy_okladka

Dziesięć lat po śmierci Ireny Sendlerowej (zm.18 maja 2008 r.) Sejm RP na wniosek Rzecznika Praw Dziecka przyjął uchwałę ustanawiającą ją patronką roku 2018, nie jest więc zaskoczeniem, że na rynku pojawia się biografia dla dzieci napisana przez doświadczoną w tego rodzaju pisarstwie Annę Czerwińską-Rydel (podobny „wysyp” książek o Januszu Korczaku nastąpił w roku 2012, ogłoszonym rokiem jego imienia [1]). Warto jednak zaznaczyć, że „Listy w butelce” nie ukazują się w wydawniczej próżni: opublikowana w zeszłym roku biografia Anny Bikont „Sendlerowa. W ukryciu” [2] wzbudziła pewne kontrowersje, zwracając uwagę na niespójności w historii snutej przez „matkę dzieci Holokaustu”, a do rąk niedorosłych trafił francuski komiks „Irena” [3], w atrakcyjny, choć miejscami groteskowy sposób prezentujący działalność tej postaci.

„Listy w butelce” to pierwsza polska biografia dla dzieci, której bohaterką jest Sendlerowa, chociaż już wcześniej (w tej samej serii wydawnictwa Literatura: „Wojny dorosłych – historie dzieci”) ukazała się książka Renaty Piątkowskiej „Wszystkie moje mamy”, oparta na wojennej działalności „siostry Jolanty”, choć opowiedziana z perspektywy żydowskiego chłopca, wyprowadzonego z getta na aryjską stronę [4]. Czerwińska-Rydel zdaje się nawiązywać do wydanej wcześniej książki (jeden z rozdziałów nosi tytuł „Ile można mieć mam?”), proponując jednak biografię w pełnym znaczeniu tego słowa, prezentującą życie bohaterki od czasów II wojny światowej aż do 2007 roku, kiedy Sendlerowa otrzymała na wniosek samych dzieci Order Uśmiechu.

Na boku pozostawię zgodność z faktami i realiami czasów Zagłady, jak również z działaniami samej Sendlerowej (we wstępnie Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak zaznacza, że dzięki niej dwa i pół tysiąca dzieci miało szansę przeżyć wojnę). W błyskotliwy sposób czyni to w swojej biografii Bikont, zestawiając różne świadectwa i dokumenty, pozostawiając jednak ostateczny osąd samemu odbiorcy [5]. Pełna zgoda z faktografią nie jest zresztą priorytetem serii „Wojny dorosłych – historie dzieci”. W jej ramach wydawnictwo Literatura przybliża czytelnikom różne tematy, w tym Zagładę i II wojnę światową, i choć ostatnio pojawiło się więcej utworów dotyczących współczesności, w tym związanych z uchodźcami z Afryki i Bliskiego Wschodu („Hebanowe serce” Renaty Piątkowskiej czy „Kot Karima i obrazki” Liliany Bardijewskiej), to „Listami w butelce” wydawca powraca do wydarzeń związanych z II wojną światową [6]. Powrót zrozumiały nie tylko ze względu na znaczenie bohaterki, ale również z uwagi na potrzeby rynku [7].

Tytułowe listy stają się, podobnie jak w wielu innych biografiach Czerwińskiej-Rydel, motywem spajającym elementy opowieści: rozdziały poprzedzają cytaty o pisaniu listów autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza, Kornela Makuszyńskiego, Wiesława Myśliwskiego i Edwarda Stachury, cenne ze względu na zamieszczone w trzeciej części książki („Korespondencja”) prawdziwe listy adresowane do Sendlerowej i wysyłane przez nią samą. Współczesny dziecięcy czytelnik, w dobie Internetu nieświadomy niedawnej popularności ręcznie pisanej korespondencji, zrozumie silny wpływ, jaki na Sendlerową wywarły otrzymane od wielu osób – w tym papieża Jana Pawła II – listy, co podnosiło ją na duchu w najtrudniejszych momentach powojennych. Tytuł książki odnosi się ponadto do wykazu nazwisk żydowskich dzieci ukrywanych „na aryjskich papierach”, które Sendlerowa zakopała w dwóch szklanych butelkach na mleko, aby ukryć je przed rewizjami Gestapo.

Z listami w niezwykle sprawny sposób wiąże się pierwsza partia książki, zatytułowana „Poczta”. Rozpoczyna się epizodem o sztuce Rabindranatha Tagore o tym samym tytule wystawionej w Domu Sierot Janusza Korczaka 18 lipca 1942 roku, na którą bohaterce – mimo pewnych trudności – udaje się dotrzeć.W kolejnych „obrazkach” z getta ukazane zostają realia wojny, Zagłady i pomocy Żydom w getcie. Irena zastanawia się, jak najefektywniej pomóc potrzebującym, ale nie robi tego, siedząc bezczynnie. Przeciwnie, jest w ciągłym ruchu między stroną aryjską a gettem: „Nie miała (…) czasu na dłuższe modlitwy i rozmyślania, bo w kolejnym domu czekali na nią rodzice z niemowlęciem” (s. 57). Taką właśnie Sendlerową ukazuje młodym czytelnikom Czerwińska-Rydel – aktywną, pełną poświęcenia i oddaną drugiemu człowiekowi. Kobietę, która nie tylko współczuła poniżonym i cierpiącym, ale sama nieustannie organizowała i zapewniała pomoc. Miejscami niestety bezinteresowne czyny bohaterki, mówiące same za siebie, uzupełnione zostają zbędnym, w mojej ocenie, i zbyt jawnie moralizatorskim komentarzem, niepozostawiającym czytelnikowi pola do własnej interpretacji szlachetnej działalności Sendlerowej:

„A Irenka jest najlepszym dowodem na to, że jedynacy wcale nie muszą być egoistami. A tak się utarło.
– Oj nie… Egoistką to ona na pewno nie jest – ciotka poklepała Irenę po ramieniu. – Gdyby wszyscy tacy byli… – Przestańcie już, przestańcie – przerwała Sendlerowa” (s. 66).

listy_il1

Druga część książki, zatytułowana „Jak ukryć listy?”, opowiada o wprowadzeniu Sendlerowej do konspiracji i Żegoty. Kobieta stara się pomagać zamkniętym w getcie Żydom w sposób bardziej znaczący niż do tej pory. Zrozumiała, że przenoszenie na drugą stronę muru odzieży, jedzenia i lekarstw to za mało i wpada na pomysł wyprowadzania dzieci na aryjską stronę. Co wartościowe, Czerwińska-Rydel ukazuje dosyć szerokie spektrum reakcji rodziców, których niezgoda na oddanie dziecka wynika ze strachu lub niechęci do wpojenia nieżydowskiej tożsamości. Autorka przedstawia również zabiegi mające przygotować ratowane dziecko do skutecznego ukrywania się poza gettem: zmiana imienia i wyglądu, nauka katolickich modlitw, wymazanie przeszłości i zastąpienie jej fikcyjną historią rodzinną. Nie oszczędza również nieletniemu czytelnikowi zdarzeń związanych z aresztowaniem Sendler przez Gestapo, osadzeniem na Pawiaku i torturami. Powojenna historia „Jolanty”, wypełniona pracą społeczną i edukowaniem pracowników organizacji zdrowia, zostaje przedstawiona pokrótce, ale ukazuje, że wojenna działalność pomocowa nie wynikała wyłącznie z dramatycznej sytuacji społeczno-politycznej, ale również z indywidualnego usposobienia bohaterki, gotowej pomagać zawsze i wszędzie. Opowieść kończy się w roku 2007, kiedy Sendlerowej przyznano Order Uśmiechu. Narrator zwraca uwagę na długie życie „Jolanty”, która znajdowała się niejako „w ukryciu” [8]:

„Od czasu zakończenia wojny do roku 2007 Irena Sendlerowa otrzymała wiele nagród i nominacji. Co ciekawe, właściwie nikt w Polsce o tym nie wiedział. Nikt nie mówił o tym, że skromna kobieta, Irena Sendlerowa, jest bohaterką, która ocaliła życie wielu ludzi, w tym dwóch i pół tysiąca dzieci. Nikt nic nie pisał na ten temat” (s. 85).

Tekst uzupełniony został dodatkowo kalendarium życia Ireny Sendler oraz listą wydarzeń, które miały miejsce za życia „siostry Jolanty” („W czasie, gdy żyła Irena Sendlerowa, świat się zmieniał”) [9], a także kilkoma zdjęciami z uroczystości wręczenia Orderu Uśmiechu.

Mimo niewątpliwych walorów edukacyjnych publikacji, miejscami, zamiast ukazać horror wojny i Holokaustu za pomocą obserwowanych przez bohaterkę wydarzeń, autorka oferuje czytelnikowi miniwykład, przez co „Listy…” z porywającej opowieści o bohaterstwie stają się czasem podręcznikiem do historii. W tekście nad dialogami przeważają encyklopedyczne opisy, które nie napędzają akcji. W przypadku powieści historycznej czy biografii rozbudowana prezentacja miejsc, postaci czy rzeczywistości społecznej wydaje się na miejscu, jednak w „Listach w butelce” zaproponowane przez Czerwińską-Rydel partie są miejscami nużące– pełne wielu, w mojej opinii, zbędnych szczegółów. Wydaje mi się, że na tle innych biografii jej autorstwa, choćby wypełnionej akcją i dialogami „Piórem czy mieczem. Opowieść o Henryku Sienkiewiczu” czy „Trylogii Gdańskich” wydawnictwa Muchomor [10] „Listy…” wypadają mniej interesująco. Nieuniknione porównanie do „Wszystkich moich mam” udowadnia, że o Sendlerowej można opowiedzieć też z perspektywy żydowskiego dziecka w sposób bardziej przystępny, co udało się Piątkowskiej świetnie, natomiast „Listy w butelce” przypominają wykład opatrzony wieloma nazwiskami i przypisami. W tym wypadku brakuje bohatera dziecięcego, który o działalności „Jolanty” dowiedziałby się od starszego rozmówcy, co często czyni Czerwińska-Rydel – w biografii Sendlerowej informacje przekazywane są czytelnikowi bezpośrednio przez narratora.

listy_il2

Tekst „Listów w butelce” uzupełniają ilustracje Macieja Szymanowicza, artysty doświadczonego, również w tematach wojennych (w samej serii „Wojny dorosłych – historie dzieci” współpracował do tej pory przy dziewięciu publikacjach). Pełne uroku, a zarazem przejmujące ilustracje wspaniale korespondują z tekstem – Szymanowicz za pomocą niespodziewanych metafor prezentuje działanie konspiracji (filiżanki kawy patrzące na ukrytych poza kadrem, nieznanych z twarzy rozmówców to zarazem znak konfidencji, ale też oryginalne ujęcie powiedzenia „ściany mają uszy”!). Moją wątpliwość budzi jednak obraz ostatniej drogi Janusza Korczaka i jego podopiecznych na Umschlagplatz: dziecięcy pochód roześmianych, podskakujących wychowanków podążających za Starym Doktorem do wagonów pociągu, który zmierza przez mur na teren Treblinki. Mam wrażenie, że poprzez przesadną dynamikę i spersonifikowane przedstawienie śmierci jako maszynisty ilustracja nabiera cech groteskowych. Jak mówi podopiecznym Korczak, to na listowne wezwanie króla (niczym w przedstawieniu „Poczty”) dzieci zostały uwolnione i stąd ich dobry nastrój i eleganckie stroje. Być może tę trudną do wyobrażenia pogodność mieszkańców Domu Sierot chciał ukazać Szymanowicz, choć wydaje mi się niełatwa w odbiorze. Ponadto książka wydrukowana została na cienkim, matowym papierze, przez co jakość ilustracji zawodzi, a tusz przebija stronę. To nie pierwszy raz, gdy wydawca korzysta z papieru gorszej jakości (np. „Wojna na pięknym brzegu” Andrzeja Marka Garbowskiego), a przecież we wspominanej serii, choćby we „Wszystkich moich mamach”, papier błyszczący sprawdził się świetnie!

„Listy w butelce” są lekturą obowiązkową nie tylko ze względu na Rok Ireny Sendlerowej, ale również ze względu na wciąż obecne w polskim społeczeństwie przekonania antysemickie, czego niechlubny dowód dają ostatnie doniesienia medialne i opieszałe, pełne ambiwalencji reakcje wielu polityków. Biografia Czerwińskiej-Rydel, choć ma pewne wady, prezentuje szlachetną postać, która może służyć za wzór tolerancji, empatii i aktywnego życia na rzecz społeczności nas wszystkich, niezależnie od pochodzenia, wyznania i koloru skóry. Ważne wydaje się, żeby zarówno promować w zrównoważony sposób postaci emblematyczne dla ruchu działaczy wspierających tych, którzy zostali wykluczeni, jak i pamiętać o pisaniu historii samych wykluczonych z ich perspektywy. Dopiero wtedy wyraźnie widać, jak bardzo potrzebni byli im wspaniałomyślni ludzie, jak Sendlerowa.

 

Przypisy:

[1] Ukazały się wtedy m.in. „Pamiętnik Blumki” Iwony Chmielewskiej (wyd. Media Rodzina), „Po drugiej stronie okna. Opowieść o Januszu Korczaku” Czerwińskiej-Rydel (wyd. Muchomor) i „Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku” Beaty Ostrowickiej (wyd. Literatura).
[2] A. Bikont, „Sendlerowa. W ukryciu”, wyd. Czarne, Wołowiec 2017.
[3] J-D Morvan, S. Tréfouël (scenariusz), D. Evrard (rysunek), Walter (kolor), „Irena. 1/3 Getto”, „Irena. 2/3 Sprawiedliwi”, tłum. Małgorzata Fangrat, wyd. timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.
[4] R. Piątkowska, „Wszystkie moje mamy”, il. M. Szymanowicz, wyd. Literatura, Łódź 2013.
[5] Bikont konfrontuje ze sobą dokumenty zachowane w wielu polskich i zagranicznych archiwach z wypowiedziami samej Sendlerowej, a także innymi poświęconymi jej publikacjami (m.in. „Ta, która ratowała Żydów. Rzecz o Irenie Sendler” Haliny Grubowskiej i książki Anny Mieszkowskiej).
[6] Pełna lista publikowanych w serii książek dostępna na stronie wydawnictwa Literatura: [https://www.wyd-literatura.com.pl/serie-wydawnicze/wojny-doroslych-historie-dzieci].
[7] W marcu w serii „Czytam Sobie” wydawnictwa Egmont ukaże się książka „Kto uratował jedno życie… Historia Ireny Sendlerowej” Ewy Nowak z ilustracjami Anny Kurdziel. Na pewno możemy spodziewać się kolejnych publikacji poświęconych tej postaci.
[8] Korzystam z niezwykle trafnego, a zarazem wieloznacznego podtytułu biografii autorstwa Bikont.
[9] Podobny zabieg autorka zastosowała np. w „Piórem czy mieczem. Opowieści o Henryku Sienkiewiczu”, il. D. Łoskot-Cichocka, wyd. Literatura, Łódź 2016.
[10] Na „Trylogię Gdańską” składają się biografie słynnych gdańszczan: „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” (2011), „Ciepło-zimno. Zagadka Fahrenheita” (2011) i „Życie pod psem według Artura Schopenhauera” (2012). Później pojawiła się również seria o znanych gdańszczankach: „Którędy do gwiazd? Historia Elżbiety Heweliusz, pierwszej kobiety astronom” (2014), „Bałtycka Syrena. Historia Konstancji Czirenberg” (2014) i „Lustra Johanny. Opowieść o Johannie Schopenhauer” (2015).

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

...dziękujemy, że jesteś z nami! Już od 10 lat działamy na rzecz budowania lepszego kraju dla przyszłych pokoleń Polaków.

Naszym marzeniem jest demokratyczna, praworządna, tolerancyjna Polska, w której ludzie potrafią podać sobie rękę mimo różnic. Nie są to dla nas puste slogany. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Przy okazji naszych 10. urodzin chcielibyśmy skierować do Ciebie ważny apel. „Kultura Liberalna” ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Jeśli mamy stabilnie działać przez kolejną dekadę, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas comiesięcznymi wpłatami. W tej chwili otrzymujemy bezpośrednio od Czytelników około 12 tysięcy złotych miesięcznie, co stanowi 15 procent naszego miesięcznego budżetu. Jeśli wolno nam wypowiedzieć życzenie na 10. urodziny, chcielibyśmy, aby wkrótce było to co najmniej 50 procent. To zapewni nam bezpieczeństwo, niezależność i możliwość mądrego rozwoju.

Mamy głowy pełne pomysłów i wierzymy, że z Twoim wsparciem będziemy je mogli zrealizować; że będziemy coraz lepsi i coraz silniejsi.

SKOMENTUJ

Nr 473

(5/2018)
30 stycznia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj