Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Cenzura lubi...

[Chiny] Cenzura lubi teatr

Katarzyna Sarek

Chińskie konferencje prasowe, podczas których starannie wyselekcjonowani dziennikarze zadają kilka jeszcze bardziej starannie wyselekcjonowanych pytań, to koncentrat nudy i pustosłowia. Jednak nieprzewidywalny element ludzki potrafi wnieść odrobinę spontaniczności i życia nawet do tak niesprzyjającego środowiska.

W czasie jednej z licznych konferencji prasowych towarzyszących dorocznym obradom chińskiego parlamentu, Liang Xiangyi, młoda reporterka pracująca dla grupy medialnej Yicai, całą sobą pokazała swój stosunek do zadającej pytanie koleżanki. Koleżanka, teoretycznie reprezentantka mediów zagranicznych, choć przeczył temu typ urody, biegły chiński i nazywanie Chin „naszym krajem”, przez czterdzieści cztery sekundy zadawała pytanie z gatunku: jak to możliwe, że nasza władza jest taka mądra i skuteczna? W czasie tej przemowy stojąca przed nią Liang Xiangyi tak bardzo nie dowierzała w to, co słyszy, że straciła nad sobą kontrolę i na jej twarzy kolejno odmalowały się niedowierzanie, znudzenie i oburzenie zwieńczone spektakularnym wywróceniem oczu. Na jej nieszczęście żywiołową mimikę nagrały kamery, a ktoś wrzucił nagranie na Twittera i w inne media społecznościowe. Fala ruszyła. W ciągu kilku godzin niema konfrontacja obu pań, Liang w niebieskim kostiumie i elokwentnej koleżanki w czerwonym, stała się hitem, najpierw chińskiego, a później światowego internetu. Pojawiły się gify, memy, parodie, chińscy internauci zareagowali zadziwiająco żywiołowym entuzjazmem.

Poruszenie z powodu min dziennikarki podczas nudnego wydarzenia z oficjałami wygląda na typową internetową histerię i tworzenie jednodniowych bohaterów. Kto z nas nie był na akademii szkolnej, wykładzie czy zebraniu, podczas których nuda przybierała wręcz namacalną postać i siadała na kolanach uczestników… Każdy przecież. Ale procesy socjalizacyjne, dobre wychowanie czy chociażby wyrachowanie ścierają wtedy z naszych twarzy jakiekolwiek emocje i z kamienną twarzą trwamy aż do kresu męki. Nie wypada okazywać targających nami uczuć i pokazywać otoczeniu, co o nim właśnie myślimy. W chińskiej kulturze jeszcze bardziej dba się o ukrywanie uczuć, zwłaszcza tych negatywnych. Podczas oficjalnych okazji Chińczycy prezentują przyklejony lekki uśmiech lub neutralny i obojętny wyraz twarzy. Im ważniejsza uroczystość, tym mniej miejsca pozostaje na emocje.

Dlatego publiczne wywracanie oczami i czytelna mowa ciała wyrażająca zdegustowanie i oburzenie podczas najważniejszego wydarzenia politycznego roku tak bardzo poruszyła Chińczyków. Obrady parlamentu w Chińskiej Republice Ludowej to impreza wyreżyserowana do najmniejszego drobiazgu, jak choćby ustawianie kubków na herbatę w idealnej wyznaczonej sznurkiem linii. Nie ma tam miejsca na potknięcia, pomyłki, spontaniczne reakcje. Od Xi Jinpinga do ochroniarza na parkingu – każdy doskonale wie, co, gdzie, kiedy i jak ma zrobić. Ta przewidywalność, oczywiście cudowna dla organizatorów czy obserwatorów polityki chińskiej, sprawia jednak, że zwykłym obywatelom relacje z posiedzeń, konferencji prasowych i innych politycznych nasiadówek dostarczają tyle emocji, co transmisje zawodów szachowych lub wędkarskich. Nuda wychodzi z telewizora, staje obok i zaczyna odliczać barany. Stąd właśnie nagły szał i poruszenie minami reporterki. Młoda dziennikarka pokazała Chińczykom, że ona też ma dość, że nudzi ją spektakl, w którym bierze udział, że mierzą ją niby-pytania niby-zagraniczych mediów. Jednym słowem – przestała odgrywać zadaną jej rolę, zerwała niepisaną umowę obowiązującą ją do uczestniczenia w przedstawieniu odgrywanym przez kilka tysięcy osób na użytek półtora miliarda chińskich obywateli. Przez te kilkadziesiąt sekund pokazała swoją twarz, a nie narzuconą jej maskę.

Przypadkowe przyćmienie obrad, na którym zapadają przecież niezwykle ważne dla funkcjonowaniu państwa decyzje, i stanie się ich nieformalnym symbolem, z pewnością nie wyjdzie Liang Xiangyi na zdrowie. Po kilku godzinach cenzura rozpoczęła usuwanie feralnych nagrań z chińskiego internetu, jej nazwisko zostało ocenzurowane na komunikatorze Weibo, a niektóre źródła donoszą, że cofnięto jej akredytację i usunięto z zespołu relacjonującego obrady. Chińscy dziennikarze dostali mocny i czytelny komunikat – emocje zostawcie dla siebie. Obywatele przekonali się zaś po raz kolejny – chińskie życie publiczne nie toleruje spontaniczności, to teatr, w którym każdy ma obowiązek odgrywać swoją rolę ustaloną w zaciszu gabinetów i poza oczami publiczności.

 

* Ikona wpisu. Fot. Arian Zwegers, Zdjęcie przedstawia Plan Tiananmenn z Wielką Halą Ludową, Flickr.com, CC BY 2.0.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 479

(12/2018)
15 marca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj