Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Kocham analizy, których...

Kocham analizy, których nikt nie rozumie

Z Włodzimierzem Czarzastym rozmawiają Łukasz Pawłowski i Filip Rudnik

„Jestem chłopem z urodzenia. Dla mnie się liczy pragmatyzm. Niemal codziennie spotykam się z 3–4 profesorami, przedstawiają mi swoje wizje i one są fantastyczne, bo inna polityka jest możliwa. Tylko co dzieje się dwa lata po przedstawieniu tej wizji? Kocham analizy, których nikt nie rozumie”, mówi przewodniczący SLD.

Filip Rudnik: Kim jest przeciętny wyborca SLD?

Włodzimierz Czarzasty: W przekazie Sojuszu Lewicy Demokratycznej ważnych jest dla mnie sześć spraw i osoba, która odnajduje się w tych sześciu sprawach, powinna głosować na SLD. Nie jest prawdą, że na SLD głosują jedynie osoby starsze z przeszłością postpeerelowską. Jako partia mamy wyjątkowo równo rozłożony elektorat – widać to w badaniach.

Łukasz Pawłowski: O jakich badaniach mowa? W ostatnich wyborach poparcie dla SLD rosło proporcjonalnie do wieku wyborców. W grupie najstarszych było najwyższe.

Nie, proszę pana. Na przykład w młodym pokoleniu 3,8 proc. głosowało na SLD, a 5,1 proc. na partię Razem. O jakich różnicach mówimy?

ŁP: W grupie 60+ SLD miało kilkanaście procent poparcia.

Bieżące badania – a przeglądałem je dokładnie z tydzień temu – pokazują, że poparcie dla nas jest właściwie równe we wszystkich grupach wiekowych.

ŁP: I ile to „równo” wynosi?

Zawsze z dystansem odnoszę się do sondaży. Myślę, że najważniejszą rzeczą w badaniach są średnie i tendencje. To sprawia, że nie cieszę się jakoś specjalnie z 12 proc., ani nie martwię bardzo z powodu 4 proc. poparcia. Obecnie tendencja jest taka, że SLD jest na trzecim miejscu, za PiS i PO. Jest to o tyle ciekawe, że Sojusz jest przez własną głupotę partią pozaparlamentarną.

ŁP: Na czym ta głupota polegała? Błędem było pójście do wyborów jako koalicja czy konkretne kandydatury?

Ta głupota wynikała z trzech przyczyn. Dwie są mniej ważne, trzecia jest najważniejsza. Po pierwsze, totalnie niezrozumiała kandydatura Magdaleny Ogórek na prezydenta kraju. Oczywiście nie jest to wina Magdaleny Ogórek, tylko wina zarządu, który podjął taką decyzję. To nie była decyzja zła ani dobra, to była decyzja śmieszna. Partia może podejmować dobre albo złe decyzje, ale nie może się ośmieszać.

Druga decyzja – zła – to był ośmioprocentowy próg wyborczy. Zabrakło pół procenta i pomimo wzięcia miliona stu czterdziestu tysięcy głosów po prostu nie weszliśmy do Sejmu.

Ale praprzyczyna tego wszystkiego jest jeszcze inna: absolutna arogancja zarządu partii w stosunku do jej struktur.

ŁP: W czym to się przejawiało?

Zupełnie we wszystkim. Arogancja to jest buta, to jest niebranie pod uwagę członków i członkiń partii. To jest zakładanie, że jest się najmądrzejszym i niczego nie trzeba konsultować, że centrum mieści się w Sejmie wśród posłów, a najważniejsze rzeczy dzieją się na konferencjach prasowych. W związku z tym nikt się nie interesował tym, co robią nasi prezydenci w Rzeszowie, w Częstochowie, w Świdnicy, co robią w ogóle nasi ludzie, bo przecież tego świata nie ma.

Arogancja, zwykła arogancja. Proszę sobie spróbować wyobrazić, co by odpowiedzieli członkinie i członkowie partii, gdyby zostali zapytani, kto jest lepszym kandydatem na prezydenta: Jerzy Wenderlich czy Magdalena Ogórek; albo na przykład wiceszef Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki czy Magdalena Ogórek? Co by odpowiedzieli? Pewnie 99 proc. odpowiedziałoby, że lepszy byłby Liberadzki albo Wenderlich, ale trzeba by było zapytać, a jak się jest aroganckim, to się nie pyta, bo się wszystkich ma w dupie.

Fot. Negative Space. Źródło: Pexels.com [CC0]

ŁP: Rozumiem, że winny jest „ten, którego nazwiska nie wolno wymawiać”. Ale ten sam polityk prowadził SLD do zwycięstwa w wyborach i 40 proc. poparcia. Kiedy więc zrodziła się arogancja, o której pan mówi?

Pan ode mnie nie usłyszy ani jednego złego zdania na temat któregokolwiek polityka i polityczki lewicy, niezależnie od tego, czy jest w SLD, czy nie. Na temat żadnej partii lewicowej też złego zdania nie powiem.

To, co się stało, to był kubeł zimnej wody, który sprawił, że ludzie otrzeźwieli. Wprowadzono zmiany statutowe, które jasno mówią, że nie można wybrać szefa partii inaczej niż poprzez referendum. Drugi zapis dotyczy kandydata lub kandydatki na prezydenta – ani rada krajowa, ani zarząd nie mają w tej sprawie nic do powiedzenia, potrzeba jest zgoda większości członków. Tak samo, gdy chodzi o koalicje na poziomie parlamentu.

FR: A jak to będzie wyglądało w sprawie kandydata na prezydenta i kandydatów na radnych warszawskich?

Mamy dowolność, jeśli chodzi o koalicje i kandydatów na poziomie lokalnym. I to dobrze, bo ja w ogóle nie chcę mieć na to wpływu.

ŁP: Nie wiem, czy to do końca dobrze, bo w Siedlcach lokalne SLD chciało wejść w koalicję z partią Janusza Korwin-Mikkego i z PO.

Wtedy powinny reagować zarządy wojewódzkie i takie inicjatywy stopować. Tak jak w tym wypadku, gdzie uchwała została unieważniona. Bo jest granica rozsądku.

ŁP: Którego działaczom SLD zabrakło?

Proszę pana, nie przypilnuje pan 350 struktur powiatowych. To jest za duża partia. Na 23 tysiące członków zawsze się debil albo debilka znajdzie. Koalicji na poziomie powiatów, które nie będą nam się podobały, pewnie będzie jeszcze z pięć albo sześć, bo ta partia żyje. Jak ktoś mi mówi, że tam w Siedlcach zdarzyła się taka sytuacja niesłychana, to mówię: u ciebie się nie zdarza, bo nie masz tam nikogo – członka nie masz, członkini nie masz. Jest taka prosta zasada w polityce: nie zagłosujesz na partię, która nie ma listy w powiecie. O, to takie proste! Tylko cztery partie w Polsce są w stanie wystawić listy w 350 powiatach: PiS, PO, PSL i SLD. Nie ma żadnej innej. Można do Palladium ściągnąć wszystkich członków partii, ale jak jest ich 150, a trzeba wystawić 16 tysięcy ludzi na listach, to się nie da.

FR: Jednak coś złego pan o innych partiach lewicowych powiedział. Zjazd w klubie Palladium organizowała Barbara Nowacka.

Wie pan co, ja jestem chłopem z urodzenia. Dla mnie się liczy pragmatyzm. Niemal codziennie spotykam się z 3–4 profesorami, przedstawiają mi swoje wizje i one są fantastyczne, bo inna polityka jest możliwa. Tylko co dzieje się dwa lata po przedstawieniu tej wizji? Kocham analizy, których nikt nie rozumie.

FR: Wróćmy do tych sześciu punktów z programu SLD.

A proszę bardzo. Pierwsza sprawa: polityka historyczna, dla nas bardzo ważna. Nie ma zgody, by prawa nabyte, honor, godność ludzi pracujących do 1990 roku były w jakikolwiek sposób niweczone. Prawa nabyte są dla mnie bardzo ważne, zarówno pani, która ma podpisaną umowę w Biedronce, jak i pani, która dostaje 4 tysiące emerytury i nagle jakiś świr mówi, że będzie miała tysiąc, bo jego rozumienie racji stanu jest właśnie takie. Zatem po pierwsze: mówienie prawdy o historii.

ŁP: Taki postulat ma chyba każda partia. Trudno, by nawoływały do mówienia nieprawdy.

Ale nie każda partia mówi prawdę. Ja mówię na przykład o żołnierzach wyklętych, że to fantastyczni ludzie walczący o swoje ideały i o wolność, ale również mordercy, bo i tacy wśród nich byli, gwałciciele, bo byli tacy, złodzieje i sku***syny. Jaruzelski był dobry i zły. Nie zależy mi, by z kimś się na siłę zgadzać – ja mam swoje poglądy. Mówię to na spotkaniach, a spotkałem się z kilkunastoma tysiącami ludzi. Byłem w 170 powiatach w ostatnim roku. Niech pan to sobie policzy, odliczy soboty i niedziele, i zobaczy, ile to jest kilometrów. [Włodzimierz Czarzasty pokazuje na dużą mapę Polski wiszącą na ścianie] Widzi pan na te wszystkie kropki na mapie? Wszędzie tam byłem.

ŁP: A gwiazdki co znaczą? Że był pan kilka razy?

A nie, to kropek zabrakło.

FR: Jaki jest drugi punktu programu?

Druga rzecz to sprawy socjalne.

FR: Jak przebić PiS w sprawach socjalnych?

Sprawy socjalne nie są pisowskie, więc po co przebijać?

Trzymam kciuki za nowy projekt partii Razem. To się robi w ten sposób: zbiera się 100 tysięcy podpisów, potem składa projekt w Sejmie i Sejm ten projekt przyjmuje. Tyle.

Włodzimierz Czarzasty

ŁP: Bo PiS jest wiarygodne w swoich obietnicach.

Jeśli sytuacja finansowa jest w kraju lepsza, to powinno się przekładać na życie każdego obywatela i obywatelki. Czy do tej pory się to przekładało? No nie przekładało się za bardzo.

Weźmy wiek emerytalny. My uważamy, że wiek emerytalny powinien być na obecnym poziomie, plus dodalibyśmy jeszcze możliwość przejścia na emeryturę po 40 latach pracy dla mężczyzn i 35 latach pracy kobiet. Udokumentowanej, z wliczonymi umowami śmieciowymi i latami poświęconymi na wychowanie dzieci.

Czy sprawa obniżenia wieku emerytalnego jest sprawą pisowską czy eseldowską? Ani taką, ani taką. Sprawą socjalną, którą pomaga żyć ludziom. Liberałowie uważają, że za chwilę tych pieniędzy nie będzie, bo społeczeństwo się starzeje i tak dalej. My uważamy, że tak nie będzie, że można inaczej obciążać podatkami, uważamy, że można zrobić większy wzrost gospodarczy, że można więcej pieniędzy zarobić. Czy umiemy to robić? Umiemy. Za naszych rządów było 7 proc. wzrostu PKB.

ŁP: Ale wie pan, że to już nie wróci. Żaden kraj w Europie nie ma takiego wzrostu.

Kaczyński, jak mówił, że będzie 500+, to Rostowski mówił, że to niemożliwe. Pieniądze się znalazły. Pan jest młody, pan powinien walczyć.

ŁP: O co ja mam walczyć? O odejście na emeryturę w wieku 60 lat? A co to za atrakcja?

Będzie pan chciał pracować dalej – będzie pan pracował, ale ma pan zagwarantowaną emeryturę. Sprawa następna, socjalna: wzrost płacy minimalnej. To jest też pomysł PiS-u?

ŁP: Rosła i za PO.

Zaraz, zaraz. Ja nie krytykuję PO, ja tylko mówię o tym, z czym idziemy do wyborów. Następna rzecz: uważamy, że najniższa pensja powinna być równa najniższej emeryturze i najniższej rencie – „3×2100 złotych”. To kosztuje 20 miliardów złotych. Wiemy, skąd wziąć te pieniądze.

ŁP: Skąd?

Uważamy, że bogaci powinni płacić większe podatki, biedniejsi niższe, a progów podatkowych powinno być pięć – od 15 proc. dla tych, którzy zarabiają poniżej 30 tys. złotych rocznie, do 40 proc. dla tych, którzy zarabiają powyżej 200 tys. złotych. Dlaczego? Bo uważamy, że różnica między najwyższym wynagrodzeniem a najniższym powinna być jak najmniejsza.

FR: A 35-godzinny tydzień pracy, który proponuje partia Razem? To ma sens?

Walka o to, żeby ludziom było lepiej, zawsze ma sens. Trzymam kciuki za partię Razem. To się robi w ten sposób – zbiera się 100 tysięcy podpisów, potem składa się projekt w Sejmie i Sejm ten projekt przyjmuje. Tyle. To wystarczy zrobić. Uważam, że to jest bardzo uczciwa i fajna inicjatywa. Pomożemy im zbierać podpisy.

ŁP: Jak poproszą?

Jak poproszą. Przecież nie będziemy się narzucali!

Teraz następny punkt, bardzo ważny: państwo świeckie, czyli całkowity rozdział Kościoła od państwa. Opodatkowanie przychodów Kościoła, wyprowadzenie religii ze szkół, renegocjacja konkordatu – jeżeli się nie uda go negocjować, to jego zerwanie i dogadywanie nowego.

ŁP: Ten obecny podpisał przecież Aleksander Kwaśniewski.

No podpisał, ale SLD głosował przeciwko. Ale czy prawdziwa historycznie jest teza, że jeżeli Jan Paweł II nie zająłby stanowiska w sprawie wejścia Polski do UE, to nie byłoby kworum w referendum konstytucyjnym? To prawda. Mówią nam, że zaprzedaliśmy swoje ideały socjaldemokratyczne i oddaliśmy się Kościołowi. Powiem tak – uległość wtedy była warta wstąpienia do UE.

Ale teraz warunki się zmieniły i trzeba reagować na politykę episkopatu. Nie może być tak, że jak Kościół nie może przekonać do czegoś wiernych z ambony, to dzwoni do Kaczyńskiego i mówią: przegłosuj, bo stracisz poparcie.

FR: Monika Jaruzelska, kandydatka SLD na radną sejmiku wojewódzkiego, mówiła w „Gazecie Wyborczej”, że jej „brakuje głosu Kościoła. Takiego prawdziwie chrześcijańskiego”, bo „Kościół powinien odgrywać dziś potężną rolę w studzeniu nastrojów”.

Ale przecież jesteśmy socjaldemokratami i każdy ma prawo do swoich poglądów. 23 tysiące członków. Można myśleć, można analizować – trzeba mieć swoje przemyślenia i można je głosić.

Monika Jaruzelska jest ikoną praw byłych wojskowych. I na tym się koncentruje. Tak nawiasem mówiąc, PiS zabierze te prawa. I nie można myśleć, że to dotyczy tylko wojskowych. Dotyczy praw nadanych ludziom związanym z poprzednią epoką, chociaż PiS też ma masę takich ludzi! Dzisiaj są służby, jutro jest wojsko, potem członkowie PZPR, a na końcu nauczyciele, bo uczyli w złych czasach! Chociaż Kaczyński swojego dyplomu nie odda, bo jego akurat uczył nauczyciel, który był fajny. Stąd te zjawiska, które są ohydne! Po prostu o-h-y-d-n-e!

Tylko cztery partie w Polsce są w stanie wystawić listy w 350 powiatach: PiS, PO, PSL i SLD. Nie ma żadnej innej. Można do klubu Palladium ściągnąć wszystkich członków partii, ale jak jest ich 150, a trzeba wystawić 16 tysięcy ludzi na listach, to się nie da.

Włodzimierz Czarzasty

ŁP: Wróćmy jeszcze do episkopatu, bo czegoś tu nie rozumiem. Teraz jest pana zdaniem tak, że episkopat uzależnia poparcie dla konkretnej opcji politycznej od zrealizowania konkretnych postulatów. Co pan z tym proponuje zrobić?

Po prostu nie realizować woli episkopatu. Powiedzieć im, że są tutaj po to, żeby szerzyć wiarę, a nie po to, by realizować te czy inne postulaty.

ŁP: Nie będzie pan więc spotykać się z przedstawicielami Kościoła?

Są od tego instytucje.

ŁP: Nie będzie pan zapraszał duchownych na państwowe uroczystości?

Oczywiście, że nie będę. Proszę pana, dyrektor szkoły, jak kupuje sto ławek, to zaprasza księdza, aby je poświęcił. A jak kupuje lodówkę do domu, to też go zaprasza? To jest cynizm. On to robi dlatego, że kurator jest z PiS-u i by dostał w łeb, jeśliby księdza nie zaprosił.

ŁP: Mówi pan to w terenie i ludzie potakująco kiwają głowami?

Tak.

ŁP: A jeśli zaczną kręcić głowami, to zrezygnuje pan z tych postulatów?

Ma pan głowę napakowaną złymi informacjami na temat SLD. Wolę stracić 3 proc., niż odejść od swoich ideałów. Nie podoba ci się – nie głosuj. Nie odejdę od tego. Nie będę atakował wiary, bo to jest inna sprawa. Nie będę pytał nikogo, w co wierzy. Marzy mi się jednak państwo świeckie. To nie jest antyklerykalne. To jest marzenie o tym, że każdy robi swoje.

ŁP: Musiałby pan wyrzucić krzyż z Sejmu.

Albo dodać inne symbole wiary. I komuś to przeszkadza?

ŁP: Parę osób by się znalazło.

No i dobrze. Religię ze szkół przeniósłbym do sal przykościelnych.

Kolejny, czwarty punkt to ład konstytucyjny. Jeśli Andrzej Duda mówi: „zmieńmy Konstytucję”, to ja mu mówię: jeśli wejdziemy do Sejmu, a wejdziemy, to ja będę pierwszą osobą, która zadba o to, żeby pan miał Trybunał Stanu. Nie może być tak, że gość, który łamie tę konstytucję i łamie niezależność sądowniczą, może zmieniać Konstytucję. On będzie miał Trybunał Stanu.

ŁP: Nie będzie miał. Zbigniew Ziobro też miał mieć, a nie miał.

Ziobro nie miał, bo wtedy rządziła PO. Platforma to jest ta sama partia, w której dwa lata szefem służb był Mariusz Kamiński. Platforma to jest ta sama partia, która chce rozwiązać IPN. Kto go powołał? Platforma z PiS-em. Platforma to jest ta sama struktura, która mówi, że nie można zabierać praw nabytych. A kto w 2009 roku pokazał, że można to zrobić? Dzisiaj stoją przy nas na każdych protestach i mówią ludziom, że zawsze ich bronili. Kto – wy?!

Platforma jest niewiarygodna – w związku z tym nie ma takiego poparcia, jakie mieć powinna. Nie można rano mówić, że nie stać nas na 500+, a po południu, że rozszerzymy program na pierwsze dziecko.

ŁP: Ale tak jest i z SLD!

Niech pan da przykład.

ŁP: No chociażby obniżka podatku CIT.

To było 16 lat temu! My już za to zapłaciliśmy i przeprosiliśmy. Nie weszliśmy również za to do Sejmu.

Nie da się rządzić i nie robić błędów. Ile można się tłumaczyć z tego, że zabraliśmy dotacje dla barów mlecznych? Przeprosiliśmy za to, przeprosiliśmy za Ogórek, a Kwaśniewski przepraszał za komunizm – choć z niego taki komunista jak ze mnie słoń. A i tak mu zawsze jakiś świr powie: to przez pana! Partie, które szukają swojego miejsca na scenie politycznej – szczególnie lewicowe – będą o tym przypominały ciągle. Na ich miejscu też bym to robił, nawiasem mówiąc. To zwykła walka polityczna.

FR: Piąty punkt programu?

Silna Europa. To jedyna szansa dla Polski. Jestem przedstawicielem partii, która jest absolutnie euroentuzjastyczna – i taka będzie. Jesteśmy ortodoksyjni w tej sprawie. Włącznie z wprowadzeniem euro. Każdy, kto uważa, że po wejściu do UE w Polsce się nie polepszyło, musi być albo głupi, albo z aparatu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości. To się zresztą często nie wyklucza.

Jeszcze chcę powiedzieć, że mam wielką pretensję do swojej formacji – to jest też moja wina – że nie objęliśmy programem edukacyjnym młodzieży. Młode pokolenie nie traktuje Unii Europejskiej, jej otwartości, jako rzeczy niesłychanej – ono ją po prostu ma!

Mówię swojej córce, że jej ojciec wyjechał pierwszy raz na Zachód w wieku 27 lat. „Tato, nie stać cię było?”, pyta. Prawda, że nie za bardzo było mnie stać. Ale przede wszystkim nie dostałem paszportu. Młodzi ludzie tego nie rozumieją. To nie jest ich wina, ale nikt im tego nie tłumaczy.

ŁP: Jaki jest ostatni punkt programu?

Sprawa szósta: społeczeństwo obywatelskie. Z największą sferą swobód, jaka może być, z tolerancją, ze związkami partnerskimi, z prawem do przerywania ciąży do 12. tygodnia ciąży bez pytania. Tak nawiasem mówiąc, SLD jest jedyną partią, która dwa razy zliberalizowała prawo aborcyjne. Nikt o tym nie powie! Dwa razy przeprowadziliśmy to przez Sejm – raz zawetował Wałęsa, a raz utrącił Andrzej Zoll w Trybunale Konstytucyjnym. W głosowaniu było 3 do 3, ale jako przewodniczący składu miał decydujący głos.

Ale jakie to jest obrzydliwe, aby to przyznać! Postkomunistyczna partia po prostu zawsze walczy o prawa kobiet! Przecież żaden z tych facetów, którzy uważają, że „inna polityka jest możliwa”, tego nie powie! Nie przejdzie mu to przez gardło! Oni to wprowadzili? To niemożliwe, to ohydne. Tylko my walczymy o prawa kobiet.

Tolerancja – związki partnerskie, nie tylko dla par heteroseksualnych. Otwartość i dyskusja zawsze były w SLD. Jestem wydawcą. Zaprosiłem do Polski między innymi Naomi Klein i Benjamina Barbera. Zawsze to mówię Jackowi Żakowskiemu: gdyby to przedstawiciel młodej lewicy wydawał ich książki i ich zapraszał – czy nie byłby cudowny?

Nie da się rządzić i nie robić błędów. Ile można się tłumaczyć z tego, że zabraliśmy dotacje dla barów mlecznych? Przeprosiliśmy za to, przeprosiliśmy za Ogórek, a Kwaśniewski przepraszał za komunizm – choć z niego taki komunista jak ze mnie słoń. A i tak mu zawsze jakiś świr powie: to przez pana!

Włodzimierz Czarzasty

FR: Jest na przykład „Krytyka Polityczna”.

O właśnie! Jest. Ale jest i Czarzasty. Ale to komuch jest, cholera. On jest nieestetyczny. Czytam książki tych wszystkich odrealnionych bogów, którzy opisują codzienność. Dla nich SLD jest nieestetyczne.

ŁP: Jakich „bogów”?

Takich, którzy w ogóle nie znają życia, nie jeżdżą po miejscowościach. Widzą świat przez pryzmat Warszawy i salonu.

FR: Kawiorowa lewica?

To nie o to chodzi! Ich książki nie mają w sobie życia. Ludzie, którzy je czytają, nie rozumieją, co tam jest napisane. Jaką niesłychaną karierę zrobił raport Macieja Gduli! Dlaczego? Bo facet wyjechał z Warszawy! Pojechał do Sochaczewa. Naprawdę tam był i rozmawiał z ludźmi na ulicy. Nie, to jest niemożliwe!

ŁP: Ale co się panu w Gduli nie podoba?

Mi się w nim wszystko podoba, mówię o reakcji! Warszawski salon zafascynował się tym, że facet pojechał i opisał Polskę poza Warszawą! Gwarantuję panu, że jeśliby pan zapytał stu myślących ludzi z Sochaczewa, to powiedzieliby to samo, co odkrył Gdula: nienawidzimy Platformy, bo to marna jest partia; ważne jest dotrzymywanie obietnic; generalnie nie głosuje się na partię ze względu na jedną rzecz, ale na wiele czynników.

Dowiedziałby się pan też, że jest duża grupa wykluczonych – którzy nimi w rzeczywistości nie są – która ma aspiracje, chce się wyrwać i zagłosowali na PiS. No to się nabadał ten Gdula. Po prostu Sochaczew jęknął!

Gdula jest inteligentny, dysponuje znakomitym aparatem badawczym. Ja się nie z niego śmieję, a z reakcji. Proszę pana – TOK FM, TVN24, „Gazeta Wyborcza”, „Polityka”, bo przecież to ci sami ludzie – po prostu odkryli niezwykłą historię. Odkryli Sochaczew.

FR: Gdzie w tym społeczeństwo obywatelskie?

Społeczeństwo obywatelskie, którego podstawą jest silny samorząd. Schetyna zawiózł do Wrocławia w teczce dwóch kandydatów. Najpierw jednego, a potem drugiego. Co to ma wspólnego z samorządem? Powiedział: „słuchajcie, tu będzie Ujazdowski, partia niech się zbierze i go klepnie, a mieszkańcom mówię, że to fajny kandydat. Do widzenia”. Nigdy bym tego nie zrobił! On jeszcze mówi, że jest obywatelski! To przypomina Kaczyńskiego, który mówi, że od dzisiaj wójtowie i burmistrzowie będą zarabiali 3,5 tysiąca złotych. Przecież o tym powinni decydować obywatele, radni! PiS i Platforma mają podobne myślenie o państwie. Jedni mają lepsze garnitury, drudzy estetycznie gorsze. W głowie to samo.

Jaką niesłychaną karierę zrobił raport Macieja Gduli! Dlaczego? Bo facet wyjechał z Warszawy! Pojechał do Sochaczewa. Naprawdę tam był i rozmawiał z ludźmi na ulicy. Nie, to jest niemożliwe!

Włodzimierz Czarzasty

To jest sześć punktów, które są dla mnie ważne. Sześć punktów realizowanych jednocześnie – bo nie jest tak, że ktoś ma tylko serce albo żołądek, że ważne są tylko sprawy socjalne albo światopoglądowe. Jeśli ktoś, kto w tych sześciu sprawach widzi swoje poglądy, to niech głosuje na SLD.

ŁP: I myśli pan, że na partię, którą chce pan zrobić, jest zapotrzebowanie?

Jeżeli dziś wynika z sondaży, że dostajemy 10 proc. – co nie oznacza, że jutro nie możemy dostać 2, bo nie rozmawia pan z bufonem – to znaczy, że zapotrzebowanie jest.

ŁP: I przeszłość nie będzie problemem?

Przecież za mną ciągnie się jeszcze afera Rywina. I co mam z tym zrobić? Nic. To ludzie muszą ocenić, czy ten dziwny gość w kolorowych sweterkach ma coś do powiedzenia i czy przez półtorej godziny potrafi utrzymać uwagę sali. Ja już wiem. Potrafię.

SKOMENTUJ

Nr 488

(20/2018)
15 maja 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj