Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Do przyjaciół...

[Polska] Do przyjaciół działaczy i przyjaciółek działaczek

Piotr Trzaskowski

„Choć na demonstrację »bez polityków« ludzi ściągnąć łatwiej niż na tę »partyjną«, jej przekaz jest prosty: polityka jest brudna. Kolejna fala takich protestów ułatwi PiS-owi zwycięstwo wyborcze", mówi były dyrektor Fundacji Akcja Demokracja.

Latem zeszłego roku przez nasz kraj przetoczyła się spektakularna fala protestów w obronie samorządnego sądownictwa. Zorganizowały ją organizacje pozarządowe i ruchy społeczne, w tym KOD i – bliska mi – Akcja Demokracja. Poza estetyczną świeżością, nowatorskim wykorzystaniem komunikacji internetowej i wyprowadzeniem na ulice nowych grup społecznych cechowało ją jednoznaczne odcięcie się od partii politycznych. „To protest bez polityków” – raz po raz słyszeliśmy na wiecach.

Zniechęcanie do polityków

Doskonale rozumiem źródła takiej narracji. Niewielu jest polityków, którzy budzą dziś entuzjazm liberalnej i lewicowej części społeczeństwa. W ogóle politycy niezbyt dobrze się w Polsce kojarzą. W sondażach szacunku do profesji lokują się gdzieś między rzeźnikiem i producentem min przeciwpiechotnych. Deklaracja, że zapraszamy na protest „wyłącznie obywatelski”, gwarantuje lepszą frekwencję. Obawiam się jednak, że strategia ta w niedługiej perspektywie doprowadzi nas na manowce kolejnej klęski wyborczej. Stanie się tak z kilku powodów.

Przede wszystkim odcinanie się od polityków jeszcze bardziej obniża zaufanie do nich. Skoro nie chcemy z politykami wychodzić na ulice, skoro dzień za dniem powtarzamy, że żadnej partii i komitetu wyborczego nie popieramy, to wysyłamy komunikat, że z politykami jest coś nie tak. Może nie, że kradną i biją dzieci, ale na pewno, że mają bardzo wiele, zbyt wiele, za uszami. Że za dużo razy poszli na złe kompromisy, że na pewno się nie zmienią i że ostatecznie nie warto im zaufać.

Pamiętajmy też, do kogo docierają komunikaty organizacji pozarządowych sprzeciwiających się kolejnym szkodliwym pomysłom rządu. Polska jest podzielona. W zależności od opcji politycznej śledzimy inne media, mamy swoje bańki w mediach społecznościowych. Dlatego nasze głosy trafią wyłącznie do osób nam podobnych. Nie obniżą politycznego zaangażowania zwolenników obozu władzy. Mniej głosów dostanie opozycja, a nie PiS.

Doskonale widać do w głośnych badaniach Macieja Gduli. To właśnie elektorat PO, Nowoczesnej i lewicy jest najbardziej rozczarowany i zniechęcony do polityki. Bicie w Schetynę jak w bęben, choć zwykle słuszne, tylko ten problem pogłębia.

Zniechęcanie do politycznego aktywizmu

Wrzucenie głosu do urny to jednak tylko ukoronowanie miesięcy kampanii. A najskuteczniejsza kampania wyborcza to taka, w której przekonuje się innych w twarzą w twarz. Stąd sławne uściski ręki kandydatów krążących po kraju. Tylko czasu kandydata nie wystarczy na spotkanie ze wszystkimi wyborcami.

To właśnie elektorat PO, Nowoczesnej i lewicy jest najbardziej rozczarowany i zniechęcony do polityki. Bicie w Schetynę jak w bęben, choć zwykle słuszne, tylko ten problem pogłębia.

Piotr Trzaskowski

Dlatego na rzecz partii czy komitetu wyborczego powinni działać aktywiści, członkowie partii lub po prostu wolontariusze. Nie zastąpią ich płatni roznosiciele ulotek czy firmy reklamowe, które zasypią płoty i mury naszych miast wyborczym śmieciem. Sąsiadowi, który zdziera buty dla sprawy, zaufam prędzej niż aktorce z telewizyjnego spotu. Taka mobilizacja wyborcza to norma w kampaniach wyborczych w krajach anglosaskich. Nie wiem, czy polskie partie polityczne są na nią organizacyjnie i mentalnie gotowe, lecz nawet gdyby były, to bez wolontariuszy rady nie dadzą. Kopanie coraz głębszego rowu między partiami politycznymi i działalnością społeczną liczbę chętnych do takiego zaangażowania z pewnością zmniejszy.

Co jest dobrą strategią

„Żadna z rzeczy, które ten ruch chce osiągnąć, nie stanie się, jeśli w rządzie nie będziemy mieli odpowiednich ludzi”, powiedziała dla brytyjskiego „Guardiana” Vanessa Wruble – dyrektor organizacji March On, która zorganizowała Marsz Kobiet na Waszyngton tuż po wyborczym sukcesie Trumpa. Niby to nic odkrywczego, ale dla zbyt wielu polskich aktywistów i aktywistek myśl o wsparciu partii lub kandydata pozostaje bardzo odległa.

Możemy kontynuować business as usual i wykorzystać czas do wyborów parlamentarnych na bronienie niezależności kilku instytucji lub chroniąc parę miejsc przyrodniczo cennych. W ten sposób może nam się udać zmienić ćwierć złej ustawy lub o parę miesięcy odwlec katastrofę, jak było w przypadku sądów.

Pozostaje pytanie, czy w perspektywie kilku lat to najlepsza strategia, by zrealizować cele, które mamy na sztandarach: wzmocnienie demokracji, ochronę klimatu i praw człowieka czy zmniejszenie nierówności społecznych. Myślę, że nie. Co nam po silnych i „bardzo odrębnych od zgniłej polityki” organizacjach i ruchach społecznych, kiedy kolejne wybory wygra PiS (lub PiS wraz z nacjonalistami)?

Obawiam się, że jeszcze jedna kadencja z Jarosławem Kaczyńskim u sterów i będziemy mogli z rozrzewnieniem wspominać, choć w wielu obszarach fatalne, czasy tuskowej ciepłej wody w kranie. W ciągu kilku lat sądy naprawdę mogą zacząć orzekać po myśli polityków, także w sprawach z udziałem aktywistów i aktywistek. Spadnie liczba mediów, które opowiedzą inną niż oficjalna wersję rzeczywistości. Partia rządząca, na wzór Węgier i Turcji, wzmocni się ekonomicznie, rozbudowując grono „swoich” oligarchów. A później, jak na Węgrzech, pozostanie nam się zastanawiać nie nad tym, kto wygra wybory, ale czy PiS uzyska konstytucyjną większość.

Ćwierć zmienionej ustawy czy kolejne cztery lata rządów PiS-u? Nie mam wątpliwości, co jest lepszą strategią realizacji celów statutowych organizacji i ambicji postępowych ruchów społecznych. Wymaga jednak wyjścia daleko poza granicę komfortu, porzucenia antypartyjnej retoryki, a w może nawet mniej lub bardziej otwartego wsparcia którejś z partii opozycyjnych. Paleta potencjalnych działań jest szeroka. Kolejna rytualna kampania profrekwencyjna nie wystarczy.

Nie trzeba zakładać partii

Paleta sposobów zaangażowania aktywisty i aktywistki w politykę partyjną jest szeroka. I nie trzeba od razu wchodzić na listę kandydatów. W NGO-sach jesteśmy ekspertami i ekspertkami w swoich dziedzinach, czyli mamy wiedzę potrzebną politykom do budowania programów. Czasem, szczególnie w lokalnych społecznościach, mamy też autorytet, który przekona wielu, by głosować w dany sposób. Zdarza się, że lepiej od zawodowych polityków wiemy, jak się zwracać do obywateli, by skłonić ich do zaangażowania społecznego, by rekrutować i organizować wolontariuszy na potrzeby kampanii. Niektórzy z nas mają dostęp do licznych list mailingowych i silnych kont w mediach społecznościowych.

Co nam po silnych i „bardzo odrębnych od zgniłej polityki” organizacjach i ruchach społecznych, kiedy kolejne wybory wygra PiS (lub PiS wraz z nacjonalistami)?

Piotr Trzaskowski

Niechęć do robienia tego w ramach partii politycznej też nie jest wymówką. Zeszłej wiosny w Wielkiej Brytanii lewicowy ruch społeczny Momentum samodzielnie prowadził kampanię wyborczą na rzecz Partii Pracy, pozostając poza strukturami partii. Działaczki z USA planują to samo. „Rok temu mieliśmy miliony osób maszerujących po ulicach” – opowiada Linda Sarsour – kolejna z organizatorek antytrumpowego Marszu Kobiet. „Teraz planujemy zaprowadzić tych samych ludzi, a także ich przyjaciół, do lokali wyborczych w 2018 roku”.

Doskonale rozumiem, że zaangażowanie w wyborczą grę niesie za sobą realne zagrożenia dla samych organizacji i ruchów społecznych. Co nam jednak po tych instytucjach, kiedy PiS zdobędzie konstytucyjną większość, zagłodzi niezależne media, odetnie większość źródeł finansowania organizacji i pozostanie nieczuły na głos społeczny niepochodzący z grona zadeklarowanych zwolenników tej partii?

Oczywiście, możemy, przyjaciele i przyjaciółki z ruchów społecznych, spożytkować następne półtora roku na tłuczenie po głowie polityków, którzy nie w 100 proc. reprezentują nasze wizje Polski lub na narzekanie, że PO jeszcze nie stała się nowoczesną lewicą. Obawiam się jednak, że w jesienny wieczór 2019 roku skończy się to głębokim poczuciem beznadziei i coraz mniej śmiesznymi rozmowami o kierunku emigracji.

 

* Powyższy tekst jest prywatną opinią autora i nie musi odzwierciedlać poglądów redakcji

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Kultura Liberalna.

SKOMENTUJ

Nr 489

(21/2018)
25 maja 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj