Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > W cieniu warszawskiej...

W cieniu warszawskiej syrenki. Recenzja książki „Warszawiacy” Małgorzaty i Marty Ruszkowskich [KL dzieciom]

Krzysztof Rybak

Przed nami kolejny zbiór biografii dla dzieci, tym razem prezentujący osoby związane ze stolicą Polski. Mimo interesującej szaty graficznej i ciekawej treści, po lekturze „Warszawiaków” pozostaje pewien niedosyt.

Ostatnie lata na polskim – i nie tylko – rynku wydawniczym to zdecydowany wzrost popularności literatury non-fiction. Sukcesy „Map” Aleksandry i Daniela Mizielińskich, „Pszczół” (i zapewne niebawem również „Drzew”) Piotra Sochy czy biograficznych opowieści Anny Czerwińskiej-Rydel są najlepszym tego potwierdzeniem. Obok przyrody, techniki i kosmosu to sylwetki bardziej lub mniej znanych postaci historycznych coraz szybciej – w dużej mierze za sprawą Czerwińskiej-Rydel – zapełniają księgarniane półki. Po „Damach, dziewuchach, dziewczynach” Anny Dziewit-Meller, „Opowieściach na dobranoc dla młodych buntowniczek” i podobnych zbiorach prezentujących warte poznania osobistości, „Warszawiacy” Małgorzaty i Marty Ruszkowskich, mimo świetnego pierwszego wrażenia, nie wywołują niestety zachwytu.

Z zaprezentowanych w książce życiorysów można dowiedzieć się wielu ciekawostek – nie tylko dotyczących poczynań królów, działalności naukowców i artystów, ale też konkretnych miejsc Warszawy, najczęściej nadal obecnych w tkance miasta. Dzięki temu czytelnicy poznają Franciszka Fiszera (pierwowzór Pana Kleksa!), spacer po Starym Mieście doprowadzi ich do domu meteorologa Antoniego Magiera, a fragment „Lalki” Bolesława Prusa pozwoli odkryć, jak widziano Warszawę ponad sto lat temu. Mimo licznych interesujących fragmentów i porywającego języka motyw przewodni bardzo luźno spaja wszystkich „bohaterów”, ponieważ ich „warszawskość” jest raczej drugorzędna: na pierwszy plan wybijają się informacje ogólne: odkrycia, przedsięwzięcia, ciekawostki z życia, nie zawsze związanego wyłącznie ze stolicą. Zaledwie kilkoro bohaterów to warszawiacy do szpiku (choćby Bolesław Prus czy Julian Różycki).

Każda postać – lub związana ze sobą para – zostaje zaprezentowana na kilku stronach. Po krótkiej opowieści wprowadzającej w realia epoki, aktywność zawodową i związek wybranej osoby z Warszawą czytelnik natrafia na biogram zbliżony do encyklopedycznego hasła. Tekst dopełnia ilustracja, często bardzo rozbudowana znaczeniowo. Zestawienie ze sobą intrygującej, wciągającej narracji literackiej ze standardowym biogramem rozbija niestety proces lektury, przeplatając wartką historię wpisami przypominającymi czasem Wikipedię. Ponadto przygotowane sylwetki nakreślone są w sposób skrótowy (przeważnie jest to strona, zdarza się i pół strony), przez co autorka nie pozwala czytelnikowi poznać lepiej życia warszawskich „celebrytów”, a jedynie sygnalizuje, że kiedyś w stolicy mieszkała pewna osoba.

Decyzja o skrótowym przedstawieniu wielu postaci to rozwiązanie, które w mojej ocenie negatywnie wpływa na doświadczenie czytelnicze. W zestawieniu ze świetnym językiem, którym posługuje się autorka, opowiadając nawet o najdawniejszych czasach w sposób interesujący, wciągający czytelnika w realia epoki i zbliżający do znanych warszawiaków za pomocą kilku trafnych zdań, krótka forma wpisów pozostawia pewien niedosyt. W porównaniu z innymi zbiorowymi biografiami dla dzieci, poświęcenie Julianowi Tuwimowi dwóch stron, a Marii Skłodowskiej-Curie i Fryderykowi Chopinowi strony tekstu jest zaskakujące i rozczarowujące. Może warto było zrezygnować z „mniej” warszawskich warszawiaków i dać szansę innym, nie tak znanym postaciom na zaistnienie w świadomości czytelnika?

Podobnie o samej Warszawie, w której mieszkali (chociaż przez chwilę) bohaterowie książki, czytelnik nie dowie się wiele. Wydawca „Warszawiaków” proponuje książkę dzieciom w wieku powyżej siedmiu lat. Biorąc jednak pod uwagę jej skrótowy charakter, wydaje się, że publikację przygotowano dla młodszych odbiorców, prowokując ich do myślenia o mieście jedynie przez pryzmat mieszkańców, a nie budynków czy siatki ulic. „Warszawiacy” są do tego dobrym wprowadzeniem i na tym niestety poprzestają.

Wątpliwe są pewne wybory autorskie (redaktorskie?) dotyczące tłumaczenia trudnych słów, które wyszły już z użycia. O ile czytelnik może się dowiedzieć, czym były koafiury („fryzury, najczęściej kobiece”), o tyle pamflety, surduty, tiurniury i inne nieczęsto używane współcześnie słowa pozostają bez wyjaśnienia. Podobnie zastanawiające jest, że na kartach „Warszawiaków” nie znajdziemy postaci współczesnych czytelnikowi: najbliższy nam jest Janusz Stanny (datowany na 2010 rok), poprzedza go rzeźbiarka Ludwika Nitschowa (1981). Warszawa jawi się więc w książce sióstr Ruszkowskich jako miasto pozbawione współczesnej werwy i pędu ku przyszłości. Czy rzeczywiście trudno znaleźć dzisiaj warszawiaków, którzy w XXI wieku są mocno związani ze stolicą? Czy nie warto wspomnieć o Joannie Rajkowskiej i jej palmie w Alejach Jerozolimskich? Może Jacek Dehnel byłby przykładem współczesnego dandysa? O ile dobór konkretnych bohaterów to decyzja autorki i można się z nią zgadzać lub nie, to fakt niemal całkowitego zignorowania współczesności jest trudny do zrozumienia.

Mimo wielu uwag dotyczących warstwy tekstowej, muszę przyznać, że ilustracje są zdecydowanym atutem publikacji. Nie są to proste, realistyczne przedstawienia, jakich można spodziewać się po książce historycznej. Marta Ruszkowska stanęła na wysokości zadania, prezentując „Warszawiaków” w sposób symboliczny, otoczonych budynkami stolicy i elementami życia codziennego epoki. Forma szalonego, pełnego intensywnych barw kolażu sprawia, że na miasto można spojrzeć z nowej perspektywy. Bez tego „Warszawiacy” prawdopodobnie zginęliby w gąszczu kolejnych zbiorowych biografii dla młodego czytelnika.

 

Książka:

Małgorzata Ruszkowska, „Warszawiacy”, il. Marta Ruszkowska, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2018.

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 498

(30/2018)
24 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj