0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Dlaczego Trump krzyczy...

Dlaczego Trump krzyczy na Iran

Jagoda Grondecka

Liderzy Stanów Zjednoczonych oraz Iranu, prezydenci Donald Trump i Hasan Rouhani, wymienili kolejną serię wzajemnych pogróżek. Tym razem Rouhani, podczas wystąpienia telewizyjnego, zaapelował do Trumpa, by ten „nie igrał z ogonem lwa”, dodając, że „wojna z Teheranem będzie matką wszystkich wojen”. Trump odpowiedział gniewnym tweetem, którego capslockowa maniera błyskawicznie przysporzyła mu popularności.

Choć nie jest to pierwsza taka sytuacja, eskalacja napięcia między Waszyngtonem a Teheranem może mieć – także dla Polski – dramatyczne konsekwencje. W politycznej retoryce Donalda Trumpa Iran funkcjonuje jako przedłużenie koncepcji „osi zła” prezydenta George’a W. Busha. W trwającej od 1979 roku wendecie między Stanami a Iranem, można dojść do wniosku, że Iran w oczach Trumpa to, obok Korei Północnej i Iraku, ostatni kraj znajdujący się na nakreślonej przez Busha czarnej liście. Saddam Husajn został obalony w brutalny sposób, a z Kim Dzong Unem Trump podpisał porozumienie, określone przez amerykańskiego prezydenta jako „historyczne”.

Obecne działania Białego Domu wobec Iranu do złudzenia przypominają kroki, które Amerykanie podejmowali przed inwazją na Irak: wycofanie się Trumpa z umowy nuklearnej, nakładanie na Iran kolejnych sankcji, nawoływanie do przeprowadzenia nowej rewolucji podczas protestów w Iranie na przełomie 2017 i 2018 roku oraz przesączone hipokryzją uwagi na temat poszanowania dla praw człowieka. Wreszcie przekonywanie światowej opinii publicznej, że Iran ma broń masowego rażenia lub dąży do tego, żeby wejść w jej posiadanie. Niestety, świat wciąż wydaje się nie doceniać ignorancji USA w tej materii. Amerykańscy dyplomaci nie pracowali w Teheranie od czasu zakończenia słynnego kryzysu zakładniczego w 1981 roku. Z tego powodu wiedza amerykańskich polityków i biznesmenów na temat Iranu jest nie tylko niewielka, ale pochodzi z możliwie najbardziej paranoicznych źródeł. Mowa o głosach saudyjskiej monarchii, izraelskiego premiera oraz irańskiej diasporze w Stanach, która darzy Islamską Republikę dużą niechęcią. Wobec głębokiego niezrozumienia problemu przez Stany Zjednoczone, łatwo jest im nakreślić obraz Teheranu jako regionalnego awanturnika.

Rosyjska ruletka

Nie bez powodu kwestia irańska wróciła na agendę Trumpa tuż po spotkaniu z Władimirem Putinem w Helsinkach. W analizie polityki Trumpa wobec Iranu nie mają wielkiego znaczenia górnolotne hasła o prawach człowieka i teokratycznej dyktaturze (ani też retoryka o „Wielkim Szatanie”, jak poetycko irański reżim określa Stany Zjednoczone). Chodzi o zgoła inne pojęcia: Brent i WTI – jak nazywają się dwa najważniejsze gatunki ropy oraz o wykresy, przedstawiające ich ceny na światowych rynkach.

Wobec głębokiego niezrozumienia problemu przez Stany Zjednoczone, łatwo jest im nakreślić obraz Iranu jako regionalnego awanturnika.

Jagoda Grondecka

Dzięki podpisanej w 2015 roku umowie nuklearnej, o której pisaliśmy TUTAJ, Iran mógł powrócić na rynek ropy naftowej. Jest to gracz niebagatelny, posiada bowiem trzecie największe udokumentowane złoża ropy na świecie i największe rezerwy wszystkich węglowodorów. Jego powrót na światowe giełdy zaowocował natychmiastowym obniżeniem cen ropy, na czym straciła Rosja, w związku z uzależnieniem gospodarki tego kraju od eksportu węglowodorów sięgającym nawet 98 procent. Irański wiceminister do spraw ropy, Mohsen Kamsari, zapowiedział, że Iran zamierza odzyskać swój udział w europejskim rynku, wracając do stanu sprzed nałożenia sankcji. To oznaczałoby znaczne zwiększenie wydobycia (wbrew polityce innych państw OPEC) wprowadzenie dumpingowych cen oraz frontalną konfrontację z Rosją. Jednym z beneficjentów powrotu irańskiej ropy na rynki była Polska. Zarówno Orlen, jak i Lotos podpisały jednorazowe kontrakty na dostawę surowca pochodzącego z Iranu, rozważając zawarcie umów długoterminowych. Tylko do płockiej rafinerii dotarło 130 tysięcy ton ropy typu Iranian Light – która jest lżejsza od rosyjskiej, zawiera mniej siarki i uzyskała świetne wyniki w testach przeprowadzonych przez polski koncern.

Poza aspektem gospodarczym, w wymiarze politycznym, dywersyfikacja dostaw surowców jest nie do przecenienia. O tym, jak groźne jest uzależnienie od importowanej ropy, można przekonać się na przykładzie Stanów Zjednoczonych. Dostęp do importowanej ropy jest fundamentalnym składnikiem amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego, a podpisana w 1945 roku przez oba państwa bezprecedensowa umowa „ropa za ochronę”, do dziś kształtuje relacje amerykańsko-saudyjskie. Zależność Stanów – mimo wysiłków, by zwiększać wydobycie własnego surowca, między innymi poprzez odwierty na Alasce – od relatywnie taniej importowanej ropy ciągle rośnie. Doktryny Trumana, Eisenhowera i Nixona opierały się na obronie Arabii Saudyjskiej, przymykając oko na hojne wsparcie, którego Rijad udziela światowym organizacjom terrorystycznym, eksportując przy tym fundamentalistyczną wersję islamu. Także Trump zdaje się pominął ten aspekt, kiedy podpisywał z Saudyjczykami rekordowe kontrakty zbrojeniowe. Warto dodać, że Amerykanie obecnie nie kupują od Saudyjczyków dużych ilości surowców – ich celem jest wywieranie wpływu na cenę ropy i utrzymanie mechanizmu petrodolara.

Ropa czyni silnym; zależność czyni słabym

Europa powinna z amerykańskiej historii wyciągnąć lekcję, tymczasem nasze uzależnienie od rosyjskich surowców rośnie. 37 procent importowanego gazu, 30 procent ropy i 30 procent węgla w Unii Europejskiej pochodzi od jednego dostawcy – Rosji. Zagrożenie wynikające z takiego uzależnienia stało się jasne, kiedy w 2006 i 2007 roku. Moskwa wstrzymała swoje dostawy dla Ukrainy – głównego państwa tranzytowego na rynek europejski. Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie zasoby tych surowców na naszym kontynencie, niemożliwe jest, żeby UE stała się samowystarczalna energetycznie. Kluczowym aspektem unijnej polityki energetycznej powinna stać się dywersyfikacja źródeł dostaw, która wzmocni europejskie bezpieczeństwo. Bez względu na nasze sympatie, największymi zasobami ropy i gazu dysponują państwa, w których historii już występowały silne wstrząsy polityczne lub w których istnieje wszelki potencjał, by stało się to w przyszłości. Stosunkowo stabilny reżim w Iranie i jego gigantyczne, eksploatowane dotychczas w niewielkim stopniu zasoby mogłyby przyczynić się do urozmaicenia europejskiego portfela importowego – na czym Unia nie tylko skorzystałaby finansowo, ale i politycznie, poprzez wywieranie presji na Rosję.

Rosnące uzależnienie Europy od dostaw węglowodorów z Federacji Rosyjskiej może stanowić poważniejsze zagrożenie bezpieczeństwa międzynarodowego niż polityka Trumpa wobec NATO.

Jagoda Grondecka

Tymczasem Trump robi, co może, by zablokować powrót Iranu do ekstraklasy światowych eksporterów surowców. Po wycofaniu się z porozumienia nuklearnego Biały Dom ogłosił, że eksport ropy z Iranu powinien zostać ograniczony do zera, a na wszystkie państwa, które będą kupować ropę od ajatollahów, od listopada zostaną nałożone amerykańskie sankcje gospodarcze. Prezydent Rouhani odpowiedział w absolutnie przewidywalny sposób: grożąc blokadą cieśniny Ormuz na głównej trasie eksportu, co oznaczałoby, że ropa żadnego z państw Zatoki nie trafi na europejskie rynki.

Rosnące uzależnienie Europy od dostaw węglowodorów z Federacji Rosyjskiej może stanowić poważniejsze zagrożenie bezpieczeństwa międzynarodowego niż polityka Trumpa wobec NATO. Ze względu na swoje geopolityczne położenie i strukturę gospodarczą Polska powinna szczególnie uważnie wsłuchiwać się w język, jakim Trump mówi do Iranu. Świadomie lub nie, zakręcając irański kurek z ropą, Trump wyświadcza Putinowi ogromną przysługę. Europejskie państwa mogą występować do USA o wyłączenie spod sankcji i walczyć o dalsze sprowadzanie ropy z Iranu. W przeciwnym razie z rozgrywek Trumpa obronną ręką wyjdzie jedynie Gazprom.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Flickr.com

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 498

(30/2018)
25 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj