Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Protesty opozycji] Nie...

[Protesty opozycji] Nie każdy powinien być Klementyną Suchanow

Łukasz Pawłowski

„Dziś każdy powinien być Klementyną Suchanow”, pisze w komentarzu dla „Gazety Wyborczej” Magdalena Środa. Ma być „zdeterminowany, bez strachu i przekonany, że albo teraz, albo nigdy”. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co to właściwie znaczy.

Co konkretnie mają robić te rzesze „Klementyn Suchanow”? Pisać na każdym murze „sądy pomścimy”? Spuszczać benzynę z samochodów polityków PiS-u? Obrzucać farbą ich biura poselskie lub zatykać zamki drzwi wejściowych klejem szybkoschnącym? Rzucić pracę lub – jeśli pracują w urzędach lub spółkach skarbu państwa – pracować jak najgorzej? Ignorować wszelkie decyzje sądów, a mandaty wypisywane przez policję palić na oczach funkcjonariuszy? Czego chce od Polaków pani profesor i – co najważniejsze – na jaki efekt liczy?

W dyskusjach na temat tak zwanego obywatelskiego nieposłuszeństwa, którego symbolem jest od niedawna Klementyna Suchanow, to właśnie brak odpowiedzi na to pytanie najbardziej rzuca się w oczy. Zamiast zastanawiać się tylko i wyłącznie nad tym, czy policja powinna, czy nie powinna zakuwać w kajdanki kogoś, kto pisze sprayem po budynku Sejmu, ja chciałbym wiedzieć, po co ten ktoś robi tę konkretną rzecz? Jaki jest w tym wypadku najlepszy możliwy scenariusz? Wyobraźmy sobie, że Suchanow przedziera się przez szpaler policji, pisze nie raz, a dziesięć razy to samo zdanie. Że to samo, tylko od wewnątrz robi przewieziony w bagażniku posłanki Joanny Schmidt Paweł Kasprzak. I co? Ludzie nagle przestaną popierać PiS, Grzegorz Schetyna zacznie budzić zaufanie, a posłowie i senatorowie PiS-u wyjdą z budynku parlamentu z rękoma podniesionymi do góry?

Ale załóżmy, że zgodnie z życzeniem profesor Środy w kraju pojawiają się tysiące osób tak zdeterminowanych jak Klementyna Suchanow. Załóżmy, że antyrządowe hasła wypisują na murach, okupują sądy, urzędy i siedziby państwowych banków, wdzierają się do budynku telewizji publicznej, blokują drogi, tory, stacje benzynowe, a nawet pasy startowe na lotniskach – krótko mówiąc, paraliżują kraj. Co wtedy? Czego mogą się domagać? Przecież nie odnowy życia publicznego, sprawiedliwości społecznej, poprawy relacji z Unią Europejską czy odwrócenia wszystkich ustaw zagrażających porządkowi demokratycznemu. To cele zbyt ogólne i mgliste, a ich realizacja musiałaby potrwać miesiące, jeśli nie lata. Mogą domagać się tylko jednego – odsunięcia PiS-u od władzy, a zatem przyspieszonych wyborów. Kto w nich zwycięży? Zapraszam do lektury sondaży. W jednym z najnowszych, przeprowadzonym pod koniec czerwca przez Ibris dla Onetu, PiS notuje największy wzrost poparcia i z wynikiem 37,8 procent wygrywa wybory do Sejmu.

W odróżnieniu od czasów PRL i pierwszej „Solidarności” – do których tak lubią nawiązywać pamiętający te czasy przeciwnicy rządu – ostatecznym celem opozycji nie jest wymuszenie na władzy ustępstw, ale jej całkowita zmiana. Jak ta zmiana ma się dokonać? Mam nadzieję, że przynajmniej w tej kwestii wszyscy się zgadzamy – w drodze wyborów, a nie zamachu stanu. Jeśli tak, to niezależnie od tego, jakich metod protestu nawołują przeciwnicy rządu, opozycja musi zdobyć dla swojej oferty większościowe poparcie. Nie ma drogi na skróty.

SKOMENTUJ

Nr 498

(30/2018)
27 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj