Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Przerwać spiralę wykluczenia....

Przerwać spiralę wykluczenia. Recenzja komiksów „Jane, lis i ja” oraz „Obiecanki” [KL dzieciom]

Agnieszka Doberschuetz

Mimo że etymologicznie nazwa nasuwa skojarzenia z komedią, od dawna powstają komiksy obrazujące nawet najbardziej poważne treści. Albumy „Jane, lis i ja” oraz „Obiecanki” udowadniają, że pozorne niedopasowanie do tematyki medium może działać wyjątkowo sugestywnie.

Za sprawą wydawnictwa Kultura Gniewu trafiły do mnie dwa obrazy – bo bywa, że komiks to nie tylko rysunkowa historyjka, a prawdziwe dzieło sztuki w formie książki. I za takie uznaję zarówno „Jane, lis i ja” autorstwa Fanny Britt i Isabelle Aresenault, jak i „Obiecanki” Agnieszki Świętek.

Powieści graficzne będące spójnym połączeniem rysunku i literatury (jedno w oderwaniu od drugiego nie jest czytelne, nie istnieje) to medium o bardzo szerokim spektrum możliwości tematycznych. Od dawna już historyjki obrazkowe nie są zarezerwowane, jak pierwotnie, wyłącznie dla tematyki lekkiej, satyrycznej. Okazuje się, że obrazami (okraszonymi minimum dialogów) można niezwykle sugestywnie oddać trudne tematy. Takie, o których właśnie trudno mówić. Na które brakuje słów. Które powodują, że komunikacja ze światem kuleje. Zauważmy, że osoby w najcięższych momentach życia często zamykają się w sobie, unikają rozmów na bolesne tematy, o uczuciach (być może nawet nie potrafią ich nazwać…). A mimo to WIDZIMY, że coś jest nie tak, że ktoś cierpi.

Jednak bez ROZMOWY trudno się z problemem uporać – co pokazuje zarówno historia Heleny (z „Jane, lis i ja”), jak i bohaterki „Obiecanek”. Żadna z dziewcząt nie mówi otwarcie, co ją gryzie. Nie chce obarczać rodziny swoimi problemami, obawia się braku zrozumienia albo udaje sama przed sobą, że problemu nie ma. A brak rozmowy pogłębia niezrozumienie, generuje niepotrzebne konflikty i frustracje.

Helena z niewiadomych powodów staje się obiektem drwin rówieśników. Nie jest od nich w niczym gorsza, a jednak taka się czuje. Powstaje samonakręcająca się spirala wykluczenia – szyderstwa wymierzone w osobę Heleny powodują, że dziewczynka zamyka się w sobie coraz bardziej, coraz mocniej w siebie wątpiąc. Mimo zapewnień lekarza, uważa, że jest gruba. Wierzy, że zasługuje na odrzucenie, że nawet tytułowy lis, którego spotyka podczas szkolnej wycieczki, musi być chory (jak sugeruje okrutna koleżanka), skoro szuka z nią kontaktu.

Od smutku i wyalienowania Helena ucieka w literaturę, do przygód ulubionej postaci Jane Eyre, doświadczanej przez los nieszczęśnicy, z którą podświadomie się utożsamia. Czy taka fikcyjna pocieszycielka wystarczy na długo? Czy historia Heleny, podobnie jak jej ulubienicy Jane, będzie miała szczęśliwe zakończenie? Tego nie wiemy, choć pod koniec opowieści pojawia się promyczek nadziei w postaci ciepłych kolorów ożywiających komiks.

Niedopowiedziane jest również zakończenie „Obiecanek” – utrzymanej w skali szarości opowieści obrazkowej o cierpieniu w ciszy. Tu cierpią aż trzy bohaterki: dwie siostry i ich mama. Każda na swój sposób, każda bardzo po ludzku, choć otrzymały od autorki antropomorficzne postacie szopów praczy. Samotna mama najwyraźniej nie może otrząsnąć się po rozwodzie, zaniedbując siebie, córki, codzienność. Choć bardzo się stara, niemoc i żal (depresja?) są od niej silniejsze. W tej sytuacji opiekę nad młodszą, nie do końca świadomą i idealizującą nieobecnego ojca siostrą, przejmuje siostra starsza. Zdolna i sumienna w szkole. Pozornie silna, spokojna, pozornie pogodzona. Zła na ojca deklaruje, że nie chce go znać, widywać, że go nie potrzebuje. Ale w głębi serca czeka. Skąd to wiemy? Każde wspomnienie taty to kolorystyczny akcent w tej czarno-białej historii.

Kolor żółty kojarzy się ze słońcem, ciepłem, ożywieniem. Na każde wspomnienie taty i o tacie, pojawia się żółty refleks – złote światło, słoneczniki, kraciasta koszula ojca. Budzi się cicha tęsknota i nadzieja, bo przecież tata obiecał, że odwiedzi córki…

Pojawia się też kolejny żuraw origami w pokoju bohaterki. Dziewczynka – podobnie jak Helena wykluczona ze środowiska rówieśników – w zaciszu swojego pokoju, samotnie składa dziesiątki żurawi origami. Sprawia to wrażenie obsesyjnej katatonii, mechanicznej powtarzalności, stanu zawieszenia. Ale może też symbolizować, jak w tradycji japońskiej, skąd przecież pochodzi sztuka origami, nadzieję na happy end: podobno gdy ktoś złoży tysiąc papierowych żurawi, spełni się jego najskrytsze życzenie. Czy spełni się też złożona przez tatę obietnica?

 

Książki:

Fanny Britt, Isabelle Aresenault „Jane, lis i ja”, tłum. Zespół, wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2018.
Agnieszka Świętek, „Obiecanki”, wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2018.

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 507

(39/2018)
25 września 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj