0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Wolność prasy po...

Wolność prasy po saudyjsku

Rafał Wonicki

Na świecie w ubiegłym roku zginęło 65 dziennikarzy z czego 39 zabito celowo w zamachach, 26 zginęło między innymi podczas raportowania sytuacji z terenów ogarniętych wojną.

Dziennikarze odsłaniający kulisy rządowych interesów w krajach, zwłaszcza mniej demokratycznych, muszą nieustannie pamiętać o tym, że pisanie prawdy naraża ich, a często także ich bliskich, na śmierć. Są oni coraz częściej ofiarami celowych zabójstw, tak jak to było w przypadku amerykańskich reporterów Daniela Pearla, Jamesa Foleya i Stevena Sotloffa zabitych przez islamistów w 2002 roku; albo rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej, którą w 2006 roku znaleziono zastrzeloną w jej mieszkaniu w Moskwie, czy Javiera Valdeza, który pisał o mafiach narkotykowych w Meksyku i został zabity w 2017 roku. W równie brutalny sposób na świecie w ubiegłym roku zginęło 65 dziennikarzy, z czego 39 zabito celowo w zamachach, zaś 26 zginęło między innymi podczas raportowania sytuacji z terenów ogarniętych wojną.

Na tym tle wyróżnia się szokujące i brutalne morderstwo dziennikarza „Washington Post” Dżamala Chaszodżdżiego. Gdy ponad miesiąc temu przybył on do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Turcji, by odebrać dokumenty potrzebne mu do sfinalizowania swojego ślubu, czekało tam na niego kilkanaście osób wysłanych z Arabii. Został on poddany torturom, a następnie, zgodnie z najnowszymi przypuszczeniami, poćwiartowano jego ciało i w furgonetce wywieziono je z placówki. Bezczelny i brutalny czyn odbił się głośnym echem w świecie i może poważnie zagrozić relacjom Arabii Saudyjskiej z krajami zachodnimi.

Wciąż nie wiadomo, jakie były motywy mordujących Chaszodżdżiego sprawców i czy działali oni na rozkaz obecnego władcy Arabii Saudyjskiej, księcia Mohammada bin Salmana, czemu zaprzeczają oficjalne saudyjskie źródła rządowe. Może przekonanie o własnej pozycji na Bliskim Wschodzie i wyraźne faworyzowanie Saudów przez amerykańską administrację zbytnio ośmieliło sprawców i sytuacja wymknęła się spod kontroli? Tak czy inaczej, rząd z Rijadu wysłał w ten sposób jasny sygnał, że podważanie i kwestionowanie polityki prowadzonej przez władze kraju będzie surowo karane również za granicą. Tym samym zniszczył wizerunek kraju, skrzętnie budowany po objęciu władzy przez księcia Salmana w 2015 roku.

Dziś takie gesty, jak niedawne pozwolenie obywatelkom Arabii Saudyjskiej na prowadzenie samochodów albo przyznanie obywatelstwa Sophie – humanoidalnemu robotowi, pokazują, że były to raczej zagrywki PR-owe, a sposób działania władzy nie uległ zmianie. Monarchia w kraju wciąż jest absolutna, działalność partii politycznych zakazana, sądy działają na zasadach prawa szariatu, a osoby niewygodne dla władzy często oskarża się o terroryzm i zamyka w więzieniach. Saudowie mają nadal w pamięci obrazy z „arabskiej wiosny” i najwyraźniej zrobią wszystko, by w kraju nie powtórzyła się sytuacja z Libii, Egiptu czy Syrii.

O całej sprawie zapewne byłoby cicho, gdyby nie reakcja władz tureckich, których służby specjalne zarejestrowały całe zdarzenie, następnie nagłośnione przez prasę. Wywołuje to uzasadnione pytania, jakimi motywami kierował się prezydent Erdogan, którego reżim jest znany z brutalnego ograniczania swobód obywatelskich. Tym razem Turcja wystąpiła w szatach obrońcy demokracji i wolnej prasy, dzięki czemu może zyskać wizerunkowo w oczach krajów zachodnich. Dobre intencje rządu tureckiego są zapewne wynikiem chłodnej, politycznej kalkulacji obliczonej na osłabienie pozycji Arabii Saudyjskiej w relacjach z Amerykanami. Ankara utrudniła w ten sposób Arabii jej kontakty inwestycyjne, a sama przedstawiła się jako stabilny, przestrzegający standardów humanitarnych kraj, który może objąć przywództwo w regionie.

Sukces tej strategii widać dość wyraźnie po międzynarodowych reakcjach. Zaraz po tym, jak sprawa śmierci Chaszodżdżiego zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, wiele ważnych osób odwołało przyjazd na prestiżową i organizowaną w Arabii Saudyjskiej konferencję inwestorów znaną jako „arabskie Davos”. Z przyjazdu zrezygnował sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin, minister handlu międzynarodowego Wielkiej Bretanii Liam Fox czy francuski minister finansów Bruno Le Maire. Z uczestnictwa wycofali się też przedstawiciele największych międzynarodowych firm, na przykład Andy Rubin, „ojciec” systemu operacyjnego Android. Wielu inwestorów już teraz, ze względu na presję wizerunkową, zaczęło zastanawiać się nad kontynuacją uczestnictwa w niektórych saudyjskich projektach, takich jak bardzo ambitna inicjatywa stworzenia inteligentnego megamiasta Neom, które ma być ponad trzydziestokrotnie większe od Nowego Jorku.

Również prezydent USA znalazł się w niewygodnej sytuacji. Początkowo zlekceważył sprawę, a następnie, chcąc pomóc Saudom, twierdził, że wierzy w ich zapewnienia. Kiedy zaś zabójstwo wyszło na jaw, przekonywał o niewiedzy księcia na ten temat. Dopiero podstawiony pod ścianą przez głosy innych dyplomatów oraz jego własną administrację, która nie dawała wiary oficjalnym wyjaśnieniom Saudów, zaczął ostrożnie mówić o konieczności ukarania sprawców. Reakcję tę można wyjaśnić w dość prosty sposób. Arabia Saudyjska jest przez Trumpa hołubiona ze względu na swoje zasoby ropy, pomoc w prowadzeniu na Bliskim Wschodzie polityki równoważenia wpływów Iranu oraz kontraktyzbrojeniowe realizowane z firmami amerykańskimi. Nawet jeśli Trump wyolbrzymia tak strategiczne, jak i finansowe korzyści jakie płyną dla USA ze współpracy z tym krajem, to z pewnością powiela on swój stary sprawdzony schemat myślenia: pieniądze są najważniejsze, a kwestie bezpieczeństwa (NATO) czy praw człowieka i demokracji (Chaszodżdżi) drugorzędne.

Takie podejście nie służy stabilizacji stosunków międzynarodowych – i tak rozchwianych w ostatnich latach przez zaostrzającą się rywalizację Rosja–UE i Chiny–USA. Wzmacnia ono bowiem pozycję Rosji i Arabii Saudyjskiej kosztem Europy. Przyczynia się również do tego, że rządy krajów autorytarnych mogą czuć się coraz bardziej bezkarne. W tej sytuacji brak ostrej reakcji ze strony społeczności międzynarodowej na tak brutalne zabójstwa, mógłby stanowić zachętę do nasilenia się podobnych incydentów w przyszłości.

Co więcej, warto zdać sobie sprawę, że jeśli w skali globalnej zostanie zagrożona wolność prasy, którą, według agencji Freedom House, cieszy się teraz w pełni jedynie 13 procent krajów na świecie, to zamiast informacji, do ludzi popłynie już tylko rządowa propaganda. Dlatego też wolność prasy powinna być jedną z głównych wartości i podlegać ochronie międzynarodowej. Przymykanie przez wspólnotę międzynarodową oczu na zabijanie i zastraszanie dziennikarzy osłabia bowiem i tak już w wielu krajach ograniczoną możliwość publicznej kontroli działań władzy przez media.

Z tego punktu widzenia niezmiernie ważny jest fakt, że pod wpływem międzynarodowych nacisków Arabia Saudyjska przyznała w końcu, iż morderstwo Chaszodżdżiego było zaplanowane, zatrzymano kilkanaście podejrzanych osób, a książę Salman zwołał specjalną komisję, która ma zreformować służby wywiadowcze w jego kraju. Aby kroki te nie okazały się jedynie zasłoną dymną mającą na celu wyciszenie sprawy, potrzebna jest dalsza gotowość wspólnoty międzynarodowej do monitorowania tej sprawy a w razie konieczności – do zdecydowanej reakcji.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 514

(46/2018)
15 listopada 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj