Wesprzyj Kulturę Liberalną
Kultura Liberalna istnieje dzięki osobom takim jak Ty. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kiedy Warszawa nadawała...

Kiedy Warszawa nadawała ton Berlinowi. O warszawskiej awangardzie jidysz w latach 20. i grupie „Hałastra”

Piotr Kieżun, Edyta Zbąska

W latach 20. XX wieku Polska stała się jednym z najważniejszych ośrodków kultury jidysz na świecie. Polscy Żydzi wpływali wówczas na to, co działo się w Berlinie czy w Paryżu, i byli głównym pasem transmisyjnym nowych nurtów artystycznych. Ich twórczości i losy to również część naszej historii.

Członkowie grupy literacko-artystycznej Hałastra (jid. Chaliastre) założonej w 1922 roku w Warszawie (od lewej): Mendel Elkin, Perec Hirszbajn, Uri Cwi Grinberg, Perec Markisz, Melech Rawicz i Izrael Jehoszua Singer. Źródło: Wikimedia Commons.

Świętowanie nie sprzyja namysłowi. Świętowanie to czas zbiorowych emocji. Ma ono łączyć ludzi i umacniać w nich poczucie sensu istnienia w wartkim i płynącym w nieznanym kierunku strumieniu czasu. Celem świętowania nie jest poznanie, lecz pobudzenie ducha religijnej, politycznej czy jakiejkolwiek innej wspólnoty.

Nie dziwi więc fakt, że w czasie świętowania setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości tak trudno sobie odpowiedzieć na pytanie, czym była powstała w 1918 roku II Rzeczpospolita.

Z jednej strony rządzący politycy prawicy – zgodnie z logiką budowania politycznego mitu – pielęgnują wizję II RP jako sielankowej krainy. Jak pisali niedawno w „Kulturze Liberalnej” Iza Mrzygłód i Łukasz Bertram, dobrze ilustrują to facebookowy fanpage i strona internetowa programu „Niepodległa”. „Zamieszczane na nich wpisy – podsumowują autorzy tekstu – przyjmują formę bądź nostalgiczno-sentymentalną, bądź hurraoptymistyczną. Osiągnięcia kulturalne, techniczne i sportowe ścielą się gęsto, a refleksję zastępują opowieści o sporcie i modzie. II Rzeczpospolita jawi się tam jako mityczna kraina szczęśliwości, oglądana z przyciemnianych sepią okien luxtorpedy”.

Po drugiej stronie barykady znajdziemy tych, którzy usiłują ów wizerunek odbrązowić w duchu „Wyprawy w dwudziestolecie” Czesława Miłosza. W ich opisie akcenty padają na nierówności społeczne, klerykalizm, szerzący się antysemityzm, rosnący autorytaryzm oraz niezwykłą brutalizację życia publicznego.

„Warsze. Słowo to opętało mnie niczym dybuk”

Z jednej strony mamy więc optymistyczną opowieść o zwycięstwie polskiego ducha, z drugiej – pesymistyczny opis polskiej degrengolady. Istnieje jednak jeszcze inny sposób opowiadania o dwudziestoleciu. Można skupić się na tym, co do dziś potrafi inspirować, a co jednocześnie wymyka się tradycyjnemu pojmowaniu wspólnoty narodowej. Takim zjawiskiem były pojawiające się po 1918 roku żydowskie awangardowe grupy literacko-artystyczne. Wśród nich jedną z najważniejszych była „Hałastra” [jid. Chaliastre], skupiona między innymi wokół almanachu o takim samym tytule.

Działania grupy animowali trzej młodzi artyści: Perec Markisz, Melech Rawicz oraz Uri Cwi Grinberg. Pochodzili oni z różnych środowisk. Perec Markisz urodził się w Połonnem na południu kraju w ubogiej, tradycyjnej rodzinie. Do Warszawy przybył wprost z rewolucyjnej Rosji. Melech Rawicz urodził się w Radymnie pod Przemyślem. Potem pracował w Wiedniu jako urzędnik, gdzie pisał jednocześnie wiersze inspirowane poezją Walta Whitmana. Uri Cwi Grinberg był z kolei synem chasydzkiego rabina z okolic Złoczowa. Na rozwój ich poglądów wpłynęły najnowsze nurty artystyczne – niemiecki ekspresjonizm i rosyjski futuryzm – jednak to Warszawa stała się głównym ośrodkiem ich twórczości. To ona, stolica nowego państwa, przyciągała swoim bogatym środowiskiem artystycznym i możliwościami zarobku. Rawicz pisał o niej potem z nostalgią: „Warsze – Warsze – Warsze. Słowo to opętało mnie niczym dybuk. Śpiewałem je dniem i nocą – słowo ciemne, potężne” (M. Rawicz, „Dos majse buch fun majn lebn”, przeł. K. Szymaniak) [1].

Związani byli początkowo z warszawskim pismem „Ringen” [Ogniwa] redagowanym w języku jidysz. Odpowiadali za ukazanie się jego ostatniego numeru w 1922 roku, który zapowiadał nowe prądy w kulturze jidysz. W tym samym roku przygotowali również almanach „Chaliastre”. Redagowali też inne awangardowe pisma” Rawicz – „Di Wog”, Grinberg – „Albatros” [2]. Autorów mają znamienitych. W „Ringen” publikuje El Lissitzki, w „Chaliastre” ilustracje zamieszcza Marc Chagall.

Warszawscy skandaliści

Jaki był cel żydowskich awangardystów? Przede wszystkim sprzeciwiali się zastanemu dziedzictwu. Zgodnie z awangardowym etosem robili to głównie za pomocą artystycznej prowokacji. Publikowane przez nich obrazy i teksty ukazywały rzeczywistość w sposób brutalistyczny i naturalistyczny. Pisali wiersze o kanibalizmie, gwałcie, obrazoburczo niekiedy odwoływali się do chrześcijaństwa, tradycyjne wątki ukazywali w zupełnie nowych kontekstach. Wywoływane przez nich skandale były na tyle wielkie, że na początku „Hałastrze” trudno było znaleźć śmiałka, który odważyłby się ich drukować.

Wszyscy byli rewolucjonistami, choć nie zawsze w kontekście politycznym. Każdemu z nich zależało przede wszystkim na głębokiej transformacji życia społecznego oraz form ekspresji artystycznej, a tylko części na politycznym przewrocie. Pragnęli też dać wyraz doświadczenia przemocy antyżydowskiej tak w Rosji, jak i Polsce, w tamtym okresie coraz bardziej nasilonej. Jeden z twórców, Uri Cwi Grinberg cudem uniknął rozstrzelania przez polskie wojsko w czasie pogromu we Lwowie. Studium przemocy, narastającego antysemityzmu, pojawiało się w tekstach, które nieprzypadkowo odczytywane były w gettach, przynosząc chwilowe ukojenie, ucieczkę w sztukę.

Lektury narodowców

Działalność „Hałastry” była tyleż intensywna, co krótka. Grupa rozpadła się ostatecznie w 1924 roku [3]. Pod koniec 1923 roku do Palestyny wyjeżdża Grinberg, którego poglądy przesuwają się coraz bardziej w prawo w stronę syjonizmu. Jeszcze wcześniej swoje peregrynacje po Europie rozpoczyna Perec Markisz. Odwiedza między innymi Paryż i Berlin. Po kilku latach osiada w stolicy komunizmu – Moskwie, gdzie czeka go tragiczny koniec. Rawicz zostaje w Warszawie. W 1924 roku przyjmuje posadę sekretarza „establishmentowego” Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich.

Co zatem ten krótki wybuch awangardowej twórczości w języku jidysz mówi nam o Polsce lat 20. XX wieku? Karolina Szymaniak, polska badaczka kultury jidysz i redaktorka antologii „Warszawska awangarda jidysz” [Gdańsk, 2005], wskazuje na dwie kwestie.

Po pierwsze, działalność „Hałastry” oraz innych grup tworzących w jidysz pokazuje, że dwudziestolecie było kulturowo o wiele bogatsze niż przedstawia to oficjalna szkolna historiografia. Niestety, w świadomości współczesnych Polaków awangarda jidysz pozostaje białą plamą, kulturową Atlantydą zatopioną przez historyczne tsunami XX wieku. Oczywiście, dzieje się tak również dlatego, że nurt ten – oraz szerzej, cała literatura jidysz – pozostawał fenomenem funkcjonującym poza żywiołem języka polskiego. Na język polski tłumaczono ją co prawda już od końca XIX wieku, jednak nie było to po prostu zainteresowanie inną, sąsiedzką kulturą. Jak mówi Karolina Szymaniak: „Dzieła wydawano niekiedy pod sensacyjnymi tytułami i często traktowano jako przewodnik po egzotycznej kulturze, a nie literaturę samą w sobie. Dla narodowców były okazją, by «dobrze poznać swojego przeciwnika»”. Mówiło się, że „społeczność żydowską otacza «Chiński Mur», za który teksty w jidysz pozwalają zajrzeć i uchylić rąbka tajemnicy” [4].

Tajemnicy, która dla polskich nacjonalistów wcale nie musiała kryć w sobie wielkich kulturowych skarbów, jak to było w przypadku niektórych tłumaczy. Autor broszurki o żydowskich ugrupowaniach wywrotowych z 1925 roku, do dziś popularnej na antysemickich i nacjonalistycznych stronach, powołując się na tłumaczenie powieści popularnego w dwudziestoleciu prozaika jidysz Josefa Opatoszu pod tytułem „W lasach polskich” ostrzegał, że „[całe] odłamy [żydowskie] […] skłonne poddać się świadomie wpływom fikcji teorii, jakby celowo podsuwanej masie żydowskiej już w powieściach żargonowych, że żywioł żydowski na ziemiach polskich należy w równej mierze do autochtonów, jak żywioł polski” [5].

„Szerzy problem z recepcją kultury zaczynał się już od percepcji samego języka” – mówi Szymaniak. „Jidysz powszechnie nazywano pogardliwie «szwargotem» i «żargonem». Nie uznawano go de facto za nośnik kultury nowoczesnej. W publicznym dyskursie sztukę w jidysz często po prostu pomijano. Nie uważano, że jest o czym mówić. A jeśli już mówiono, to było to najczęściej oparte na szeregu stereotypów, przez które kulturę jidysz postrzegano” [6]. Znani polscy artyści podejmowali się krytyki jidyszowych tekstów nawet wtedy, gdy w ogóle ich nie rozumieli.

Powszechna nieznajomość tradycji, kultury i literatury żydowskiej utrudniała również działalność przekładową tym, których do pracy motywowała zwykła ciekawość innej kultury.

Błędy lewicowo-liberalnej historiografii

Po drugie, zjawisko awangardy jidysz w Polsce stawia pod znakiem zapytania tradycyjny podział na kulturowe centrum i peryferia. „W tym czasie Polska – podkreśla Szymaniak – była jednym z najważniejszych centrów światowych rozwoju literatury jidysz. Warszawa stała się miejscem, które przyciąga” [7]. To w tym kosmopolitycznym mieście zderzały się różne kultury, co każdej z nich przynosiło wymierne artystyczne korzyści. Dzięki temu polscy Żydzi nadawali wówczas ton całej kulturze jidysz – wpływali na to, co działo się w Berlinie czy w Paryżu. I byli głównym pasem transmisyjnym nowych nurtów artystycznych: „Wiele informacji publikowano w kraju najpierw w jidysz, dopiero później tłumaczono je na język polski – np. recenzje filmu abstrakcyjnego czy opisy nowych teorii konstruktywistycznych El Lissitzkiego. Środowisko żydowskie założyło także pierwszy warszawski teatr symultaniczny, a jego doświadczenia zainspirowały polskich artystów – na co wskazuje współpraca Ireny Solskiej i Michała Weicherta, żydowskiego reżysera i krytyka teatralnego” [8].

Dzięki awangardowym żydowskim twórcom młode polskie państwo wyrasta więc na jedno z najważniejszych miejsc na artystycznej mapie całego zachodniego świata. Nie należy stąd jednak wyciągać zbyt optymistycznych wniosków. Jak podkreśla Szymaniak w tekście poświęconym „Hałastrze” towarzyszącym rocznicowej wystawie „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918” (Muzeum Narodowe w Warszawie), awangarda jidysz przez lata była uważana w Polsce za ruch naśladowczy, marginalny. „Jest to przekonanie definiujące główny nurt polskiej liberalno-lewicowej kultury i historiografii – pisze Szymaniak – Dał mu m.in. wyraz Andrzej Stawar na łamach «Wiadomości Literackich», pisząc, że kultury tzw. małych narodów Europy Wschodniej, w tym kultura jidysz, to «najdalsze, najbardziej zabite deskami prowincje intelektualne Europy»” [9].

Niestety, dziś – jeśli w ogóle zauważamy kulturę jidysz – patrzymy na nią często bardzo podobnie jak Stawar. Dzięki badaczom takim jak Karolina Szymaniak coś zmienia się powoli w polskiej nauce. Pozostaje jeszcze jednak do zrobienia ogromna robota wśród szerokich mas odbiorców kultury. Historia członków grupy „Chaliastre” może być tu dobrym przyczynkiem do zmiany sposobu patrzenia na kulturę jidysz w ogóle.

Kiedy w 1926 roku Perec Markisz opuszczał na dobre Warszawę i szerzej – Europę Zachodnią (od 1922 roku przebywał okresowo również w Paryżu, Berlinie i Londynie), by wyemigrować do ZSRR, czuł lekki zawód. Miał nadzieję, że stolica Polski umożliwi mu przeprowadzenie prawdziwej rewolucji w sztuce i literaturze. Tak się według niego nie stało. Ziemią obiecaną, wymarzonym gruntem pod rewolucję stała się dla Markisza komunistyczna Rosja. Jednak wbrew jego własnym odczuciom, okres warszawski był w jego twórczości niezwykle ważny. Może on stać się również częścią naszej historii. Wystarczy zdjąć tylko etniczne okulary, przez które zwykliśmy patrzeć na naszą kulturę.

 

Przypisy:

[1] Cytat za: K. Szymaniak, „Poranek poezji i wojna zimowa. Karta z dziejów awangardy jidysz w Warszawie”, blog Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma, [dostęp: 10.11.2018].

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Wypowiedź na spotkaniu „Awangarda jidysz w Polsce” w ramach cyklu seminariów „Dwudziestolecie. Skazani na nowoczesność” „Kultury Liberalnej”, na którym dr Karolina Szymaniak była gościem specjalnym, 22 marca 2018 roku.

[5] Cyt. z broszury Rudolfa Korscha alias Kazimierza Krippendorfa, referenta spraw narodowości żydowskiej w wydziale politycznym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pod tytułem „Żydowskie ugrupowania wywrotowe w Polsce”. Broszura, jak pisze Stefan Stach, została „wydrukowana i rozpowszechniona na zlecenie Okręgowego Urzędu Policji Politycznej w Warszawie”. Por. Stefan Stach, „Żyd Polski Odrodzonej: studium przypadku Aleksandra Hafftki, urzędnika ministerialnego i żydowskiego działacza społecznego w II RP”, „Kwartalnik Historii Żydów”, nr 2 (258), czerwiec 2016, s. 381–405  (autorzy tekstu dziękują Karolinie Szymaniak za wskazanie tego źródła).

[6] Tamże.

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Karolina Szymaniak, „Co to w ogóle za Hałastra? Nowa sztuka żydowska w Polsce” [w:] „Krzycząc: Polska! Niepodległa 1918”, red. naukowa Piotr Rypson, proj. graficzny: Przemek Dębowski, Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa 2018, s. 327.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 515

(47/2018)
20 listopada 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj