Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Angielska tragifarsa. Czego...

Angielska tragifarsa. Czego uczy nas brexit?

Szanowni Państwo!

Czy z brexitu płyną wnioski dla Polski? Zdecydowanie tak. I nie chodzi o proste stwierdzenie, że z Unii Europejskiej niełatwo się wychodzi. Brexit to przede wszystkim zderzenie rojeń o wielkości państwa z twardą rzeczywistością. Brytyjczycy – a zwłaszcza zwolennicy brexitu – szli do referendum przekonani o sile swojego kraju, o odpowiedzialności rządu i kompetencjach urzędników, a wreszcie o międzynarodowej atrakcyjności marki „Zjednoczone Królestwo”.

Słabość Brytyjczyków w negocjacjach przywodzi na myśl tragifarsę. Przede wszystkim brexit pokazał Brytyjczykom, że nie są tym, kim myśleli, że są. Co ciekawe, to samo dotyczy Unii Europejskiej. Rzekomo „ciapowata”, zbiurokratyzowana i niesprawna – w rozmowach okazała się twardym partnerem. Wyspiarze nie są w stanie niczego jej narzucić. I jeszcze za twardy brexit mogą zapłacić rozpadem Zjednoczonego Królestwa.

„Po raz pierwszy w nowożytnej historii Brytania jest mała”, pisze jeden z felietonistów serwisu Politico. Wielka Brytania nie wie, jaką tak naprawdę siłą dysponuje, nie wie, jak działa Unia, a w związku z tym sprawia wrażenie „niezdarnej i bezczelnej”. Dokładnie taką samą diagnozę znajdziemy w brytyjskim tygodniku „The Economist”. Obecny autor rubryki o brytyjskiej polityce Adrian Wooldridge pisze, że na całym świecie wizerunek Brytyjczyków – jako narodu pragmatyków, konserwatywnych i rozsądnych, a jednocześnie otwartych na świat – zaczyna się walić. Prawdziwym zmartwieniem nie jest jednak to, że ów wizerunek się zmienia, pisze Wooldridge, ale że „to bardziej ponure spojrzenie na Brytanię jest bardziej realistyczne niż to poprzednie”.

W rozmowie z Łukaszem Pawłowskim i Tomaszem Sawczukiem Wooldridge przyznaje, że ostatnie dwa lata wysadziły z hukiem wszystkie potoczne przekonania na temat brytyjskiego systemu politycznego i klasy politycznej. „Każdy dzień przynosi zdarzenia absolutnie wyjątkowe. Jeśli danego dnia nie stanie się coś wyjątkowego, już samo to czyni ten dzień wyjątkowym”. A on – jeszcze niedawno uznający ideę powtórnego referendum za absurdalną – dziś uważa, że to najlepsza z katalogu złych opcji, jakie ma do wyboru brytyjski rząd!

Jakie są inne możliwości?

Zwyczajne wycofanie wniosku o wyjście, do czego – jak stwierdził ostatnio Trybunał Sprawiedliwości UE – Wielka Brytania ma prawo, zaaprobowanie warunków wyjścia, jakie wynegocjowała premier Theresa May lub wyjście bez żadnych ustaleń (tak zwany nodeal Brexit). Ta ostatnia budzi entuzjazm najtwardszych zwolenników brexitu i przerażenie większości innych komentatorów, bo może mieć katastrofalne skutki dla brytyjskiej gospodarki ściśle związanej z gospodarkami państw Unii.

Ale to nie wszystko. Gwałtowny rozwód z Unią może też doprowadzić do rozpadu samej Wielkiej Brytanii. „Szkocka Partia Narodowa po wyjściu z Unii natychmiast zacznie się domagać drugiego referendum w sprawie szkockiej niepodległości”, mówi Norman Davies w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim. A jeśli skutki brexitu będą dla Brytyjczyków naprawdę bolesne, to alternatywa w postaci niepodległości będzie dla Szkotów naprawdę atrakcyjna.

„Skutki brexitu będą odczuwane jeszcze przez wiele, wiele lat” – ocenia felietonistka dziennika „The Guardian” Natalie Nougayrède. I właśnie ta długofalowość odróżnia, jej zdaniem, ten kryzys choćby od tego, z jakim musi się mierzyć obecnie prezydent Francji, Emmanuel Macron. Nougayrède zwraca też uwagę na błędy, jakie popełniła w negocjacjach z Unią premier Theresa May, między innymi zbyt szybko uruchamiając artykuł 50. Traktatu o Unii Europejskiej, tym samym wyznaczając sobie ściśle określony i bardzo krótki czas na zakończenie negocjacji. W tych warunkach Nougayrède swoje nadzieje pokłada w kolejnym referendum i ostatecznie pozostaniu w Unii.

„Drugie referendum nie rozwiąże sytuacji, a tylko pogłębi obecny kryzys”, twierdzi z kolei polski reportażysta i dziennikarz zajmujący się sprawami międzynarodowymi Dariusz Rosiak w rozmowie z Jakubem Bodzionym. „Propozycja powtórnego głosowania to woda na młyn krytyków Unii Europejskiej, którzy zarzucają Wspólnocie deficyt demokracji. Kolejne referendum byłoby wyrazem nieprawdopodobnego lekceważenia dla większości, która już raz się wypowiedziała”.

Pytanie też, czy drugie referendum i decyzja o zarzucenie brexitu opłaca się… samej Unii. Oczywiście unijni politycy, na czele z przewodniczącym Rady Europejskiej, Donaldem Tuskiem, wielokrotnie zapewniali, że droga powrotna dla Brytyjczyków nie została zamknięta. Ale w rzeczywistości, jak słusznie pisze jeden z autorów na łamach Politico, powrót Wielkiej Brytanii w jej dzisiejszym stanie byłby dla Unii Europejskiej ogromnym problemem. Wiadomo, że taka decyzja wywołałby wściekłość zwolenników brexitu, którzy poczuliby się oszukani. Na pewno na nowo zaktywizowaliby się politycy pokroju Nigela Farage’a i stojące za nimi ugrupowania. To z kolei oznacza, że wielu bardziej umiarkowanych brytyjskich polityków – w celu utrzymania poparcia w kraju – musiałoby torpedować wszelkie próby reformowania Unii, zwłaszcza jeśli byłyby to reformy zmierzające do ściślejszej integracji.

Może więc lepiej trzymać pogrążoną w kryzysie Wielką Brytanię na dystans, a sam brexit potraktować jako okazję do reform, których Unia desperacko potrzebuje? Tylko co w tym czasie będzie się działo na Wyspach? Ile czasu potrzebuje niegdyś naprawdę potężny kraj, by pogodzić się z utratą dawnej potęgi? I jaką cenę jest gotowe zapłacić społeczeństwo, by nadal żyć złudzeniami?

Te pytania stają nie tylko przed Brytyjczykami. Prędzej czy później będzie się z nimi musiało zmierzyć właściwie każde państwo europejskie, także – a raczej między innymi – Polska. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. I nie jest to żadna „pedagogika wstydu”, tylko realizm. Bardziej apel, by nie ignorować rzeczywistości. Ta ostatnia – jak przekonali się Brytyjczycy – pozostaje boleśnie niewrażliwa na nasze wyobrażenia o sobie.

Zapraszamy do lektury!
Redakcja „Kultury Liberalnej”

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 519

(51/2018)
18 grudnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj