Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Uważaj, czego sobie...

Uważaj, czego sobie życzysz. Recenzja książki „My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan [KL dzieciom]

Agnieszka Doberschuetz

Cztery osoby, trzy pokolenia, skrajne emocje i całe mnóstwo „ostatnich” szans. Książka Sarah Crossan to coś więcej niż znakomicie napisana powieść dla młodzieży. To poruszająca historia o spełnionym marzeniu, które niesie za sobą niedające się przewidzieć konsekwencje.

Dawno nie czytałam książki tak poruszającej, jak „My dwie, my trzy, my cztery” irlandzkiej autorki Sarah Crossan, historii opowiadanej przez Apple, trzynastolatkę wychowywaną przez babcię (Babę). Przez pryzmat losów dziewczynki, którą we wczesnym dzieciństwie opuściła młodziutka mama, poznajemy życie wszystkich osób odgrywających w jej życiu znaczącą rolę: babci (nadopiekuńczej, ale stanowczej), mamy (niespełnionej aktorki), siostry (o której istnieniu Apple w ogóle nie miała pojęcia), ojca (który zakłada nową rodzinę), przyjaciół (tych mniej lub bardziej oczywistych), nauczyciela (a dzięki niemu także kojącą rolę poezji). Wszystkie postaci zostały przez Crossan świetnie przedstawione, są spójne, autentyczne – i pewnie dlatego książka momentami naprawdę targa emocjami czytelnika. Na dodatek została bardzo dobrze przetłumaczona przez Małgorzatę Glasenapp, a nie było to zapewne proste zadanie: oprócz języka młodzieżowego (który brzmi naturalnie, nie jest przerysowany ani wysilony), naleciałości amerykańskiego slangu przebojowej mamy, nieco staroświeckiego gderania babci, marudzenia małej dziewczynki z zaburzeniami, książka ma wątek poetycki. Ulubiony nauczyciel Apple, pan Gaydon, zachęca ją do czytania i pisania poezji. Dla skrywającej swoje cierpienia dziewczynki staje się ona jedynym ukojeniem. Tworząc własne wiersze, Apple daje upust emocjom, choć niechętnie dzieli się ze światem swoją nad wyraz dojrzałą twórczością.

Trudno się dziwić. Problemy, z jakimi się boryka są krępujące – niełatwo o nich mówić nawet najlepszej przyjaciółce. Która zresztą ulega czarowi popularnej koleżanki i stopniowo odsuwa się od Apple, zostawiając ją całkiem samą. Z Babą trudno się dogadać nawet na przyziemne tematy (choć Apple chodzi już do siódmej klasy, nadal jest odbierana spod szkoły, a jej rozkład dnia jest w pełni zaplanowany i kontrolowany), co dopiero zwierzyć się z tęsknot i rozterek. Każde wspomnienie o mamie wywołuje na twarzy babci gniewny grymas.

Pomóż nam tworzyć niezależną prasę.

Z marzeń w rozczarowanie

Dziewczynka kreuje w wyobraźni idealistyczny wizerunek matki, chce wierzyć, że ta ją kocha, myśli o niej i że pewnego dnia wróci. I tak się dzieje – po 11 latach Annie znienacka pojawia się w życiu córki. Wydaje się spełnieniem najskrytszych marzeń Apple: jest piękna, szalona, wyluzowana, zupełnie inna od Baby. Traktuje trzynastolatkę jak przyjaciółkę, a z czasem jak… opiekunkę młodszej siostry, o której istnieniu nigdy wcześniej nie informowała. Rain ma 10 lat i poważne zaburzenia, swoją lalkę z uporem maniaka traktuje jak dziecko. Nie jest przez to akceptowana w szkole, a mama – zajęta imprezowaniem i castingami – nie ma czasu i chęci zabrać jej na terapię. Życie z mamą (a raczej w mieszkaniu pod jej nieobecność) staje się dla Apple udręką. Dziewczynka jednak nie narzeka, nawet przed samą sobą nie przyznaje, że wszystko miało wyglądać inaczej. Tłumi podejrzenia, że mama nie jest taka, jaką sobie przez lata wyobrażała. Ale staje się coraz bardziej sfrustrowana. Relacje z Babą ochłodziły się i Apple nie ma odwagi zwrócić się do niej o pomoc. Chłopak, w którym się podkochuje, funduje jej kolejne wielkie rozczarowanie. Z pomocą nieoczekiwanie przychodzi nowy sąsiad, poezja i… dramatyczne zdarzenie, które w efekcie okazuje się katalizatorem zmian w relacjach kobiet – dwóch (matki z Apple; babki z wnuczką; sióstr między sobą), trzech (matki z obiema córkami; babki, mamy i Apple) i wreszcie czterech (na nowo próbujących zbudować funkcjonalną, szczęśliwą rodzinę).

Nikt nie jest doskonały

Chciałabym napisać, że „My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan to jedna z najlepszych książek młodzieżowych, jakie wpadły mi dotąd w ręce. Ale nie byłaby to do końca prawda. Ta skomplikowana historia relacji rodzinnych adresowana jest, według mnie, do przedstawicieli wszystkich opisanych w niej pokoleń. Każdy odnajdzie w niej znajomy pierwiastek i zawstydzi się, a może odetchnie z ulgą albo pokiwa głową ze zrozumieniem. I może nauczy się nie oceniać. Bo kto z nas nie popełnia błędów – tych z czasów naiwnej młodości i późniejszych, w relacjach z rodzicami czy partnerem, wreszcie wychowawczych? Dlatego warto przyjrzeć się im z różnych perspektyw, poznać kulisy niektórych zachowań czy decyzji, skrywane lub niewłaściwie dotąd interpretowane emocje, zagrożenia i życiowe pułapki. Książka Crossan jest pod tym względem niezwykle wartościowa.

Mam nadzieję, że Dwie Siostry wkrótce wydadzą kolejne (równie dobre) przekłady książek irlandzkiej autorki. Ma ich na koncie już osiem, a w Polsce dostępny jest jeszcze tylko jej debiutancki poemat „Kasieńka” – pozycja do nadrobienia na mojej liście!

 

Książka:

Sarah Crossan, „My dwie, my trzy, my cztery”, tłum. Małgorzata Glasenapp, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2018.

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 531

(10/2019)
12 marca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj