Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Sawczuk w poniedziałek]...

[Sawczuk w poniedziałek] Liberalizm nie potrzebuje wolnego rynku

Tomasz Sawczuk

Liberałowie zrobiliby dobrze, gdyby odrzucili wolnorynkowy dogmatyzm i zdemokratyzowali myślenie o liberalizmie. Tego rodzaju postawa pozwoliłaby na sformułowanie naprawdę politycznego liberalizmu. I pozwoliłaby lepiej odpowiedzieć na niestabilność liberalnej demokracji w świecie zachodnim niż rzewne i mocno podkoloryzowane wspomnienia z XIX wieku.

W opublikowanej ostatnio recenzji mojej książki „Nowy liberalizm” Stefan Sękowski zarzuca mi, że w niedostatecznym stopniu chwalę przedsiębiorczość.

Sękowski powołuje się w szczególności na dwa cytaty. Po pierwsze, „wolności gospodarcze nie posiadają samodzielnej wartości, lecz pozostają cenne przede wszystkim w charakterze technik dystrybucji władzy – i tylko wówczas, gdy realnie pełnią taką funkcję. Wolność człowieka i wolność rynku to dwie różne rzeczy” [„Nowy liberalizm”, s. 207]. Po drugie, „w idei wolnego rynku nie ma niczego dobrego ani złego – czy rynek działa dobrze i do jakich spraw się przydaje, to kwestia empiryczna” [z tekstu o partii Roberta Gwiazdowskiego].

Autor uważa, że takie podejście ignoruje zasadniczą rolę indywidualnej przedsiębiorczości dla liberalizmu, a przypuszczalnie jest także przejawem wrogiego nastawienia do niej. Sam twierdzi, że przedsiębiorczość to kluczowy przejaw ekspresji wolności.

To ciekawy zarzut, bo w żadnym miejscu „Nowego liberalizmu” nie krytykuję przedsiębiorczości, a temat ten ma w książce znaczenie raczej marginalne. Wolny rynek ma licznych adoratorów i z pewnością poradzi sobie świetnie bez kolejnych wyrazów uwielbienia. Wydaje mi się natomiast, że owo nieporozumienie ma istotną przyczynę, którą warto się zająć – jest ona bowiem taka sama, jak w przypadku wielu innych nieporozumień dotyczących tego, czym jest w ogóle liberalizm.

Dwa liberalizmy

W dyskusjach o liberalizmie wyraźny jest podział na dwa obozy. Jeden tworzą osoby, dla których liberalizm to zbiór stosunkowo ahistorycznych reguł – przykładowo, że państwo nie powinno się mieszać w życie gospodarcze. Jest to tak zwany klasyczny albo konserwatywny liberalizm.

Stanowisko to jest dość paradoksalne. W XIX wieku liberałowie byli zdania, że liberalizm może istnieć dzięki postępowi naukowemu i zmianie w świadomości społecznej, która przyszła wraz z Oświeceniem. W tym sensie wolny rynek był narzędziem, które pozwalało ludziom uwolnić się od więzów nakładanych przez władców absolutnych czy tradycję.

Konserwatywni liberałowie postanowili jednak następnie zatrzymać się w czasie i przyjęli, że oto odkryto już zasady „prawdziwego liberalizmu”, których należy się po prostu trzymać. Chociaż liberalizm mógł w ogóle powstać dzięki zmianom w warunkach materialnych i świadomości społecznej, najwyraźniej założyli oni, że nie będą już zachodzić żadne dalsze zmiany – wystarczy trzymać się wypracowanych reguł.

Z drugiej strony są ci, którzy myślą o liberalizmie w sposób historyczny, a liberalizm wiąże się dla nich z pewnym praktycznym sposobem życia (liberalizm pragmatyczny). Kwestii wolnego rynku nie traktują dogmatycznie, ponieważ wartość rynku zależy od tego, jakie są empiryczne efekty jego działania – jak łatwo się domyślić, takie stanowisko zająłem w „Nowym liberalizmie”.

Pomóż nam tworzyć niezależną prasę.

Historia nauczycielką życia

Sękowski ma rację, że przedsiębiorczość jest rodzajem ludzkiej ekspresji – podobnie jak tworzenie dzieł sztuki, korzystanie z wolności słowa, udział w manifestacji politycznej albo edukowanie innych.

Problem w tym, że to nie wszystko. Z powodów historycznych znaczenie pojęć takich jak przedsiębiorczość, prywatna inicjatywa czy osobiste ryzyko związane z działalnością gospodarczą, uległo od XIX wieku wyraźnej zmianie, a teoria liberalna nie może pozostawać na to ślepa.

Po pierwsze, upadł szereg mitów związanych z konserwatywnym liberalizmem. Przykładowo, po Marksie, a już w szczególności po dokonaniach dwudziestowiecznych nauk społecznych, nie można po prostu powiedzieć, że „każdy jest kowalem swojego losu”. To niegdyś neutralne twierdzenie odzwierciedla teraz pogląd, że „każdy powinien być kowalem swojego losu” – a to już teza ideologiczna, która może być słuszna lub niesłuszna w zależności od kontekstu społecznego i preferowanych wartości.

Po drugie – co ważniejsze – w ciągu ostatnich dwóch stuleci system gospodarczy stał się radykalnie bardziej złożony. Ekspresja kowala, który tworzy dzieło na sprzedaż, jest czymś innym niż ekspresja prezesa firmy wytwarzającej oprogramowanie dla, dajmy na to, branży lotniczej.

Sękowski tęskni do „kapitalizmu sklepikarzy”, ale jest to sentyment do świata, którego już nie ma.

Tomasz Sawczuk

Zdepersonalizowany charakter relacji na rynku był w przeszłości zaletą dla liberałów, ponieważ pozwalał jednostkom wyzwolić się z nałożonych na nie więzów politycznych oraz obyczajowych. Siła pieniądza była większa niż siła nazwiska – na rynku burżuazja mogła rywalizować z arystokracją.

Ale miało to swoją cenę. Złożoność rynku stawała się z czasem tak duża, że system mógłby działać dobrze niezależnie od tego, czy aktorzy mają wrażenie, że są wolni, czy nie. Rosła także społeczna rola współpracy na dużą skalę. Przedsiębiorcy nie sposób już było postrzegać jako samotnego ryzykanta, który wyzwala się z zależności, odkrywa nowy świat i podejmuje odważną walkę z przeciwnościami losu. Miał teraz raczej opanować pewną technikę działania, aby podłączyć się do bardziej złożonego systemu i w tym sensie czerpać korzyści ze współzależności z innymi.

Sękowski tęskni do „kapitalizmu sklepikarzy”, ale jest to sentyment do świata, którego już nie ma. W dalszym ciągu musimy starać się o to, by jednostka mogła realizować swoją wolność. Tyle że skoncentrowanie się na ekspresji wolnego podmiotu to po prostu za mało, aby zrozumieć współczesne społeczeństwa.

Wolność też zmienia znaczenie – skorzystało na tym PiS

Wszystkie te przemiany historyczne prowadziły do sytuacji, w której zmienia się także znaczenie wolności. W przeszłości liberałowie myśleli o wolności w kategoriach usuwania barier tamujących podmiotowi drogę do autentycznej ekspresji. Chodziło o to, aby sztywne urządzenia społeczne nie powstrzymywały ludzkiej kreatywności i przedsiębiorczości. Podmiot postrzegano jako już uformowany, gotowy – trzeba mu było tylko nie przeszkadzać w realizacji jego potencjału.

Kiedy jednak system społeczno-gospodarczy stał się znacznie bardziej złożony, naturalne stało się myślenie o wolności człowieka w perspektywie pozycji, jaką zajmuje w sieci międzyludzkich zależności. Jeśli osoba posiada zdolność współkształtowania relacji, w których bierze udział, to można powiedzieć, że cieszy się wolnością. Podmiot postrzega się więc teraz w sposób bardziej realistyczny jako współkształtowany przez warunki społeczne, historię czy dostęp do edukacji.

Postęp nie polega więc teraz tak po prostu na usuwaniu barier. Coraz bardziej wolna ekspresja może przejawiać się przecież w postawach patologicznych, które szkodzą innym, albo w pustej konsumpcji, czego Sękowski chyba nie promuje. Postęp wolności polega obecnie raczej na rosnącej potędze systemu, czyli na lepszej organizacji środowiska, w którym wolność staje się możliwa.

Postęp wolności polega obecnie na rosnącej potędze systemu, czyli na lepszej organizacji środowiska, w którym wolność staje się możliwa.

Tomasz Sawczuk

Co ciekawe, przed wyborami w 2015 roku także PiS zaatakowało paradygmat uwalniania energii i przekonywało, że stworzone wedle tej logiki społeczeństwo jest nie dość sprawiedliwe. W opinii polityków obecnej partii rządzącej systemowa pozycja znacznej części obywateli nie była dobra i trzeba było zapewnić im więcej wolności, na przykład poprzez poprawienie ich sytuacji materialnej przy pomocy programu Rodzina 500+.

Tymczasem strona liberalna w Polsce bardzo długo ograniczała się w polityce do logiki specyficznie rozumianej zasługi, zgodnie z którą rządzić powinni ci, którzy tworzyli III RP, a nie ci, którzy gwarantują utworzenie bardziej sprawiedliwego społeczeństwa.

Więcej demokracji

Sękowski zarzuca mi w swojej recenzji pochwałę technokracji, ale to naprawdę nie ja odpowiadam za to, że wiele dziedzin naszej działalności uległo z czasem profesjonalizacji. Techniczna biegłość jest często warunkiem uczestnictwa w poszczególnych segmentach działalności społecznej – nie wystarczy „umieć gotować”, żeby zostać kucharzem w renomowanej restauracji.

To w tym kontekście trzeba rozumieć pogląd, że wolny rynek jako taki nie jest czymś dobrym ani złym. Rynek to jedna z technik dystrybucji władzy, a technika nie jest ani dobra, ani zła – to raczej dobre lub złe działanie może wymagać posiadania odpowiedniej techniki. Aktywność ludzi, którzy dokonują pewnej formy ekspresji, jaką jest przedsiębiorczość, także może mieć efekty dobre (na przykład bogacenie się społeczeństw) lub złe (na przykład zanieczyszczenie środowiska).

Strona liberalna w Polsce bardzo długo ograniczała się w polityce do logiki specyficznie rozumianej zasługi, zgodnie z którą rządzić powinni ci, którzy tworzyli III RP, a nie ci, którzy gwarantują utworzenie bardziej sprawiedliwego społeczeństwa.

Tomasz Sawczuk

Wbrew obawom Sękowskiego, nie chodzi jednak o to, żeby technologia zastąpiła politykę. Wręcz przeciwnie – to analiza systemowych zależności, które występują w społeczeństwie i gospodarce, pozwala ocenić, na jakich wartościach opiera się porządek społeczny i jakie zmiany warto i można przeprowadzić. Z drugiej strony, nie chodzi też o to, żeby wszystko podporządkować polityce – państwo jest w tym kontekście po prostu jednym z ważnych aktorów, którzy wpływają na to, które normy obowiązują.

Liberałowie niewątpliwie zrobiliby dobrze, gdyby odrzucili wolnorynkowy dogmatyzm i zdemokratyzowali myślenie o liberalizmie. Tego rodzaju postawa pozwoliłaby na sformułowanie naprawdę politycznego liberalizmu. I pozwoliłaby lepiej odpowiedzieć na niestabilność liberalnej demokracji w świecie zachodnim niż rzewne i mocno podkoloryzowane wspomnienia z XIX wieku.

Czy liberalizm potrzebuje wolnego rynku? To zależy

Wróćmy zatem do wyjściowego pytania: czy liberalizm potrzebuje wolnego rynku? Wydaje się, że z punktu widzenia podejścia, które proponuję w „Nowym liberalizmie”, pytanie to jest po prostu źle postawione albo mało istotne.

Po pierwsze, nie rozstrzyga się o tej kwestii na poziomie teorii, szczególnie jeśli położyć większy nacisk na problem sprawiedliwej dystrybucji władzy, co jest zresztą typowym liberalnym tematem. Po drugie, nie jest ważne, czego potrzebuje liberalizm ani czym jest liberalizm. Ważniejsze jest to, jaka postawa jest w danej kwestii słuszna.

A słuszna jest ta postawa – i to po trzecie – która pozwala ludziom lepiej realizować wartościowe formy życia i w lepszy sposób budować społeczeństwo oparte na autonomii w sferze prywatnej i solidarności w sferze publicznej.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 531

(10/2019)
18 marca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj