Wesprzyj Kulturę Liberalną
Kultura Liberalna istnieje dzięki osobom takim jak Ty. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Przed eurowyborami. Czy...

Przed eurowyborami. Czy tylko wojna kulturowa?

Szanowni Państwo!

Czy w Polsce trwa właśnie „wojna kulturowa”? Chociaż przed nami wybory do Parlamentu Europejskiego, kampania wyborcza koncentruje się przede wszystkim na polityce krajowej, a na plan pierwszy wychodzą tematy obyczajowe i światopoglądowe: stosunek do Kościoła i jego symboli, mniejszości seksualnych, a po premierze filmu Tomasza Sekielskiego gwałtownie także pedofilii wśród duchownych i jej tuszowania przez hierarchów.

A zatem, czy polskie społeczeństwo rzeczywiście przechodzi gwałtowną przemianę?

Patrząc na słupki poparcia dla partii politycznych, trudno to zauważyć. Na ugrupowania konserwatywne lub skrajnie prawicowe – od Zjednoczonej Prawicy, przez Kukiz ’15 po Konfederację – chce głosować łącznie ponad 50 procent badanych. Jeśli do tego dodać fakt, że Koalicja Europejska również składa się z pewnej części z polityków i ugrupowań, którym daleko do obyczajowego liberalizmu, wniosek jest prosty: tezy o zachodzącej w Polakach przemianie – tym bardziej gwałtownej – należy traktować z dużym dystansem.

Taki wniosek byłby jednak przedwczesny. Rozmaite sondaże – jak choćby ostatnie badania dla OKO.press – dowodzą bowiem twierdzenia dokładnie przeciwnego. W opracowaniu wyników dziennikarze OKO przekonują, że to partie polityczne nie nadążają za liberalizującym się elektoratem. Na dowód przywołują dane, zgodnie z którymi spośród wyborców KE aż:

• 85 proc. uważa, że biskupi w przypadkach pedofilii w Kościele stają raczej po stronie sprawców niż ofiar (Wiosna – 84 proc., PiS – 36 proc.);
• 83 proc. jest zdania, że katolickie msze NIE powinny być częścią uroczystości państwowych (Wiosna – 86 proc., PiS – 21 proc.);
• 80 proc. dałoby kobiecie prawo do przerywania ciąży do 12. tygodnia (Wiosna – 87 proc., PiS – 21 proc.);
• 74 proc. uważa, że religia powinna być nauczana w parafii, a nie w szkole (Wiosna – 88 proc., PiS – 20 proc.);
• 62 proc. było za przyznaniem parom homoseksualnym prawa do zawierania małżeństw (w elektoracie Wiosny – 78 proc., PiS – 15 proc.).

To nie wszystko.

Zaledwie kilka tygodni temu, po tym jak prezydent Warszawy podpisał tak zwaną Kartę LGBT – w założeniu poprawiającą poziom tolerancji dla osób nieheteroseksualnych – wielu polityków i publicystów prawicowych przekonywało, że to… atak na polskie rodziny. Kiedy zaś kilka dni później wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej powiedział, że w przyszłości może dojść do legalizacji adopcji dzieci przez pary homoseksualne, wydawało się, że Koalicja Europejska popełniła poważny błąd.

Rabieja skrytykował prezydent Trzaskowski, od słów wiceprezydenta odciął się także Grzegorz Schetyna. Okazję do ataku wyczuł także Jarosław Kaczyński, na jednym z wieców rzucając hasło: „Wara od naszych dzieci!”. A jednak dosłownie kilka dni później temat wygasł. Czy to oznacza, że bardziej niż na sondaże poparcia dla partii powinniśmy zwracać uwagę na badania opinii publicznej dotyczące konkretnych spraw?

„Polskie społeczeństwo […] jest dużo bardziej otwarte i tolerancyjne, niż to się politykom wydaje. Ale trzeba o tym rozmawiać odpowiednim językiem”, mówi Rafał Trzaskowski w rozmowie z Karoliną Wigurą i Jarosławem Kuiszem. Co to konkretnie znaczy „odpowiednim”? „Jeśli mówimy: «chcemy bronić praw homoseksualistów», ludzie akceptują to znacznie chętniej niż: «chcemy bronić praw osób LGBT». To drugie sformułowanie kojarzy się części Polaków z ideologicznym importem z Zachodu”. Z tego wynika, zdaniem Trzaskowskiego, że „trzeba nazywać rzeczy po imieniu, ale nie robić z poważnego i potrzebnego dyskursu ideologicznej wojny. A przede wszystkim trzeba rozmawiać językiem, który daje drugiej stronie możliwość odniesienia się do naszych argumentów”.

Trudno jednak nie zauważyć, że Koalicja Europejska nie ma w sprawach chociażby stosunku do Kościoła czy mniejszości seksualnych jasnego stanowiska. Zarzut ideowej niespójności jest zresztą bardzo często stawiany KE przez polityków Zjednoczonej Prawicy. W pewnym sensie słusznie, ale czy taka sama słabość nie dotyczy także ugrupowania rządzącego?

„Różnorodność jest siłą polskiej centroprawicy”, mówił niedawno w wywiadzie dla Onetu wicepremier i lider Porozumienia, Jarosław Gowin. „Różnimy się choćby w podejściu do gospodarki – Porozumienie jest partią wolnorynkową – czy do modelu państwa, w którym opowiadamy się za rozszerzaniem kompetencji samorządu, a nie centralizowaniem państwa”. Dlaczego zatem „różnorodność” na prawicy ma być wartością, a w opozycji – zasadniczą wadą?

„Gdybyśmy jako Porozumienie nie czuli wspólnoty poglądów i przekonań z PiS-em, to by nas nie było w tym obozie. Kompromis jest elementem polityki i nasze poglądy mieszczą się pod dużym konserwatywno-liberalnym namiotem, którego liderem jest Prawo i Sprawiedliwość”, mówi wiceprezes Porozumienia Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim i Jakubem Bodzionym. Emilewicz nie popiera jednak bezwzględnie wszystkich postulatów PiS-u, nawet tych zawartych w „piątce Kaczyńskiego”.

Czy zatem niespójności w poglądach dwóch głównych bloków politycznych – w sprawach obyczajowych, gospodarczych, a także europejskich – są szansą dla nowego ugrupowania, jak choćby trzeciej dziś w sondażach Wiosny Roberta Biedronia? Socjolog Jan Sowa nie ma na to wielkich nadziei, a to ze względu na… niespójność programową partii Biedronia.

„Uważam Wiosnę za niewiarygodną pod względem społeczno-gospodarczym”, mówi w rozmowie z Tomaszem Sawczukiem. „Może oni są po prostu liberalni ekonomicznie i ukrywają to pod płaszczykiem kilku wybiórczych haseł brzmiących prosocjalnie, bo taki mamy polityczny Zeitgeist? A może liczą po cichu na poparcie biznesu, więc nie chcą irytować przedsiębiorców? Nie wiem. Trochę mi to wygląda na powtórkę z Ruchu Palikota: ludowi świeczkę i biznesowi ogarek”.

Tak oto okazuje się, że na dwa tygodnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego spójność programów wszystkich największych ugrupowań politycznych pozostawia wiele do życzenia. I to niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z „koalicją”, „zjednoczeniem”, czy z pojedynczą partią.

Nic zatem dziwnego, że politycy wolą medialną „wojnę kulturową” niż pytania o szczegóły programów.

Zapraszamy do lektury!
Redakcja „Kultury Liberalnej”

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 540

(19/2019)
14 maja 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj