Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Czy Konfederacja odbierze...

Czy Konfederacja odbierze PiS-owi większość?

Jakub Bodziony

PiS triumfuje w najtrudniejszych dla siebie wyborach i wygrywa pierwszą część wyborczego dwuboju. To nie oznacza, że Jarosław Kaczyński może być spokojny o zwycięstwo jesienią, bo żelazna zasada PiS-u – „na prawo od nas tylko ściana” – jest już nieaktualna.

Konfederacja to egzotyczny sekstet. W koalicji zmieścili się Ruch Narodowy, antyaborcyjna aktywistka Kaja Godek, a także polityczny weteran Janusz Korwin-Mikke, który zawsze znajdzie ciepłe słowo dla Hitlera. W skład Konfederacji weszli także Liroy, eksraper propagujący legalizację marihuany, Grzegorz Braun, który z kamienną twarzą udziela odpowiedzi na pytanie „czy Yoda był Żydem”, a także browarnik Marek Jakubiak, który został posłem dzięki Pawłowi Kukizowi, podobnie jak Liroy. Razem mogą jesienią odebrać PiS-owi decydujące głosy w walce o sejmową większość.

Internetowa prawica rozczarowana PiS-em

Dotychczas Prawo i Sprawiedliwość miało po prawej stronie pozycję niemal monopolistyczną. Ruch Narodowy utrzymywał stabilne poparcie na poziomie 1 procenta, a kolejne inicjatywy Korwin-Mikkego odnosiły największe sukcesy w szkolnych prawyborach. W 2015 roku Paweł Kukiz wprowadził narodowców do parlamentu, ale od tej pory wielu posłów odeszło, a jego ruch stopniowo słabnie i z czasem może się rozpaść.

To PiS wprowadziło do debaty publicznej wiele z haseł podnoszonych dzisiaj przez Konfederację, ale samo jest niedostatecznie radykalne, żeby zadowolić wyborców, szczególnie tych młodszych, do których trafiają mocne hasła.

Jakub Bodziony

Program polityczny sformułowany pod szyldem Konfederacji jest dość prosty i nienowy – dotychczas funkcjonował jednak na marginesie i w rozproszeniu. W tej chwili ksenofobiczni Avengersi, filmowym basem Grzegorza Brauna, snują wspólną opowieść o okrągłostołowym spisku, zdradzie w Magdalence, komunistycznym eurokołchozie, ataku na polskie wartości przypuszczonym przez gejów, Żydów i Niemców.

Część odpowiedzialności za ten stan rzeczy można przypisać Prawu i Sprawiedliwości, które pada ofiarą własnego radykalizmu. To PiS wprowadziło do debaty publicznej wiele z haseł podnoszonych dzisiaj przez Konfederację, ale samo jest niedostatecznie radykalne, żeby zadowolić wyborców, szczególnie tych młodszych, których rozbudzają mocne hasła. Zjednoczona Prawica wygrała w najmłodszej (18–29 lat) grupie wyborców, zdobywając 28,4 procent głosów, jednak Konfederacja uzyskała wśród młodych 18,5 procent, co dało jej trzecią pozycję.

Jakie są zarzuty Konfederatów wobec PiS-u? Do porażek w polityce wewnętrznej zaliczają nieudaną repolonizację mediów, źle przeprowadzoną reformę sądownictwa czy brak zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Nie brakuje także zarzutów dotyczących spraw zagranicznych. Dość przypomnieć uchwalenie przez PiS nowelizacji ustawy o IPN-ie i jej kolejną nowelizację pod wpływem nacisków USA. Konfederacja zarzucała PiS-owi „poddańczość” wobec Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, choćby w związku z porzuceniem ustawy reprywatyzacyjnej czy organizacją konferencji bliskowschodniej w Warszawie (o której pisaliśmy na tych łamach) i tak zwaną „ustawą 447”, uchwaloną przez amerykański Kongres, a dotyczącą dochodzenia roszczeń obywateli Izraela wobec Polski, zarówno w kwestii mienia bezspadkowego, jak i roszczeń rzeczywistych spadkobierców.

Ta ostatnia sprawa podgrzewana była szczególnie w końcówce kampanii, w tym przy okazji telewizyjnej debaty przedwyborczej. To właśnie wtedy Konfederacja miała szansę na przebicie się z własnym przekazem, z czego skwapliwie skorzystała. Wypowiedzi Krzysztofa Bosaka przeważnie nie miały na celu podjęcia rzeczowej polemiki z kontrkandydatami, lecz podkreślenie niedostatecznego radykalizmu i hipokryzji PiS-u. Z tej perspektywy kluczowym momentem debaty było wysunięcie przez Bosaka zarzutu, że PiS ulega żydowskim roszczeniom majątkowym. Na podkreślenie swoich słów, Bosak opuścił podium i wręczył kandydatce PiS-u znaczek sprzeciwu wobec „ustawy 447”.

Flickr.com

Imperium kontratakuje

PiS nie do końca wiedział, jak zareagować na Konfederację. Jeszcze na kilka miesięcy przed wyborami wiceministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego został Adam Andruszkiewicz, co pozwoliło na wykluczenie z gry jednego z aspirujących liderów ruchu nacjonalistycznego. Wcześniej partia rządząca podjęła próbę przejęcia organizowanego 11 listopada przez narodowców Marszu Niepodległości.

Po tych manewrach, na początkowym etapie kampanii wyborczej, rząd próbował przemilczeć Konfederację. Sytuacja uległa jednak zmianie, kiedy radykałowie na stałe zagościli w sondażach na poziomie 5 procent. Tuż przed rozpoczęciem ciszy wyborczej Mateusz Morawiecki mówił, że „powstała partia jawnie antyeuropejska, antyamerykańska i prorosyjska. To niebezpieczna opcja, przed którą przestrzegamy”. Antoni Macierewicz w swoim felietonie w Radiu Maryja opowiadał: „Apeluję do takich ludzi, których uważam za uczciwych, jak pan Michalkiewicz czy pan Braun: panowie, osłabiając Prawo i Sprawiedliwość, osłabiacie Polskę”.

Media publiczne i te zaprzyjaźnione z obozem władzy zaatakowały wówczas Konfederację, oskarżając jej polityków o rosyjskie powiązania. Samuel Pereira określił Konfederatów jako „zbrojne ramię totalnej opozycji”, a Dorota Kania, dziennikarka TV Republika i Polskiego Radia, sugerowała, że fakt, iż orzeł w partyjnym logo Konfederacji jest zwrócony na wschód, to symbol nie bez znaczenia. Na portalu Niezależna.pl mnożyły się nagłówki: „Kapelan kibiców: nie da się łączyć pamięci o Żołnierzach Wyklętych z wywiadami dla «Sputnika»”; czy „Z czego żyje Krzysztof Bosak? Niejasne źródła dochodów lidera Konfederacji”. Tomasz Sakiewicz, naczelny „Gazety Polskiej”, na krytykę Konfederacji poświęcił kilkanaście wpisów w mediach społecznościowych, a liderów ugrupowania określił jako „ludzi urwanych z choinki”, którzy nawiązują do „najbardziej dla Polski szkodliwych haseł” i „służą nie wiadomo komu, ale na pewno nie Polakom”. Wtórował mu Marian Kowalski, który na antenie TVP Info jako „ekspert” opowiadał o tym, że „sitwa wokół Brauna” tworzy frakcję prorosyjską w Polsce.

Trzeba zresztą przyznać, że informacje o rosyjskich powiązaniach radykalnej prawicy nie są nowością (dość wspomnieć wyjazd Janusza Korwina-Mikkego na okupowany przez Rosję Krym czy fakt, że Mateusz Piskorski, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Kremla, zaraz po wyjściu z więzienia zadeklarował, że zawsze wspierali go właśnie Korwin oraz Grzegorz Braun). Nie można wykluczyć, że informacje te miały pewien wpływ na ostateczny wynik koalicji.

Konfederaci doszli do wniosku, że cel uświęca nawet najbardziej obrzydliwe środki. Jak mówił Mentzen, „i już kiedy komuś się wydaje, że tym razem Konfederacja przegięła, bo batożenie homoseksualistów to naprawdę jest przesada – to nam poparcie rośnie!”.

Jakub Bodziony

Chociaż wynik Konfederacji nie dał jej miejsc w Parlamencie Europejskim, trudno jednoznacznie uznać go za zły. Koalicja skrajnej prawicy uzyskała procentowo wynik gorszy niż Nowa Prawica JKM, która licząc łącznie z Ruchem Narodowym, zdobyła 8,5 procent poparcia w eurowyborach z 2014 roku. Trzeba natomiast pamiętać, że na niekorzyść skrajnej prawicy wpłynęła rekordowa frekwencja wyborcza, która pięć lat temu wynosiła 23,8 procent, w stosunku do tegorocznych 45,6 procent.

„House of Cards” z piwnicy

Z początku Konfederaci swoją popularność budowali głównie w internecie, używając do tego mediów społecznościowych, gdzie byli dużo skuteczniejsi niż tradycyjne partie. Kiedy 18 maja odbywał się marsz Koalicji Europejskiej, na którym występowali najbardziej rozpoznawalni politycy opozycji, hasztag #MarszSuwerenności był niemal dwukrotnie częściej cytowany niż lansowany przez opozycję #PolskawEuropie. Podobny sukces udało się powtórzyć przy okazji debaty europejskiej. Konfederacja w ciągu 24 godzin zyskała wówczas 1400 nowych obserwatorów na Twitterze, a wpisy wyrażające poparcie dla Krzysztofa Bosaka zdominowały hasztag #DebataEuropejska.

Sami Konfederaci chętnie mówią o strategii formacji, która ma być efektem zimnej kalkulacji politycznej. Stanisław Mentzen z partii KORWIN mówił podczas wykładu, który odbił się w mediach społecznościowych szerokim echem, że pozornie górnolotne idee narodowo-godnościowe, podszyte są cynizmem i politycznym marketingiem.

Mentzen zaczął swój wywód od rytualnej krytyki demokracji, bo przecież uczestnictwo w wyborach jest z rozumowego punktu widzenia bez sensu – bardziej prawdopodobne jest to, że w drodze do lokalu wyborczego potrąci nas samochód niż to, że nasz głos cokolwiek realnie zmieni. Następnie tłumaczył następnie, że jedyny przekaz, który się liczy, to przekaz emocjonalny. Skoro sama decyzja o pójściu na wybory jest nieracjonalna, to nikt, kto się takiego wysiłku podjął, nie będzie podejmować racjonalnych decyzji. Jako przykład polityka, który nie rozumie, jak należy robić politykę, Mentzen wymienił Roberta Gwiazdowskiego, który skupiał się na argumentach gospodarczych, zamiast odwoływać się do kwestii światopoglądowych. I to właśnie z niepowodzeń Polski Fair Play lekcje wyciągnąć miała Konfederacja.

Jakie to lekcje? Po pierwsze, nowe projekty polityczne muszą być radykalne, a nie szukać wyborców w centrum. Strateg Konfederacji uważa, że wyborcy centrowi nie interesują się polityką, dlatego nie głosują na wyraziste partie. Trzeba zatem mówić do ludzi, do których przemawiają „wielkie i radykalne idee”. Niezbędny jest również lider i tu Mentzen zestawia ze sobą porażkę Gwiazdowskiego z sukcesem Roberta Biedronia, tłumacząc go właśnie charyzmą przywódcy Wiosny, który nie walczy o centrum, a o „skrajnie lewicowego wyborcę”.

Wreszcie, Konfederaci doszli do wniosku, że cel uświęca nawet najbardziej obrzydliwe środki. Jak mówił Mentzen, „i już kiedy komuś się wydaje, że tym razem Konfederacja przegięła, bo batożenie homoseksualistów to naprawdę jest przesada – to nam poparcie rośnie!”. Do tego dochodzą „najlepsze wzorce z kampanii brexitowej i Donalda Trumpa” – badania fokusowe i targetowane reklamy na Facebooku.

W efekcie powstała „piątka Konfederacji”, która przebiła się poza radykalną bańkę i obiegła tradycyjne media. Jej treść to, mówi Mentzen: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”. Po tych słowach na sali słychać głośny aplauz. W podobny sposób polityk mówi o temacie ewentualnych żydowskich roszczeń: „trzeba mówić ludziom, że Żydzi dostaną naszą polską ziemię. To bardziej chwyci. I co więcej, myślą państwo, że jak dostaną tę naszą polską ziemię, to będą ją sami uprawiać? Oni zatrudnią Polaków. Założą Polakom chomąto i będą uprawiać nimi pole”.

Cała polityczna zręczność Konfederacji sprowadza się do żerowania na najbardziej prymitywnych ludzkich instynktach i polskich fobiach.

Jakub Bodziony

„I kto tu jest szurem?”

W odpowiedzi na tytułowe pytanie swojego wykładu – „I kto tu jest szurem?” – Mentzen mógłby przedstawić swoją wyborczą drużynę. Bo to Krzysztof Bosak podczas telewizyjnej debaty przedwyborczej mówił o homoseksualizmie jak o zboczeniu, a jego koleżanka z listy Kaja Godek błysnęła frazą, że „geje chcą adoptować dzieci po to, żeby je gwałcić i molestować”. Z kolei Konrad Berkowicz w debacie z kandydatką PiS-u, przyłożył jej do głowy jarmułkę. Dodatkowo, Konfederacja uzyskała również poparcie antyszczepionkowego guru i fanatyka lewoskrętnej witaminy C Jerzego Zięby, a także Huberta Czerniaka, który przekonuje o śmiercionośnych zagrożeniach związanych z siecią 5G.

Cała polityczna zręczność Konfederacji sprowadza się do żerowania na najbardziej prymitywnych ludzkich instynktach i polskich fobiach. Trudno być z tego dumnym. Szczucie na uchodźców, imigrantów i Żydów nie znajduje usprawiedliwienia, więc nic dziwnego, że przyłapane na tym osoby dziwnym trafem zwykle tłumaczą się tym, że użyły tylko „figury retorycznej”, przenośni czy skrótu myślowego. Wystarczy zerknąć na sekcję komentarzy pod wystąpieniami Konfederatów, żeby przekonać się, w jaki sposób te rzekome metafory rozumie ich elektorat.

Mleko się rozlało

Odpowiedzią na skrajną prawicę nie jest jej ignorowanie, naśladowanie ani moralna panika. Nie ma innej drogi niż konfrontowanie się z poglądami radykałów i poddawanie ich krytyce, przy kategorycznym i bezkompromisowym odrzuceniu treści homofobicznych, antysemickich, rasistowskich czy ksenofobicznych.

PiS nie odpuści walki o głosy. Wiele wskazuje więc na to, że najbliższe miesiące będą upływać pod znakiem radykalizacji sceny politycznej w kwestiach obyczajowych i polityki zagranicznej. Korwin-Mikke zapowiedział już możliwość koalicji z Prawem i Sprawiedliwością po wyborach parlamentarnych. Jarosław Kaczyński na razie odcina się od takich pomysłów i twierdzi, że Konfederacja to ugrupowanie prorosyjskie, działające na korzyść Koalicji Europejskiej.

Do czasu. Podobne zapewnienia słyszeliśmy już z ust prezesa, kiedy ten wykluczał możliwość politycznych konszachtów z Samoobroną i LPR. Jeśli stawką będzie utrata władzy, to żaden kompromis nie będzie dla Kaczyńskiego zbyt zgniły.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 542

(21/2019)
28 maja 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj