Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Sawczuk w poniedziałek]...

[Sawczuk w poniedziałek] Donaldzie, opamiętaj się! O nowej książce Grzegorza Schetyny

Tomasz Sawczuk

„Trzeba umieć się postawić, żeby nie stracić wszystkiego, co się zbudowało”, mówi Grzegorz Schetyna w nowym wywiadzie-rzece, który przeprowadził z nim Cezary Michalski.

Chociaż słowa te wypowiedziane zostały w innym kontekście, trudno nie odnieść ich do sytuacji, w jakiej znalazł się szef Platformy Obywatelskiej po przegranych wyborach do europarlamentu. Opowieść, którą snuje Schetyna, ma wyraźnie pokazać, że nadaje się on na przywódcę politycznego, zna swój fach, widzi więcej niż inni, również dzięki doświadczeniu – że jest godnym następcą Tuska.

Czy to jest dobra książka?

Jest to dziwna książka. I nie mogę się zdecydować, czy jest bardzo ciekawa, czy bardzo nieciekawa. Z jednej strony, Schetyna ma do przekazania naprawdę wciągającą historię. Opowiadanie o jego domu rodzinnym oraz wpływie rodziców na jego antykomunizm i dalszą drogę życiową, znaczenie przeprowadzki z Opola do Wrocławia i historia tamtejszej konspiracji, a następnie dzieje przejścia do III RP i bliska obserwacja uczestnicząca kolejnych przemian w naszej polityce składają się na świetną lekturę. Także historia o tym, jak Schetyna zastawiał majątek, aby mieć pieniądze na kampanię nowo powstałej Platformy, pokazuje, że mamy do czynienia z poważnym zawodnikiem, który jest gotów ponieść w walce ryzyko.

Z drugiej strony, nie mogę uciec od wrażenia, że czegoś ważnego w tej historii brakuje. Przez ponad 300 stron lektury miałem wrażenie, że opowiadanie Schetyny ma dwa główne tematy. Jeden to ewolucja od radykała walczącego z autorytarną władzą do politycznego realisty, a drugi to historia relacji z Donaldem Tuskiem. I na ostatnich stronach okazało się, że nie tylko ja miałem takie wrażenie, ponieważ wywiadujący szefa PO Cezary Michalski zwrócił Schetynie uwagę na to samo. Ten odpowiedział na uwagę Michalskiego trochę zbywająco, że jest to „tabloidowa” interpretacja ich rozmowy, ale jest to interpretacja prawdziwa.

O czym opowiada Schetyna? Najpierw dowiadujemy się, że główny bohater miał instynkt działacza politycznego już od czasów licealnych. Bardzo dobrze radził sobie w konspiracji w latach 80., służąc w Solidarności Walczącej, a następnie płynnie przeszedł do pracy w administracji w nowym ustroju. Tyle pierwsza część, która rozciąga się od działalności rodziców Schetyny w AK, a nawet wcześniej, aż do odzyskania wolnej Polski.

Tymczasem PRL upadł, a na początku lat 90. Schetyna spotkał Donalda Tuska i zaczyna się nowa historia. Przez kilkanaście lat panowie dzielili drogę polityczną w Kongresie Liberalno-Demokratycznym i Unii Wolności, co ostatecznie doprowadziło do powołania Platformy Obywatelskiej. Wszystko było dobrze, do czasu, aż partia pod wodzą Tuska wygrała wybory i przyszło do tworzenia rządu. Tusk chciał, żeby Schetyna został szefem Komitetu Prezesa Rady Ministrów, gdzie jego zadaniem byłoby ogarnianie prac rządu – rzecz podobna do tego, co robił jako sekretarz generalny PO.

Schetyna na swoim

Schetynie przyszła jednak do głowy inna myśl – chciał czegoś bardziej samodzielnego. Objął więc tekę w MSWiA. Dalej wszystko było już gorzej, bo Tusk zaczął go wkrótce postrzegać jako zagrożenie. Schetyna wyleciał z rządu w 2009 roku przy okazji afery hazardowej, chociaż sam nie był w nic zamieszany. Następnie wbrew woli Tuska objął stanowisko marszałka Sejmu, ale i tę funkcję przestał sprawować po wyborach w 2011 roku. Wcześniej stracił stanowisko szefa dolnośląskich struktur partii, został także zmuszony do tego, by startować do Sejmu z województwa świętokrzyskiego, zamiast ze swojego Wrocławia.

Po wyborach nowo upieczony poseł został szefem sejmowej komisji spraw zagranicznych i zamknął się z kolegami (Schetyna nie ma chyba koleżanek, a przynajmniej nie w polityce) w sejmowej „pieczarze”. Szef PO mówi, że był to czas politycznego dojrzewania. Nieustannie zaznacza przy tym, że nigdy, przenigdy nie przestał być lojalny wobec Platformy.

Tusk idzie na Cezara

Tu docieramy do ważnego momentu: teraz nie chodzi już tylko o to, że drogi Schetyny i Tuska się rozeszły, ale i o to, że Tusk zaczął się mylić. Schetyna opowiada, że w czasie drugiej kadencji Platformy (2011–2015) Tusk postawił na jedynowładztwo i wiele rzeczy robił tylko po to, aby pokazać, że może je zrobić samodzielnie, choć osłabiało to rząd i partię. Przez to Platforma była w złej kondycji i z czasem stała się niezdolna do wygrywania wyborów.

Zaskakująco otwarta jest także interpretacja momentu wyjazdu Tuska do Brukseli w 2014 roku, którą przedstawia Schetyna. Jego zdaniem Tusk planował wyjazd, jeszcze zanim sondaże Platformy były słabe i chciał zostawić partię komuś sterowalnemu, aby utrzymać nad nią kontrolę. Schetyna został wówczas ministrem spraw zagranicznych w rządzie Ewy Kopacz – znowu wbrew woli Tuska. Po porażce PO w wyborach parlamentarnych w 2015 roku wygrał zaś wybory na szefa PO.

Dzisiaj to Schetyna stoi na czele największego bloku opozycyjnego. To ważne, bo lider Platformy wielokrotnie podkreśla historyczne znaczenie budowania sojuszy wyborczych – przecież Kongres Liberalno-Demokratyczny nie dostał się do Sejmu jeszcze w pierwszej połowie lat 90. właśnie dlatego, że wystartował do wyborów niezależnie od Unii Demokratycznej. Z perspektywy Schetyny wyjście PSL-u z Koalicji Europejskiej to oczywisty błąd. Nie powinno się jej osłabiać ani rozbijać.

Ostatecznie Schetyna wyciąga do Tuska dłoń do porozumienia, już na własnych warunkach. Mimo zaszłości między politykami, obecny lider PO mówi, że Tusk powinien być kandydatem obozu demokratycznego w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Ciekawe pytanie: czy należy mu wierzyć?

O co panu chodzi, panie Schetyna?

Czego więc w tej książce brakuje? Nie dowiadujemy się z niej, co właściwie Schetyna myśli o współczesnej Polsce, czego właściwie chce. Czytając jego opowiadanie, naprawdę można czasem dojść do wniosku, że w polityce liczy się wyłącznie, kto z kim i kto kogo – że jest to nie tyle jej warstwa zasadnicza, co jedyna. Nawet na pytanie o przyczyny porażki Platformy w 2015 roku Schetyna odpowiada, że chodziło o „twardą politykę” i wymienia trzy problemy: „Porażka Bronisława Komorowskiego, powstanie Nowoczesnej i niewejście do parlamentu lewicy”.

Warto mieć w tej sprawie jasność. Polityczny pragmatyzm Schetyny należy cenić, a nie go wyśmiewać. Jest to coś, czego brakuje wielu aspirującym politykom. Schetyna mówi, że w polityce chodzi o rozwiązywanie problemów i budowanie czegoś trwałego – i ma rację. Jeśli lider Platformy uważa, że PiS zagraża podstawom demokracji, to jego praktyczne zmartwienie polega obecnie na tym, aby stworzyć blok polityczny, który odbierze Kaczyńskiemu większość. I nic dziwnego, że chce utrzymywać nad tym procesem kontrolę. Schetyna jest politykiem demokratycznym, dlatego zajmuje się obsługiwaniem żądań, które docierają do niego skądinąd – w pewnym sensie nie ma własnej agendy, ma co najwyżej granice, których nie przekroczy, które są przypuszczalnie inne niż granice, których nie przekroczy Kaczyński. Dla lidera Platformy ważna była lekcja wyciągnięta z porażki wyborczej KLD w 1993 roku – jak przypomina, nadmiernie wyraziste idee doprowadziły do tego, że partia wylądowała „na aucie”.

Jeśli pominąć okazjonalne odwołania do Thatcher i Reagana, które dają pewne pojęcie o wyobraźni politycznej szefa PO, z książki nie dowiemy się jednak, co takiego z rzeczywistości społecznej w ogóle do Schetyny dociera i co myśli o współczesnych problemach społecznych. Platforma słusznie porzuciła sznyt dogmatycznie wolnorynkowej partii biznesu, ale nie wypracowała nowej perspektywy organizującej myślenie o polityce, która wykraczałaby poza kontekst przeciągania liny między partiami. Wciąż trwa ona przy wąsko pojętym pragmatyzmie człowieka interesów, który chce „dopiąć projekt”, zamiast zrobić krok w stronę bardziej demokratycznego pragmatyzmu, na gruncie którego idea „dopinania projektów” zostaje uzupełniona o kontekst budowania relacji między ludźmi. Szerzej pisałem o tych sprawach w „Nowym liberalizmie”, więc teraz za cenę uproszczeń powiedzmy: więcej kampanii bezpośredniej.

Jeśli rzecz podsumować, z książki wynika zatem, że tylko dobre relacje między Schetyną a Tuskiem mogą zbawić Polskę. O to jednak trudno, bo Tusk najpierw uległ pokusie władzy absolutnej, a potem, jak mówi Schetyna, „wypraszał” go z polityki „bardzo zdecydowanymi środkami”. A przecież polityczni bracia znów mogliby grać w jednej drużynie. Wniosek nasuwa się jeden: Donaldzie, opamiętaj się!

 

Książka:

Grzegorz Schetyna, Cezary Michalski, „Historia pokolenia”, Poltext, Warszawa 2019

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 542

(21/2019)
3 czerwca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj