Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Za co nie...

Za co nie został odwołany marszałek Kuchciński

Magdalena Grzyb

Tempo wydarzeń w polskiej polityce sprawia, że co kilka dni żyjemy nowymi sensacjami. Od czasu do czasu warto jednak wrócić do spraw odstawionych na boczny tor, szczególnie jeśli nie zostały wyjaśnione. Taką sprawą jest „odejście” Marka Kuchcińskiego z funkcji marszałka Sejmu.

Wciąż nie mogę wyjść z osłupienia, z jakiego powodu marszałek Kuchciński został zdymisjonowany (czy raczej zmuszony do podania się do dymisji) i z jakiego nie został.

Otóż wydaje się, że został zdymisjonowany za bycie fajnym kolegą i dobrym mężem i ojcem!

Na skutek publikacji rozmaitych mediów opinia publiczna dowiedziała się, że marszałek Marek Kuchciński pokochał latanie. Loty luksusowym odrzutowcem to nie grzech, zwłaszcza jeśli w ramach pełnionych funkcji publicznych mamy taką możliwość! I to jeszcze za darmo. Czyli za nasze pieniądze. Zwłaszcza jeśli mieszka się tak daleko od Warszawy. Jeden lot kosztuje 28 tysięcy złotych – i skoro jest więcej miejsc w odrzutowcu, to naprawdę bez sensu, żeby latał pusty. Fakt, że zabierał na pokład swoją rodzinę (żonę Beatę i dzieci), zaprzyjaźnionych posłów oraz ich rodziny, w ogóle nie powinien nikogo bulwersować. Grzech nie skorzystać.

Fakt dzielenia się swoimi przywilejami z rodziną i przyjaciółmi i zabierania ich na luksusowe loty odrzutowcem na Podkarpacie i z powrotem, świadczył też o tym, jak serdecznym kolegą i dobrym mężem i ojcem jest marszałek Kuchciński. Własnym świadectwem dawał przykład, że rodzina, koledzy i koleżanki z partii oraz ich krewni są najważniejsi i po chrześcijańsku ofiarowuje im to, co ma.

Ja też bym bardzo chciała, aby jakiś mój krewny albo chociaż kolega któregoś z moich krewnych był ważnym politykiem PiS-u i żeby mnie również ktoś choć raz zabrał na pokład luksusowego odrzutowca lecącego w me rodzinne strony, dzięki czemu nie musiałabym tłuc się kilka godzin spóźnionym i zatłoczonym pociągiem (w którym płacę pełną cenę za bilet, a nie jak posłowie i senatorowie, którzy jeżdżą za darmo) albo samochodem korkować polskie drogi.

Rodzina i przyjaciele są najważniejsi i w partii, która tak żywo wartości rodzinne promuje i polską rodzinę wspiera, zachowanie Marka Kuchcińskiego powinno wręcz być nagrodzone! Na szczęście dymisja Kuchcińskiego na dwa miesiące przed wyborami zbyt dotkliwą karą jednak nie jest. W wyborach i tak startuje z pierwszego miejsca w swoim okręgu krośnieńskim, a władze partii nie wykluczają, że po wyborach znowu zostanie marszałkiem.

Kariera polityczna Marka Kuchcińskiego nie ucierpiała w żadnym stopniu od podejrzeń, że uprawiał seks z 14-letnią Ukrainką w jednym z podkarpackich domów publicznych należących do dwóch gangsterów, braci R. i dał się jeszcze nagrać.

Magdalena Grzyb

Za co nie został zdymisjonowany

Ale bardziej jeszcze zdumiewa to, za co Kuchciński nie został ukarany. Otóż kariera polityczna Marka Kuchcińskiego nie ucierpiała w żadnym stopniu wskutek podejrzeń, że uprawiał seks z 14-letnią Ukrainką w jednym z podkarpackich domów publicznych należących do dwóch gangsterów, braci R., i dał się jeszcze nagrać.

Bo sugestia taka, nawet jeśli obecnie bez twardych dowodów, odnośnie któregokolwiek polityka – a zwłaszcza polityka partii, która na sztandarach ma wartości konserwatywne i katolickie – jest (lub przynajmniej powinna być) niepokojąca.

Wątek Kuchcińskiego jest odpryskiem tak zwanej afery podkarpackiej, która w normalnym, praworządnym kraju, czy chociaż normalnych czasach, powinna wywołać polityczny huragan.

Twardych dowodów jak na razie nie ma, ale cały szereg poszlak i okoliczności towarzyszących uprawdopodobnia taką wersję na tyle, by chociaż starać się to wyjaśnić – zaprzeczyć lub potwierdzić.

Po pierwsze, mamy pogłoski o nagraniach polityków spółkujących z prostytutkami w burdelach należących do braci R. Nagrania te zniknęły w niewyjaśniony sposób z sejfów ABW, ale ich kopie są ponoć gdzieś bezpiecznie przechowywane na Ukrainie, w celu szantażu nagranych osób.

Mamy też Wojciecha J. (zainteresowani jego nazwisko znajdą w sieci bez trudu), byłego funkcjonariusza CBA rozpracowującego tę sprawę, który twierdzi, że widział te nagrania i na przesłuchaniu komisji sejmowej pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań opowiadał, co one przedstawiają (zapis przesłuchania można zobaczyć tutaj).

Po drugie, mamy dwóch braci, Jewgienija i Aleksieja R., którzy od końca lat 90. prowadzą biznes sutenerski (oficjalnie hotelarski) – handlują kobietami i prowadzą na terenie Polski sieć domów publicznych, za co zostali zresztą prawomocnie skazani na podejrzanie niskie kary. Co więcej, cieszą się rzekomo protekcją funkcjonariuszy rzeszowskiego CBŚP oraz w tajemniczy sposób otrzymali polskie obywatelstwo. Dostali obywatelstwo dokładnie wtedy, gdy handlowali kobietami i zmuszali je do prostytucji.

Po trzecie, mamy polityków PiS-u i ograny ścigania, którzy nabrali wody w usta i zachowują się tak, jakby tematu w ogóle nie było. Nie mówią, że sprawy nie ma, bo nic nie mówią w ogóle, chociaż media raz po raz publikują kolejne doniesienia na temat braci R i ich działalności.

Całokształt wyżej wymienionych okoliczności pozwala przypuszczać, że zarzuty nie są wyssane z palca. Być może marszałek Kuchciński nie ma z tym nic wspólnego i są to bezpodstawne oskarżenia. Jednak, jeśli rzeczywiście są bezpodstawne, to wyobrażam sobie, że człowiek uczciwy zareagowałby inaczej. W końcu sugeruje się, że nie tylko korzystał z lokalnych lupanarów prowadzonych przez dwóch gangsterów, ale że korzystał z usług nieletnich ofiar handlu ludźmi!

Co prawda, korzystanie z usług kobiet prostytuowanych póki co w Polsce nie jest zakazane, jednak na wizerunek polityczny – zwłaszcza gorliwego katolika, tradycjonalisty – to rzutuje, by nie powiedzieć, że go wręcz moralnie dyskwalifikuje.

Więcej nawet – o ile kupowanie seksu od dorosłych osób zakazane nie jest, to kupowanie go od osób małoletnich już tak. Obcowanie płciowe bądź dopuszczanie się innych czynności seksualnych z osobami małoletnimi (czyli poniżej 18. roku życia.) za korzyść majątkową, osobistą lub jej obietnicę jest przestępstwem (art. 199 §3 kodeksu karnego). Grozi za nie kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy osoba małoletnia nie ma skończonych 15 lat, bo dodatkowo popełnia się przestępstwo z art. 200 §1 kk (czyli czyn potocznie znany jako „pedofilski”), za które grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.

Osoba niewinna, której nazwisko pojawia się w takim kontekście, reaguje zdecydowanie. Podejmuje wszelkie kroki, by sprawę wyjaśnić, oczyścić swoje dobre imię i pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które takie „podłe” insynuacje rzucają. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Co najwyżej kolejne osoby, które „coś” wiedzą, w tajemniczy sposób są „wygaszane”.

Ale może to i słusznie, że Marek Kuchciński ignoruje szerzące się insynuacje na temat jego udziału w aferze podkarpackiej w roli „ważnego polityka PiS-u nagranego w czasie obcowania płciowego z 14-letnią prostytuowaną Ukrainką”, bo przecież gołym okiem widać, co w PiS-ie uchodzi, a co nie.

I wychodzi na to, że uchodzą podejrzenia o seks z mocno nieletnią prostytutką i kontakty z ukraińskimi gangsterami, zaś nie uchodzi zabieranie na pokład luksusowego odrzutowca żony i zaprzyjaźnionych posłów z partii, ich krewnych i powinowatych. Odchodząc z funkcji marszałka, Kuchciński zapewniał, że „nie złamał prawa”, a odchodzi tylko dlatego, że przyjął tak aktywny model pracy marszałka i „opinia publiczna negatywnie oceniła jego postępowanie”. W przypadku afery podkarpackiej jest dokładnie odwrotnie – marszałkowi zarzuca się łamanie prawa, ale „opinia publiczna” postępowania Kuchcińskiego negatywnie ocenić nie chce.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 560

(40/2019)
2 października 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj