Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Chcesz zmienić klimat?...

Chcesz zmienić klimat? Idź na wybory!

Jakub Bodziony

Na niespełna tydzień przed wyborami warto zadać sobie pytanie: czy polska klasa polityczna jest przygotowana na nadciągająca katastrofę?

Badania pokazują, że po opiece zdrowotnej, to kryzys klimatyczny jest jednym z najważniejszych tematów dla wyborców. Politycy, podążając za sondażami i faktem, że zmiany klimatyczne zaczęli odczuwać na własnej skórze, dostrzegli temat, który do niedawna był sferą pozostawioną politycznym outsiderom. Obecnie Polska jest na skraju katastrofy ekologicznej, dlatego kwestie związane ze środowiskiem nie mogą być traktowane jak kolejny element kampanii wyborczej, ale jako kwestia pierwszorzędna, bo egzystencjalna. Do klimatycznych sceptyków i negacjonistów Polska Akademia Nauk w niedawnym komunikacie jasno napisała, że „to działalność człowieka jest dominującą przyczyną współczesnego ocieplenia klimatu, a nauka ma na to niezbite dowody”.

Anomalii pogodowych, które w przyszłości mogą stać się naszą codziennością, doświadczyliśmy już tego lata. Najpierw przyszły fale nieznośnych upałów, w wyniku których w kilku miejscowościach zabrakło wody, a ekstremalnej pogodzie towarzyszyły coraz częstsze awarie przestarzałej infrastruktury energetycznej. Masowe susze spowodowały skokowy wzrost cen warzyw i owoców, rolnicy zaś domagali się ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Na początku maja premier Mateusz Morawiecki modlił się o deszcz, ale już pod koniec miesiąca, kiedy po gwałtownych ulewach woda przerwała wały powodziowe w wielu miejscowościach, apelował do boskiej opatrzności o to, żeby przestało padać.

Skala zniszczeń związanych ze zmianami klimatu już teraz kosztuje nas 9 miliardów złotych rocznie, a sytuacja będzie się pogarszać, tym bardziej że do globalnych zmian klimatycznych dochodzą nasze lokalne problemy środowiskowe. Według Światowej Organizacji Zdrowia 33 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się w Polsce. Wkrótce, wraz raz ze spadkiem temperatur, do przestrzeni medialnej powróci toksyczny jak powietrze w Rybniku temat smogu, który co roku przyczynia się do ponad 40 tysięcy zgonów i kosztuje nas 111 miliardów złotych. Za te pieniądze można byłoby sfinansować obecną, rozszerzoną wersję programu 500 plus przez 2,5 roku.

Sytuacji środowiska nie poprawiła kadencja rządu Prawa i Sprawiedliwości, której symboliczny stosunek do przyrody wyraża postać ministra środowiska Jana Szyszki.

Na początku maja premier Mateusz Morawiecki modlił się o deszcz, ale już pod koniec miesiąca, kiedy po gwałtownych ulewach woda przerwała wały powodziowe w wielu miejscowościach, apelował do boskiej opatrzności o to, żeby przestało padać.

Jakub Bodziony

Prawica węglem zjednoczona

W obozie Zjednoczonej Prawicy Szyszko nie był osamotniony. Pamiętnym symbolem szczytu klimatycznego w Katowicach pozostanie kuriozalny spot rządu, który przedstawiał Polskę jako kraj, „w którym klimat zmienia się na lepsze”, oraz płomienne przemówienia Andrzeja Dudy, który w czasie trwania szczytu przypomniał, że „nie pozwoli, żeby ktokolwiek zabił polskie górnictwo”. Po czterech latach u władzy, świadomość kryzysu klimatycznego w PiS-ie jest dramatycznie niska. Wspomniany Jan Szyszko twierdzi, że aktywistami ze strajku klimatycznego powinny się zająć organy ścigania, a Andrzej Duda przekonywał, że „węgla mamy jeszcze na 200 lat”, więc będziemy dalej go wydobywać. Prezydent, wbrew dominującemu stanowisku naukowców, mówił też, że nie wie, na ile człowiek przyczynia się do zmian klimatycznych, bo mamy do czynienia ze skrajnościami, a „głosy naukowców są bardzo różne”.

W niewiedzy wtóruje mu Kancelaria Premiera RP, która w pospiesznie wycofanym spocie błędnie wiąże smog z emisją CO2. Zresztą, Polska w 2018 roku wypuściła do atmosfery 322,5 milionów ton dwutlenku węgla, co oznacza roczny wzrost emisji o ponad 7 milionów ton. To największy przyrost w Unii Europejskiej i szesnasty w skali globalnej, a emisja dwutlenku węgla rośnie w Polsce od 5 lat. Dlatego między bajki można włożyć stwierdzenia premiera i obecnego ministra środowiska Henryka Kowalczyka o tym, że „Polska jest liderem redukcji emisji CO2”.

Podczas swojej kadencji rząd nie zreformował górnictwa, a ponadto – uderzył w rozwój odnawialnych źródeł energii. Zamiast niezbędnej restrukturyzacji w branży górniczej, PiS uległo związkom zawodowym, które wywalczyły podwyżki dla górników, co w żaden sposób nie rozwiązuje głębokiego kryzysu, w którym pogrążona jest polska branża wydobywcza. Podejmowano irracjonalne decyzje, a jedną z najbardziej kosztownych jest budowa nowego bloku elektrowni węglowej w Ostrołęce. Minister Energii Krzysztof Tchórzewski najpierw zaciekle bronił tego projektu, by wreszcie przyznać, że budowa, której koszty obliczone są na 6 miliardów złotych, nie ma sensu z gospodarczego i ekologicznego punktu widzenia. Tu warto zaznaczyć, że polski węgiel nie jest żadną patriotyczną alternatywą dla gazu, a w tym roku prawdopodobnie padnie nowy rekord importu tego surowca z Rosji.

Polska energetyka pozostaje jedną z najbardziej uzależnionych od węgla, a ze spalania tego surowca pozyskujemy około 80 procent. I to szybko się nie zmieni, bo zgodnie z założeniami rządu, do 2050 roku ze spalania węgla wciąż pochodzić będzie w Polsce 50 procent energii. Za opieszałość w transformacji energetycznej i błędną politykę przyjdzie nam zapłacić, bo spalanie węgla będzie coraz droższe. Już w tym roku w skutek wzrostu cen energii rząd zdecydował się na częściowe zamrożenie cen prądu na poziomie tych z połowy 2018 roku, co stanowi istotne obciążenie dla budżetu.

Skala zniszczeń związanych ze zmianami klimatu już teraz kosztuje nas 9 miliardów złotych rocznie, a sytuacja będzie się pogarszać.

Jakub Bodziony

Energetyka nie do poznania

Chaos panujący w polityce klimatycznej ma jednak zostać opanowany. Prawo i Sprawiedliwość twierdzi, że ochronę środowiska traktuje „jako filar nowoczesnego państwa dobrobytu i warunek zrównoważonego rozwoju kraju”. Rządy PiS-u opisują się jako „zielone światło” dla „zielonej gospodarki” i „zielonej energetyki”. Co kryje się za tymi frazesami?

W energetyce PiS nie deklaruje daty odejścia od węgla, za to do 2030 roku chce zredukować o 50 procent emisję dwutlenku węgla z sektora bytowo-komunalnego. W programie partii znajdziemy również ogólniki na temat budowy elektrowni jądrowej (już nie jednej, a dwóch) czy wykorzystania energii wiatrowej na morskich farmach. Na uwagę zasługuje również program Mój Prąd, dzięki któremu możliwe jest uzyskanie dofinansowania do instalacji fotowoltaicznych przy gospodarstwach domowych.

Na plus obecnej władzy należy zaliczyć precedensowe podjęcie walki ze smogiem. Tutaj główną rolę odgrywa program Czyste Powietrze, który wspiera termomodernizację domów. To kluczowa sprawa, bo ocieplenie budynku połączone z wymianą okien pozwala zmniejszyć roczne wydatki na ogrzewanie od 40 do nawet 70 procent. Rząd obiecuje radykalną obniżkę emisji, dodatkowo zaostrzając normy smogowe, dotychczas należące do najłagodniejszych w Europie. Problem w tym, że tempo realizacji programu pozostawia wiele do życzenia, a jego obecna skala to tylko kropla w morzu potrzeb. Ważne jednak, że temat został podjęty przez władze.

Koalicja Obywatelska deklaruje koniec „kopciuchów” i odejście od węgla, twierdząc, że wyeliminuje ten surowiec w ogrzewaniu domów i mieszkań do 2030 roku, a do 2040 roku w całej energetyce. W celu walki z ubóstwem energetycznym ma powstać system dopłat dla mniej zamożnych obywateli. KO nie będzie zamykać kopalni węgla, a udział „czarnego złota” w miksie energetycznym ma spadać naturalnie – w wyniku wyczerpywania się złóż i „starzenia się” polskich kopalń. W ciągu dekady co najmniej jedna trzecia energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych, które mają stworzyć miejsca pracy dla byłych pracowników branży górniczej. Koalicja podkreśla znaczenie sprawiedliwej transformacji energetycznej w oparciu o środki z unijnej Platformy Węglowej. W programie znajduje się informacja o 200 tysiącach lokalnych instalacji, które do 2025 roku „pozwolą na wytwarzanie energii przez firmy i samorządy”. Kolejny milion takich instalacji, głównie z udziałem fotowoltaiki, ma powstać przy gospodarstwach domowych.

Smog co roku przyczynia się do ponad 40 tysięcy zgonów i kosztuje nas ponad 110 miliardów złotych. Za te pieniądze można byłoby sfinansować obecną, rozszerzoną wersję programu 500 plus przez 2,5 roku.

Jakub Bodziony

Najambitniejsze plany w zakresie modernizacji energetyki ma Lewica. Chociaż jej politycy regularnie podkreślają znaczenie ekologii dla naszej przyszłości, to w swoim krótkim dziewiętnastostronicowym programie, poświęcono jej zaledwie jedną stronę. Koalicja deklaruje koniec dominacji węgla, inwestycje w termomodernizację i odnawialne źródła energii i stwierdza, że do 2035 roku większość energii (dziś jest to około 11 procent) będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych, w tym z przydomowej fotowoltaiki. W ciągu 15 lat Polska ma mieć „najczystsze powietrze w tej części Europy”, do czego przyczyni się wymiana dwóch milionów pieców węglowych, tak aby zlikwidować problem tak zwanej niskiej emisji. Politycy lewicy proponują również inwestycje w energetykę przydomową i całkowity zakaz importu węgla.

Koniec z wysypiskiem Europy?

Konkretne rozwiązania Prawo i Sprawiedliwość obiecuje w kwestii gospodarowania odpadami. Producenci produktów w opakowaniach mają finansować ich późniejszą zbiórkę i przetwarzanie. PiS proponuje wprowadzenie kaucji za opakowania i „elektronicznej ewidencji odpadów”, które mają być monitorowane online, również w trakcie transportu. W programie znajdziemy także plan wdrożenia dyrektywy, która wyeliminuje plastikowe produkty jednorazowego użytku i cele recyklingowe: w 2025 roku – 55 procent; w 2030 roku – 60 procent; w 2035 roku – 65 procent. Komisja Europejska już w 2030 roku będzie od nas wymagać recyklingu na poziomie 65 procent.

W programie Koalicji Obywatelskiej znajdziemy podobne deklaracje dotyczące zmniejszenia produkcji plastiku i wyeliminowania jednorazowego plastiku na rzecz opakowań wielorazowego użytku oraz wprowadzenia kaucji za plastikowe opakowania. Instytucje publiczne mają zrezygnować z jednorazowego plastiku na rzecz wielokrotnych lub biodegradowalnych opakowań (realizacje tego punktu KO powinna zacząć w samorządach, w których sprawuje władzę). Dalekosiężnym celem wpisanym w program koalicji jest gospodarka w oparciu o obieg zamknięty i politykę zero waste. Platforma i jej koalicjanci postulują absolutny zakaz sprowadzana odpadów do Polski.

W programie Lewicy nie znalazły się żadne informacje na ten temat, chociaż jej przedstawiciele i przedstawicielki aktywnie protestowali przeciwko importowi odpadów zza granicy.

Betonoza w starciu z fauną i florą

W walce z betonowymi pustyniami w miastach mają pomóc zmiany w regulacjach zagospodarowania przestrzennego, ale brak tutaj konkretnych rozwiązań. W kwestii lasów Prawo i Sprawiedliwość wykazuje się (przynajmniej na papierze) nadgorliwością. Chcąc odpokutować za „lex Szyszko”, rząd chce zrealizować projekt Leśnych Gospodarstw Węglowych, którego celem jest zmniejszenie koncentracji CO2 w atmosferze poprzez zwiększenie stopnia zalesiania kraju do 33 procent w 2045 roku. W tym miejscu warto przypomnieć, że Mateusz Morawiecki obiecał, że w samym 2019 roku rząd posadzi 500 milionów drzew, co oznacza, że musiałby sadzić 33 drzewa na sekundę. Ponadto sam pomysł masowego zalesiania jest raczej PR-owym wybiegiem, a nie realnym działaniem. Takie akcje nie mają wystarczającej skali, poza tym za kilkadziesiąt lat posadzone dziś drzewa prawdopodobnie znajdą się w znacznie cieplejszej strefie klimatycznej, a pochłonięty przez nie w węgiel dostanie się do atmosfery za sprawą szkodników lub pożarów.

Koalicja Obywatelska również reaguje na polską „betonozę” i proponuje strategię zadrzewiania terenów miejskich i nieużytków rolnych, ale tu – podobnie jak w programie PiS-u – brakuje konkretnych rozwiązań, które przecież już mogłyby być wdrażane w samorządach. Na uwagę zasługuje punkt o rozszerzeniu obszaru parku narodowego na całą Puszczę Białowieską, co popiera ponad 80 procent Polaków. Koalicja Obywatelska postuluje również wstrzymanie regulacji rzek oraz ich renaturyzację, wbrew rządowemu programowi żeglugi śródlądowej, który polega między innymi na pogłębianiu dna rzek.

Lewica w tym temacie proponuje powołanie Agencji Ochrony Przyrody, która miałaby kontrolować przestrzeganie przepisów dotyczących ochrony środowiska. Część dochodów z gospodarki leśnej (20 procent) miałoby być przeznaczone na Fundusz Dzikiej Przyrody. Jego celem byłoby przywracanie pierwotnych terenów naturalnych, w skład których weszłoby co najmniej 10 procent lasów.

Razem, SLD i Wiosna chcą też utworzyć urząd Rzecznika Praw Zwierząt. Ponadto, Lewica zobowiązuje się, że do 2023 roku zlikwiduje fermy futrzarskie, skończy z chowem klatkowym i zabroni wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Lewica i KO mówią tutaj jednym głosem, a fiasko wprowadzenia zakazu prowadzenia ferm futrzarskich jest osobistą porażką Jarosława Kaczyńskiego, który, mimo deklaracji, nie zdołał przełamać branżowego lobby i przekonać do tego rozwiązania własnej partii.

Przerzucanie winy i odpowiedzialności za kryzys klimatyczny na poszczególnych obywateli jest błędne i niesprawiedliwe. By wdrożyć konieczne rozwiązania, konieczne jest – w ramach kompetencji naszego państwa – okiełznanie polityk, które wyniszczają naszą planetę.

Jakub Bodziony

Wyborczy ekopatriotyzm

Często mówi się o tym, że w kwestiach globalnych, a taką niewątpliwie jest kryzys klimatyczny, nasze osobiste decyzje nie mają znaczenia. I jest do pewnego stopnia prawda, ekologiczny tryb życia – ograniczenie konsumpcji, podróży samolotami czy rezygnacja z jedzenia mięsa – może uspokoić nasze sumienie i złagodzić objawy „depresji klimatycznej”, ale same z siebie świata nie uratują.

Oczywiście, zmiany muszą zacząć się od nas samych – bez odpowiedniej świadomości dotyczącej wagi problemu nie będziemy w stanie rozliczać polityków z ich działań. Jednak, z drugiej strony, przerzucanie winy i odpowiedzialności za kryzys klimatyczny na poszczególnych obywateli jest błędne i niesprawiedliwe. Żeby wdrożyć konieczne rozwiązania, konieczne jest – w ramach kompetencji naszego państwa – okiełznanie polityk, które wyniszczają naszą planetę. Modlitwy i błagania, do których słabość ma polski premier, nic nie zmienią. Zwłaszcza jeżeli kolejny rząd, tak jak przez ostatnie cztery lata, aktywnie będzie działał na rzecz katastrofy klimatycznej. Wszystkie wymienione powyżej partie podpisały postulaty (PiS jedynie trzy z pięciu) aktywistów z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, którzy domagają się m.in. radykalnego zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych, ogłoszenia stanu kryzysu klimatycznego i utworzenia eksperckiej Rady Klimatycznej.

Żeby to zrealizować, w polskim parlamencie nie może być miejsca dla klimatycznych negacjonistów. Dlatego najlepszym działaniem obywatelskim jest pójście na wybory i oddanie głosu na kandydata lub kandydatkę, dla których kwestie walki ze zmianami klimatu nie są tylko kwiatkiem do kożucha.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 561

(41/2019)
8 października 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj