0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Poprawka, czyli odczarowanie...

Poprawka, czyli odczarowanie symboli zawłaszczonych

Sylwia Góra

Od odmiany patriotyzmu przez wszystkie przypadki wielu robi się słabo. Tak było też z artystami, których łączy dekada, w której się urodzili, sposób wychowania do „polskości” i lista tego, jak powinni przeżywać swoją tożsamość. Ale dlaczego? – pytają i od razu przechodzą do działania.

Gloryfikacja wojny, zezwolenie na przemoc werbalną i fizyczną, nacjonalizm, nietolerancja, mizoginia, homofobia, rasizm. To elementy pewnego sposobu myślenia. Sposobu postrzegania i doświadczania rzeczywistości. Coraz częściej prezentowanego w dyskursie publicznym. W zeszłym roku obchodziliśmy w Polsce stulecie odzyskania niepodległości i stulecie uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Rok 2019 był obchodzony jako Rok Antyfaszystowski.

Oficjalne obchody, wystawy, marsze – wszystko to już znamy. A od odmiany patriotyzmu przez wszystkie przypadki wielu robi się słabo. Tak było też z artystami, których łączy dekada, w której się urodzili, sposób wychowania do „polskości” i lista tego, jak powinni przeżywać swoją tożsamość. Ale dlaczego? – pytają i od razu przechodzą do działania. Najpierw Częstochowa i mobilna Galeria Relax w ramach 16. Nocy Kulturalnej, a następnie JEST Galeria we Wrocławiu. To zaledwie dwie z wielu planowanych odsłon wspólnego wydarzenia, podczas którego kuratorka wystawy, Emilia Dudziec (również młoda artystka wizualna, która ukończyła wrocławską Akademię Sztuk Pięknych), oraz artyści: Kolektyw Łaski (Anna Shimomura, Jagoda Kwiatkowska, Julia Golachowska), Agata Lankamer oraz Mateusz Kowalczyk/Szaman Polski przyjrzeli się współczesnemu odczytaniu pojęcia patriotyzmu i zabrali się za rozbicie niepokojących schematów i wzorców. Pokolenie Y i Z to ludzie, którym obce jest poczucie zakorzenienia, stabilizacji? Nie wiedzą, co to lojalność, obowiązek, dom, poczucie wspólnoty? Sprawdźcie sami.

Nowy śpiewnik patriotyczny

Kolektyw Łaski swój projekt „Nowy śpiewnik patriotyczny” zainicjował już w 2018 roku, a impulsem do jego powstania był open call zorganizowany przez Dom Norymberski w Krakowie, a konkretniej przez Iwonę Demko. Był to pomysł na wystawę, która miała łączyć stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości oraz stulecie uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Anna Shimomura wspomina, że wraz z Jagodą i Julią zaczęły się zastanawiać, co mogłoby być łącznikiem dla tych dwóch rocznic.

„W naszych domach, pewnie jak w wielu, śpiewało się pieśni patriotyczne, dlatego pomyślałyśmy o nich. Kiedy zaczęłyśmy je znów czytać, okazało się, że jest w nich mnóstwo rzeczy, które nas wkurzają. Przede wszystkim spojrzenie mizoginistyczne. Jest w nich panienka, dziewczyna, która zawsze czeka. Trochę głupiutka, nieświadoma. Jej cała rola polega na tym czekaniu, jest kompletnie bierna. Dostrzegłyśmy jednak, że to także historia o męskości, że te pieśni kreują zupełnie nieprawdziwy jej obraz. Z trzeciej strony, to także zakłamany obraz wojny jako fantastycznej, typowo męskiej przygody. A przecież tak naprawdę to wydarzenie traumatyczne, które odciska piętno na całym życiu. Również obraz Matki Polki, która rodzi synów po to, aby szli na wojnę, podejmowali walkę, przewija się w wielu tych piosenkach. A przecież wysyłanie swojego dziecka na wojnę nie jest powodem do dumy, jest wydarzeniem tragicznym. Wszystkie nasze spostrzeżenia i przemyślenia przekułyśmy na nowe teksty. Starałyśmy się zmienić w nich jak najmniej, ale na tyle znacząco, aby pozbyć się mizoginii, gloryfikacji wojny itp. Jako że projekt powstawał na 100-lecie niepodległości, skupiłyśmy się na tekstach związanych z I wojną światową”.

„Nowy śpiewnik patriotyczny” stał się więc głosem kobiet, które łączy wspólnota doświadczenia i siostrzeństwo. Nieważne pod jaką szerokością geograficzną, nieistotne z jaką pieśnią na ustach – wojna jest zawsze złem, traumą, porażką, przemocą. Co więcej, o wojnie wiemy tyle, ile opowiedzieli nam mężczyźni. To ich wyobrażenia, ich głos, ich doświadczenie stało się narracją obowiązującą. Kobiety przez lata milczały. Zmienia się to bardzo powoli. Głos oddała im Swiatłana Aleksijewicz w swojej książce „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Kobietom udaje się przemówić także w książkach reporterskich Wojciecha Jagielskiego, takich jak choćby „Wszystkie wojny Lary”, czy u Wojciecha Tochmana w „Jakbyś kamień jadła”. Również Pokojowa Nagroda Nobla za rok 2018 to ukłon dla kobiet – ofiar wojen, które wciąż toczą się na całym świecie. Została ona przyznana dwojgu laureatom: Denisowi Mukwege – ginekologowi z Konga, oraz Nadii Murad – jezydce, która uciekła z niewoli tak zwanego Państwa Islamskiego. Ale to wciąż za mało.

O wojnie wiemy tyle, ile opowiedzieli nam mężczyźni. To ich wyobrażenia, ich głos, ich doświadczenie stało się narracją obowiązującą. Kobiety przez lata milczały. Zmienia się to bardzo powoli.

Sylwia Góra

„Odczarowane” tatuaże

Znak Polski Walczącej, orzeł, godło znajdują za to całkiem sporo miejsca na bicepsach, plecach, rękach i klatach piersiowych młodych (i nie tylko) „chłopców”, którzy marzą o okazji, by wykazać się swoim męstwem. Na razie na marszach i pochodach z okrzykiem „Polska dla Polaków” na ustach. Potem? To zależy. I to naprawdę wkurza Agatę Lankamer, która postanowiła „odczarować” tak zwane tatuaże patriotyczne.

„Zaprojektowałam tatuaże z myślą o osobach, które szukają niestandardowych wzorów, niespotykanych na rynku tatuatorskim w Polsce. Tatuaże mają charakter patriotyczny i jednocześnie są dziewczęce. Orzeł czy «Polska» zestawione są z motylem czy serduszkiem w przekonaniu, że miłość do ojczyzny i symbol siły nie musi być wizerunkiem miecza. Zamiast miecza – orzeł z kwiatem o «nastolatkowej» estetyce. Dziewczęce tatuaże patriotyczne pomogą przetransformować zmitologizowane symbole i odczytać je na nowo. To nietypowe zestawienie dwóch kontrastujących ze sobą w kulturze poetyk – anarcho-feministycznej narracji, charakterystycznej dla środowisk lewicujących, z narodowymi mitami, które pojawiają się w dyskursie środowisk nacjonalistycznych. Impulsem do odczarowania stereotypu na temat patriotycznych tatuaży była dla mnie koncepcja «odwojniania» Krzysztofa Wodiczki, polegająca na wprowadzeniu do publicznego dyskursu kultury antywojennej”.

Takie odczytanie symboli kojarzonych przede wszystkim z walką sprawia, że stają się bliższe współczesnemu dwudziestolatkowi, który o bitwie słyszał tylko na lekcjach historii. I to najczęściej o tej pod Grunwaldem.

„Symbole związane z walką, poświęceniem, przynależnością, tożsamością zostały zawłaszczone. Dziś nie niosą pozytywnych konotacji, wręcz przeciwnie, często są odbierane negatywnie, bo kojarzą się z konkretnymi grupami nacjonalistycznymi czy wręcz faszystowskimi. Postanowiłam je więc odczarować, pozwolić im zaistnieć – być może w nieco naiwnej stylistyce, ale bez tego całego bagażu pejoratywnego”, dodaje artystka.

Punkt pierwszy to praca u podstaw, czyli odczarowanie symboli zawłaszczonych. Agata Lankamer odzyskuje je dla tych, którzy nie utożsamiają się z nacjonalistyczną retoryką. Unika ironii, a jej interwencja nie jest skierowana „przeciwko”. To próba pokazania tego, że patriotyzm można przeżywać inaczej.

Sylwia Góra

Szaman Polski

Uzupełnieniem wspólnego projektu są działania performatywne Mateusza Kowalczyka jako Szamana Polskiego. Mateusz systematycznie bierze udział w marszach, protestach, manifestacjach, ale jako Szaman Polski wziął udział w marszu antyfaszystowskim 11 listopada 2018 roku w stroju, który jest obecnie w zbiorach Artystycznej Podróży Hestii. Powstało wtedy także video rejestrujące performance „Oczyszczanie narodu polskiego część 1”. Jednak jego droga artystyczna jest również ściśle powiązana z osobistymi poszukiwaniami duchowymi.

„Moje zainteresowanie szamanizmem syberyjskim i motywem uzdrowienia i włączaniem tego w obszar sztuki współczesnej, praktyki performatywnej trwa już od kilku lat. Szamanizm to moja osobista praktyka, ale traktuję ją także jako rodzaj pomocy innym, jeżeli o nią poproszą. Mój pierwszy strój, który przygotowałem, powstał z mojego związku z tym, co lokalne, bliskie – z odpadów, które znalazłem w lesie na warszawskim Bródnie, pomiędzy rozjazdami kolejowymi a cmentarzem cholerycznym. Jednocześnie mając dość silną potrzebę duchową, chciałem przenieść jej intymną wartość w sferę publiczną i performatywną, stworzyć pewien rodzaj sytuacji niecodziennej, czego efektem jest projekt „Szaman Polski”. Do wizualnego zrealizowania tego pomysłu zainspirowały mnie stroje syberyjskich szamanów, ale korzystałem też z motywów i gadżetów związanych ze środowiskiem piłkarskim czy kibicowskim. Oprócz tego zaprojektowałem też ulotki z usługą rytualną, którą można u mnie zamówić. To nie tylko projekt związany z działaniami artystycznymi, ale też pewnego rodzaju ścieżka życiowa, którą obrałem. Postać szamana, wizualnie ironiczna, ma spełniać określone zadanie, ma być użyteczna społecznie. Szaman Polski jest też w jakimś sensie łącznikiem z moimi potrzebami duchowymi w sztuce. Warszawa, w której się urodziłem i mieszkam, jest też miejscem bardzo specyficznym. Została odbudowana na gruzach, co czuć w pewnym rodzaju energii, która jest związana z tym miastem”.

Szaman Polski odprawia liczne rytuały, rozgrywa mecze o powodzenie mieszkańców danego miejsca i przyjeżdża wszędzie tam, gdzie potrzebna jest dobra energia, a ludzie są otwarci i wierzą w możliwość dialogu. Figurę Szamana Polskiego zbudowały również ostatnie wydarzenia – niezgoda na rzeczywistość, protesty, ludzie, którzy wychodzili na ulice. Mateusz Kowalczyk podkreśla także drugi bardzo istotny dla niego rys, czyli „w pewnym sensie odczarowanie potocznego postrzegana postaci szamana. Nadal obecne jest jeszcze osiemnastowieczne, oświeceniowe skojarzenie osoby zajmującej się szamanizmem z naciągaczami, wariatami, do tego składającymi ofiary ze zwierząt, co miesza się w świadomości kulturowej z okultyzmem czy nawet satanizmem”.

A przecież zainteresowanie szamanizmem wyraźnie przejawiał Jerzy Grotowski, który jeszcze w latach 80. XX wieku poleciał na Haiti, by sprowadzić stamtąd Amona Fremona, który miał nauczyć reżysera i jego aktorów wchodzenia w trans. Fremon miał także duży wpływ na artystę. Jego historię poznał dzięki paradokumentowi Bartka Konopki „Sztuka znikania”.

Odczarowanie, rozbrojenie, uzdrowienie

Punkt pierwszy to praca u podstaw, czyli odczarowanie symboli zawłaszczonych. Agata Lankamer odzyskuje je dla tych, którzy nie utożsamiają się z nacjonalistyczną retoryką. Unika ironii, a jej interwencja nie jest skierowana „przeciwko”. To próba pokazania tego, że patriotyzm można przeżywać inaczej. Artystka wierzy, że „sztuka zaciera granice, otwiera drzwi, choć na pewno jest tak, że większość ludzi, którzy do mnie przychodzą, jakoś intuicyjnie wie, dlaczego to robię. Ale jestem bardzo ciekawa, jak odbierają to ludzie, którzy myślą inaczej, mają inne poglądy. Tatuaż jest bardzo atrakcyjną formą, więc jest dużo chętnych, którzy chcą go sobie zrobić nawet w tej nietrwałej formie. Jest więc duże pole do rozmowy”.

Punkt drugi to zaskoczenie. W tym stanie ducha najłatwiej rozbroić zastane figury, dyskursy, przyzwyczajenia drugiego człowieka. I to właśnie robią dziewczyny z „Kolektywu Łaski”.

„Tym projektem «wyciągamy rękę» także do tej tak zwanej prawej strony. Mogłybyśmy przecież zupełnie odrzucić pieśni patriotyczne jako przebrzmiałe, złe, z narracją mocno narodowościową. Żyjemy w czasach, gdzie sytuacja polityczno-społeczna jest bardzo napięta, a potrzebny jest nam dialog. Żeby go nawiązać, trzeba poszukać czegoś, co nas łączy, a nie dzieli. Dla nas tym punktem spotkania stały się właśnie pieśni patriotyczne. I byłyśmy miło zaskoczone, kiedy okazało się, że ludziom, którzy mają inne poglądy niż my, ten temat wydał się bliski i czuli podobnie. Łatwo jest się okopać po swojej stronie i powiedzieć: to oni nie chcą dialogu. Sztuka polega ma tym, żeby zaleźć to, co nas łączy i na tej bazie spróbować porozmawiać. Po znalezieniu takiej platformy, którą dla nas stały się pieśni patriotyczne, możemy wejść w dialog, bo w końcu wychowaliśmy się na rocznicach i śpiewaniu tych pieśni, ale dziś możemy powiedzieć, że my to widzimy inaczej”.      

Dziewczyny odwiedziły już kilka miast. Były Kraków, Warszawa, Częstochowa, Wrocław, marzą, aby pojechać do Białegostoku. Ich działania koncentrują się też na warsztatach i projektach w małych miejscowościach czy wsiach, bo to właśnie tam brak jest muzeów sztuki współczesnej, gdzie dzieci, młodzież i dorośli mogliby poznać różne punkty widzenia. Bo tym właśnie jest dzisiaj sztuka. Platformą dialogu, prezentowaniem różnych punktów widzenia, działaniem, poszukiwaniem. A zwłaszcza sztuka zaangażowana, jak określają swoje działania młodzi artyści.

Mateusz Kowalczyk przekonuje, że „to, co nas łączy, to wspólne wartości, które przemycamy różnymi środkami. To jest też forma jakiegoś rodzaju dialogu, zdrowego kontaktu z przeszłością, czy nawet społecznej i kulturowej terapii, którą w naszej rzeczywistości okupuje kult winy i zamartwiania się. A dla mnie, jak i moich koleżanek i kolegów zajmujących się sztuką zaangażowaną, rozmowa wyrażona poprzez indywidualną praktykę artystyczną jest niezbędnym medium szukania kontaktu i porozumienia. Tym podejściem kieruję się nie tylko w sztuce, ale i życiu”.

Te trzy projekty artystyczne mające wspólny mianownik w postaci wiary w możliwość dialogu, otwartość na inność i różnorodność to doskonały przykład na to, że sztuka nie umarła. Że wciąż ma dużo do powiedzenia. Że wciąż może mieć realny wpływ na rzeczywistość. Że wychodzi z muzeów i jest blisko ludzi. Że może spajać, łączyć. Że możecie ją zaprosić do siebie i to w sensie dosłownym. Projekt jest bowiem w ciągłym procesie i może zaistnieć wszędzie tam, gdzie znajdzie się przestrzeń i odbiorcy, którzy zechcą przyjąć artystów u siebie. To żywy projekt, który udowadnia, że młoda sztuka nie powiedziała jeszcze ostatniego zdania.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 573

(0/2020)
1 stycznia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj