Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Uwięzione dziecko nie...

Uwięzione dziecko nie będzie dobrym obywatelem

Helena Anna Jędrzejczak

Obywatelem każde z nas staje się formalnie w momencie narodzin. Jednak, aby stan formalny stał się faktycznym, konieczna jest odpowiednia socjalizacja. Pandemia i podjęte przez rząd decyzje sprawiają, że proces ten może zostać zachwiany i przełożyć się na postawy młodych obywateli. Warto dostrzec te zagrożenia.

Od 1 do 20 kwietnia wszystkim poniżej osiemnastego roku życia nie wolno było wychodzić z domu bez osoby pełnoletniej. Argumentowano to nieodpowiedzialnym zachowaniem młodzieży, a „rozwiązano” kompletnym uwięzieniem. Emocje, stres, potrzeby młodych ludzi stały się nieistotne. 24 kwietnia ogłoszono, że dzieci i młodzież będą się uczyły w domach przez kolejny miesiąc. Część z nich i ich rodziców głęboko westchnęła na myśl o następnych czterech tygodniach izolacji, domowej edukacji, bycia ze sobą 24 godziny na dobę. Część odetchnęła z ulgą, bo wreszcie poznała terminy matur i egzaminów ósmoklasisty, a przyszłość dało się zaplanować w dłuższej niż dwutygodniowa perspektywie.

Kto Ty jesteś? Obywatel

Warunkiem funkcjonowania demokracji i podstawą społeczeństwa obywatelskiego jest aktywność jego członków. Demokracja istnieje, jeśli osoby żyjące w danym państwie są nie tylko jego mieszkańcami, ale także obywatelami. Bycie obywatelem i obywatelką opiera się z kolei na wolności. Do wolności trzeba wychowywać – podstawą tego wychowania jest podmiotowość, poczucie sprawstwa, odpowiedzialność za własne działania i szacunek dla wolności innych. W decyzjach rządu dotyczących dzieci i młodzieży nie widać żadnego z powyższych elementów.

Zacznijmy od odpowiedzialności za własne działania. Edukacja szkolna jest podporządkowana maturom i egzaminom ósmoklasisty. Od ich wyników zależy rekrutacja do liceów i na studia. W tym roku młodzież kończąca szkoły aż do 23 kwietnia nie wiedziała, czy jej dotychczasowa nauka w ogóle będzie istotna, bo o terminach i zasadach egzaminów nie informowano. Dzieci i młodzież niekończąca w tym roku żadnego etapu edukacji także ponosi konsekwencje nie swoich decyzji – edukacja zdalna, w którą nagle wrzucono i uczniów, i nauczycieli, promuje tych, których rodzice są w stanie wspierać w nauce, którzy posiadają odpowiedni sprzęt i przestrzeń w mieszkaniu. Faktyczny zakaz wychodzenia z domu dla osób poniżej osiemnastego roku życia był z kolei absurdalną konsekwencją wyciągniętą wobec wszystkich za „grzechy” niektórych. Dorosłych czy seniorów nikt nie karał tego typu ograniczeniami za „grzechy” innych dorosłych i innych seniorów.

Życie każdej i każdego z nas zostało podporządkowane jednej, jedynej wartości: wypłaszczeniu krzywej zachorowań. Zapaść gospodarki, przemoc domowa, ogólny dobrostan społeczeństwa w tym rachunku zostały uznane za nieistotne.

Helena Anna Jędrzejczak

Drugim punktem jest poczucie sprawstwa, czyli świadomość tego, że różne rzeczy od nas zależą, że swoimi działaniami możemy zmieniać otaczający nas świat, że mamy wpływ na to, co dzieje się dookoła. Wiąże się ono nierozerwalnie z pewnością siebie i z pozytywną oceną własnych kompetencji. I jest niezbędne, byśmy chcieli podejmować działania na rzecz wspólnot, do których należymy, i wierzyli, że działania te mają sens i jesteśmy w stanie je podjąć. Choć polska szkoła nie rozwijała tego poczucia w znaczącym stopniu, młodzi mieli jakikolwiek wpływ na własne życie, mogli podejmować aktywność społeczną, korzystać ze wsparcia w rozwijaniu oraz identyfikowaniu swoich kompetencji i wykorzystywać je w zwykłych kontaktach z rówieśnikami. Czas pandemii nie powinien być w rozwijaniu poczucia sprawstwa czasem straconym. Obecnie starsza młodzież może rozwijać to poczucie w bardzo ograniczony sposób, a dzieci – tylko jeśli wychowują się w rodzinach, w których ktoś jest w stanie je w tym wspierać bardziej niż do tej pory, ponieważ systemowych rozwiązań brakuje, a jedyny rządowy komunikat dotyczący dzieci i młodzieży brzmiał: „siedźcie w domu i się uczcie”.

Fot. MaxPixel.com

Dużo lepiej od rządu działają w tym obszarze organizacje harcerskie. Program ZHP „zdalne harce” to zestaw pomysłów na zbiórki i wyzwań w zakresie siły ciała, ducha, umysłu, emocji i braterstwa. Może je realizować każde dziecko i młody człowiek już od szóstego roku życia, dzięki czemu czuje, że choć jest uwięziony w domu, nadal może stawiać sobie ambitne cele i osiągać je. Poczucie sprawstwa rozwija się nie tylko, gdy osiągamy samodzielnie postawiony cel. Polskim dzieciom rząd po prostu nakazał siedzenie w domach. Tymczasem zupełnie inne znaczenie miałby skierowany do nich komunikat, który przekonałby je, że niewychodzenie jest ważnym zadaniem. Że dzięki ich odpowiedzialności zmniejsza się ryzyko rozprzestrzeniania koronawirusa. Że w ten sposób pomagają medykom, władzom publicznym, dbają o innych ludzi, w tym własnych dziadków. Młodzi ludzie mogą też – nawet nie wychodząc z domu – włączać się w wolontariat, na przykład poprzez szycie maseczek dla potrzebujących tego szpitali. Niepełnoletni mogą je przygotowywać, pełnoletni – przekazywać medykom. To znowu propozycja harcerska, ale dołączyć może każdy, kto jest gotów w ten sposób pomagać innym.

Trzecim niezbędnym elementem wychowywania do wolności jest podmiotowość. A tę przyszłym obywatelom i obywatelkom po prostu odebrano. Z dziećmi i młodzieżą nikt się nie komunikuje. Czy premier albo minister edukacji zwrócił się do nich kiedykolwiek? Czy skierowano do nich jakiekolwiek rządowe instrukcje? Czy FAQ na stronie KPRM posiada zakładkę „dla dzieci”, tak żeby każde z nich poczuło się traktowane jak równoprawny członek wspólnoty państwowej? Podpowiem: nie. Czy to absurdalne pytania? Także nie. Czy można działać inaczej? Tak. Premierki Norwegii Erna Solberg i Nowej Zelandii Jacinda Ardern zorganizowały konferencje skierowane do dzieci. Tłumaczyły, co się dzieje, na czym polegają i z czego wynikają zmiany, mówiły zrozumiałym dla dzieci językiem, odpowiadały na wszystkie pojawiające się pytania. Wychodząc z założenia, że właściwym działaniem jest nie tylko ograniczanie liczby zachorowań, lecz także zadbanie o dobrostan społeczeństwa, pamiętały o zagubionych, przestraszonych dzieciach, dla których „pandemia” jest wyrazem niezrozumiałym, a jej obecne konsekwencje burzą życie. Nie przemawiały jak premier Morawiecki do punktu w przestrzeni, ale rozmawiały z dziećmi, mówiąc, że ich lęk jest zupełnie naturalny. Uspokajały, tłumaczyły, pamiętały, że najmłodsi także są obywatelami i obywatelkami, których jako premierki nie mogą lekceważyć.

Podejmowane przez polski rząd decyzje, zarówno dotyczące dzieci, jak i dorosłych, pokazują, że kluczowymi wartościami są posłuszeństwo, podporządkowanie i bezdyskusyjne wykonywanie poleceń. O ile dorośli o ukształtowanej osobowości mogą się temu przeciwstawiać, o tyle u dzieci i młodzieży opieranie wychowania na nakazach i zakazach może prowadzić do rozwoju osobowości autorytarnej. Theodor Adorno opisywał ją jako połączenie przekonań antydemokratycznych, konserwatywnych poglądów i silnej tożsamości grupowej z opieraniem się na autorytecie ważnej, znanej osoby i rezygnacją z własnej oceny zjawisk na rzecz tej proponowanej przez autorytet. Zapewne dla obecnej władzy brzmi to całkiem atrakcyjnie. Jednak naród złożony z posiadaczy osobowości autorytarnej ma trudność z byciem społeczeństwem. Zabraniając wszystkiego, nie wychowa się ludzi zaangażowanych w zmienianie świata. Młodzi, którym odbiera się podmiotowość, nie będą obywatelami. Mogą zostać najwyżej poddanymi.

A przecież nawet podczas II wojny światowej myślano o powojennej przyszłości. Program ideowy Szarych Szeregów „Dziś–Jutro–Pojutrze” był podstawą wychowania młodych ludzi „Dziś” działających w konspiracji, „Jutro” walczących zbrojnie i przede wszystkim idących ku „Pojutrze” – odbudowie wolnej Polski. Bez „Pojutrze”, „Dziś” i „Jutro” nie miałyby sensu, więc młodzi ludzie pomimo wojny mieli się uczyć, rozwijać kompetencje, zyskiwać gotowość do zmieniania świata i poczucie, że będą w stanie to zrobić. Dzięki skierowanemu do nich przekazowi czuli, że wszystko, co robią, ma cel i sens, że są ważni dla Polski. Dziś, choć mamy tylko koronawirusa, a nie wojnę, działania rządu sprawiają, że młodzi czują się nieważni, upupieni, ograniczeni w swych wolnościach. Jutro będą biernymi wykonawcami poleceń. Pojutrze – jednostkami, którym obojętny będzie los innych.

Podejmowane przez polski rząd decyzje, zarówno dotyczące dzieci, jak i dorosłych, pokazują, że kluczowymi wartościami są posłuszeństwo, podporządkowanie i bezdyskusyjne wykonywanie poleceń.

Helena Anna Jędrzejczak

Zaburzone ekosystemy

Każde z nas funkcjonuje w różnych środowiskach – bliższej i dalszej rodzinie, miejscu pracy lub nauki, kilku kręgach znajomych, także przyjaciół posiadanych dzięki zaangażowaniu społecznemu lub religijnemu. Każde z tych środowisk działa w sposób, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Każde się zmieniło, każde zostało nagle zaburzone. Inaczej pracujemy, inaczej się uczymy, inaczej komunikujemy ze znajomymi. I zupełnie inaczej funkcjonujemy w swoich domach, które nagle z miejsca odpoczynku stały się także biurem, szkołą i salą do wuefu.

Mało kto spędzał do tej pory ze swoimi bliskimi 24 h na dobę, spotykaliśmy za to wielu innych ludzi. Funkcjonowaliśmy w wielu różnych kontekstach. Część z nich, przede wszystkim zawodowych, udało nam się w jakiejś formie zachować. Dzieci i młodzież większość swoich kontekstów utraciła. Nie spotykają koleżanek i kolegów, nie mają realnego kontaktu z nauczycielami. W jeszcze gorszej sytuacji są przedszkolaki, które z dnia na dzień straciły kontakt z innymi dziećmi, zarówno w przedszkolu, jak i na podwórku, przestały spotykać koleżanki, kolegów i wychowawczynie. A także straciło bezpośredni kontakt z dziadkami, którzy w wielu rodzinach pełnią rolę opiekunów najmłodszych niemal na równi z rodzicami. Po prostu nagle odebrano im wszystko poza domownikami.

Dla uczennic i uczniów podstawowym ekosystemem jest oczywiście szkoła. Dariusz Martynowicz, członek grupy Superbelfrzy RP, zwraca uwagę na funkcję szkoły niezwiązaną z nauką: „Najważniejsze to nie zatracić relacji z uczniami. Dlatego szukam narzędzi, które pozwolą mi je tworzyć. Uczniowie też są smutni, zagubieni, zestresowani sytuacją. Dziecko z pierwszej czy drugiej klasy miało swoją panią, która je prowadziła. Teraz mu ją odebrano […]. Najważniejsze zadanie nauczycieli to być z dziećmi i wspierać je”. Jednak nie to jest podstawowym zadaniem polskich nauczycieli. Decyzją MEN pomimo pandemii mają obowiązek realizować podstawę programową, oceniać pracę uczniów i, oczywiście, szczegółowo sprawozdawać swoją pracę. W Niemczech przyjęto zupełnie inny model – podstawa programowa jest nieistotna, podstawową funkcją szkoły jest obecnie wsparcie psychiczne dla uczniów, zajęcie ich czasu, zachowanie wspólnoty i poczucia, że są ważni. Dzięki temu szkoła nie jest źródłem dodatkowego stresu, tylko miejscem, które stara się go zmniejszać. W ten sposób wspiera także rodziców.

Młodzi, którym odbiera się podmiotowość, nie będą obywatelami. Mogą zostać najwyżej poddanymi.

Helena Anna Jędrzejczak

Bo rodzice dziś bardzo potrzebują wsparcia. Sami – jak wszyscy – znaleźli się w zupełnie nowej rzeczywistości. Mierzą się – też jak wszyscy – z emocjami, ze strachem, z niepewnością jutra, ale niepewność ta jest szczególnie dojmująca, jeśli odpowiada się za kogoś, kto ma kilka czy kilkanaście lat. Konfrontując się z własnymi lękami, jednocześnie wspierają dzieci, starają się łączyć pracę zawodową z pomaganiem w nauce, tłumaczyć zachodzące zmiany i pojawiające się zakazy. To wszystko robią, spędzając często 24 h na dobę w 40 m2 w cztery osoby. A do 21 kwietnia – wyprowadzając na spacer 17-latków i nie mogąc ich wysłać do apteki albo na spacer z psem. Grozi im wypalenie rodzicielskie, gdy zapomną o własnych potrzebach, zwłaszcza że społeczne wymagania wobec rodzicielstwa pozostają wysokie nawet w czasie pandemii. A wsparcie w obecnej sytuacji jest jeszcze bardziej ograniczone. Przerwane zostały terapie zajęciowe dla dzieci z różnorodnymi dysfunkcjami, nie wspominając już o wsparciu psychiatrycznym. Polska opieka psychiatryczna i psychologiczna od lat pogrąża się w coraz głębszym kryzysie. Psychiatria dziecięca w części województw po prostu przestała istnieć. W dobie epidemii i szybkich zmian zaburzenia depresyjne czy nerwicowe się pogłębiają. A Polska jeszcze przed pandemią zajmowała niechlubne drugie miejsce w UE pod względem odsetka zakończonych zgonem prób samobójczych dzieci w wieku 10–19 lat.

„Choroby społeczne”

Życie każdej i każdego z nas zostało podporządkowane jednej, jedynej wartości: wypłaszczeniu krzywej zachorowań. Zapaść gospodarki, przemoc domowa, ogólny dobrostan społeczeństwa w tym rachunku zostały uznane za nieistotne. Długofalowych kosztów psychologicznych, takich jak depresja, wypalenie zawodowe i rodzicielskie, osłabienie więzi czy agresja, chyba po prostu nie bierze się pod uwagę. Kwestia kosztów gospodarczych decyzji o społecznej kwarantannie pojawia się w narracjach polityków i ekonomistów. Już niebawem mają być otwarte sklepy, potem pewnie hotele i kawiarnie. Być może gospodarka „odbije się” szybko, zwłaszcza że pojawiają się nowe, także pozytywne zjawiska związane z odtwarzaniem się wspólnot, prawdziwą ekonomią współdzielenia, niefinansowymi formami wymiany dóbr i usług, przejściem od konsumpcji do prosumpcji.

Konsekwencje działań dotykających dzieci, młodzieży, rodzin możemy jako społeczeństwo ponosić przez długie lata, szczególnie jeśli sytuacja izolacji i przymusu potrwa dłużej. Młodzi ludzie zamknięci w domach i odcięci od realnego kontaktu z rówieśnikami mogą mieć problem z tym, żeby zostać aktywnymi członkami wspólnot. Ludzie, którym bezpardonowo odebrano podmiotowość, mogą nie rozwinąć kompetencji i postaw, które czynią mieszkańców kraju jego zaangażowanymi i odpowiedzialnymi obywatelami. A poczucie zagrożenia przełoży się na myślenie tylko o własnym bezpieczeństwie i wąsko pojętym interesie. Rodziny, zmuszone do ciągłego przebywania ze sobą, mogą przez tę wymuszoną bliskość emocjonalnie oddalić się od siebie, a skutki tego dystansu będą odczuwalne znacznie dłużej, niż będzie trwać kwarantanna.

Pokolenie karane mandatami za spacerowanie i, jednocześnie, mające świadomość warunków, w jakich pracują lekarze, oraz słyszące o zmuszaniu medyków do pracy bez odpowiedniego zabezpieczenia może mieć jeszcze mniej zaufania do państwa niż jego rodzice. Być może mniej z nas zachoruje na covid-19. Jednak zamiast tego grożą nam „choroby społeczne”: brak poczucia sprawstwa, wynikająca z niego bierność, obniżenie i tak niewysokiego kapitału społecznego, pogłębienie problemów społecznych. I, przede wszystkim, brak obywateli, którzy mogliby coś z tym zrobić.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 590

(19/2020)
28 kwietnia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj