Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Milion odcieni szarości....

Milion odcieni szarości. Recenzja filmu „Cień” w reżyserii Zhanga Yimou

Katarzyna Sarek

Najnowszy film jednego z najsłynniejszych chińskich reżyserów Zhanga Yimou to arcydzieło wizualne, a zarazem nudne kino akcji klasy B. Najpierw urzeka, potem nuży, a na końcu irytuje.

„Cień” opowiada o wielu rzeczach – polityce, przemocy, zdradzie, honorze, poświeceniu i miłości. Film oparto na jednym z epizodów z dziejów starożytnych Chin – okresu Trzech Królestw i konfliktu pomiędzy państwami Pei i Yang. Zhang Yimou stwierdził kiedyś, że historia jego kraju jest tak bogata, że nie śmiałby nakręcać wymyślonej historii. Państwo Pei straciło miasto Jing – zagarnął je wojowniczy generał Yang, a król Pei – kaligraf-pacyfista nie tylko nie planuje odbicia utraconych ziem, ale jest gotów znieść bardzo wiele, aby utrzymać pokój – nawet oddanie siostry na konkubinę. To najsuchsze z możliwych streszczenie skomplikowanej, statycznej i pełnej szczegółów pierwszej godziny filmu. Druga godzina kipi za to od scen walki i niespodziewanych zwrotów akcji.

Fot. M2 Films

Czerwień vs szarość

Trailer rozbudził mój apetyt i nadzieję, że wraca wielki Zhang Yimou i znów mnie urzeknie swoim widzeniem świata – tak jak to zrobił w „Zawieście czerwone latarnie” [1991] czy w „Czerwonym sorgo” [1987]. Reżyser jest znany z upodobania do czerwieni – oba wspomniane filmy wręcz kipią kolorami, a przede wszystkim tym tytułowym – ukochaną w Chinach barwą życia, witalności i energii. „Cień” zdaje się być świadomą konfrontacją z przeszłością – to film szaro-biało-czarny, gdzie jedynymi kolorowymi akcentami najpierw są odsłonięte kawałki ciała bohaterów, a potem przelewana (obficie) krew. Nawet ona po chwili jednak blednie i dostosowuje się do szarych tonacji całego filmu. Kadry utrzymane w konwencji malarstwa tuszem, rozmytych szarości, akwarelowej delikatności i subtelności są przepiękne – każdy z nich nadawałby się do powieszenia na ścianie. Melancholię i smutek potęguje deszcz – w królestwie Pei najwidoczniej nigdy nie świeciło słońce – i wszystkie sceny na zewnątrz rozgrywają się w strugach ulew. We wnętrzach, co prawda nie leci nic na głowę, ale widoczność ograniczają parawany, kaligrafie i obrazy na jedwabiu. Bohaterów często widzimy przez delikatną tkaninę, jakby ukrywali swoje myśli i prawdziwe intencje i nie chcieli komunikować się z innymi twarzą w twarz.

Generał i jego cień

Dla mnie jednak uczta wizualna nie jest wszystkim, co powinien oferować film. Pierwszą godzinę „Cienia” wypełniają górnolotne monologi bohaterów o obecnej sytuacji politycznej państwa Pei (nieciekawej), agresji generała Yanga (skutecznej) i poczuciu honoru generała Ziyu (wybujałym). Generał Ziyu, bez wiedzy i zgody króla, wyzywa na pojedynek generała Yanga – stawką jest odzyskanie utraconego miasta Jing. Rozwścieczony władca pozbawia wówczas generała dystynkcji i wyrzuca go ze służby. Ten wraca do swego pałacu i dowiadujemy się, że śmiały wojak to sobowtór zastępujący prawdziwego generała, który jest ranny. O zamianie wie wyłącznie jego żona.

Kadry utrzymane w konwencji malarstwa tuszem, rozmytych szarości, akwarelowej delikatności i subtelności są przepiękne – każdy z nich nadawałby się do powieszenia na ścianie.

Katarzyna Sarek

Dwie postacie, w filmie grane przez tego samego aktora Deng Chao, są jak dwa przeciwstawne bieguny. Prawdziwy generał to podstarzały i posiwiały wrak człowieka, jest histeryczny, złośliwy i podstępny, zaś jego sobowtór – porwany w dzieciństwie i latami trzymany w ukryciu prosty chłopak, pokazany jest jako silny, opanowany i szlachetny. Różnice między nimi sygnalizuje nawet uczesanie czy strój – potargany generał w szarych, podartych ubraniach kontrastuje ze swoim starannie uczesanym i ubranym na biało „cieniem”. Stopniowo poznajemy historię sobowtóra, powody, dla których udaje chorego generała – cóż, nie są one oryginalne, bo kieruje nim żądza zemsty i miłość. Pochodzi z podbitego miasta Jing, gdzie została jego matka i zakochał się w pięknej i delikatnej żonie generała. Wielka polityka łączy się z prywatnymi emocjami, a interes państwa pokrywa się z interesem jednostki – królestwo Pei odzyska miasto, a on w końcu spotka się z matką.

Fot. M2 Films

Pojedynek yin i yang

Właściwa konfrontacja z wrogiem może rozpocząć się dopiero wtedy, gdy sobowtór poznaje skuteczną metodę pokonania generała Yanga, a uczy się jej od żony generała. Otóż nazwisko wroga – Yang oznacza również pierwiastek yang – męski, silny, słoneczny, zatem, jak rozumuje żona, można go pokonać wyłącznie siłą yin – żeńską, słabą, wilgotną; woda gasi ogień, a miecz zostanie pokonany przez ociekający wodą parasol. Scenografowie zadbali, żeby nawet najmniej pojętni zrozumieli nawiązanie do taoizmu, ponieważ trening odbywa się w jaskini, której dno to gigantyczny dysk taiji – połączone i przenikające się biała i czarna kropla. Ten sam wzór widzimy na tratwie, którą sobowtór dopływa do miasta Jing i na której odbywa się pojedynek z generałem Yangiem. Zestawianie dwóch opozycyjnych zjawisk czy postaci przewija się zresztą przez cały film. Oddają je choćby bohaterowie, król Pei jest uosobieniem wen – „kultury, pisma, rytuału”, a generał-sobowtór to wcielenie wu – „wojny, sztuk walki, waleczności”. Oba terminy w języku chińskim traktowane są jako antonimy, ale niezwykle często używa się ich razem, bowiem mimo opozycji nie mogą bez siebie istnieć. W „Cieniu” cnota wen zostaje wręcz wyszydzona, a na piedestale postawiona siła i agresja.

Początkowy zachwyt urzekającą oniryczną stylistyką zastąpiło znudzenie bombastycznymi monologami i brakiem akcji, a sceny walki – rzeczywiście widowiskowe, szybko zmęczyły swoim przerysowaniem i komiksową egzaltacją.

Katarzyna Sarek

Bezbarwne wuxia

Sceny akcji przypominają momentami „Dom latających sztyletów”, kamera płynie za tańczącymi w walce przeciwnikami, a spowolnienie obrazu i dźwięku nawiązuje do stylistyki filmów wuxia. Atakujący walczą parasolami zrobionymi z metalowych ostrzy, którymi można miotać i strzelać. Scena, w której do nich wsiadają i suną w nich, niczym w gigantycznych filiżankach, jest tak absurdalna, że aż śmieszna. Krew leje się strumieniami, a odporność bohaterów na rany kłute budzi uzasadnione niedowierzanie. Sam finał to już prawdziwa jazda bez trzymanki, zwrot akcji depcze po piętach następnemu, a ostatnia scena jest na tyle dwuznaczna, że musimy sami dopowiedzieć sobie zakończenie filmu. Konwencja kolorystyczna, za którą reżyser zbiera zasłużone pochwały, w filmie wuxia to niespotykany zabieg i rzeczywiście zmienia odbiór epoki – zamiast zachwytu nad feerią barw, faktur i detali, widzimy świat wyprany z kolorów, przygnębiający, pozbawiony witalności i radości.

„Cień” wzbudził we mnie sprzeczne odczucia. Początkowy zachwyt urzekającą oniryczną stylistyką zastąpiło znudzenie bombastycznymi monologami i brakiem akcji, a sceny walki – rzeczywiście widowiskowe, szybko zmęczyły swoim przerysowaniem i komiksową egzaltacją.

Ostatecznie – milion odcieni szarości „Cienia”, zamiast urzekać finezją tonów, jedynie nuży. Wyjątkowy przerost formy nad treścią.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 595

(25/2020)
2 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj