Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > „Płaczę, bo jestem…...

„Płaczę, bo jestem… niewłaściwy”. Recenzja książki „Wilczek” [KL dzieciom]

Anna Mik

Queerowy wilk to postać niepojawiająca się w literaturze dziecięcej zbyt często. Wilk jest zazwyczaj drapieżny, groźny, głodny, ale inny – niemalże nigdy. Czy w silnie zhierarchizowanej watasze celebracja inności jest w ogóle możliwa?

„Wilczek” [oryg. niem. „Wolfchen”, 1993] autorstwa Gerdy Wagener, zilustrowany przez Józefa Wilkonia (również w oryginalnej wersji), to wznowienie wydania z 2007 roku – wtedy też książka otrzymała Nagrodę Honorową Polskiej Sekcji IBBY „Książka Roku 2007”. Mimo że pozycja ma już dobrych parę lat, postanowiliśmy ją przypomnieć czytelnikom i czytelniczkom „Kultury Liberalnej” oraz pokazać, że treści zawarte w „Wilczku” bynajmniej nie uległy przedawnieniu.

Głównym problemem podjętym przez autorów opowieści jest queerowość tytułowego Wilczka (rozumiana przez mnie w tym przypadku jako „inność”, „osobliwość”). Inny jest zarówno od swojego rodzeństwa, jak i od wilków dorosłych: zamiast polować na króliki, bawi się z nimi, podobnie rzecz się ma z rybami, kolejnymi potencjalnymi ofiarami głównego bohatera. W całej opowieści, ani w tekście, ani na ilustracjach, nie widzimy, by Wilczek w ogóle jadł mięso, za to dowiadujemy się, że „wyjątkowo lubił szczaw”. Wilcze szczenię ze wszech miar zachowuje się „nienaturalnie” względem praw natury, przynajmniej tych znanych człowiekowi i choć w świecie nauk przyrodniczych być może nikt nie zadałby takiego pytania, Wagener i Wilkoń wydają się zastanawiać: a co to właściwie znaczy „naturalnie”?

Rodzeństwo Wilczka śmieje się z nietypowego zachowania brata, rodzice martwią się o swojego syna – nie wydają się przy tym w żaden sposób agresywni, wyrażają raczej zaniepokojenie i troskę. Mimo wszystko już to wystarcza, by Wilczek poczuł się odosobniony i zechciał wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziców za wszelką cenę. Przeświadczony o swej bezradności postanawia uciec do lasu, gdzie wybucha płaczem.

Rozżalonego Wilczka spotyka Mysz Myszowata, której maluch się zwierza: „Płaczę, bo jestem…niewłaściwy”. Nie jest straszny, nie wzbudza niepokoju – co Mysz sama potwierdza z pobieżnej obserwacji małego drapieżnika. Postanawia jednak pomóc Wilczkowi i udaje się do swoich „mądrych i silnych przyjaciół”. Po chwili Mysz wraca z trzema częściami kostiumu drapieżnika doskonałego: skórą Tygrysa, kolcami Jeża i kłami Lwa. Dzięki „potwornym” atrybutom Wilczek zamienia się w potencjalnie przerażającą hybrydę – teraz to „najbardziej groźny, najbardziej kolczasty i najbardziej drapieżny wilk świata”. Pełen nadziei na odzyskanie miejsca w stadzie, Wilczek wraca do swojej watahy.

Króliki, z którymi Wilczek się przyjaźnił, bardzo się cieszą z powrotu towarzysza zabaw – przyznają, że kostium jest wspaniały i same przebierają się za liście, dołączając do karnawałowego szaleństwa. Choć Wilczkowi chyba nie do końca o taki efekt chodziło, zdeterminowany kieruje swoje kroki w stronę rodzinnego stada. Niestety – rodzeństwo wyśmiewa jego kostium, rodzice nie potrafią ukryć zdziwienia wywołanego dziwacznym wyglądem syna. Wilczek niezmiennie w nikim nie wzbudza strachu – w przebraniu czy też bez, nie ma to większego znaczenia. Ostatecznie wydaje się też nie tyle zniechęcony, ile przekonany, że nie warto udawać kogoś, kim się nie jest – najlepszy kostium by przecież tego nie zmienił.

Wilczek zrobił wszystko, co mógł, by zostać zaakceptowany, a ponowne odrzucenie wydaje się tym ostatecznym. Oddaje „wypożyczony” kostium i wyprowadza się od wilczej rodziny. Osiedla się na łące w pobliżu ukochanego stawu, gdzie może bawić się z królikami i rybami, jeść szczaw i kąpać się w blasku księżyca. Na ilustracji Wilkonia widzimy, że Wilczek jest spokojny i szczęśliwy. To jednak nie koniec historii. Jak czytamy: „Z czasem pozostałe wilki przyzwyczaiły się do tego. On sam też się przyzwyczaił”. Inność Wilczka zostaje oswojona, zarówno przez niego samego, jak i członków rodziny. Czynnikiem determinującym zmianę okazał się dystans. Wilczy rodzice przyznają na koniec, że przecież każde z ich dzieci jest inne, a Wilczek „jest jedyny w swoim rodzaju”. Łąka staje się miejscem rodzinnych spotkań zwoływanych przez wycie Taty Wilka w każdą pełnię księżyca.

Zantropomorfizowany wilk staje się dla Wagener i Wilkonia reprezentantem grup wykluczonych. Można zaryzykować twierdzenie, że tytułowy bohater jest postacią queerową w perspektywie seksualnej, co sugerowałby obraz Wilczka rozchlapującego „wodę dopóty, dopóki w słońcu nad stawem nie rozkwitła tęcza” (ta zresztą powraca na koniec opowieści), natomiast tekst nie określa wprost jego orientacji. Historia niedrapieżnego drapieżnika to przede wszystkim lekcja zgody na siebie, spojrzenie na własną „nienaturalność” mniej krytycznym okiem. „Wilczek” to również opowieść o akceptacji, nie tylko inności najbliższych, lecz także celebracja różnorodności w ogóle. To nie behawior wilka jest tematem książki – próżno szukać w niej rzeczywistych powiązań z zachowaniem canis lupus żyjącym w naszym świecie. Figura drapieżnika ma tu kontrastować z wrażliwością głównego bohatera, jego pragnieniem bycia sobą, nawet jeśli pragnienie to nie wpisuje się w standardy wilczego życia społecznego. Książka zdaje się prowokować pytanie: co właściwie znaczy to, że ktoś jest niewłaściwy? Daje zresztą na nie wyraźną odpowiedź przez usta Wilczych Rodziców: nie ma czegoś takiego, jak bycie niewłaściwym. Wszystkie wilcze dzieci są wspaniale różne.

Ilustracje Wilkonia są bezkonkurencyjne i stanowią integralną część historii. Mimo że nie mamy do czynienia z klasycznym picture bookiem, nazwisko artysty widnieje na okładce na równi z nazwiskiem autorki (minusem edytorskim jest może brak nazwiska tłumaczki na karcie tytułowej). „Wilczek” to jedyna jak dotąd pozycja autorstwa Gerdy Wagener przetłumaczona na język polski. Józef Wilkoń natomiast, obecny od lat zarówno na rynku rodzimym, jak i zagranicznym, niejednokrotnie w swoich pracach podejmował tematy zwierzęcości (również poza ilustracjami, w swojej instalacji „Arka Wilkonia”) czy inności (choćby w książce „Była sobie Ruda” z tekstem Piotra Wilkonia, 1991). Wilkoń niejednokrotnie zresztą powraca do wilków w swoich pracach. Jednym z ostatnich przykładów jest zilustrowana przez artystę pozycja „Wilczki” [2018] z tekstem Svenji Herrmann, wydana przez Media Rodzinę.

Wilki są wszędzie. Można próbować je wytępić, uznać za groźne, nieprzyjazne człowiekowi – wiemy jednak przecież, że nie jest to prawdą. Strach przed wilkiem – tym prawdziwym, baśniowym czy nienormatywnym – to strach przed wyjściem poza paradygmat wygodnej codzienności. Tym wspanialsze jest to, jak „Wilczek” Wagener i Wilkonia pokazuje, że „niewłaściwy” queerowy świat jest zdecydowanie piękniejszy od tego „normalnego”.

 

Książka:

Gerda Wagener, Józef Wilkoń, „Wilczek”, przeł. Monika Lutz, wyd. Tatarak, Warszawa 2020.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 599

(29/2020)
30 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj