Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Pogłoski o śmierci...

Pogłoski o śmierci PSL-u są mocno przesadzone

Z Jarosławem Kalinowskim rozmawia Jakub Bodziony

„Sam startowałem w wyborach prezydenckich dwa razy – z wynikiem 5,8 procent, i 1,8 procent. Moi koledzy z PSL-u mieli podobne wyniki, a potem wybory parlamentarne i samorządowe pokazywały, że pogłoski o naszej śmierci są mocno przesadzone”, mówi Jarosław Kalinowski.

Jakub Bodziony: Dlaczego PiS wygrywa na wsi?

Jarosław Kalinowski: Duże znaczenie ma to, że ludzie na wsi są bardziej podatni na propagandę, która każdego dnia wylewa się z PiS-owskich mediów publicznych.

Dlaczego? Przecież wieś nie jest skazana tylko na TVP.

Ale to media rządowe stawiają wieś na piedestale. To jest skuteczne i jednocześnie bardzo przedmiotowe traktowanie terenów wiejskich. Dość wspomnieć prezesa Jacka Kurskiego i jego opinię o tym, że „ciemny lud wszystko kupi”. Do tego dochodzą programy społeczne, które cieszą się sporym poparciem.

I to wystarczyło żeby PSL, które przez lata dominowało na wsi, przegrało z PiS-em?

Prawdą jest, że w środowisku wiejskim mieliśmy największe poparcie. Ale patrząc niedaleko wstecz, lepsze wyniki na wsi od PSL-u miała Platforma Obywatelska, SLD i Andrzej Lepper. Wincenty Witos kiedyś powiedział, że wieś słucha każdego, kto do niej przychodzi, a im głośniej krzyczy, tym bardziej się podoba. To się niestety sprawdza. Ponadto, wieś bardzo się zmieniła pod względem socjologicznym.

To znaczy?

Według GUS-u mamy 1,5 miliona gospodarstw rolnych, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podaje, że co roku wniosek o dopłaty składa 1,3 miliona osób, z czego, zdawałoby się, wynika prosty wniosek, że tylu jest w Polsce rolników. A prawda jest zupełnie inna, na co zresztą wskazuje raport Polskiej Akademii Nauk „Polska wieś 2020”. Zwracam na to uwagę od dawna – prawdziwych rolników prowadzących gospodarstwa, w których się orze i sieje, jest w Polsce może 300 tysięcy.

Jak to?

1,3 miliona osób składa wnioski o dopłaty bezpośrednie – to właściciele gruntów rolnych. 800–900 tysięcy spośród składających wnioski nie uprawia jednak roli. To są osoby, które może kiedyś pracowały w polu albo są po prostu spadkobiercami, właścicielami gruntu rolnego. W praktyce wygląda to tak, że rolnik składa wnioski o dopłaty na hektary, których jest właścicielem, zazwyczaj drugie tyle gruntu dzierżawi bez żadnej umowy, a pieniądze z dopłat bezpośrednich za ten dzierżawiony grunt bierze ktoś inny, czyli właściciel gruntu. Problemem jest także to, że na hektarach, które dzierżawią od kogoś, rolnicy nie mogą realizować programów rolno-środowiskowych, wnioskować o odszkodowanie suszowe czy paliwo rolnicze – mówimy tu o innych niż dopłaty bezpośrednie unijnych środkach na rolnictwo. Dzisiaj jest tak, że prawdziwy rolnik w Polsce – który rzeczywiście orze i sieje – na dzierżawione hektary ziemi, które uprawia, nie dostaje ani złotówki, choć powinien i mógłby. A ci, co dostają pieniądze, są zadowoleni i głosują tak, a nie inaczej.

Co by pan chciał zmienić?

Jesteśmy teraz przed ostatecznymi rozstrzygnięciami na ten temat w Parlamencie Europejskim. Zadbałem o to, by każdy kraj w swoich planach strategicznych Wspólnej Polityki Rolnej musiał zawrzeć definicję tak zwanego „aktywnego rolnika”. Gdy tak się stanie, właściciel gruntów rolnych otrzyma słuszny czynsz dzierżawny, a rolnik będzie mógł nie tylko aplikować o dopłaty bezpośrednie, ale też korzystać z innych dobrodziejstw europejskiej polityki rolnej i wsparcia krajowego, które teraz często są dla niego niedostępne, bo nie jest właścicielem wszystkich gruntów, na których pracuje. Trzeba to wreszcie uporządkować. Jeżeli PiS nie chce i nie potrafi tego zrobić, to PSL się tym zajmie.

Ale to PiS notuje na wsiach dobre wyniki, a nie PSL. Czy partia ludowa może w ogóle istnieć bez poparcia rolników?

Panie redaktorze, chyba ma pan na myśli okrojoną definicję ludowości. W Parlamencie Europejskim jesteśmy częścią największej frakcji politycznej – Europejskiej Partii Ludowej, która jest mocno osadzona wśród rolników europejskich, ale to nie jest chłopska partia. Mecenas Karol Lewakowski był naszym pierwszym prezesem, a dzisiaj mamy Władysława Kosiniaka-Kamysza, który jest lekarzem.

Sojusz tronu z ołtarzem jest faktem. Jak patrzyłem na ponowny ślub kościelny Jacka Kurskiego i jego nowej wybranki, poprzedzony unieważnieniem ich wcześniejszych małżeństw, to było to żenujące.

Jarosław Kalinowski

Prezes Kosiniak-Kamysz tłumaczył mi, że „ludowy znaczy powszechny”, ale chyba nie udało mu się do tej definicji przekonać zbyt wielu wyborców.

My musimy dalej robić swoje, a kłamstwa PiS-u wyjdą na jaw, prawda w końcu dotrze także na wieś. Wracając do wspomnianych dopłat – rząd najpierw obiecywał, że je podwoi, potem stwierdził, że doprowadzi do ich wyrównania, ale nie mówił do jakiego poziomu. Teraz politycy PiS-u mówią, że chcą osiągnąć średni poziom europejski. Tylko że ten średni poziom europejski, to my zagwarantowaliśmy już 8 lat temu w rządzie PSL i PO. Kluczowe są również kwestie rolnictwa ekologicznego, które rząd niemal zupełnie pomija. W następnej polityce rolnej 30–40 procent środków będzie przeznaczanych na programy dotyczące środowiska.

Jaką rolę pełni Kościół w dominacji PiS-u na terenach wiejskich?

Sojusz tronu z ołtarzem jest faktem. Jak patrzyłem na ponowny ślub kościelny Jacka Kurskiego i jego nowej wybranki, poprzedzony unieważnieniem ich wcześniejszych małżeństw, to było to żenujące. Przecież Kurski był żonaty przez 24 lata, a zarówno on, jak i jego obecna żona mają dzieci z poprzednich związków! Znam Kurskiego i wiem, jaki to człowiek. Jeżeli Kościół, oprócz propagandy, którą można usłyszeć z ambony, kupczy odpustami, to znaczy, że jego autorytet dramatycznie słabnie. To, co dzieje się obecnie w Kościele, nie cieszy mnie w żadnym stopniu, zwłaszcza że wieś jest środowiskiem bardzo głębokiej wiary.

I takie rzeczy nie rażą jej mieszkańców?

Mam wrażenie, że na wsi jest większe przyzwolenie na niektóre nieprawidłowości lub nawet patologie. Po prostu autorytet hierarchów jest tutaj po wielokroć większy niż w miastach, co zresztą wynika z raportu o stanie wsi, o którym wspomnieliśmy.

Mieszkańcy wsi potrafią więcej wybaczyć?

Możliwe, albo po prostu więcej są w stanie zaakceptować. Tłumaczą sobie, że skoro proboszcz, nie wspominając o biskupie, tak mówi, to znaczy, że tak musiało być. Czasem ludzie bardzo błądzą. A w PSL-u od Witosa mamy prostą zasadę – w sprawach wiary słuchamy każdego wikarego, a w sprawach polityki zastrzegamy sobie odrębne zdanie, nawet jeśli chodzi o biskupów.

Czy przyszłość PSL-u jest przy Koalicji Obywatelskiej – jako część koalicji odwołująca się do wyborców mieszkających na wsi? KO ma z tym problem.

Proszę pana, my obchodzimy 28 lipca 125-lecie istnienia…

Patrząc na wynik wyborczy, to może to być stypa, a nie powód do świętowania.

Zapewniam pana, że utrzymamy swoją podmiotowość. Sam startowałem w wyborach prezydenckich dwa razy – z wynikiem 5,8 procent, i 1,8 procent. Moi koledzy z PSL-u mieli podobne wyniki, a potem wybory parlamentarne i samorządowe pokazywały, że pogłoski o naszej śmierci są mocno przesadzone.

Czyli kuszenie ze strony PiS-u, nawet stanowiskiem ministra rolnictwa, nie odniesie sukcesu?

Niech sobie próbują i kombinują do woli. PSL jest i będzie po stronie demokratycznej.

 

Fot. Facebook.com

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 602

(32/2020)
23 lipca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj