Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Wódka, kiełbasa, pogarda...

Wódka, kiełbasa, pogarda i inne sprawy

Wojciech Engelking

Spierając się o pogardę, którą część jej przedstawicieli wylewa na wyborców Andrzeja Dudy, liberalna inteligencja ulega zabawnemu złudzeniu, że wyborców tych ich pogarda obchodzi.

1

Rozpocznę od anegdoty. Ostatnio byłem w Zakopanem, gdzie usiadłem na Krupówkach na ostatniego przed snem drinka. Bar z ogródkiem był typowo turystyczny, aperol spritz zaś, któregom zamówił, nie smakował za bardzo jak aperol spritz. Ogólne wrażenie dopełniał unoszący się w powietrzu zapach smażonego mięsa. Dobiegał mnie on z prawej strony, gdzie ujrzałem olbrzymiego, otyłego mężczyznę z dwiema kobietami, między którymi stała deska z karkówkami i kiełbasami – deska, należy nadmienić, wielkości atlantyckiej.

Wpierw poczułem obrzydzenie. Nie było to jednak obrzydzenie do mięsa, bo sam je ze smakiem jadam; nie kierowało się też w stronę inkrustowanych wulgaryzmami rozmów gości – sam uwielbiam przeklinać. Zadałem sobie więc pytanie: „czego się brzydzę?”, by natychmiast samemu odpowiedzieć: brzydzę się tych ludzi.

Jak możesz! – powiedziałem sobie w głowie. – Jak ci, człowieku, nie wstyd! Czy zacząłeś się zachowywać, jak ci opisywani kiedyś w „Dużym Formacie”, wielkomiejscy liberałowie, który przeszkadzało, że beneficjenci 500 plus, pojechawszy z rodzinami na wakacje, defekują w wydmach? Co ci pozwala – powtarzałem sobie nad rozwodnionym alkoholem – czuć wstręt do tej trójki, cieszącej się wieczorem, bliskością gór i zajadanym mięsem? Co by ci ludzie powiedzieli, gdyby mogli wejść do twojej głowy i dowiedzieć się, że budzą w tobie wstręt?

Otóż – to odpowiedź, której udzielam samemu sobie z perspektywy kilku tygodni – nic by nie powiedzieli, bo nic by ich moja pogarda i wstręt nie obchodziły. Wzruszyliby na nią ramionami i udali się w swoją stronę, cześć i do widzenia. I jest to, należy dodać, zachowanie cokolwiek zdrowe, które poleciłbym także polskiej inteligencji. Jej ostatnie zastanawianie się, jak to możliwe, że niektórzy jej przedstawiciele pozwalają sobie na słowa o śmierdzącym kiełbasą motłochu mam raczej za jej kryzys tożsamościowy jako formacji.

Fot. Pxhere.com, Creative Commons CC0

2

Skąd się ów kryzys wziął? Nie będę zbyt oryginalny, jeżeli, szukając jego źródeł, wspomnę o szlacheckim rodowodzie polskich inteligentów – polegającym nie na tym, że są oni szlacheckiego pochodzenia, ale że w XIX i XX wieku zajęli pozycję niegdyś zajmowaną przez szlachtę, upraszczając: władców dyskursu. Ta pozycja nie była nigdy dla inteligentów zbyt miła; kiedy inteligent zaczynał „naprawdę myśleć – powiada w «Zniewolonym umyśle» Czesław Miłosz – spostrzegał, że jest odizolowany od szerokich mas narodu; starając się odzyskać związek z masą stawał się radykałem”. Kiedy jednak stawał się tym ostatnim, jak, powiedzmy, dziewiętnastowieczni rosyjscy narodnicy, stawiał samego siebie na pozycji przewodniej.

Inteligent stracił więc swoją przewodnią rolę, nie stracił jednak poczucia odrębności względem tych, którzy inteligentami nie są. To pustkę po przewodniej roli postanowił zastąpić pogardą, bo tylko ona pozwala mu utrzymać jego poczucie odmienności od tych, którzy są jej obiektami.

Wojciech Engelking

Nie interesuje mnie, czy miał do tego prawo; mogę tylko powiedzieć, że w XIX czy XX wieku trudno, by było inaczej. Przestrzeń debaty publicznej, która jest dla inteligenta przestrzenią podstawowego działania, była wszak obwarowana licznymi zabezpieczeniami, by nie wpuścić do niej wszystkich, którzy cieszyli się powszechnym prawem głosu. Owszem, ci ostatni mogli poprzeć tego czy innego polityka, ale, dajmy na to, napisanie i opublikowanie w wielkonakładowej prasie artykułu, który by prowadził do politycznych przemian czy rozruchów, było już dla nich raczej niemożliwe. Także dlatego, że to do inteligentów jako pierwszych docierały nowe, konstruowane za granicą idee, oceny, pomysły, sądy.

Tyle że to było dawno temu. Owszem, XX stulecie było epoką, w której – znów Miłosz – „mieszkańcy wielu krajów europejskich zyskali świadomość, że […] zawiłe i zbyt trudne dla przeciętnego śmiertelnika książki filozoficzne mają wpływ całkiem bezpośredni na ich losy”. W swoich ostatnich dziesięcioleciach wieku XX i w stuleciu następnym droga do tworzenia dyskursu publicznego radykalnie się jednak skróciła. Powodem podjęcia danego ruchu politycznego nie musi być dzisiaj lektura „Kapitału”, ale postu na Facebooku – albo artykułu w „Fakcie”, od którego już dekadę temu Donald Tusk zaczynał każdy dzień, wiedząc, iż to, czym żyje Polska, to nie komentarze inteligentów w „Gazecie Wyborczej”.

Inteligent stracił więc swoją przewodnią rolę, nie stracił jednak poczucia odrębności względem tych, którzy inteligentami nie są. To pustkę po przewodniej roli postanowił zastąpić pogardą, bo tylko ona pozwala mu utrzymać jego poczucie odmienności od tych, którzy są jej obiektami. Fakt, że na ogół jest w krajach Europy Środkowej i Wschodniej liberałem, odrobinę bezrefleksyjnie wiąże go, zwłaszcza jeśli mieszka na prowincji, z wyborcami formacji politycznej, z którą się nie zgadza. Tym samym kultywuje wygodny dla samego siebie mit.

3

Nie powiedziałbym jednak, że u każdego inteligenta poczucie utraty przewodniej roli jest uświadomione. Raczej – u wielu nie jest, a tych wielu to ci, których pogarda względem zsynonimizowanych z mieszkańcami prowincji wyborców konkurencji oburza. Twierdząc, że gardzić nie wolno, powielają oni w istocie przekonanie, że inteligent powinien cywilizować dobrego albo złego dzikusa, bo ten nie ma dostępu do informacji i wiedzy. Gdyby te ostatnie posiadł, od razu zacząłby wyznawać jego poglądy, ubierać się jak on, zamawiać w tych samych restauracjach te same potrawy i napoje. Przekonanie o braku dostępu jest oparte na przekonaniu innym: że dobry albo zły dzikus jest biedny.

Czy tak jest? Mężczyzna z dwiema towarzyszkami, którego spotkałem na Krupówkach, wcale na biednego nie wyglądał; wydaje mi się raczej, że mieszkał w lepszym hotelu niż ja, przyjechał w Tatry nieco bardziej ekskluzywnym środkiem transportu. Jego apokaliptyczny talerz mięs takoż nie zdawał się potrawą złożoną z resztek. Dla zastanawiającego się jak gardzić szlachetnie inteligenta byłoby z pożytkiem, gdyby zrozumiał, że prowincja w jego wyobraźni często jest przez niego samego zmitologizowana i istnieje na niej taki sam jak w mieście dostęp do kapitału finansowego czy informacyjnego.

„Pogarda elit”, na którą pomstują publicyści, to totem. Ci gardzący to często, przykro mi, żadne elity – w tym sensie, że nie mają na społeczeństwo poprzez swoją działalność żadnego wpływu, jak wybitna pisarka, która stwierdziła, ze Karta Rodziny śmierdzi jej kiełbasą. Ja tam żadnego smrodu kiełbasy w Karcie Rodziny nie wywęszyłem, raczej obrzydliwy odór kołtuństwa i homofobii, i z radością pozwalam sobie na pogardę względem tychże, podobnie jak względem ich wyznawców, budzących we mnie nic ponad wstręt.

Gardzić bowiem (jeśli nie jest to pogarda dla finansowej biedy) oznacza ustawiać drugiego człowieka na równi ze sobą i stwierdzać, że jego wybory ideowe czy estetyczne budzą w nas abominację – i że miał w ich dokonaniu taką samą wolność, jak my. Można też, oczywiście, gardzić dlatego, że nie dla tego człowieka rozmowa o Schopenhauerze, ale jest to tylko – Miłosz po raz kolejny, z wiersza „Przewaga” – „przewrotna gra szesnastolatka / Aroganta, z obrzydłej nieśmiałości, / Który tylko milczy, uśmiecha się głupio […]” – a milczy i uśmiecha się głupio, bo wie, że dla tych, którymi gardzi, jego pogarda to nic ponad wakacyjną ciekawostkę. Jak i dla niego – pogarda z ich strony.

Zachęcam więc wszystkich, wzdłuż klas i w poprzek, do gardzenia sobą nawzajem – sądzę, że nikogo taka pogarda (o ile nie jest zapowiedzią fizycznej przemocy) za wiele nie obejdzie, za to pomoże uświadomić polskiej inteligencji, że już nie włada dyskursem, co byłoby z pożytkiem dla każdego.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 603

(33/2020)
28 lipca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj