Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Tybet w rozgrywce mocarstw

Krzysztof Renik

Wydarzenia ostatnich tygodni przypomniały o sprawie tybetańskiej i dążeniach przedstawicieli tego narodu do zapewnienia nieskrępowanego kultywowania własnej tożsamości cywilizacyjnej, kulturowej oraz religijnej. Tożsamości, która od kilkudziesięciu lat zagrożona jest chińską polityką sinoizacji Tybetu i która jest w wyniku tej polityki systematycznie niszczona.

W ostatnich dniach sierpnia władze chińskie zajęły się kwestiami Tybetu podczas siódmego ogólnochińskiego sympozjum poświęconego Wyżynie Tybetańskiej. Słuchaczami tego forum byli członkowie Komunistycznej Partii Chin oraz przedstawiciele armii. W programowym przemówieniu przewodniczący Xi Jinping wyraźnie podkreślił, iż należy dołożyć wszelkich starań, by coraz ściślej wiązać Tybet z państwem chińskim, prowadzić politykę sinoizacji Dachu Świata, a w tybetański buddyzm włączać idee socjalistycznych Chin. Innymi słowy, tradycyjna religia ma w zamierzeniu Pekinu stać się instrumentem umożliwiającym ugruntowanie wpływów chińskich w regionie. Jednak wskazań chińskiego prezydenta nie wysłuchali buddyjscy mnisi, nie zaproszono bowiem ich do uczestnictwa w obradach.

Czas przeprowadzenia sympozjum, którego zasadniczym celem było nakreślenie ram coraz bardziej brutalnej sinoizacji Tybetu i dalszego uzależniania Tybetańczyków od Chin, nie był przypadkowy. Od roku 2015 Pekin nie organizował tego typu zgromadzeń. Ale rok 2020 to czas chińsko-indyjskiego konfliktu granicznego, który rozgrywa się wokół himalajskiej granicy oddzielającej Tybet od Indii. W sytuacji ciągle niewygaszonego sporu o przebieg Line of Actual Control brutalna dominacja nad Tybetem oraz narodem tybetańskim ma dla Pekinu istotne znaczenie. Nie bez przyczyny prezydent Xi tak mocno podkreślał konieczność walki z jakimikolwiek przyjawami postaw określanych przez Pekin mianem separatystycznych. W przypadku konfliktu zbrojnego z Indiami pełne podporządkowanie Tybetańczyków Pekinowi jest kluczową kwestią dla chińskich przywódców.

Jednocześnie z zapowiedziami postępującej sinoizacji, Pekin realizuje w obozach o charakterze wojskowym politykę przymusowego przyuczania zawodowego tybetańskich rolników i pasterzy-nomadów. Po przeszkoleniu mieliby oni zostać siłą roboczą dla fabryk zlokalizowanych w Tybecie i w samych Chinach. Przymusowe przekwalifikowanie Tybetańczyków objęło już swym zasięgiem około pół miliona autochtonicznych mieszkańców regionu, co wzbudziło zaniepokojenie międzynarodowej grupy parlamentarzystów zajmujących się Chinami (Inter-Parliamentary Alliance on China – IPAC). Grupa ta powstała w czerwcu 2020 roku – niestety bez udziału polskich przedstawicieli. Już we wrześniu opublikowała raport dotyczący owych przymusowych obozów szkoleniowych, w których oprócz przysposobienia zawodowego kursanci poddawani są komunistycznej i narodowo-chińskiej indoktrynacji. Według autora raportu Adriana Zenza system organizacyjny obozów działających w Tybecie przypomina tak zwane obozy reedukacyjne działające w Sinciangu, w których indoktrynacji i wynarodowieniu poddawani są Ujgurzy.

Na wskazania wynikające ze wspomnianego już przeze mnie siódmego sympozujm na temat Tybetu zareagowały tybetańskie władze na wychodźstwie działające w Indiach. Przywódca tych władz dr Lobsang Sangay uznał wskazania owego sympozjum za błędne oraz nieralistyczne. „Chińska polityka sinoizacji buddyzmu tybetańskiego jest błędną próbą kontrolowania tybetańskich wierzeń religijnych oraz tybetańskiej wiary w reinkarnację. […] Dla Tybetańczyków buddyzm jest ważniejszy aniżeli komunizm. Zmuszanie ich, by uznać komunizm za ważniejszy aniżeli ich wiara, jest nie tylko łamaniem międzynarodowych praw wolności religijnej, ale również działaniem głęboko błędnym. Sinoizacja buddzyzmu tybetańskiego nie powiedzie się. Ostatnie 60 lat chińskiej władzy w Tybecie jest na to dowodem” – wyjaśniał w specjalnym oświadczeniu tybetański polityk na wychodźstwie.

Dr Lobsang Sangay zwrócił ponadto uwagę na rosnącą pod rządami chińskimi militaryzację Tybetu. Uznał ten proces za zjawisko niepokojące i niekorzystne, zarówno z punktu widzenia samych Tybetańczyków, jak i sąsiadów Chin i Tybetu. „Pekin uważa, iż ich bezpieczeństwo oraz stabilność zależy od bezpieczeństwa i stabilizacji w Tybecie. Rosnąca militaryzacja regionu jest poważnym źródłem zaniepokojenia Tybetańczyków, jak również Indii oraz całego systemu bezpieczeństwa w Azji. Odtworzenie statusu Tybetu, jako strefy pokoju z jego historycznymi, zdemilitaryzowanymi granicami z Indiami, jest jedyną drogą do trwałego pokoju w Azji”.

W kontekście tych oświadczeń Lobsang Sangay zwrócił także uwagę na potrzebę odnowienia i wzmocnienia indyjskiej polityki wobec Chin. Zdaniem tybetańskiego polityka dotychczasowe relacje indyjsko-chińskie opierały się na deklarowanej woli współpracy. Tyle tylko, że efekty tej współpracy były w gruncie rzeczy niewielkie. Dlatego, jak twierdzi Sangay, „Stany Zjednoczne, kraje europejskie, Japonia, Australia, a także wiele innych państw zmieniło już swoje podejście do Chin – przeszły od współpracy do rywalizacji”. Jako komentarz do tych słów trzeba postawić pytanie o to, czy Indie są w stanie rywalizować z Chinami. A jeżeli tak, to w jakich obszarach?

Trwająca od kilku miesięcy konfliktowa sytuacja na linii granicznej w Ladaku, w indyjskich Himalajach, sprawiła, iż Indie w sposób zdecydowany deklarują gotowość obrony ustalonej przed laty linii podziału, stanowiącej de facto himalajską granicę pomiędzy Indiami i Tybetem. Przerzucenie tysięcy żołnierzy oraz sprzętu wojskowego, łącznie z nowo zakupionymi samolotami wielozadaniowymi Rafaele, do Ladaku świadczy, iż New Delhi także demonstruje gotowość przejścia w polityce wobec Chin od współpracy do rywalizacji. Czy hipotetyczna indyjsko-chińska rywalizacja przyczyni się do poprawy sytuacji Tybetańczyków? Czy ma szansę skłonić Pekin do pozytywnej odpowiedzi na proponowaną przez tybetańskie władze na wychodźstwie autonomię Tybetu w sferze cywilizacyjnej, kulturowej, a także religijnej? Za wcześnie na odpowiedź. Nie ulega jednak wątpliwości, że indyjsko-chiński spór graniczny powinien zwrócić uwagę międzynarodowej opinii publicznej również na sytuację w Tybecie i położenie Tybetańczyków, wbrew własnej woli od dziesięcioleci poddanych chińskiej dominacji we swojej ojczyźnie.

 

Fot. Pxhere.com

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 613

(43/2020)
7 października 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj