Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Romain Gary i...

Romain Gary i tajemnica Émila Ajara [W 40. rocznicę śmierci pisarza]

Piotr Kieżun

Na początku grudnia 1980 roku Romain Gary popełnił samobójstwo. Tuż przed śmiercią wysłał do wydawcy i swojego adwokata wypełnioną dokumentami kopertę. Zawierała ona prawdę o największej literackiej mistyfikacji w powojennej Francji.

Romain Gary © saviedevantnous. Źródło: Flickr (CC BY-NC-SA 2.0)

To była największa literacka mistyfikacja w powojennej Francji. Pod koniec 1973 roku do redakcji wydawnictwa Gallimard przyszła przesyłka zawierająca maszynopis powieści zatytułowanej „Pieszczoch” [Gros-Câlin]. Nadawcą był Pierre Michaut, przedsiębiorca osiadły od niedawna w Brazylii, który w krótkim liście dołączonym do maszynopisu wyjaśniał jego pochodzenie. Autorem przesłanego dzieła, pisał Michaut, jest niejaki Émil Ajar, Francuz urodzony w Oranie w Algierii, gdzie w czasie wojny poznał zresztą przelotnie Alberta Camusa. Jako lekarz Ajar dokonał aborcji, która zakończyła się zgonem pacjentki, wskutek czego musiał salwować się ucieczką do Ameryki Południowej. Ze zrozumiałych względów zależy mu na dyskrecji, niemniej byłby zachwycony, gdyby Gallimard wydał jego debiutancką powieść, której przekazanie dla zachowania bezpieczeństwa powierzył właśnie Michautowi.

Po pierwszym zaskoczeniu, jakim była enigmatyczna prezentacja autora, przyszło drugie. „Pieszczoch” okazał się dziełem niezwykle udanym. Była to pełna humoru i melancholii opowieść o pracowniku IBM-a, człowieku samotnym i nieśmiałym, który po wielu towarzyskich porażkach postanawia nabyć pytona i zaprzyjaźnić się z tym gadem o złej reputacji. Ajar pisał stylem lekkim, skrzącym się dowcipem, wypełnionym inteligentną grą słów i umiejętnie wykorzystującym mowę potoczną. Co prawda kolegium lektorów Gallimarda nie było jednogłośne, lecz książkę postanowiono wydać. Zrobiono to jesienią 1974 roku w należącej do wydawniczego giganta mniejszej oficynie Mercure de France, kierowanej przez Simone Gallimard.

Sukces przerósł najśmielsze oczekiwania wydawcy. Dziennik „Le Monde” chwalił „Pieszczocha” za komiczny ton, „Le Figaro” nawoływało do przyznania autorowi „po przyjacielsku” Legii Honorowej, tygodnik „L’Express” rozpływał się nad jego nowatorskim językiem. Wszyscy zastanawiali się jednocześnie, kim jest tajemniczy prozaik. Już dla Raymonda Queneau, który był jedną z osób oceniających nadesłany do Gallimarda maszynopis, powieść Ajara wyglądała na dzieło raczej starego wygi niż nowicjusza i należało ją usytuować „w miejscu, gdzie spotykają się Ionesco, Céline, Nimier i Vian” [1]. Dziennikarze szli jeszcze dalej i wymieniali konkretne nazwiska. Ajarem miał być między innymi Louis Aragon, Michel Cournot, a więc pisarz i jednocześnie dyrektor literacki Mercure de France, a tym samym wydawca „Pieszczocha” [sic!], czy… sam Queneau. Niektórzy obstawiali jakiś kolektyw pisarski.

Jednocześnie bandyta i szaleniec, dziwny, niepokojący

Tymczasem Ajar nie próżnował i wysłał do wydawnictwa kolejny maszynopis. Nowa powieść nosiła tytuł „Czułość kamieni” [La Tendresse des pierres]. Jej narratorem był Momo, arabski chłopiec dorastający w emigranckiej dzielnicy Paryża Goutte d’Or pod okiem pani Rozy, starej żydowskiej prostytutki. Wspomniany już Michel Cournot czuł, że książka znów będzie bestsellerem. W jego opinii powieść wymagała jednak kilku poprawek, o które poprosił autora za pośrednictwem Michauta.

Ku zaskoczeniu wszystkich Ajar zaproponował spotkanie. Odbyło się ono na przedmieściach Genewy. W obszernym mieszkaniu wydawcę przyjął wyglądający dość młodo, czarnowłosy mężczyzna o orientalnej urodzie i przeszywającym spojrzeniu niebieskich oczu. „To był on – opowiadał potem Cournot – taki, jakim wyobrażałem sobie autora «Pieszczocha» i «Czułości kamieni». Jednocześnie bandyta i szaleniec, dziwny, niepokojący” [2]. Ajar z uwagą wysłuchał wszystkich uwag, zareagował na każdą z nich, proponował nowe, często lepsze wersje omawianych fraz. W końcu wydawnictwo przekonało się, że ma do czynienia z realną postacią.

Powieść ukazała się wkrótce potem pod zmienionym tytułem „Życie przed sobą” [La vie devant soi]. Większość krytyków okrzyknęła ją rewelacją i naturalnym kandydatem do najważniejszego literackiego lauru we Francji – Nagrody Goncourtów. Ajar w końcu ujawnił swoją twarz. Na okładce pojawiło się zdjęcie z jego sylwetką na tle morza, a „Le Monde” przeprowadził z nim wywiad.

Paul Pavlowitch, czyli wuj w cieniu młodszego kuzyna

Sytuacja znów się jednak skomplikowała. Redaktor tygodnika „Le Point” Jacques Bouzerand postanowił przeprowadzić dziennikarskie śledztwo. Nie pasował mu jeden ze szczegółów podany w życiorysie genialnego debiutanta. Otóż Ajar stwierdził w wywiadzie, że ukończył medycynę w Tuluzie. Bouzerand studiował w Paryżu, ale pochodził z Cahor, leżącego sto kilometrów od miasta z czerwonej cegły, i miał wśród znajomych wielu absolwentów tuluzańskiego uniwersytetu. Kiedy pokazał zdjęcie jednemu z nich, ten wykrzyknął: „Ależ to Alex!”. Dziennikarz szybko odkrył, że Ajar nie nazywa się Ajar, tylko Pavlowitch, a na dodatek ma na imię nie Alex (tak przedstawiał się kolegom w czasie studiów), lecz Paul. I wcale nie studiował medycyny. Po skończeniu liceum w Cahor – zresztą tego samego co Bouzerand – zapisał się na wykłady z prawa. Pavlowitch, przyparty do muru, nie zaprzeczył. Ajar to on. Bouzerandowi, który namawiał go do wywiadu, postawił jednak warunek: nie ujawni w nim swojej prawdziwej tożsamości. Dziennikarz się zgodził i wkrótce czytelnicy „Le Point” mogli się dowiedzieć, że „Pieszczocha” i „Życia przed sobą” nie napisał lekarz urodzony w Oranie i pomieszkujący obecnie w Brazylii, tylko tajemniczy młody talent z Francji.

W tym samym tygodniu, w którym tygodnik opublikował wywiad, ogłoszono laureata Nagrody Goncourtów. Został nim Ajar. Pavlowitch nie był w stanie dłużej zachować anonimowości. Prasa zaczęła odkrywać kolejne fakty z jego życia: że urodził się w Nicei, że ma żonę Annie, że jego ojcem jest Jugosłowianin z Czarnogóry i wreszcie rzecz najważniejsza – że jego matka, Dinah Kacew, to siostra stryjeczna znanego francuskiego pisarza Romaina Gary’ego, a zatem on sam jest młodszym kuzynem autora „Korzeni nieba”.

Ten ostatni fakt dał krytykom asumpt do kąśliwych zestawień. Pavlowitch na tle wuja wypadał jak młody literacki geniusz pełen wigoru, świeżości i nowych pomysłów. Gary, błyskotliwy, aczkolwiek przywiązany do tradycyjnej powieściowej formy, był dla mediów uosobieniem akademika. Nagłówki nie pozostawiały wątpliwości – czas jego triumfów bezpowrotnie minął. Kiedy w dwa lata po wydaniu „Życia przed sobą” Gary opublikował „Blask kobiety”, króciutką powieść o spotkaniu doświadczonego losem mężczyzny i kobiety po przejściach, tu i ówdzie podniosły się głosy, że pisarz usiłuje naśladować Ajara. Gwiazda Pavlowitcha błyszczała na literackim firmamencie. Gary niknął w jej cieniu.

Życie i śmierć Émila Ajara

Literacki sukces nie lubi bezczynności. Trzeba go podgrzewać kolejnymi książkami. Pavlowitch alias Ajar nie próżnował. W 1976 roku ukazało się jego „Pseudo”, zwariowana, autotematyczna powieść, pozbawiona sztywnej struktury i wypełniona pierwszoosobową, paranoiczną narracją. Trzy lata później „Lęki króla Salomona” – historia przedziwnej przyjaźni paryskiego taksówkarza Jeana z tytułowym panem Salomonem, „królem spodni”, oraz panią Corą, zapomnianą przez świat piosenkarką. Sam pisarz został zaangażowany w Mercure de France jako doradca literacki, choć po półtora roku Simone Gallimard dyskretnie dała mu do zrozumienia, żeby raczej zajął się pisaniem niż wydawaniem. To wychodziło mu najlepiej. Czytelnicy go kochali.

Wszystko skończyło się nagle w roku 1980. Na początku grudnia Romain Gary popełnił samobójstwo, strzelając sobie w usta z rewolweru Smith & Wesson kaliber 38. Tuż przed śmiercią wysłał do Roberta Gallimarda i swojego adwokata Georges’a Kiejmana wypełnioną dokumentami kopertę. Zawierała ona: maszynopis krótkiego tekstu napisanego w marcu 1979 roku ujawniającego prawdę o autorstwie „Pieszczocha” i kolejnych książek sygnowanych nazwiskiem „Ajar”; zdjęcia z wizerunkiem rękopisów fragmentów książek Ajara, na których można było dostrzec należący do Gary’ego styl pisma; oraz skreśloną 30 listopada instrukcję: „Termin, w którym zostaną ujawnione te informacje, wyznaczą Robert i Claude Gallimardowie w porozumieniu z moim synem [Diego – przyp. PK]”. Kilka miesięcy później, w lipcu 1981 roku, do księgarń trafiła ostatnia, pośmiertna książka Gary’ego „Vie et mort d’Émil Ajar” [Życie i śmierć Émila Ajara]. W tym samym czasie Paul Pavlowitch przyznał publicznie w telewizyjnym programie „Apostrophes”, że Ajarem był jego wuj, on zaś pełnił jedynie rolę statysty w przygotowanym przez Gary’ego spektaklu.

Część krytyków mogła sobie powiedzieć: „A nie mówiłem”. Jacqueline Piatier z dziennika „Le Monde”, uważna i dociekliwa czytelniczka powieści Gary’ego, po wydaniu „Życia przed sobą” była pewna, że Ajarem może być tylko on. Jej przekonanie nie osłabło nawet pomimo tego, że Gary na piśmie zapewnił ją, że jest w błędzie. Satysfakcję mógł odczuć także Jean-Michel Royer, redaktor rozgłośni France-Inter, który książki Gary’ego znał na pamięć. Po wydaniu „Pseudo” on również stwierdził w artykule w „Le Point”, że styl tej powieści nosi ślady autora „Korzeni nieba”. Większość czytelników zareagowała jednak zaskoczeniem: jak można było przez tyle lat prowadzić tak skomplikowaną grę pozorów?

Zmienić życie w legendę

Pytanie nie brzmiało jednak „jak?”, tylko „po co?”. Czy chodziło o żart? O pieniądze? A może o jakieś nieznane szerszej publiczności porachunki z wydawcą?

Nic z tych rzeczy. Pierwszym impulsem do genialnej mistyfikacji Gary’ego była jego chęć pozbycia się łatki zaskorupiałego klasyka. W 1974 roku, a więc w roku wydania „Pieszczocha”, miał sześćdziesiąt lat. Był uznanym pisarzem, laureatem Nagrody Goncourtów za „Korzenie nieba”, do tego nobliwym dyplomatą, weteranem opromienionym sławą walki w szeregach gaullistowskiej Wolnej Francji, kawalerem Orderu Wyzwolenia i Legii Honorowej. Każdą z jego powieści Gallimard wydawał w tysiącach egzemplarzy, jednak krytycy przyzwyczaili się je opatrywać jedną i tą samą formułką. Automatyzm pochwał doprowadzał Gary’ego do rozpaczy. Maska Émila Ajara pozwoliła mu utwierdzić się w przekonaniu, że wciąż pisze powieści, które potrafią zelektryzować czytelników bez względu na nazwisko autora. Poddała też próbie świat krytyki literackiej. Zresztą próbie udanej. To przecież dzięki tej maskaradzie Gary dokonał rzeczy formalnie niemożliwej – dwa razy otrzymał Nagrodę Goncourtów.

Wciąż jednak pozostaje pytanie, dlaczego swój eksperyment postanowił kontynuować aż do tragicznej śmierci? Być może ci, którzy skłonni są sadzać pisarzy na psychoanalitycznej kozetce, będą szukali odpowiedzi w dzieciństwie autora i przeciwnościach, którym musiał stawić czoła. Pół Żyd, pół Rosjanin, jak sam o sobie mówił, władający kilkoma językami, wychowywany przez nadopiekuńczą matkę widzącą w nim przyszłego ambasadora Francji, wciąż zmieniający miejsca pobytu (Wilno, Warszawa, Nicea), zawsze pozostawał przybyszem, który musiał udowadniać, że jest wart tyle samo co inni. Stąd ciągłe próby wymyślania na nowo swojej tożsamości. Najpierw w dziecinnych fantazjach (manieryczne imiona z autobiograficznej „Obietnicy poranka”), później – w dorosłym życiu. Przecież samo nazwisko Gary to literacki pseudonim, po drodze zaś niejaki Romain Kacew bywał jeszcze Fosco Sinibaldim i Shatanem Bogatem.

Jest jednak jeszcze inne rozwiązanie tej zagadki – nadal związane z dzieciństwem Gary’ego, ale nie mające wiele wspólnego z walką o miejsce na społecznej drabinie. „Nie opowiadaj na siłę historii tak, jak się one wydarzyły, lecz zamieniaj je w legendę i znajdź ton, który jest potrzebny, by je opowiedzieć”, mówił François Bondy’emu w wywiadzie rzece „La nuit sera calme” [Noc będzie spokojna]. A później z naciskiem stwierdzał: „Pociąga mnie to, co cudowne. To pozostałość z dzieciństwa. Nie ma bez tego twórczości”. Czyż historia Ajara nie wzięła się właśnie z tego? Z wiary w twórczą moc literatury, z pogoni za cudownością, migoczącym światem powieściowych fantazji. W końcu wielki rozbłysk geniuszu młodego, nikomu nieznanego autora Émila Ajara był przede wszystkim artystyczną kreacją starego pisarza – jego ostatnim wielkim dziełem, w którym to nie literackie postacie starały się naśladować żywych ludzi, lecz na odwrót – to żywi ludzie stawali się postaciami wyjętymi wprost z literackiego gabinetu osobliwości.

Przypisy:

[1] Dominique Bona, „Romain Gary”, Mercure de France, Paris 1987, s. 356.
[2] Tamże, s. 374.

Bibliografia:

Romain Gary, „Obietnica poranka”, przeł. Jerzy Pański, wyd. Czytelnik, Warszawa 1991.
Romain Gary, „La nuit sera calme”, Gallimard, Paris 1974.
Dominique Bona, „Romain Gary”, Mercure de France, Paris 1987.
Myriam Anissimov, „Romain Gary, le caméléon”, Denoël, Paris 2004.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 621

(51/2020)
1 grudnia 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj