Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Tarcze są dziurawe

Tarcze są dziurawe

Z Angeliką Pyszkowską rozmawia Aleksandra Sawa

Bez żadnej pomocy dokładaliśmy do restauracji tyle, ile mogliśmy. W tym momencie już nie mamy takich możliwości. Nie otworzyliśmy się po to, żeby komuś coś pokazać – musimy zacząć działać i zarabiać.

Aleksandra Sawa: Dlaczego zdecydowaliście się otworzyć? Przy poprzednim lockdownie byliście zamknięci.

Angelika Pyszkowska: Na samym początku nikt nie wiedział, co to za wirus i jak bardzo jest groźny. Każdy słuchał zaleceń. One oczywiście nie były zgodne z prawem, ale każdy się jakoś próbował do nich dostosować. Można zacisnąć zęby przez miesiąc, dwa, ale jak to zostaje przedłużone kolejny raz i kolejny raz, to ta cierpliwość się kończy – nie ma za co żyć, a każdy musi przecież jakoś zarobić na to życie. Przez te lockdowny musieliśmy zwolnić dwie osoby. Staraliśmy się, ale dochody były zbyt małe, żeby utrzymać wszystkich pracowników.

Ilu macie teraz pracowników?

Mieliśmy czterech pracowników, teraz zostały nam dwie osoby. Nikt nie chce zwalniać pracowników, to był najcięższy moment.

Zakwalifikowaliście się do jakiegokolwiek wsparcia rządowego?

Nie. Te tarcze są bardzo dziurawe. Sam proces aplikowania nie był skomplikowany, ale uzyskanie jakiejkolwiek pomocy w naszym przypadku okazało się nierealne. Jak już pojawiała się jakaś szansa, jakieś okienko się otworzyło, to pojawiały się kolejne nowe kroki i kolejne nowe zasady. I zawsze było jakieś „ale”. Ostatecznie nic nie otrzymaliśmy.

Nie pomaga nam to, że jesteśmy nową firmą na rynku. Istniejemy od sierpnia 2019 roku. To zamknęło wiele drzwi, jeśli chodzi o wsparcie. Na dodatek przez to było nam ciężej przejść na model „na wynos”. Nie zdążyliśmy się dobrze rozreklamować przed pandemią, więc te zarobki z wynosu były bardzo małe. Nie zarabialiśmy na koszty, więc nie można tego nawet nazwać przetrwaniem. To było tylko ciągłe czekanie.

To wszystko na pewno wpłynęło na decyzję o otwarciu. Bez żadnej pomocy dokładaliśmy do tego tyle, ile mogliśmy. W tym momencie już nie mamy takich możliwości, musimy zacząć działać i zarabiać.

Jest jakaś forma wsparcia, która – gdyby przyszła – zmieniłaby waszą decyzję? Takie wsparcie, dzięki któremu nie musielibyście się otwierać?

To jest bardzo ciężkie pytanie, bo każda firma inaczej na to patrzy, każda ma inne koszty. Rząd powinien zrobić lepsze rozeznanie, wsłuchać się w potrzeby przedsiębiorców.

Jest na pewno też ten aspekt, że każdy jednak pracuje po to, żeby zarobić, a nie tylko przetrwać i czekać, czekać, czekać. Więc gdyby była forma wsparcia, która pozwalałaby chociaż odrobinę zarabiać, to na pewno zupełnie inaczej byśmy na to patrzyli.

Chcę też powiedzieć, że nie otworzyliśmy się po to, żeby komuś coś pokazać – jako protest czy bunt. Nie bardzo mi nawet się podoba nazwa „protest”, bo każdy po prostu tutaj walczy o swoje – o jakikolwiek zarobek na życie. O to głównie chodzi.

Czyli nie widzi pani w tym otwarciu tej motywacji protestowej, to raczej jest decyzja czysto finansowa, praktyczna?

Tak, przede wszystkim. Ale na pewno chcieliśmy też swoją malutką cegiełkę dołożyć do tego, żeby zmotywować inne firmy do podjęcia takich samych kroków. Nie po to, żebyśmy protestowali, tylko żeby oni po prostu przetrwali. Mnóstwo restauracji – i tu na rynku w Toruniu, i w całej Polsce – musiało się całkiem zamknąć i to jest to, co najbardziej boli.

A gdyby pani miała na chwilę spojrzeć na tę sytuację z perspektywy zwykłej osoby, nie przedsiębiorcy, to – w kontekście ryzyka zakażenia – też uważałaby pani, że gastronomia powinna być otwarta?

Mnie dziwi w tym wszystkim ogromny brak logiki. Otwarte są choćby malutkie sklepy spożywcze, gdzie nie da się zachować dystansu, a ten sam produkt jest dotykany przez ileś osób w ciągu dnia. Oni mają szansę dalej pracować i zarabiać.

A w restauracji naprawdę każdy się bardzo stara, żeby zachować ten reżim sanitarny, rozstawiamy stoliki jak najdalej, wszyscy są w maseczkach, gość dostaje wyparzone, zdezynfekowane naczynia i sztućce… Są możliwości, żeby zachować bezpieczeństwo. Uważam, że w restauracji można tak samo albo i lepiej zachować te zasady reżimu sanitarnego, jak w innych lokalach i zakładach, które są otwarte. Gdybym w to nie wierzyła, to bym nie otworzyła restauracji, bo też dbam o zdrowie – nie tylko swoje, ale wszystkich, którzy nas odwiedzą.

Czyli stosujecie środki bezpieczeństwa?

Tak, bardzo tego pilnujemy. Liczymy, ile jest osób, nie wpuszczamy więcej niż siedemnastu gości. Stoliki są rozstawione w takiej odległości, że rodziny, które nie są z tego samego domu, nie mają ze sobą kontaktu. Wyparzamy i dezynfekujemy wszystko, czego dotykają goście. Obsługa nosi maseczki i rękawiczki. Nie ma też przesiadywania, goście wchodzą, spożywają posiłek i opuszczają lokal.

Absolutnie nie chodzi o to, żeby pokazać jakiś bunt i udawać, że nie ma wirusa. Jest i trzeba się przed nim chronić, ale uważam, że właśnie to robimy. I będziemy się tego trzymać.

Rozumiem, że nie było u was jeszcze żadnej wizyty ze strony sanepidu czy policji?*

Nie, ale oczywiście jesteśmy na to przygotowani. To jest ich praca i nie będziemy jej utrudniać. Chciałabym tylko, żeby to się odbyło zgodnie z prawem. Rozporządzenie, które zamknęło restauracje, było absolutnie niezgodne z prawem. Nad rozporządzeniem jest ustawa, a nad ustawą jeszcze Konstytucja. Wszystkie restauracje, które się zamknęły, zrobiły to tak naprawdę z własnej dobrej woli… i też ze strachu, i niewiedzy na początku, oczywiście. Ale nie musieliśmy się zamykać, więc uważam, że otwarcie restauracji teraz to nie jest żadne przestępstwo.

W Łodzi po kontroli jednej z otwartych restauracji policja przesłała zawiadomienie do prokuratury w celu zbadania, czy zostały naruszone przepisy z art. 165 par. 1 kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób w wielkich rozmiarach między innymi przez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenie się choroby zakaźnej. Grozi za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Co pani o tym sądzi? Czy to jest fair?

Każdy ma swoje sumienie, swoją odpowiedzialność. Tak samo można się zarazić w autobusie czy w kościele, jak i w restauracji. To, że my się otworzyliśmy, nikogo nie zmusza do przyjścia. Nie fair jest to, że odbiera się obywatelom możliwość i prawo do zarobku gwarantującego utrzymanie.

 

Przypis:

* od czasu rozmowy w restauracji zostały przeprowadzone kontrole policji i Inspektoratu Sanitarnego.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 629

(4/2021)
27 stycznia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj